niedziela, 25 września 2016

Ulubieńcy września

Witajcie w kolejnym wpisie. Skoro przyszedł koniec miesiąca czas na jego kosmetyczne podsumowanie w formie ulubieńców. Pokażę wam kilka produktów, które naprawdę bardzo polubiłam i często mi towarzyszyły. Jeśli jesteście ciekawe co skradło moje serce zapraszam na ulubieńców września :)



RECEPTURY BABUSZKI AGAFII TRADYCYJNY SZAMPON SYBERYJSKI NR 3 NA ŁOPIANOWYM PROPOLISIE- nazwa tego szamponu jest długa jak nie wiem co, ale to zdecydowany hit i ulubieniec tego miesiąca w jednym. Bardzo dobrze rozprawia się z wypadaniem włosów znacznie je redukując, a do tego świetnie oczyszcza, co bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło bo nawet tego nie oczekiwałam od niego. Włosy po tym szamponie nie są szorstkie ani przesuszone, a wręcz przeciwnie bo bardzo przyjemnie wygładza je, sprawia,że są miękkie aż po same końce. Świetnie dogaduje się z moją zwykłą pielęgnacją
włosów. Podoba mi się również w nim zapach, taki miodowy i bardzo przyjemny. A do tego jeszcze zostaje na włosach, dla mnie bomba i będę go używać nadal z wielką przyjemnością.  




ISANA SUMMER FEELING& ISANA PLUMERIA- te dwa żele urzekły mnie najpierw opakowaniami, a potem zapachami. Summer feelings bardzo przypominał mi owoce leśne, jak zapachem tak i pięknym fioletowym kolorem.

Drugim ulubieńcem w kategorii żeli pod prysznic była ISANA PLUMERIA.  Muszę powiedzieć,że bardzo spodobał mi się ten kwiatowy zapach, nie miałam wcześniej z nim do czynienia,więc tym bardziej był intrygujący. Nie mam pojęcia gdzie rośnie plumeria, ale wiem jedno,że zapach ma boski. I jak będę miała okazję to postaram się zaopatrzyć w jeszcze jedno opakowanie, bo to już niestety musi wylądować w projekcie denko.



MAŚĆ OCHRONNA Z WITAMINĄ A- tę maść od niedawna stosuję pod oczy jako krem i tylko wieczorem, ponieważ długo zajmuje jej wchłonięcie się, a że nie kładę się od razu więc jest na to czas. Zauważyłam jak dotąd,że bardzo dobrze nawilża te delikatne okolice oraz ich nie zapycha. I bardzo mi się podoba to , choć planuję na chłodniejsze dni zakupić trochę treściwszy krem pod oczy i stosować zamiennie z maścią.



ISANA PROFESSIONAL BEZACETONOWY ZMYWACZ DO PAZNOKCI- ten zmywacz złapałam podczas ostatnich zakupów w Rossmannie. I był to dobry wybór, ponieważ  bardzo dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakierów, nie rozmazuje ich po skórkach ani nie wysusza. Dodatkowym atutem jest naprawdę bardzo ładny zapach jak i z opakowania tak i na paznokciach. Przypomina mi morele lub brzoskiwnie, coś w tym guście. To pierwsze pozytywne zaskoczenie w zmywaczach Isana, bo jak same wiecie słynny zielony zmywacz skutecznie odstrasza mnie zapachem do dzisiaj.





I tak oto prezentują się ulubieńcy września. Myślę,że grono całkiem fajne i warte zainteresowania,szczególnie szampon. A co skradło wasze serca w tym miesiącu?
Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*






piątek, 23 września 2016

Bell Multi Mineral Anti Age korektor- po kilku miesiącach używania

Witajcie. W dzisiejszym wpisie chcę wam przedstawić kosmetyk, który pojawił się u mnie wiosną i był skrzętnie testowany i katowany przez ostatnie kilka miesięcy. Jeśli pamiętacie ulubieńców marca tego roku to wiecie,że nawet go lubię, jednakże znalazłam w nim pewne wady. Jeśli jesteście ciekawe co myślę o korektorze Bell Multi Mineral Anti Age zapraszam do dalszej części.


NAZWA: BELL MULTI MINERAL ANTI AGE CONCEALER NR 1 JASNY (OBECNIE TO SECRETALE LIFT ACTIVE EYE CONCEALER, zmieniono mu nazwę i opakowanie, czy jest taki sam nie wiem)
POJEMNOŚĆ: 7ML
CENA: OK 10ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: SZAFY STREFA PIĘKNA W BIEDRONCE Z KOSMETYKAMI BELL


OBIETNICE PRODUCENTA:
" Efekt wygładzonych zmarszczek natychmiast po nałożeniu! Korektor maskuje oznaki zmęczenia i cienie pod oczami. Proteiny pszenicy i wyciąg z nasion chleba świętojańskiego tworzą Lift-Active Complex – formułę o działaniu napinającym, wygładzającym i rozświetlającym, dzięki której skóra wygląda na wypoczętą i zregenerowaną. Lekka, płynna konsystencja korektora pozwala na komfortową aplikację i nie obciąża oka. Korektor idealnie wtapia się w kolor skóry i utrzymuje się przez wiele godzin. Przywraca gładkość, napina, a dzięki właściwościom rozświetlającym spojrzenie staje się młodzieńcze i promienne."
(opis ze strony  producenta) 


SKŁAD:
Aqua,Cyclopenta Siloxane,PEG/PPG-18/18 di methicone,Cyclohexasiloxane,Dimethiconol,SodiumChloride,Ethylhexyl,Methoxycinnamate,C 30-45 Alkyl Methicone,C30-45 Olefin,Polysorbate 80,Ethylhexylglycerin,Hydrolyzed Wheat Gluten,Ceratonia Siliqua Gum,Magnesium Aspartate,Zinc Glukonate,Phenoxyethanol,T rimethoxycaprylylsilane,CI77491,
CI 77492
(żródło: wizaz.pl)



Wygląd:




Moja opinia:

Opakowanie: Mała buteleczka o pojemności 7ml z błyszczykowym aplikatorem. Wszelkie napisy, które się na niej znajdowały starły się praktycznie w całości. Został tylko fragment napisu Bell, ale nie to jest najważniejsze. 

Konsystencja: Kosmetyk ma kremową konsystencję , odrobinę wodnistą, ale nie znaczy to,że spływa z palców czy z okolic pod oczami. 

 Zapach: Tutaj mam mieszane uczucia, ponieważ raz jest to zapach taki typowy kremowy, praktycznie neutralny a innym razem trąca mi alkoholem. Nie wiem od czego to zależy, ale zawsze kładę go na ten sam krem pod oczy i ciężko mi powiedzieć co jest nie tak. 

 Działanie: Korektor bardzo dobrze kryje, rozświetla i wygładza. Tutaj nie mogę się do niczego przyczepić wcale. Używam go tylko tam gdzie mam zasinienia  i żyłki (na szczęście worków się nie dorobiłam jeszcze) czyli bardziej przy zewnętrznym kąciku. oka. Generalnie z trwałością też nie mam problemu, bo nie waży się i nigdzie mi nie wchodzi w załamania skóry. Kolor również jest ładny, jasny, delikatnie rozświetlający. Nie ciemnieje w ciągu dnia.  Używam go też czasem jako bazę pod cienie na powieki, aby zakryć żyłki. Jedynym  dość poważnym moim zarzutem w jego przypadku będzie fakt,że w jakiś tajemniczy sposób podczas nakładania on delikatnie piecze. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Oczywiście nie powoduje to u mnie łzawienia oczu ani żadnych innych niedobrych skutków, nie mniej jednak niepokoi mnie to trochę. 
Z racji tego,że opakowanie dobija już  dna, zapewne zamienię go na inny korektor. Zastanawiam się obecnie między dwoma korektorami z Eveline, ponieważ z tego co widziałam w internetach ładnie kryją, a ja zakrywam tylko żyłki i zasinienie, które jest raz większe, a raz mniejsze, w zależności od wielu czynników. 


Wydajność: Opakowanie na ten moment dobija już dna właściwie, a używam korektora od marca. 


Podsumowując: Podoba mi się to jak ten korektor działa, że ładnie kryje, rozświetla, wygładza i w razie czego utrzyma również cienie na powiekach, jednakże to pieczenie podczas nakładania naprawdę mi się nie podoba. Nie mówię,że może wystąpić to u każdej z was, bo to moje subiektywne odczucia, jednakże ostrzegam was przed tym. Moje opakowanie już dobija dna, więc będzie okazja wymienić go na inny korektor, bez takich skutków ubocznych mam nadzieję. 


Znacie już ten korektor? Testowałyście go kiedyś? Koniecznie dajcie znać.



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*

środa, 21 września 2016

Co jest w mojej kosmetyczce? Cz. II Pielęgnacja

Witam was serdecznie w kolejnym wpisie. Jak widzicie po tytule mam dla was wreszcie drugą część wpisu co jest w mojej kosmetyczce. Jakoś tak dużo czasu minęło od poprzedniego wpisu z kolorówką, ale cóż widocznie były po drodze inne rzeczy do opisania :). A teraz jeśli ciekawi was jak ma się mój zbiór pielęgnacyjny nota bene sporawej (?) wielkości zapraszam do dalszej części.


SEYO RÓŻANY ŻEL POD PRYSZNIC & ISANA PLUMERIA - różany żel służy mi jako płyn do kąpieli i sprawdza się zacnie. Zapach jest bardzo przyjemny  i relaksujący. Wytwarza mnóóóóóstwo piany, więc dla miłośniczek długich kąpieli w wannie i nie tylko (pod prysznic też możecie go spokojnie zabrać) jak znalazł. Jego pełną recenzję znajdziecie TUTAJ
ISANA PLUMERIA to mój dość niedawny nabytek. Pachnie naprawdę cudownie, kwiatowo. Nigdy nie wąchałam kwiatu plumerii, więc nie wiem do końca czy oddaje to rzeczywistość,nie mniej jednak chemicznej nuty tu brak, więc wieczorna kąpiel jest umilona ładnym zapachem. Ale dość o zapachu, działanie tak samo dobre jak zawsze. Jak jeszcze na niego traficie polecam wypróbować. 


ZIAJA INTIMA KONWALIOWY PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ & TANITA ŻEL DO GOLENIA DLA KOBIET Z EKSTRAKTEM Z ALOESU- ten płyn z ziajki już kiedyś miałam i miło go wspominałam i niedawno do mnie powrócił.  Jedyną przeróbką w opakowaniu jest pompka z innego żelu ziaji, bo poprzednia nakrętka w kształcie kulki  była niewygodna. Towarzyszy mi obecnie pod prysznicem i spełnia swoją rolę bardzo dobrze. Więcej info o nim TUTAJ
Co do żelu Tanita to powróciłam do niego po długiej przygodzie z piankami i żelami Isana. Sprawdza się nadal świetnie przy depilacji nóg i nie tylko.  Recenzja TU



 JOANNA NATURIA PEELING MYJĄCY Z GREJPFRUTEM- peelingi z Joanny bardzo lubię i często goszczą one w mojej łazience. Bardzo dobrze zdzierają martwy naskórek, a to bardzo lubię. Moimi faworytami są właśnie pokazana na zdjęciu wersja grejpfrutowa oraz pomarańczowa. Po skończeniu tego opakowania planuję skusić się na jeden z peelingów Wellnes& Beauty. 


RECEPTURY BABUSZKI AGAFII TRADYCYJNY SZAMPON SYBERYJSKI NR 3 NA ŁOPIANOWYM PROPOLISIE- ten szampon od jakiegoś czasu włączony do mojej włosowej pielęgnacji pomaga mi rozprawić się z wypadającymi włosami. Radzi sobie całkiem nieźle. Więcej na razie wam nie zdradzę, dowiecie się dokładniej za co go polubiłam w ulubieńcach.




ALTERRA KWIAT LOTOSU I OCZAR WIRGINIJSKI TONIK DO TWARZY- do tego kosmetyku wróciłam po lecie, teraz kiedy robi się już powoli chłodniej(choć ostatnio mamy wrześniowe lato jeszcze) sprawdza się super. Oczekuję od niego delikatnego nawilżenia, odświeżenia oraz przywrócenia buzi odpowiedniego pH po myciu żelem i to właśnie od niego dostaję oraz co równie ważne skuteczna walkę z niedoskonałościami. Jak dla mnie to hit. Za co jeszcze go lubię przeczytacie TUTAJ


SORAYA CLINIC CLEAN AKTYWNE OCZYSZCZANIE ODŚWIEŻAJĄCY ŻEL DO MYCIA TWARZY- to moje kolejne opakowanie tego żelu i nadal sprawdza się bardzo dobrze przy codziennym oczyszczaniu twarzy, a do tego nawet nawilża, czego się nie spodziewałam po nim, a pozytywnie mnie to zaskoczyło. Polubiłam go, choć mam jeszcze chrapkę na inny żel konkretnie z Vis Plantis. KLIK

PERFECTA OCZYSZCZANIE MATUJĄCY PEELING GRUBOZIARNISTY- ten peeling udało mi się kiedyś dostać w Biedrze. Jest całkiem przyjemny, przede wszystkim dobrze zdziera martwy naskórek, a drobinki ścierające to połączenie skorupek orzecha włoskiego, zmielonych migdałów oraz zmielonych pestek brzoskwini. I radzi sobie nawet dobrze. Jestem z niego zadowolona. Chyba bardziej wolę takie drobinki w peelingach niż te sztuczne. KLIK



GREEN PHARMACY PŁYN MICELARNY 3W1 RUMIANEK- ten płyn został moim zdecydowanym hitem, przede wszystkim na jego korzyść przemawia wydajność. Zużycie tej wielkiej 500ml butli jest dla mnie wyzwaniem na ok 2,5 miesiąca. Kolejną zaletą jest fakt,że bardzo dobrze zmywa makijaż i to każdy jaki sobie zrobię, nie ważne czy jest mocniejszy czy to po prostu zwykły dzienniak. Ważne jest również to,że nie podrażnia oczu ani twarzy i nie ma zapachu.  Na pewno jeszcze wiele razy po niego sięgnę. Więcej o nim TUTAJ

ALTERRA HYDRO SERIA WINOGRONO I BIAŁA HERBATA KREM NA DZIEŃ, NA NOC I POD OCZY- ta seria sprawdza się u mnie wyśmienicie, za równo przy pielęgnacji porannej i wieczornej, a to dlatego,że jakiś czas temu do tej dwójki dołączył krem na noc, który również jest genialny. Świetnie nawilża moją buzię, nie zapycha i matuje co najciekawsze, czego się po nim nie spodziewałam. Ma treściwszą konsystencję niż krem na dzień. Obecne opakowanie już mocno dobija dna, ale mam już na zapasie kolejne. Zobaczymy jak da radę w okresie jesiennym, jeśli nadal będzie świetnie nie zrezygnuję z tego przyjemniaczka, jeśli będzie to zbyt małe nawilżenie postawię na coś mocniejszego.
KREM NA DZIEŃ
KREM POD OCZY

BANIA AGAFII DZIEGCIOWA MASECZKA OCZYSZCZAJĄCA- ta maska była moim pierwszym rosyjskim kosmetykiem, ponieważ wcześniej nie miałam do nich dostępu stacjonarnie, a jakoś nie byłam przekonana do zamawiana ich przez internet. W każdym razie spróbowałam i nie żałuję. Maska świetnie oczyszcza, tonizuje i sprawia,że buzia jest zmatowiona i aż piszczy w tym pozytywnym sensie. Jak widzicie jest bardzo wydajna bo sporo mi jej jeszcze zostało w 100ml saszetce. Więcej o niej TUTAJ


GREEN PHARMACY JEDWAB W PŁYNIE- tego maluszka używam na końcówki, do nawilżania. Sprawdza się bardzo przyjemnie, ujarzmia je i odpowiednio nawilża jak wspomniałam. Generalnie bardzo się z nim polubiłam. Nadaje się zarówno na mokre włosy jak i na te suche, które z jakiegoś powodu trzeba ujarzmić bo trochę się spuszyły.


MAŚĆ Z WITAMINĄ A- ta maść ma w mojej kosmetyczce wielorakie zastosowanie, od wszelkich otarć na stopach przez opryszczkę, drobne ranki aż do smarowania niewielką ilością skóry pod oczami. Maść jak najbardziej sprawdza się w tym celu, nie zauważyłam jak dotąd zapychania a nawilżenie jest naprawdę bardzo przyjemne, dodam jeszcze,że zwykle stosuję ją wieczorem, ponieważ długo się wchłania.


PUDEŁKO Z BALSAMEM- tutaj akurat zużywam resztkę balsamu Nivea, który zabrałam na ostatni dłuższy wyjazd ze sobą. Co by się nic nie zmarnowało.



I tak oto przedstawia się pielęgnacyjna zawartość mojej kosmetyczki. Nie wiem czy jest tego dużo czy mało, najwięcej mam zapasów żeli pod prysznic, ale to takie moje małe maniactwo.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*


poniedziałek, 19 września 2016

For Your Beauty płytka do prania pędzli czyli jak ułatwić życie każdej kosmetykomaniaczce...

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj opowiem wam o pewnym gadżecie, który bardzo ułatwia pranie pędzli kosmetycznych. Generalnie dobrze wiecie,że nie mam całego stosu pędzelków, jednak wypranie ich zajmowało mi mnóstwo czasu, tym bardziej,że musiałam poradzić sobie trąc pędzlem o dłoń. Jednak wszystko się zmieniło, kiedy trafiła do mnie płytka do pędzli FYB.  Jeśli jesteście ciekawe jak radzi sobie z praniem moich chińskich puchaczy zapraszam na wpis.





NAZWA: FYB PŁYTKA DO PRANIA PĘDZLI KOSMETYCZNYCH
CENA: 12,99ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE ROSSMANN



Co mówi producent:

" Płytka do czyszczenia pędzli firmy for your beauty to innowacyjne narzędzie do regularnego, szybkiego i łatwego czyszczenia pędzli. Resztki makijażu,komórki skóry,cząsteczki brudu i bakterie gromadzą się z czasem na pędzlach używanych do zabiegów kosmetycznych, dlatego regularnie należy je czyścić, by utrzymywać skórę w czystości,a pędzlom zapewnić utrzymanie w dobrym stanie przez długi czas. Dzięki trzem różnym teksturom powierzchni płytka umożliwia stopniowo skuteczne czyszczenie pędzli kosmetycznych o różnych rozmiarach. Uchwyt po stronie tylnej i zastosowanie antypoślizgowego silikonu, sprawiają,że płytka dobrze leży w dłoni, a posługiwanie się nią jest łatwe. "

Porada od profesjonalisty: 

1.Zwilżyć pędzel i dodać szampon do pędzli/ mydło do pędzli. Przesuwać i obracać pędzel na grubych pęczkach, by najpierw wymyć większe zanieczyszczenia. 

2. Na rowkowanej teksturze  można szybko i łatwo wypłukać pędzel pod bieżącą wodą. 
3.  Do szczególnie dokładnego czyszczenia pędzli można wykorzystać strukturę drobnych pęczków,gdyż długie,miękkie pęczki wnikają we włosie pędzla. 
4. Po umyciu pędzla wycisnąć z niego delikatnie nadmiar wody w kierunku czubka i przeciągnąć włosie przez okrągłe wyżłobienia. Na koniec odłożyć na leżąco do wysuszenia. 



Do czego przeznaczona jest każda część płytki?  



Płytka jak widzicie z tyłu posiada  uchwyt, który ułatwia nam pracę i dzięki niemu nic się nie ślizga na dłoni podczas prania pędzli ,nawet jeśli dostanie się tam woda.



Jak to działa?  

W pigułce chodzi o to,że nakładamy ulubiony kosmetyk do prania (w moim przypadku to żel do mycia twarzy z bambusem z Kauflanda) na płytkę i pocieramy, a następnie płuczemy na środku w najszerszych rowkach. I gotowe.


Moja opinia: 

Płytkę jak wiecie zakupiłam w Rossmannie za zawrotną sumę 12,99zł. Powiem szczerze,że od początku miałam nadzieje,iż  będzie dobrze prała moje pędzle. A przyznam się wam,że samego zajęcia wcześniej nie lubiłam, gdyż  zajmowało mi to mnóstwo czasu, a tarcie o dłoń jest niestety na dłuższą metę nużące.
Płytka bardzo mi usprawniła tę czynność oraz skróciła jej czas. Teraz tylko moczę pędzel, biorę płytkę nakładam odrobinę żelu na  najgrubsze wypustki i wykonuję koliste ruchy, aby wydobyć z pędzla cały brud, co widzicie na zdjęciu wyżej. Następnym krokiem jest płukanie na środkowych rowkach, które są najszersze i gotowe (jeśli zabrudzenia są cięższe dopieram na mniejszych wypustkach). Pędzel jest czysty i wystarczy go tylko wysuszyć. 
Samą płytkę po zabiegu prania pędzli zwykle płuczę w wodzie wstępnie, aby pozbyć się piany z niej, a na końcu przepłukuję jeszcze w bardzo ciepłej wodzie, żeby mieć pewność, iż usunęłam cały brud również z płytki. Potem pozostaje ją tylko wysuszyć i jest gotowa do następnego użycia. 
Płytka wymywa każde zabrudzenie z pędzla od podkładu przez cienie, róż, bronzer i inne. Nie ma z tym najmniejszego problemu. Na jej korzyść poza tym,że sprawdza się naprawdę świetnie przemawia cena.Wykonanie płytki jest również na plus, dlatego,że wygląda na naprawdę solidną i nie prędko będę potrzebowała kolejnej.

Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi to jestem zakochana w tej płytce. Uwielbiam ją i bardzo się cieszę,że to teraz ona pomaga mi prać pędzle, zamiast mojej dłoni.  Uwierzcie mi,że ten kto ją wymyślił powinien dostać Nobla za ułatwienie życia wielu kobietom. Płytka moim zdaniem jest świetnym rozwiązaniem dla każdej z nas, nie ważne czy macie bardzo dużo pędzli, czy trochę mniej. Ja serdecznie wam ją polecam.



A wy znacie już tę płytkę? A może planujecie zakup? Koniecznie dajcie znać.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*

sobota, 17 września 2016

Bielenda Make-Up Academie fluid kryjący nr 1 naturalny

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj przedstawię wam kosmetyk kolorowy, który stał się moim hitem lata. Wspomniałam o nim już nieco w ulubieńcach sierpnia, gdzie zajął zacne miejsce. Jeśli jesteście ciekawe co o nim myślę i dlaczego uważam go za hit czytajcie dalej :)





NAZWA: BIELENDA MAKE-UP ACADEMIE FLUID COVER NR 1 NATURALNY
POJEMNOŚĆ: 30 ML
CENA: 18ZŁ, mnie udało  się dostać go w promocji w Rossmannie za 11,99zł
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN, NATURA  i inne drogerie


Obietnice producenta:




Skład:


SWACHE:






Jak wygląda na buzi/ zdjęcie poglądowe:




MOJA OPINIA:


Opakowanie: Miękka tubka o pojemności 30ml. Grafika na opakowaniu przyciągająca wzrok moim zdaniem. Nie wygląda tandetnie.

Kolor: mój to numer 1. Powiedziałabym,że ma tonację żółtą i na chwilę obecną świetnie nadaje się do letniej opalenizny. W ciągu dnia nie ciemnieje i nie zmienia koloru. 

Trwałość: z tym aspektem nie mam problemu, podkład ściera się z twarzy w sposób naprawdę delikatny. Jeśli chodzi o świecenie to pojawia się ono po kilku godzinach i tak naprawdę wystarczy w tej sytuacji bibułka matująca i znów wszystko wygląda ładnie. W ciągu dnia nie waży się, nie ciemnieje i nie zmienia koloru. Zmywa się bezproblemowo moim ulubionym micelem z GP. 

Konsystencja: kremowa, lekka. Po nałożeniu na twarz nie jest wyczuwalny.  I faktycznie nie jest tłusty jak obiecuje producent.

Krycie: podkład bardzo ładnie wyrównuje koloryt buzi, staje się ona taka gładka. Ukrywa wszelkie zaczerwienienia czy drobne niedoskonałości. Na te większe wystarczy odrobinę dołożyć i wszystko nadal dobrze wygląda. 

Zapach: całkiem przyjemny, taki kremowy.

Wykończenie: lekko matowe, nie podkreśla suchości na twarzy. Bardzo dobrze stapia się ze skórą.  Najprzyjemniej nakłada mi się go gąbeczką do makijażu, ale jeśli akurat nie jest czysta, robię to pędzlem i jest równie ładny na buzi. Dobrze współpracuje z moim ulubionym pudrem z Wibo. 

Zapychanie/inne skutki uboczne: brak

Podsumowując: Ten fluid naprawdę bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Został moim hitem lata, dlatego,że bardzo ładnie kryje i wyrównuje koloryt buzi, jest przy tym lekki i nie zmienia koloru w ciągu dnia. A do tego jeszcze, nie kosztował wiele. Bielenda po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła i oby tak dalej, bo ostatnio jakoś łapię się na tym,że jakby częściej sięgam po ich produkty czego dowodem jest ten fluid czy odżywka, którą widziałyście w haulu zakupowym. Jeśli chodzi podkład, jednym słowem polecam serdecznie :) 

A wy znacie już ten podkład?A może zamierzacie się skusić na niego? Koniecznie dajcie znać.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*


czwartek, 15 września 2016

Moje odcienie różu-zbiorcza recenzja produktów

Witajcie kochane w kolejnym wpisie.  Dzisiaj mam dla was wpis z drobną aktualizacją produktów do ust, jak same zobaczycie ich liczba się zmniejszyła bardzo, ale ograniczyły się też do jednego z moich ulubionych kolorów czyli wszelkich odcieni różu. Jeśli jesteście ciekawe ile produktów mi zostało oraz które z nich godne są zainteresowania zapraszam serdecznie do przeczytania wpisu :)





1.EVELINE  COLOR EDTION NR 703 CANDY ANGEL- w tym zestawieniu zdecydowanie nie mogło zabraknąć tej pomadki. Ja ją po prostu wielbię uwierzcie mi. Zaczynając od koloru, który jest naprawdę piękny i można go stopniować w zależności od potrzeb kończąc na przyjemnej trwałości. W tej pomadce możecie spokojnie pić i rozdawać całusy, ponieważ nigdzie się nie transferuje. Narusza ją tylko jedzenie i wtedy wymaga poprawek dopiero. Wiem,że trąbie wam o tej pomadce do znudzenia, ale ją kocham. Więcej przeczytacie o niej TU.




2. EVELINE VELVET MATT NR 415 NUDE PINK-tę pomadkę odkryłam stosunkowo niedawno, ale bardzo się z nią polubiłam. Pierwszym jej niezaprzeczalnym plusem jest pigmentacja, wystarczy naprawdę niewiele aby pokryć usta. Ja zazwyczaj wycieram jeszcze odrobinę aplikator zanim ją nałożę.  Aplikacja odbywa się za pomocą patyczka zakończonego małą gąbeczka, tak jak przy błyszczykach. Wytrzymuje na ustach ok 5 -6 godzin do pierwszego jedzenia i picia, bo to ją unicestwia.  Kolor jest naprawdę piękny, pasujący do codziennego makijażu. Przy tej pomadce warto zaznaczyć,że nie możecie mieć na ustach suchych skórek, bo zostaną w mig podkreślone, choć sama ust nie wysusza.






3. ESSENCE LIQUID LIPSTICK NR 01 COLOUR PARTY- kolor ma różowy, taki jasny, ale nadal bardzo ładny.  To płynna pomadka,ale trochę w formie błyszczyka, ponieważ ma jego konsystencję i jest błyszcząca. Nie mniej jednak polubiłam się z nią i używam w duecie z konturówka również z Essence w kolorze Wish me a rose. Trwałość jest standardowa do pierwszego jedzenia i picia.



4. ESSENCE LIPLINER 07 CUTE PINK- tę konturówkę bardzo lubię do codziennego makijażu,szczególnie teraz, kiedy jestem trochę opalona, wygląda przepięknie. Nadaje się zarówno do obrysowania konturu ust, tak samo jak do ich całkowitego wypełnienia kolorem. Jak dla mnie jest nieziemska. Trwałość również na wielki plus, ponieważ całkiem dobrze wytrzymuje jedzenie i picie, wymagając potem tylko niewielkich poprawek.


5.ESSENCE LIPLINER 12 WISH ME A ROSE- to najbardziej zmaltretowana przeze mnie konturówka z mojego zbiorku kosmetyków do ust. Kolor ma naprawdę piękny. I tak jak jej koleżanka wyżej utrzymuje się równie świetnie. Jest idealna właściwie o każdej porze roku, a szczególnie dla takiego maniaka różu jak ja ostatnio.

6.MY SECRET I LOVE MY STYLE LIP LINER 02 NUDE LIPS- to również jeden z moich najnowszych nabytków, ale już się z nią polubiłam. To piękny brudny róż, w tonacji nude.  Konturówka jak masełko sunie po ustach. Możemy nią obrysować kontur ust , jak i wypełnić je w całości. Jedno pociągnięcie bardzo dobrze pokrywa usta. Straszne jej tylko jedzenie, ponieważ wtedy zaczyna się ścierać. Moim zdaniem to fajny produkt, który w drogerii znajdziecie za ok 7-8zł .


Swatche wszystkich kolorów:



I tak oto prezentują się wszystkie moje ulubione róże w ostatnim czasie. Postanowiłam pokazać wam je w jednej zbiorczej recenzji, ponieważ jest to moim zdaniem wygodniejsze, a jak same widzicie mocno zredukowałam na ten moment swoją kolekcję produktów do ust.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*

wtorek, 13 września 2016

Sensique Matt Rouge 204 czyli o tym jak znalazłam róż idealny...

Witam was serdecznie w kolejnym wpisie. Dzisiaj chciałam wam opowiedzieć o moim ulubionym ostatnio różu do policzków. Znalezienie takiego,który mi się spodoba zajęło naprawdę dużo czasu. Chciałam aby był matowy, dobrze napigmentowany i bez żadnych drobinek. Czy udało mi się to z Sensique Matt Rouge i dlaczego uważam go za ideał przeczytacie w dalszej części posta.




sobota, 10 września 2016

Spontaniczny biedronkowy haul zakupowy

Witajcie w kolejnym wpisie. Tych zakupów kompletnie nie planowałam w tym miesiącu. Miałam wejść do rzeczonej biedronki tylko po ulubione waciki z Bebeauty, które zagościły w mojej kosmetyczce na dobre. A wyszłam z kilkoma innymi rzeczami. Wy też tak macie czasem?? Jeśli ciekawi was co jeszcze nadprogramowo przyniosłam ze sobą zapraszam do dalszej części.