Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany.

piątek, 28 lipca 2017

Mała wyjazdowa kosmetyczka-czyli co zabieram ze sobą na mini wakacje.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Zapewne jak wy, czytacie ten wpis, ja akurat udałam się na mały weekendowy wypad. Postanowiłam więc z tej okazji, że prawdopodobnie więcej nic takiego się nie zdarzy w wakacje, pokazać wam co chcę ze sobą zabrać. Jeśli ciekawi was moja mała wakacyjna kosmetyczka z niezbędnym minimum zapraszam serdecznie do dalszej części :)







#makijaż


Z kategorii makijaż twarzy zabieram ze sobą samych ulubieńców, czyli idealny na lato podkład Bourjois 123 Perfect Foundation, sprawdzony w wielu sytuacjach Wibo Rice Powder oraz ulubiony rozświetlacz i cień do powiek w jednym Lovely Gold Higlighter.




W makijażu oka również stawiam na sprawdzone produkty, czyli dwie mascary Miss Sporty, które mieszam ze sobą oraz trzy pojedyncze, matowe cienie My Secret, których ostatnio bardzo często używam do szybkiego make-upu oka.




Pod oczy przydadzą się dwa korektory z Catrice, których używam w codziennym makijażu oraz czarna żelowa kredka Miss Sporty, którą uwielbiam za kolor i trwałość.






Z racji, że mamy lato zamierzam z niego skorzystać kolorystycznie również na ustach, więc zabieram ze sobą piękną pomadkę Lovely Extra Lasting w kolorze 2. Z pierwszych testów wynika, że trwałością nie urąga mojej ulubienicy w kolorze 1. I dlatego zabieram ją ze sobą na ten krótki wypad, a nuż się przyda taki przyjemny, żywy akcent klasycznego, codziennego makijażu.



#pielęgnacja




Do ewentualnego demakijażu zabiorę ze sobą odlewkę płynu micelarnego bebeauty, podobnie będzie z płynem do higieny intymnej czy żelem pod prysznic. Produkt skuteczny i niezawodny w mojej kosmetyczce, co widać po zużyciu już sporej ilości.




W ramach codziennej pielęgnacji, od której nie mam wakacji nigdy zabieram na początek krem pod oczy z Vianka, który bardzo lubię oraz olejek alterra z granatem Bio do wieczornej pielęgnacji jako serum.



W tej kategorii nie zaskoczyłam was na pewno, bo biorę dwa ulubione kremy, bez których nie wyobrażam sobie mojej pielęgnacji od dość długiego czasu. Choć, nawiasem mówiąc, chyba czas pomyśleć o zastępstwie dla nich, ponieważ z dostępnością w Rossmannie coraz ciężej.





W kategorii toniku oraz jako kosmetyku do odświeżania twarzy i ściągania pudrowości z twarzy na wypad zabieram ulubiony tonik ziaja liście zielonej oliwki. 



I tak oto prezentuje się moja wakacyjna kosmetyczka. Nie jest wielka, ale to wyjazd krótki i zabieram tylko najpotrzebniejsze rzeczy. A my w najnowszym wpisie widzimy się w pn. Buziaki i miłego weekendu kochane :) 


czwartek, 27 lipca 2017

Moje kremowe korektory-Rimmel|Catrice|Isana-który najlepszy?

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was wpis z małym porównaniem moich trzech ulubionych kremowych korektorów. Jest w tym zestawieniu dwóch starych ulubieńców, ale znalazła się też nowość. Jeśli ciekawi was, w które korektory warto zainwestować i jak działają, zapraszam do dalszej części wpisu :)




#Co, gdzie i za ile? 


Dwa korektory, czyli Isana Young korektor w sztyfcie oraz Catrice Camouflage Cream Wake up Effect dostępne są w drogeriach stacjonarnych, natomiast Rimmel Lasting Finish dostaniecie w tym momencie już tylko w internecie. tak naprawdę, nie mam pojęcia, dlaczego został wycofany z szaf Rimmela.



#Kolor+działanie




Zaczynając od kamuflaża Catrice, nie jest to kolor standardowy, czyli beżowy, tylko różowy. Mam nadzieję, że was to nie dziwi. Ten nietypowy kolor wynika z tego, że korektor świetnie maskuje sińce pod oczami i faktycznie daje efekt takiego rozświetlenia, jakbyśmy się dobrze wyspały, co mnie bardzo się podoba. Świetnie współpracuje również ze zwykłym korektorem w płynie, nie wybijając się kolorem, który dobrze stapia się ze skórą. Kolejny gagatek, czyli Rimmel Lasting Finish w kolorze 010 porcelain to również hit w mojej kosmetyczce, co widzicie po wielkiej dziurze wydłubanej na środku kosmetyku. Nie można mu odmówić krycia, bo ukryje wszystko. Od sińców po niedoskonałości w sporej liczbie, które to na twarzy się pojawiają. A miałam to okazję przetestować pewnego razu podczas niemałego wysypu na mojej twarzy. I korektor wytrzymał przypudrowany na podkładzie cały dzień. Podobnie jest z przyjemniaczkiem od Catrice.
Ostatnim kosmetykiem, który nam został w tym zestawieniu jest Isana Young kremowy korektor  antybakteryjny w sztyfcie. Ogólnie sprawia się dobrze, nie powiem, że nie kryje i nawet nieźle zasusza niedoskonałości, aczkolwiek w ciągu dnia troszkę się ściera.



#Swatche



Od góry: Rimmel Lasting Finish 010, Catrice Camouflage Cream Wake up Effect, Isana Young korektor antybakteryjny 04 Hell.
Jak same widzicie najjaśniejszy jest Rimmel, Isana jest, powiedzmy na lato lub jako baza pod cienie, bo w ten sposób też super się go używa. Catrice jak widzicie, ma super kolor do maskowania sińców i innych zmian w różowawo-fioletowawym odcieniu.

Podsumowując: Moim zdaniem warte uwagi są korektor Rimmel Lasting Finish oraz Catrice Camouflage Cream Wake up Effect. Isana przegrywa pod względem trwałości, ale to do was zależy wybór i od waszych preferencji.

A może macie już któryś z tych korektorów? Koniecznie dajcie znać :)


wtorek, 25 lipca 2017

Jedna marka a właściwie dwie, które polecam, czyli Miss Sporty i My Secret

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was post z dwoma markami drogeryjnymi, które chcę wam serdecznie polecić. Tym razem będzie mowa w całości o kolorówce, jak często bywa w tego typu wpisach, które możecie znaleźć na blogu. W dzisiejszym artykule, jak widzicie po tytule (nie czuję, kiedy rymuję :D) gościć będą marki Miss Sporty i My Secret, która ostatnio wojuje mojego bloga. Jeśli ciekawi was, jakie kosmetyki polecam, zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu :)





#tusze



MISS SPORTY PUMP UP BOOSTER - te maskary naprawdę lubię to jedne z moich ulubionych tuszy, na rzecz, których porzuciłam całkowicie żółtą maskarę z Lovely. Fioletowa wersja daje rzęsom niesamowitą objętość, wersja niebieska jest wodoodporna (choć wzruszenia niestety nie wytrzyma), a wersja czarna, czyli rockowa daje świetne wydłużenie, ładne rozdzielenie i podkręcenie rzęs. Wszystkie trzy u mnie sprawdzają się bez zarzutu. W drogerii znajdziecie je za ok. 15 zł.

Miss Sporty 100% Rock mascara

5 najlepszych kosmetyków za +/- 10 zł cz.XIII



#cienie do powiek 




MY SECRET MATTE EYESHADOW 505, 506 oraz 516. PALETKA NATURAL BEAUTY WERSJA MORNING DEW- te pojedyncze cienie oraz paletkę na pewno znacie z mojego bloga, szczególnie matowe cienie, które ostatnio zwojowały moją kosmetyczkę oraz makijaż. Wszystkie trzy maty oraz paletka mają świetną pigmentację. Nie można im te odmówić trwałości oraz pięknych kolorów. Paletka akurat w tej wersji nie jest już dostępna, aczkolwiek polecam wam się przyjrzeć innym wersjom bliżej, ponieważ to już moja druga paletka my secret tego typu i zdecydowanie świetna jakościowo za małe pieniądze. Jeśli jesteście ciekawe szczegółów na temat wszystkich cieni, pod spodem znajdziecie recenzje.




My Secret Natural Beauty Morning Dew

Jak przemyciłam kolor w makijażu- matowe cienie My Secret




#Eyelinery i konturówki



MISS SPORTY STUDIO LASH DESIGNER GEL 001 BLACK DESIGNER & MINI ME EYE LINER 015 GRANITE oraz MY SECRET LIPLINER I LOVE MY STYLE 02 NUDE LIPS - te dwa eyelinery w kredce Miss Sporty to moje hity, a szczególnie ten czarny, który jest żelowy i naprawdę bardzo trwały. Oba uwielbiam za kolor, jak mówiłam trwałość czarnego, jest świetna, ten grafitowy jest trochę mniej trwały, aczkolwiek ja mu to wybaczam i na pewno będą kolejne opakowania. Co do konturówki My Secret jest oczywiście w moim ulubionym brudno- różowym kolorze. Konsystencję ma masełkowatą, ale nie przeszkadza to w rozprowadzaniu jej na ustach, a także nie wpływa na późniejszą trwałość, jeśli tak, jak ja lubicie też nakładać konturówki na całe usta, a nie tylko rysować obrys.




Znacie któryś z pokazanych kosmetyków? A może jakiś was kusi? Koniecznie dajcie znać też jeśli macie innych ulubieńców z tych marek :) 

niedziela, 23 lipca 2017

Hity lipca- Wakacyjni ulubieńcy część I

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak pod koniec każdego miesiąca mam dla was hity z mojej kosmetyczki, czyli wszystkie te produkty, które stały się w lipcu moimi ulubieńcami. Jeśli ciekawi was. co takiego skradło mi serducho tym razem, zapraszam do dalszej części wpisu :)









PODKŁAD BOURJOIS 123 PERFECT 52 VANILLA- to był mój pierwszy świadomy zakup podkładu tej marki. Jak dobrze wiecie, słynny Healthy Mix wyglądał na mojej twarzy KOSZMARNIE. Ten jest jego całkowitym przeciwieństwem. Po pierwsze jest mega lekki na buzi, nie tworzy maski, a wręcz mam wrażenie, że on idealnie stapia się z cerą, która wygląda na ujednoliconą i bardzo naturalną. Krycie też ma całkiem fajne, a w razie potrzeby można dołożyć i nadal wszystko wygląda pięknie. Jeśli tak jak mnie, nie podpasował wam słynny Healthy Mix mocno wychwalany przez  internet i yt, polecam serdecznie ten podkład :)



MY SECRET MATT EYESHADOW- te trzy cienie trafiły do mnie za sprawą małych zakupów podczas  promocji-40% na kosmetyki kolorowe w Naturze, która jeszcze trwa. Jestem z nich naprawdę zadowolona. Cienie faktycznie są matowe i idealnie można je wpleść w codzienny makijaż. Beż i brąz są cudownie kremowe, a fioleto-róż troszkę bardziej suchy, ale nie mniej napigmentowany od swoich dwóch braci. Jeśli uwielbiacie matowe cienie, serdecznie polecam wam się nimi zainteresować, a nie będziecie zawiedzione pigmentacją, kolorem i trwałością oraz ceną, która jest naprawdę niska.




IMITACJA PALETY KYESHADOW- te cienie udało mi się dorwać w moim Chińczyku. Kupiłam je z czystej ciekawości, ponieważ spodobały mi się kolory w tej palecie, które idealne są na jesień tak naprawdę. Cienie mają  przyjemną pigmentację, mimo że są troszkę suche. Nie można sobie nimi zrobić krzywdy, na bazie czy na korektorze świetnie dają sobie radę. Jak paletka daje radę na oku, pokażę wam za jakiś czas :)


ORGANIC SHOP PEELING DO CIAŁA TRAWA CYTRYNOWA - ten scrub trafił do mnie po przeczytaniu kilku dobrych opinii na jego temat. Osobiście jestem z niego zadowolona, ponieważ porządnie zdziera martwy naskórek, czy to na sucho ( bardziej hardcorowo) czy na lekko mokre ciało. Co prawda nie pozostawia po sobie mega nawilżenia, aczkolwiek jest komfort i skóra nie woła od razu o balsam. A cały rytuał umila nam dodatkowo piękny zapach kosmetyku.




ISANA KUBA PITAJA I ŚWIEŻA LIMONKA- zakochałam się w opakowaniu i zapachu tego żelu, który jest naprawdę boski. Całkowicie oddaje letni klimat, a takie zapachy o tej porze to u mnie must have. Nie wyobrażam sobie lata bez słodkich i świeżych zapachów w łazience.




WHITE SWAN JUICY MELON MGIEŁKA DO CIAŁA- jak dobrze pamiętacie, uwielbiałam wersję mango tej mgiełki, ale melon to jest dopiero petarda. Jak dla mnie to prawdziwy, soczysty zapach letniego owocu. Totalnie przepadłam i na rzecz ciągłego używania tej mgiełki porzuciłam perfumy całkowicie. Nie patrzę na razie w stronę ulubionych flakoników,  tylko sięgam po tę cudowną mgiełkę i mam nadzieję, że uda mi się dorwać jeszcze inne warianty w Biedronce.




I tak prezentują się wszyscy moi ulubieńcy lipca. Znacie jakiś produkt? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :)


czwartek, 20 lipca 2017

Ziaja Liście Manuka pasta oczyszczająca

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was recenzję słynnej już pasty oczyszczającej marki Ziaja z serii liście manuka. Kosmetyk jest słynny dzięki swojemu działaniu oczyszczającemu,  tak jak wskazuje nazwa. I jestem chyba ostatnią osobą, która miała okazję używać twego kultowego już kosmetyku. Jeśli jesteście ciekawe mojej opinii na temat tej pasty, zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu :)






#Co, gdzie, jak i za ile





Pastę do głębokiego oczyszczania z serii liście manuka marki Ziaja dostaniecie w drogeriach z ok. 8 zł. W internecie również nie powinno być z tym problemu. Marka Ziaja jest tania i łatwo dostępna. 



#Co mówi producent?



W skrócie:
*odblokowuje pory z nadmiaru sebum
*ma delikatne właściwości złuszczające i ściągające
*zapobiega powstawaniu zaskórników
*przeciwdziała tworzeniu niedoskonałości 
*przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych


I jak to się ma w praktyce? Uważam, że całkiem nieźle, tym bardziej, że trzy na pięć obietnic zostało spełnionych. Pasta przede wszystkim dobrze oczyszcza pory z zaskórników, a widzę to choćby na swoim własnym nosie, który dzięki paście i jej działaniu wygląda dużo lepiej. Jeśli chodzi o właściwości złuszczające oraz ściągające, to wcale nie są one takie delikatne, jak mówi producent. Ja bardzo lubię to w tej paście, że działa po prostu, jak porządny peeling, który złuszcza martwy naskórek i widocznie ściąga pory. Ostatnia na liście obietnica producenta, czyli fakt, że pasta dobrze przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych, również jest prawdą, bo po takim oczyszczaniu cera jest przyjemnie gładka oraz miękka, a samo oczyszczenie jest naprawdę odczuwalne. 



#Skład





#Opakowanie


Opakowanie to miękka tubka zamykana na klik. Klik jest dobrze wykonany i nie został przeze mnie uszkodzony. Sama tubka nie utrudnia wydobycia kosmetyku, dziurka jest odpowiedniej wielkości i 
daje nam możliwość wyciśnięcia tyle kosmetyku, ile potrzebujemy. 

#Kolor/Konsystencja/Zapach



Jak widzicie, pasta ma biały kolor z dość dobrze widocznymi niebieskimi drobinkami. Konsystencja pasty nie jest bardzo gęsta, jak można by było się tego spodziewać, ale nie jest ona też wodnista. Po prostu dobrze aplikuje się ją na skórę, a co za tym idzie nie spływa ona z niej i dobrze się trzyma. 
Sam zapach pasty jest przyjemny i taki świeży, jest idealną odmianą po peelingach o zapachu moreli, które trochę mi się znudziły. 




Podsumowując: Uwielbiam tę pastę. Naprawdę świetnie oczyszcza cerę i wbrew obietnicom producenta nie jest delikatna, a działa jak porządny peeling, który nie tylko właśnie oczyszcza, ale też ściąga cerę i przygotowuje ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych pozwalając jej lepiej przyjmować kolejne nałożone kosmetyki. Osobiście jestem zakochana w tej paście i używam jej regularnie. Dla mnie jest idealna przy mojej mieszanej cerze, więc jeśli jeszcze jej nie próbowałyście, polecam serdecznie, kosztuje niewiele, a jest świetna. 

A wy znacie już tę pastę? Lubicie? A może jeszcze się nie skusiłyście? Koniecznie dajcie znać  :) 


poniedziałek, 17 lipca 2017

Hakuro H77 moje wrażenia plus makijaż

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was swoje pierwsze wrażenia z użytkowania pewnego pędzla, który zagościł u mnie pod koniec maja z racji urodzin. Chciałam sprawdzić, czy pewne kultowe pędzle są tak dobre, jak o nich mówią, wybrałam więc na początek jeden do blendowania cieni. Jeśli ciekawi was, czy polubiłam się z Hakuro H77 zapraszam do dalszej części posta.

#Co, gdzie i za ile?  



Pędzel do blendowania Hakuro H77 udało mi się zakupić w moim mieście stacjonarnie w Drogerii Sekret Urody, gdyż tam można te pędzle znaleźć. Jeśli nie znacie tej drogerii lub nie macie jej nigdzie w swojej okolicy pędzel bez problemu znajdziemy w internetowych drogeriach lub bezpośrednio na stronie dystrybutora. Za swój egzemplarz zapłaciłam ok. 17 zł.

#Z bliska




Jak widzicie, włosie pędzla ścięte jest na okrągło. Jakieś pojedyncze włoski odstają z boku, ale tak jest od początku. Dodam jeszcze, że pędzel prałam i suszyłam już wiele razy, odkąd go posiadam, a żadnego wypadania ani odkształceń nie uświadczyłam. Warto zaznaczyć, że włosie z którego wykonany jest pędzel, jest naturalne, a mimo to nie drapie powieki, czego bardzo nie lubię, więc jakieś 98%  moich pędzli  jest syntetycznych, nie licząc H77 oraz pędzelka z Ann Co, ale to taka mała dygresja. Do wykonania pędzla pod względem trzonka oraz skuwki nie mam żadnych zastrzeżeń. Wszystko jest estetyczne. Jak dotąd nie starł się również napis z pędzla i mam nadzieję, że jeszcze długo będzie widoczny.



I jak same widzicie, napis na pędzlu wygląda naprawdę świetnie i mam szczerą nadzieję, że nadal tak to będzie wyglądało i że napis się nie wytrze jakoś szybko.


#Pędzel w akcji (zdjęcia poglądowe)





Te zdjęcia, jak najlepiej w całej mojej kolekcji zdjęć własnej twarzy oddają to, co udaje mi się zmalować H77 na oczach. Wiele jest też kwestią doświadczenia, które ciągle zbieram, ale uważam, że zrobienie chmurki cienia w załamaniu powieki, to dla niego żaden problem. I bardzo podoba mi się efekt.


Podsumowując: Bardzo polubiłam się z tym pędzlem i przyznaję, że jest w nim moc. Często pomaga mi w wykonaniu całego makijażu oka, gdyż można nim swobodnie nabrać jasny cień i nałożyć go na powiekę, po czym dobrać ciemniejszy, rozetrzeć całość i makijaż jest gotowy. Uważam też, że naprawdę jest wart każdej wydanej na niego złotówki, bo wbrew mojemu początkowego sceptycznemu nastawieniu spisuje się świetnie, a do tego nie drapie mi powiek, czego jak już na pewno wiecie, bardzo nie lubię w naturalnych pędzlach. 



A wy znacie już te pędzle? Lubicie? A może coś was kusi i zastanawiacie się nad zakupem? Koniecznie dajcie znać :) 

sobota, 15 lipca 2017

Jak przemyciłam kolor w makijażu-matowe cienie My Secret 501, 506, 516.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Przyznaję, że dość dawno nie było na łamach bloga posta makijażowego z przemyceniem odrobiny koloru. W dzisiejszym artykule pokażę wam, jak radzą sobie matowe cienie My Secret. Jeśli jesteście ciekawe, jak wyglądają w akcji, zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu.




#Co, gdzie i za ile?



Matowe cienie My Secret dostaniecie w Drogerii Natura za ok. 9 zł, aczkolwiek warto też przeszukać internet, może gdzieś traficie na tę tanią markę, jeśli w pobliżu nie macie tej drogerii. Każdy cień ma 3 g pojemności. 



Konsystencja/ Kolory/ Napigmentowanie/Swatche



Ja wybrałam dla siebie z całej gamy trzy kolory: 501, czyli podstawowy beżowy, cielisty kolor, potem kolejno 506, czyli neutralny brąz idealny do duetu w codziennym makijażu z beżem oraz akcent kolorystyczny, czyli 516 pomieszanie różu i fioletu. Wszystkie trzy kolory są jak najbardziej w moim typie. Wspominając jeszcze o konsystencji to dwa z cienie z całej trójki, są przyjemnie mięciutkie i kremowe (mam na myśli 501 oraz 506), natomiast ostatni cień 516  jest najbardziej suchy z całej trójki, dość trudno nabiera się go na palec, ale o dziwo pędzel łapie go super podobnie, jak dwa bardziej miękkie cienie. 



Swatche


Od góry: 501, 506 oraz 516. 

Jak widzicie, pigmentacja cieni jest świetna. Jedno pociągnięcie i mamy piękny kolor. Zresztą jeśli chodzi o cienie My Secret, to mają one świetną pigmentację, przykładem może być choćby posiadana przeze mnie paletka trzech cieni tej marki, która również pigmentację ma genialną tak jak wyżej pokazana trójka. 


Makijaż


A teraz najważniejsze, czyli makijaż i to jak cienie prezentują się na oku :) 



Czego użyłam: 
OCZY- baza-kamuflaż z Catrice 005, cienie My Secret, kredka żelowa Miss Sporty Studio Lash Designer 001 Black
TWARZ-  Korektor Catrice 005 Light Natural, podkład Bourjois 123 Perfect 052 Vanilla,  puder Wibo Rice Powder( na całą twarz), puder Rimmel Stay Matte (pod oczy), rozświetlacz Lovely Gold Highlighter, 
USTA -Golden Rose Matte Lipstick Crayon 010.



I tak prezentują się w makijażu matowe cudeńka z My Secret. Dajcie znać czy macie i lubicie te cienie :) 

Instagram