Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany.

sobota, 25 marca 2017

Jak wykorzystałam bubel? Krem + serum

Jak wykorzystałam bubel? Krem + serum
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie, z kosmetykami bywa różnie. Jedne się sprawdzają, drugie szkodzą i nie chcemy później nawet patrzeć w ich stronę, ale dzisiaj będzie odwrotnie. Opowiem wam, jak wykorzystałam pewien bubel, który i w mojej kosmetyczce się zdarzył.
Jeśli jesteście ciekawe, jak to zrobiłam, zapraszam do dalszej części. 


Teoretycznie te dwa kosmetyki, o których wspomnę za chwilę, nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego. Przecież jedno to serum do twarzy, a drugie krem do rąk. I teraz zapytacie jak to połączyć? A no w bardzo prosty sposób.

Otóż jak wiecie serum kompletnie, nie sprawdziło mi się do twarzy, powodując zapychanie i wysuszanie cery, która nie była dostatecznie dobrze nawilżana przez kosmetyk. Krem do rąk bardzo lubię, bo przyjemnie nawilża i pięknie pachnie. O obu kosmetykach wspomniałam już na blogu.

Eveline Cosmetics Serum Hialuronowe
Małe recenzje| Ziaja|Flos Lek|Cztery pory roku


Na pomysł jak je połączyć wpadłam przypadkowo. Zastanawiałam się, co zrobić z tym serum skoro nie spisuje się do twarzy. Początkowo próbowałam go używać na stopy, było nawet ok, ale potem wpadłam na inny pomysł. Otóż skoro miałam je, na nocnej szafce obok łóżka razem z kremem do rąk to może z tym się pogodzi i będzie uzupełniać? Okazało się to świetnym pomysłem. Mieszanka serum plus krem do rąk świetnie nawilża dłonie, szczególnie po sobotnim sprzątaniu, które niestety zdarza mi się wykonywać bez rękawiczek. Nawet skórki przy paznokciach na tym korzystają, od razu wyglądają lepiej. I w ten sposób podrasowałam w sumie serum, ponieważ krem nawilża bardzo dobrze, a w tej kombinacji jest jeszcze lepiej.  A co mnie cieszy, nie były to przynajmniej pieniądze wyrzucone przez okno, choć początkowo wcale nie byłam szczęśliwa, że to serum narobiło mi na twarzy krzywdy, ale udało mi się je wykorzystać. Samo opakowanie mam ochotę sobie oczyścić i wykorzystać w innym celu. Do bardziej płynnej cieczy, bo galareta, która się w nim znajduje, bywa ciężka do wydobycia. 


Podsumowując: Jestem zadowolona, że udało mi się wykorzystać kosmetyk, który okazał się u mnie bublem. I zrobić z niego coś lepszego, niż było pierwotnie. Takie małe DYI można powiedzieć. 
A wy też tak czasem robicie? Macie jakieś inne sposoby na wykorzystanie na przykład serum do twarzy, które się wam nie sprawdziło? Koniecznie dajcie znać. 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

czwartek, 23 marca 2017

❤Hity marca❤

❤Hity marca❤
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak dobrze wiecie, każdego miesiąca o tej porze właśnie przychodzi czas na wpis z hitami. I dzisiaj nie będzie inaczej. Mam wam do pokazania trzy kosmetyki oraz coś z gadżetów do makijażu. Prawie o wszystkich wspomniałam już tutaj troszkę, ale nie w jednej w grupie można powiedzieć. A teraz,  jeśli ciekawi was, co znalazło się w podsumowaniu miesiąca, zapraszam do dalszej części :)








WIBO RICE POWDER- jak dobrze wiecie, od dłuższego czasu uwielbiam fiksującą wersję tego pudru. Chodził mi po głowie zakup ryżowego pudru, ale nie wiedziałam, że Wibo zamierza taki wypuścić, więc gdy tylko został zauważony przeze mnie na półce w szafie drogeryjnej, porwałam go ze sobą. I bardzo się polubiliśmy. Przede wszystkim puder dobrze trzyma mat, jak obiecuje producent na opakowaniu. Świetnie współpracuje z moimi dwoma ulubionymi podkładami z Maybelline (Affinitone i Super Stay), nie bieli twarzy, ani jej nie przesusza dodatkowo, a moja mieszana cera miewa takie wyskoki. Jak jego brat w fiksującej wersji, ten również posiada zapach, ale nie jest on specjalnie uciążliwy i szybko znika, bo zaraz po aplikacji. Jestem z tego pudru bardzo zadowolona i wam polecam. 

FLOS-LEK ŻEL ZE ŚWIETLIKIEM LEKARSKIM I HERBATĄ- muszę wam powiedzieć, że ten maluch naprawdę przypadł mi do gustu w tym miesiącu. Używam go głównie pod oczy, na powieki rzadziej i nie ma w tym specjalnego powodu dlaczego. Jeśli chodzi o jego działanie, to początkowo bałam się, że nie będzie nawilżał wcale, ale okazuje się, że radzi sobie solo i pod makijażem śpiewająco właściwie. A ja nie odczuwam żadnego przesuszenia. Oczywiście moja skóra pod oczami nie jest bardzo wymagająca, ale nie zauważyłam przesuszenia nawet pod kremowym korektorem z Rimmela, którego czasem używam pod oczy, ale w niewielkiej ilości i bez pudru. Wtedy zachowuje się idealnie, a skóra nie jest sucha w tym obszarze po zmyciu makijażu.  I mimo że przypadkowo wpadł w moje ręce w zastępstwie kremu z Alterry z winogronowej serii, to bardzo go polubiłam i mam ochotę na kolejne opakowanie, jak tylko wykończę obecne.

⏩Małe Recezje Ziaja|Flos-Lek|Cztery pory roku

KOBO PROFESSIONAL NR 142 RUSSET- tego przyjemniaczka miałyście okazję widzieć w akcji w jednym ze wpisów na blogu, kiedy pokazywałam wam, jak udało mi się przemycić kolor w swoim makijażu.  Co bardzo mi się podoba w tym cieniu jego barwa nie jest do końca oczywista, ale efekt daje na oku piękny, co i wy doceniłyście, a ja wam bardzo za to dziękuję. I za każdym razem, gdy miałam ochotę w tym miesiącu zaszaleć z makijażem, ten cień lądował na moich powiekach.Trwałość i pigmentacja, jak najbardziej na plus.

 ⏩Jak przemyciłam kolor w makijażu?

 FAKEFACE PROFESSIONAL PĘDZLE DO MAKIJAŻU- o nich miałyście już okazję czytać na blogu, ale umieszczam je tutaj dlatego, że również zasiliły w tym miesiącu zacne grono moich ulubieńców. Są jak najbardziej godne polecenia, mimo że tanie. Sprawdzają się świetnie, a moja kolekcja została powiększona o kolejne pędzle, których używam z przyjemnością. I wam polecam :)


⏩Tanie pędzle: FakeFace Professional



I tak właśnie prezentują się hity marca. O większości, jak widzicie, wspomniałam, już na blogu, ale nie zmieniło to faktu, że je polubiłam i że towarzyszyły mi w tym miesiącu bardzo często, przy pielęgnacji lub makijażu. Wspomnienia nie doczekał się  jeszcze tylko puder ryżowy z Wibo, ale miał tutaj swoje pięć minut jako największe odkrycie tego miesiąca. Oczywiście wspomnę o nim jeszcze w osobnym poście, bo jest tego godzien. 
A wy znacie któregoś mojego ulubieńca? A może coś szczególnie was kusi? Koniecznie dajcie znać :) 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

poniedziałek, 20 marca 2017

Małe recenzje| Ziaja| Flos-Lek| Cztery pory roku.

Małe recenzje| Ziaja| Flos-Lek| Cztery pory roku.
Witam was kochane serdecznie w kolejnym wpisie. Dzisiaj chciałabym pokazać trzy produkty, które się u mnie sprawdziły. Dwa z nich będą dotyczyły pielęgnacji wrażliwej strefy pod oczami, a jeden wizytówki każdej kobiety, czyli dłoni. Jeśli jesteście ciekawe, jakich trzech przyjemniaczków wam pokażę, zapraszam do dalszej części.

Małe recenzje: Ziaja, Flos-Lek, Cztery pory roku.



Flos-Lek żel ze świetlikiem i herbatą.

Ten żel trafił w moje ręce przypadkowo. Skończyłam opakowanie kremu pod oczy z winogronowej serii Alterry i postanowiłam, że wypróbuje coś nowego. Sam kosmetyk przyjemnie nakłada się pod oczy, ma formę niespływającego żelu, w kolorze herbacianym właśnie. Oczywiście jest całkowicie bezzapachowy, co ma zapewne  znaczenie, jeśli chodzi, o delikatną skórę pod oczami właśnie. Moja jest normalna w tej okolicy i niezbyt wymagająca, więc ten żel jak najbardziej odpowiada moim codziennym potrzebom nawilżania tej okolicy, co jest priorytetem. A co więcej, mogę go spokojnie aplikować pod makijaż i nie mam najmniejszego problemu z korektorem, a skóra jednocześnie nie jest wysuszona w tej okolicy. Zapłaciłam za niego w drogerii ok. 7 zł, więc jak na tak tani kosmetyk, sprawdza się świetnie. Nie wiem. jak bardzo wpływa na cienie pod oczami, ale moje od jakiegoś czasu są mniejsze i raczej nie ma to związku z tym żelem.



Ziaja krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem


Jak wiecie, od jakiegoś czasu  przeprosiłam się z marką Ziaja i używam z powodzeniem ich dwóch kosmetyków toniku oraz kremu pod oczy właśnie. Od kremu pod oczy wymagam przede wszystkim tego, aby nawilżał, był lekki oraz szybko się wchłaniał. I w tym wypadku jak najbardziej nie mam mu nic do zarzucenia, ponieważ spełnia te kryteria, a moje zadowolenie z niego rośnie wprost proporcjonalnie do wymagań. Wygoda jest tutaj również opakowanie, ponieważ można go zaaplikować bezpośrednio pod oczy z opakowania, gdyż posiada aplikator do tego celu przystosowany :)


Cztery pory roku krem do rąk i paznokci masło mango& masło shea





O tym przyjemniaczku wspominałam wam na blogu może dwa razy, ale nie myślcie sobie, że go porzuciłam gdzieś. Otóż nadal gościł na moich rękach, fajnie radząc sobie z nawilżaniem dłoni. A dodatkowo jest lekki, nie zostawia dziwnej warstwy na dłoniach, zamiast tego są przyjemnie gładkie i pachnące mango. Jak dla mnie ten krem jest całkiem przyjemny, jak na jego niską cenę.


I tak prezentują się  małe recenzje trzech kosmetyków, które włożyłam do jednego wpisu. Są jak najbardziej godne uwagi, w przystępnej cenie. Wszystkie trzy bardzo lubię i mogę polecić. A może je już znacie? Koniecznie napiszcie.



Pozdrawiam serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

niedziela, 19 marca 2017

Lovely Extra Lasting matowa pomadka w płynie nr 1

Lovely Extra Lasting matowa pomadka w płynie nr 1
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was post o moim małym odkryciu w kwestii pomadek matowych. Jak dobrze wiecie, w mojej kolekcji produktów do ust ze świecą szukać takiego, który błyszczy. I to dosłownie. Pomijając już fakt, że kolorystyka ma różne odcienie różu, to błysku nadal jak na lekarstwo, a właściwie wcale. Do mojej kolekcji w poprzednim miesiącu dołączył matowy błyszczyk z Lovely. Jeśli jesteście ciekawe, za co go polubiłam, zapraszam serdecznie do dalszej części.





NAZWA: LOVELY EXTRA LASTING MATOWY BŁYSZCZYK NR 1
POJEMNOŚĆ: 6ML
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN
CENA: OK 10ZŁ



Co mówi producent:
"Napełniony po brzegi kolorem, błyszczyk Extra Lasting wpasuje się w usta na wiele godzin. Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne kolory: od lekkiego różu, przyciągającej czerwieni aż po pastelowe brązy. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację, a nowoczesna formuła long-lasting zapewnia makijaż na wiele godzin."

Co obiecuje producent w pigułce:
*długotrwałą formułę 
*wygodną i precyzyjną aplikację
*dobrą pigmentację


I teraz zapytacie, jak to wygląda w praktyce? Otóż muszę wam powiedzieć, że jest w moim odczuciu naprawdę świetnie. Do pigmentacji nie mogę się przyczepić, ponieważ jedna warstwa w zupełności pokrywa całe usta i nic nie prześwituje. Patyczek zakończony gąbeczką pozwala na wygodną aplikację, bez niespodzianek. Owszem zdarza mi się wyjechać poza kontur ust, ale jest to najczęściej kwestia mojego roztargnienia przy nakładaniu  produktu. Jeśli chodzi o ostatnią obietnicę, czyli fakt, że  jest on długotrwały, to muszę powiedzieć, że jest bardzo dobrze. W pomadce mogę spokojnie pić i jeść coś lekkiego, a ona to przetrwa. Przy tłustszych rzeczach wyciera się od wewnątrz stopniowo, nie rolując się ani nie rozlewając poza kontur ust. Nie transferuje się również nigdzie, na przykład na szklanki. Nie zauważyłam też, aby jakoś mocno wysuszała mi usta, aczkolwiek staram się o nie dbać regularnie, więc to też ma swój wpływ na pewno. Jeżeli chodzi o dokładanie pomadki po tym jak się wytrze, raczej tego nie robię, bo wtedy  można zrobić sobie krzywdę, a pomadka właśnie w takim przypadku może się rolować. Osobiście preferuję ściągnięcie resztek pomadki, a potem nałożenie nowej warstwy. Z samym zmywaniem nie ma problemu, wystarczy  ulubiony micel i po sprawie. 



Opakowanie:

To mała buteleczka  o pojemności 6ml. Grafika na opakowaniu nawet  dość dobrze oddaje kolor, którego możemy się spodziewać w środku. 





Aplikator:
Aplikator, jak same widzicie to patyczek zakończony gąbeczką. Jest jak najbardziej wygodny i można nim ładnie pomalować usta bez wyjeżdżania poza kontur, chyba że malujemy się bez lusterka w roztargnieniu, to inna sprawa. 

Konsystencja/Kolor/Zapach:
Jeżeli chodzi, o konsystencję produktu, to jest ona kremowa w moim odczuciu, odrobinę masełkowata na samym początku, kiedy aplikujemy pomadkę na usta. Kiedy zastyga, robi się lekko klejąca, potem to uczucie znika. 
Kolor pomadki jak najbardziej mnie kupił. Jak sam widzicie to taki przybrudzony róż, niestety zdjęcie nie do końca chce to oddawać, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że tak jest. Jak pisałam wyżej, aby pokryć usta, potrzebujemy jednej warstwy. 
Zapach pomadki jest całkiem przyjemny, taki słodki i lekko owocowy, ale czuć to tylko w opakowaniu i przez krótką chwilę kiedy pomadkę nakładamy na usta. Potem zapach ulatnia się w eter. 


Efekt końcowy/zdjęcie poglądowe jak wygląda na ustach:

Czego użyłam:  TWARZ: Podkład: Maybelline Affinitone 03 Light Sand Beige (rozprowadzony gąbeczką stożkową), puder:Wibo Fixing Powder, Kontur: Eveline Contour Sensation 01.
OCZY: Wibo Eyeshadow Base, paleta MUR Beyond Flawless, w załamaniu cień Cocoa, na ruchomej powiece Cookie Dough +Sepia, w kąciku rozświetlacz Lovely Gold Highlighter. 
USTA: Lovely Extra Lasting nr 1



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, z pomadki jestem bardzo zadowolona. W tej cenie zrobiła na  mnie niemałe wrażenie swoją trwałością oraz pigmentacją. Jestem w niej totalnie zakochana i właściwie drugi miesiąc już wałkuję ten kolor na swoich ustach. Ze swojej strony mogę wam ją serdecznie polecić, choć wiem, że są zwolenniczki i przeciwniczki tej pomadki, a właściwie matowego błyszczyka, co jest dla mnie nazwą dziwną, ale któż zrozumie zamysł producenta :) 



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

piątek, 17 marca 2017

Jak używać gąbki stożkowej?

Jak używać gąbki stożkowej?


Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiejszy post jest zainspirowany waszymi częstymi zapytaniami, o to, jak używać gąbki stożkowej wpisywanymi w wyszukiwarkę, i  które to pozwalają wam trafić na  mojego bloga. Podejrzewam, że skoro tak jest, to w recenzji gąbeczki z Natury nie wyczerpałam do końca tego tematu, więc postaram się dzisiaj opowiedzieć, jak wygląda używanie takiej gąbeczki, jeśli jesteście ciekawe tego, zapraszam serdecznie do dalszej części.





Jak gąbka stożkowa wygląda, każda z nas wie. Ma płaską dolną część i szpic u góry. Nic odkrywczego tak naprawdę. Moja jak widzicie,  jest już sfatygowana troszkę, ale nadal mi służy dzielnie. Pochodzi z Drogerii Natura, ale w wielu innych możecie takie lub podobne znaleźć. Ja za swoją zapłaciłam ok 11zł, czyli całkiem przystępnie.

Pisałam o niej tu:
Natura Accessories Gąbka Stożkowa


Gąbeczki możemy używać na sucho lub na mokro, mocząc ją w wodzie. Wtedy powiększa swój rozmiar troszkę. Oczywiście należy pamiętać o tym, aby dobrze ją wycisnąć zanim,  zaczniemy aplikować podkład. Pierzemy ją standardowo w wodzie z mydłem lub szamponem np. dla dzieci, w którym ja piorę swoje pędzle również.



Gąbeczka podzielona jest na dwie części. Płaską i spiczastą. Najpierw zajmiemy się omówieniem płaskiej części. Jest ona wygodna do nakładania podkładu na twarz. Ja preferuję zrobienie sobie małych plamek podkładu na twarzy, a potem wpracowanie go w skórę za pomocą stemplowania płaską częścią naszej gąbeczki. Efekt jest dzięki temu naturalny, a sam podkład lepiej stapia się ze skórą. 


Spiczasta część gąbeczki świetnie nadaje się do nakładania korektora pod oczami. Wystarczy zaaplikować sobie pożądaną ilość kosmetyku i ładnie wpracować w skórę za pomocą tej końcówki. Bardzo dobrze dociera ona w trudno dostępne miejsca, takie jak wewnętrzny kącik oka choćby. Można nią również nakładać puder w tym miejscu, uzyskując w ten sposób ładny efekt. 



Podsumowując: Jak same widzicie, aplikacja podkładu gąbeczka jest łatwa, szybka i daje najbardziej naturalny efekt moim zdaniem. Czy zdecydujecie się nakładać podkład suchą, czy mokrą gąbka, zawsze jest on tak samo przyjemny.  Na plus jest również cena takiego narzędzia oraz jego dostępność. Mam nadzieję, że ten wpis będzie przydatny dla was i że skorzystacie z niego.




Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄




Dziękuję za wszystkie komentarze. Proszę nie zostawiać spamu. Sama was znajdę, to proste :). Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright © 2016 Początkująco kosmetycznie , Blogger