wtorek, 23 sierpnia 2016

Ulubieńcy sierpnia

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj przyszedł czas na kosmetyczne podsumowanie miesiąca sierpnia. Obfitował on u mnie w wiele nowości kosmetycznych, a i wyłuskałam z tego kilku ulubieńców. Nie będą to tylko same kosmetyki, ale również dwa gadżety, które ułatwiły mi życie w ostatnim czasie.  Jeśli jesteście ciekawe moich ulubieńców zapraszam.





PIELĘGNACJA WŁOSÓW:

1.DELIA CAMELEO MASKA KERATYNOWA- tę maskę zakupiłam dla odmiany po lubianej przeze mnie bardzo złotej masce z Isany. I muszę powiedzieć,że widzę po niej już pierwsze efekty. Włosy na pewno są bardziej gładkie, nawilżone, sypkie i dużo mniej mi się kręcą samoistnie co wcześniej bywało nie do opanowania. Maska wpływa również na plątanie moich włosów. Teraz już nie mam z tym problemu, mogę iść spać wieczorem nawet w nieuczesanych włosach po ich umyciu i nie jest to kłopot, rano używam szczotki ,a poplątanych włosów brak.  Mam nadzieję,że na dłuższą metę jej działanie będzie jeszcze lepsze.



2.GREEN PHARMACY JEDWAB W PŁYNIE- ten maluch lądował u mnie jako serum na końcówki włosów,co by dać im kopa i nawilżyć bardziej.  I w tej roli ten "jedwab" bez grama jedwabiu sprawdza się świetnie nie oblepia włosów, nawilża końcówki, pomaga je wyprostować trochę.  Nie posiada bardzo wyczuwalnego zapachu, a wręcz przeciwnie trzeba się bardzo postarać aby cokolwiek poczuć na włosach.


KOLORÓWKA:



3.MY SERCRET I LOVE MY STYLE LIPLINER 02 NUDE LIPS- ta kredka to moje kolejne odkrycie. Dzięki niej przekonałam się do róży w tonacji nude. Kredka podczas aplikacji gładko sunie po ustach, nie ma problemu z nakładaniem. Nie drapie po ustach ani nie jest sztywna. Pigmentacja jest jej kolejnym niewątpliwym plusem, ponieważ jedno pociągnięcie dobrze pokrywa usta nie ważne czy rysujemy tylko kontur czy wypełniamy całe usta. Straszne jej tylko jedzenie i picie bo to ją narusza tak naprawdę.

4. EVELINE COSMETICS VELVET MATT NR 415 NUDE PINK- tę pomadkę wypatrzyłam przypadkowo w Rossmannie w szafie Eveline, kusiło mnie tym bardziej,że od jakiegoś czasu miałam ochotę na taką matową formułę. W tym miesiącu miałam okazję nosić ją już kilka razy i muszę powiedzieć, że bardzo ją polubiłam. Przede wszystkim pierwszym i nie podważalnym jej atutem jest fakt,że pięknie pokrywa usta już po pierwszej warstwie i nie widać żadnych prześwitów. Na ustach wytrzymuje bardzo dobrze jedzenie i picie, nigdzie się nie transferując ani nie rozmazując, po prostu równomiernie z czasem schodzi z ust. To kolejny cudny nudziak wart uwagi.  Niżej pokażę wam jak wygląda na ustach wraz z innym ulubieńcem, o którym zaraz.




SWACHE: 
RÓŻ SENSIQUE/KREDKA MY SECRET

POMADKA EVELINE:



5 BIELENDA MAKE UP ACADEMIE FLUID KRYJĄCY NR 1 JASNY- ten podkład odkryłam przypadkowo. Mianowicie podczas zakupów w Ross dostałam aż cztery jego darmowe próbki. Początkowo nie byłam przekonana do niego dlatego,że jak zobaczyłam numer koloru na opakowaniu instynktownie jakoś nie chciało mi się wierzyć,że będzie mi pasował, a jednak bardzo pozytywnie się "zawiodłam" i to na tyle, aby po zużyciu moich próbek sięgnąć po pełnowymiarowe opakowanie. Mianowicie podkład zachwycił mnie swoją lekkością, tym jak ładnie się dopasował do obecnego koloru mojej cery (a umówmy się blada teraz nie jestem) oraz całkiem fajnym kryciem. Oczywiście większych niedoskonałości on nie zakryje ani tych, które są przebijają , ale tutaj wystarczy odrobina korektora i dalej wszystko ładnie wygląda na buzi. Najprzyjemniej nakłada mi się go gąbeczka, bo wtedy efekt jest najbardziej naturalny. Nie zauważyłam aby ciemniał czy brzydko schodził z buzi. Dzieje się to bardzo delikatnie i nie jest rzucające się w oczy, a dodam,że wyeliminowałam całkowicie niepotrzebne dotykanie buzi dłońmi w ciągu dnia.  Co do świecenia się w strefie T to nie mogę narzekać, ponieważ pojawia się dopiero pod koniec dnia i nie jest bardzo wielkie, w zasadzie bibułka matująca załatwia sprawę i można dalej iść z tym do ludzi,że tak powiem.


Jak wygląda na buzi(plus pomadka Eveline 415 Nude Pink na ustach ,zdjęcie poglądowe):




6. SENSIQUE MATT ROUGE NR 204- ten piękny róż wypatrzyłam sobie podczas zakupów w Naturze, kolor zachwycił mnie na tyle,że porwałam go ze sobą. Kosztował mnie naprawdę niewiele, a efekt daje piękny. Policzki wyglądają zdrowo i dziewczęco, a rezultat nie jest przesadzony. A takie coś bardzo mi się podoba.

GADŻETY:




7. FOR YOUR BEAUTY PODKŁADKA DO MYCIA PĘDZLI- powiem wam szczerze,że pranie moich pędzli,(a nie jest ich pierdyliard , ale jednak) spędzało mi sen z powiek. Długo się zastanawiałam nad  tym jak sobie ułatwić tę bądź co bądź żmudną jak diabli czynność. Aż w końcu wybrałam się do Rossmanna z błahego powodu nawet nie zamierzałam kupować nic dla siebie, ale wpadła mi oko ta podkładka i wtedy pomyślałam,że wreszcie skończy się mój mały problem. Z praniem rzeczonych pędzli radzi sobie śpiewająco. Domywa wszystko, a rowki umieszczone na samym środku podkładki pomagają dobrze wypłukać środek do mycia z pędzla, a sam czas prania naprawdę się skraca. I nareszcie nie muszę się męczyć z tym, aby dokładnie wymyć podkład czy korektor z pędzla bo wypustki na górze również i w tym pomagają.  Jak dla mnie będzie to zdecydowany hit.





 8. NATURA ACCESSORIES SPRAY DO CZYSZCZENIA PĘDZLI- tego maluszka odkryłam podczas przypadkowych zakupów w Naturze, w poszukiwaniu różu do polików. I wtedy oświeciło mnie,że może mi się przydać np podczas najbliższego wyjazdu kiedy nie będę miała okazji prać moich pędzli. I sprawdził się idealnie jak wtedy tak i teraz kiedy chcę na szybko oczyścić pędzle,a nie kosztował mnie wiele. Oczywiście nie zrezygnowałam z ich prania żeby było jasne. Więcej o nim przeczytacie tutaj


Ostatni ulubieniec tego miesiąca to pewien trik urodowy.  Wcześniej nie zastanawiałam się nad tym ile razy powinnam płukać buzię po umyciu jej żelem nie ważne czy robię demakijaż czy usuwam codzienne zabrudzenia. Ograniczałam się zaledwie do 2 góra 3 razy. Potem oglądając jeden z vlogów Szusz (której kanał śledzę i bardzo lubię) usłyszałam,że to jednak bardzo ważne przy oczyszczaniu cery, jak dobrze wypłuczemy dany kosmetyk do mycia. Chodziło o  to aby wypłukać twarz 10 razy. Pomyślałam,że spróbuje bo co mi szkodziło. I muszę powiedzieć,że ten trik działa. Na buzi znajduję dużo mniej zanieczyszczeń, zarówno rano jak i wieczorem. Niedoskonałości pojawiły mi się przed "tym czasem" dużo mniejsze, drobniejsze jakby i wymagały tylko dwukrotnego użycia maści,  a nie kilkukrotnego jak to zwykle miało miejsce. Jak piszę wam o tym triku to używam go już trzeci tydzień. Jeśli mi nie wierzycie, spróbujcie same włączyć go do swojej rutyny pielęgnacyjnej niby nic wielkiego, ale zmienia bardzo wiele.



I tak oto prezentują się moi ulubieńcy sierpnia. Tym razem było to aż 8 wspaniałych bo miesiąc obfitował w wiele nowości. A  co was najbardziej zainteresowało z moich ulubieńców? A może same miałyście okazję używać, któregoś z tych produktów? Koniecznie dajcie znać.



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki ;*:*:*:*.

piątek, 19 sierpnia 2016

Isana med krem do rąk niezastąpiony dla suchej skóry

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj opowiem wam o kremie do rąk, niby nic specjalnego ale u mnie zrobił bardzo dobrą robotę. Dając sobie radę z każdym możliwym przesuszeniem. Nawet z tym bardzo dużym. Jeśli ciekawi was co to za kosmetyk zapraszam do dalszej części.






NAZWA: ISANA MED KREM DO RĄK Z 5,5% ZAWARTOŚCIĄ MOCZNIKA
POJEMNOŚĆ: 100ML
CENA: 5,99ZŁ, obecnie w promocji dostaniecie go za ok 5zł
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN

Co mówi producent:




Skład: 


Wygląd:




Moja opinia:

Opakowanie: tubka zamykana na płaski klik, który spokojnie można postawić na głowie aby krem ściekał na dół. Ułatwia to zużycie go do ostatniej kropli. Grafika na opakowaniu prosta i estetyczna. 


Działanie: U mnie ten kremik zdecydowanie zasługuje na pochwały, ponieważ skutecznie zwalcza każdą suchość, której się nabawię zaczynając od bardzo suchych rąk po sprzątaniu detergentami po suchą skórę na stopach bo tam też u mnie ląduje. Skóra jest zawsze po nim przyjemnie nawilżona i mięciutka. Nawet mycie rąk mu nie szkodzi, bo nawilżenie nadal na dłoniach zostaje. Wchłania się całkiem szybko, więc nie trzeba długo czekać z wykonywaniem różnych czynności po aplikacji kremu na dłonie i martwić się iż pobrudzimy wszystko wokół siebie. Jak wspominałam wcześniej kremik spisuje się również na stopach. Tam mam permamentny problem z suchą skórą, mimo iż regularnie ścieram martwy naskórek. Postanowiłam więc pewnego razu posmarować nim stópki na noc i przekonać się czy i na nich zdziała cuda. Mogę powiedzieć,że poradził sobie świetnie. Rano obudziłam się z cudnie nawilżonymi, gładkimi i mięciutkimi stopami więc to mówi samo za siebie. 

Konsytencja: gęsta i kremowa. Nie spływa podczas aplikacji. 

Zapach: Jak dla mnie ten krem nie ma żadnego określonego zapachu. Nawet charakterystyczny zapach 
mocznika nie jest bardzo wyczuwalny, a z rąk szybko się ulatnia.

Wydajność: Tutaj również nie mam do kosmetyku żadnych zastrzeżeń. W opakowaniu zostało mi go jeszcze sporo, a samo zużycie w tubce można sprawdzić dobrze pod światło. 


 

Podsumowując: Jeśli macie problem z suchą skórą na dłoniach czy stopach polecam wam ten kremik. Nie kosztuje wiele, a daje sobie świetnie radę z przesuszeniami. Nawilża i pozostawia skórę miękką i gładką, a dodatkowo szybciutko się wchłania. Jeżeli właśnie takiego kosmetyku poszukujecie krem Isana Med jest jak najbardziej godzien uwagi. 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*:*.

wtorek, 16 sierpnia 2016

Czy to działa- Natura Accessories spray do czyszczenia pędzli

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kilka pierwszych wrażeń dotyczących pewnego produktu. Mam tu na myśli spray do czyszczenia pędzli, który znalazłam w Naturze. Muszę wam powiedzieć,że poszukiwałam czegoś takiego nie mniej jednak zawsze odstraszały mnie ceny.  A tutaj dostałam małe, niby niepozorne opakowanie z bardzo przyjemną zawartością. Nie pozostaje mi więc nic innego jak przedstawić wam Natura Accessories spray do czyszczenia pędzli kosmetycznych.







NAZWA: NATURA ACCESSORIES SPRAY DO CZYSZCZENIA PĘDZLI KOSMETYCZNYCH
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE NATURA
CENA: 4,99ZŁ
POJEMNOŚĆ: 30ML




Obietnice producenta:




Skład:



Wygląd-jak to działa: 
Zadaniem płynu było usunięcie typowych kosmetyków, których używam codziennie czyli podkładu, pudru,różu, odrobiny bronzera czy cieni do powiek. 
Jak widzicie niżej poradził sobie naprawdę super. (oczywiście pokazuję wam już efekt końcowy, uznałam,że oszczędzę wam tej grupy brudasków, które teraz na zdjęciu są czyściutkie jak łza)




Płyn poradził sobie ze wszystkimi niżej wymienionymi produktami:



Moja opinia:

Opakowanie: buteleczka o pojemności 30ml z atomizerem. Grafika całkiem prosta, teoretycznie nie przyciągająca zbytniej uwagi, ale mnie się podoba. 


Działanie: spray jak widzicie na zdjęciach wyżej daje sobie radę naprawdę wzorcowo, a powiem wam,że wzięłam pędzel do podkładu do tego testu aby wam pokazać,że nawet to mu nie straszne. Próbowałam oczywiście też jak daje radę z cieniami czy rozświetlaczem i tutaj również nie mam zastrzeżeń. Pędzle zawsze są ładnie doczyszczone i delikatnie pachnące. Jeśli chodzi o czas wysychania takiego pędzla po potraktowaniu go płynem to jest on naprawdę krótki i narzędzie w razie potrzeby znów gotowe jest do użycia. Tak samo miękkie jak wcześniej i w dobrej kondycji. Płyn nie spowodował również wypadania włosia z pędzla.


Zapach: Muszę powiedzieć,że pachnie bardzo przyjemnie wbrew pozorom, wiadomo na początku uwalnia się nuta alkoholowa, ale nie ma się co dziwić to w końcu chemia, po chwili jednak ukazuje nam się bardzo przyjemny kwiatowy zapach. I to właśnie nim delikatnie potem pachnie pędzel. Nie czuć już żadnej brzydkiej alkoholowej nuty. 


Wydajność: Jak na taką pojemność 30ml myślałam,że będzie ona dużo mniejsza nie mniej jednak niewiele zużyłam tego płynu, a czyściłam nim paskudnie zabrudzony pędzel do podkładu między innymi  i tutaj generalnie rzecz biorąc mogłam się spodziewać dużego zużycia jednakże zostałam miło zaskoczona.Płynu nie ubyło wiele, a pędzle czyste.

Podsumowując: Jeśli tak jak ja jesteście typowymi użytkowniczkami pędzli do makijażu i poszukujecie czegoś co szybko je wyczyści do następnego użycia warto zainteresować się tym płynem. Jest naprawdę tani i świetnie spełnia swoje zadanie.
Ja nie żałuję jego zakupu i używam z przyjemnością kiedy tylko potrzebuję oczyścić pędzle na szybko.
Oczywiście w miarę potrzeb będę ten wpis jeszcze na pewno aktualizować.

sobota, 13 sierpnia 2016

Wibo eyebrow fixer-niezawodny kiedy potrzebuję ujarzmienia brwi..

Witajcie w kolejnym wpisie. Ten post będzie na temat mojego pierwszego produktu do brwi. Osobiście w kwestii brwi jestem laikiem i generalnie ich nie maluję, ponieważ zwyczajnie nie mam o tym pojęcia. Postanowiłam jednak podczas pewnej wizyty w Rossmannie skusić się na żel do brwi co by je ujarzmić odrobinę. Co z tego wyszło przeczytacie w dalszej części posta :)






NAZWA: WIBRO EYEBROW FIXER SHAPE & DEFINE
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN
POJEMNOŚĆ: 8ML
CENA: 10,79ZŁ



Co mówi o nim producent: 


"Bezbarwny żel utrwalający brwi. Zdyscyplinuje najbardziej nieposkromione brwi i utrwali ich kształt. Dzięki ultra lekkiej formule i wygodnemu aplikatorowi, w wygodny sposób, jednym pociągnięciem, przywrócisz pożądany kształt brwi. Teraz możesz się cieszyć nienagannym wyglądem, a Twoje brwi będą idealnie ułożone przez cały dzień."

źródło

Skład: brak




Wygląd:




 Moja opinia: 
Opakowanie:  o pojemności 8ml z grafiką w srebrze i brązie. Posiada wygodny aplikator zakończony kulką. 

Działanie:  tak jak obiecuje producent żel bardzo dobrze dyscyplinuje brwi na dobre kilka godzin. Po tym standardowym czasie nie jest źle, ale wiadomo to utrwalenie jest potem odrobinę lżejsze. Jeśli chodzi o nakładanie aplikatorem żelu na brwi musiałam się tego nauczyć, ale dałam sobie radę.  Brwi po aplikacji żelu, który ma za zadanie je zdyscyplinować nie powoduje ich sklejania ani sztywnienia co najciekawsze, minimalnie to czuć, ale nie jest to mocne uczucie,mimo,że na moje brwi kosmetyk działa.

Kolor: bezbarwny, przezroczysty żel. Nie posiada koloru, a na tym właśnie mi zależało, gdyż na razie sama nie bardzo potrafię stwierdzić jakie brwi dokładnie powinnam mieć w kwestii koloru, więc nie eksperymentuję.

Konsystencja: gęsta, trochę żelowa, ale nie spływająca. Dobrze się przyczepia do brwi.


Wydajność: jak na razie jest w porządku, żel nie kończy się w zastraszającym tempie.




Podsumowując: Jeśli szukacie dobrego  żelu, który ujarzmi wasze brwi na dobre kilka godzin, a przy tym nie będzie ich zbytnio usztywniał, ponieważ tak jak ja wolicie bardziej naturalny efekt, nie mając ubytku w brwiach z ręką na sercu mogę wam polecić żel z Wibo.  Sprawdza się doskonale.


 A może miałyście już doczynienia z tym kosmetykiem lub skusiłam was do jego zakupu? Koniecznie dajcie znać.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*.

środa, 10 sierpnia 2016

Mini haul zakupowy część II- Eveline, Nivea, Delia,Soraya, Wibo

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was drugą część nowości z tego miesiąca. Już na początku  postanowiłam,że podzielę post  na dwie części aby było ciekawiej, mimo,że nie jest tych nowości zbyt wiele. Jeśli ciekawi was co jeszcze nowego do mnie wpadło zapraszam dalej ;)









DELIA CAMELEO MASKA KERATYNOWA-16,99ZŁ- jak napisałam w ostatnim projekcie denko moja ulubiona  złota maska z Isany trochę mi się już przejadła więc postanowiłam coś zmienić w tej kwestii. Podczas wizyty w Rossmannie zaciekawił mnie ten produkt  z Delii. Samą markę bardzo lubię, choćby dlatego,że często kupowałam ich żel do twarzy. Liczę,że maska standardowo nawilży mi włosy, nie spowoduje plątania, wzmocni je i wygładzi. 




WIBO SERUM Z KERATYNĄ I MIODEM- 9,99ZŁ- to serum stało się pogromcą moich suchych skórek wokół paznokci, więc po skończeniu pierwszego opakowania skusiłam się na kolejne. W końcu nawilżone skórki to podstawa.





ODŻYWKA NIVEA DIAMOND VOLUME CARE 7,99ZŁ PROMO- tę odżywkę kiedyś zużywałam opakowaniami i bardzo ją lubiłam. Miałam oczywiście zamiar zakupić po raz kolejny wersję z bambusem dawną volume sensation jednak nie trafiłam na nią wcale w Rossmannie więc wzięłam znaną już mi diamentową.


SORAYA CLINIC CLEAN AKTYWNE OCZYSZCZANIE ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY- OK 8-9ZŁ PROMO- tego przyjemniaczka udało mi się dorwać po raz drugi na promocji, po skończeniu pierwszej tubki. Kosmetyk jak najbardziej wywarł na mnie mega pozytywne wrażenie więc, wróciłam do niego z chęcią. Nie mniej jednak mam jeszcze coś innego na oku w dużo większej pojemności, ale o tym zapewne dowiecie się za jakiś czas kiedy obadam już wszystkie opinie na temat kosmetyku, który mam na myśli.






EVELINE VELVET MATT NR 415 NUDE PINK-12,99ZŁ- muszę powiedzieć,że od dłuższego czasu myślałam o jakiejś matowej pomadce. Nie mówię,że nie kusiły mnie szeroko rozreklamowane już w internecie płynne matowe pomadki od Golden Rose, ale postanowiłam,że na początek spróbuję czegoś innego. I tak właśnie moją uwagę zwróciła pomadka w płynie Eveline. Jako,że zakochałam się bez pamięci w Colour Edition, a konkretnie w kolorku Candy Angel, również to zdecydowało. Kolor pomadki zdecydowanie mój, to taka mieszanka, brązu  i brudnego różu. Nie bije po oczach,a  jednocześnie nadaje się spokojnie do codziennego makijażu. Trwałość na razie testuję i mam nadzieję opowiedzieć wam o niej więcej w ulubieńcach sierpnia.




I tak oto prezentuje się druga i ostatnia już część moich zakupów. Który pokazany przeze mnie kosmetyk zaciekawił was najbardziej, a może znacie jakiś już? Koniecznie dajcie znać.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*


niedziela, 7 sierpnia 2016

Soraya clinic clean

Witajcie w kolejnym wpisie. Jak same dobrze wiecie od początku mojej przygody z blogowaniem jeśli chodzi żele do demakijażu  zawsze staram się wybierać te, które pienią się jak najmniej i mają choć trochę nawilżające właściwości. Tym razem nie było inaczej, ale jest też w tym kosmetyku coś co odrobinę  mnie w nim zaskoczyło. A  teraz nie pozostaje mi nic innego jak przedstawić wam odświeżający żel Soraya Clinic Clean.








 NAZWA: SORAYA CLINIC CLEAN AKTYWNE OCZYSZCZANIE ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY.
POJEMNOŚĆ: 150ML
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN, NATURA I INNE DROGERIE
CENA: 11,99ZŁ




Obietnice producenta:


Skład:




Wygląd:




Moja opinia:

Opakowanie: to miękka tuba zamykana na klik o pojemności 150ml. Grafika opakowania prosta i nie przesadzona w żaden sposób. Opakowanie spokojnie można postawić "na głowie" aby zawartość spokojnie spływała sobie w dół i dała możliwość zużycia kosmetyku do ostatniej kropli.


Działanie: 
Żel tak jak obiecuje producent faktycznie dobrze myje i oczyszcza buzię z sebum i z resztek makijażu. Jeśli chodzi o odświeżenie tak owe również czuję po każdym myciu nim buzi więc to jak najbardziej na plus, ponieważ wtedy wiem,że  twarz jest czysta. Ciekawą sprawą jest również to,iż kosmetyk tak jak głosi opakowanie  przyjemnie nawilża  buzię. Czuję to zaraz po umyciu twarzy, że jest ona zupełnie inna niż po wszystkich żelach, które do tej pory używałam a same wiecie,że katowałam namiętnie żel-krem z BB a potem mojego  drugiego ulubieńca  z Delii. Dosłownie po zabiegu oczyszczania buzia jest przyjemnie miękka i gładka. Może jest to zasługa kwasu hialuronowego, który  znajduje się w składzie.  Nie mniej jednak naprawdę byłam zdziwiona,że taka sytuacja ma miejsce. Oczywiście potem i tak robię swoją zwykłą pielęgnację ponieważ myślałam,że z tym odczuciem nawilżenia to będzie producencka bajka.

Zapach: bardzo przyjemny, delikatnie kwiatowy

Konsystencja: żelowa , delikatnie wodnista ale nie spływa

Wydajność: w tym wypadku jest standardowa, prawdopodobnie niedługo skończę tę tubkę, którą mam obecnie.


Podsumowując: Całkiem przyjemny kosmetyk, cena nie jest zabójcza dla portfela. Działa naprawdę bardzo fajnie dając sobie radę ze zmywaniem makijażu i oczyszczaniem twarzy. Przyjemnie nawilża i odświeża. Fajnie by było jakby robili takie żele w trochę większej pojemności 300-400ml. Uznacie mnie może za szaloną, ale właśnie poszukuję takiego żelu, w normalnej cenie żeby się nie ruinować co jakiś czas na niego.
Sam produkt wart zainteresowania. Trafia również na moją listę ulubieńców. I sądzę,że jeszcze po niego sięgnę w przyszłości.



A wy znacie ten kosmetyk? Miałyście z nim kiedyś do czynienia? A może skusiłam was do jego zakupu?



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:





czwartek, 4 sierpnia 2016

Nivea smooth sensation balsam do ciała

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj opowiem wam o balsamie do ciała, jak same wiecie nie zużywam ich na pęczki bo generalnie balsamowanie to nie jest moja najmocniejsza strona przyznaję się do tego,ale kiedy już sięgam po taki kosmetyk bo chcę nawilżyć skórę to wybieram właśnie balsam o którym będzie mowa w dzisiejszym poście. Jeśli jesteście ciekawe o jakim produkcie chcę wam opowiedzieć zapraszam do dalszej części.




NAZWA: NIVEA SMOOTH SENSATION DAILY LOTION
CENA: OD 16ZŁ DO OK 22ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: INTERNET
POJEMNOŚĆ: 500ML









Obietnice producenta:


 Skład:
 Wygląd:

Moja opinia:

Opakowanie: ma całkiem sporą pojemność bo jest to aż 500ml, początkowo wydaje się nie do zużycia, ale powoli się udaje. Można je ocenić dobrze po lekkości butelki. Dodatkowym atutem jest fakt,że butla jest wyposażona w pompkę, co umożliwia zużycie balsamu do ostatniej kropli. Moje na zdjęciu jest zmaltretowane, ale to oznacza właśnie,że kosmetyk był przeze mnie jak najbardziej używany intensywnie.

Konsystencja: lekka, ale jednocześnie treściwa, co przekłada się na działanie. 

Działanie: balsam jak dla mnie super nawilża, skóra jest aksamitnie gładka i przyjemnie pachnąca. Produkt nakładam na ciało mniej więcej co drugi dzień, jak dla mnie jest on na tyle nawilżający,że nie muszę tego robić codziennie, moja skóra nie woła o balsamowanie po kąpieli. Pomógł mi w nawilżaniu  nawet wtedy kiedy mocno się opaliłam, a skóra wymagała właśnie porządnej dawki nawilżania. Nie podrażnia ani nie uczula. Nie zostawia na ciele żadnej nieprzyjemnej tłustej ani lepiącej warstwy co bardzo ważne oraz szybko się wchłania, więc nie trzeba długo zwlekać z nakładaniem ubrań. Jak dla mnie świetnie.

Zapach: typowy dla kosmetyków Nivea, a jednak bardzo przyjemny, kremowy. 

Wydajność: tutaj również nie mogę narzekać, do nasmarowania ciała wystarczają mi dwie pompki balsamu, a są one naprawdę zacnej wielkości. 



Podsumowując: Jeśli kiedyś traficie gdzieś w czeluściach internetu na ten balsam warto zwrócić na niego uwagę. Nie tylko super nawilża skórę, ale jest również bardzo wydajny, co przemawia na jego korzyść tak samo jak pojemność opakowania. Jak dla mnie jest świetnym i nie zastąpionym nawilżaczem skóry. Jedyną wadą jest tylko dostępność bo ciężko go znaleźć, ale jak już się uda to naprawdę rekompensuje się to w 100%.



A może jednak znacie ten balsam ? Widziałyście go gdzieś lub czytałyście o nim? Koniecznie dajcie znać :)



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki ;*:*:*