Jestem na

Zblogowani



zBLOGowani.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, więc nie zostawiaj linków do swojego bloga. Nie zawsze następuje to od razu, ale się staram. Sama Cię znajdę, to proste. Nie wyrażam również zgody na kopiowanie moich zdjęć i tekstów bez pytania.

4 najlepsze kosmetyki za +\- 10 zł cz. II | Luty

sobota, 17 lutego 2018

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was zestawienie najlepszych kosmetyków za +/- 10 zł. W sumie głównie będzie tu rządzić kolorówka, choć znajdzie się też jeden zapach, który bardzo przypadł mi do gustu w ostatnim czasie i wart jest polecenia. A teraz nie przedłużam, tylko zapraszam do dalszej części posta.







Catrice Made to Stay Inside Eye Pencil 010 in the mood for nude| Wet'n'wild Kohl Crayon Bronze Massif



Na początek zestawienia mam dla was dwie kredki, które już od stycznia, czyli praktycznie ponad miesiąc goszczą w moim makijażu. Dzięki kredce na linię wodną  Catrice Made to Stay w odcieniu nude przekonałam się do malowania oka w tym miejscu i widzę znacząca różnicę w makijażu. Kupiłam ją za grosze na wyprzedaży w Naturze, a było to chyba 6 lub 7 zł, więc cena niewielka, a różnica spora.  Oko dzięki kredce od razu ładniej wygląda, jest bardziej wypoczęte i świeże. Drugim nie mniejszym ulubieńcem jest kredka marki Wet'n'Wild w kolorze Bronze Massif. Przyznam się wam szczerze, że bardzo lubię komponować ją ze złotym cieniem lub dodawać odrobinę na dolną powiekę, kiedy mam makijaż ze złotem i świetnie wygląda. Solo jej nie noszę, ponieważ po całym dniu lekko zbiera się w załamaniach powieki, więc nie chcę ryzykować jednak. Podejrzewam, że jest to wina jej mięciutkiej konsystencji, która po oku sunie, jak masło, więc można spokojnie jej to wybaczyć i kochać dalej, bo kosztowała również grosze ok. 2-3 zł na wyprzedaży.


My Secret Disco Ball Highligther



O rozświetlaczach My Secret, zanim kupiłam swój egzemplarz nasłuchałam się naprawdę wiele dobrego. I muszę przyznać, że zachwyt nad  nim jest niekłamany, bo wygląda na buzi bosko. Jak na niego spoglądam, to jest zdecydowanie chłodny i głównie beżowy. Nie wygląda na twarzy oczywiście zbyt chłodno. Wszystko jest odpowiednio wyważone. Czy w promocji, czy w cenie regularnej polecam wam go serdecznie. W ostatnim czasie tylko on, jako rozświetlacz króluje w moim makijażu.


Swatche całej trójki znajdziecie w tym wpisie →Co nowego w kosmetyczce? Styczeń
C-THRU Tender Love


Dobrze wiecie, że markę C-THRU bardzo lubię od dawna za linię Emerald Shine, która gości u mnie raz do roku w postaci żelu pod prysznic, a dużo częściej w postaci dezodorantu z tej linii, który odkryłam kilka lat temu, więc przedstawiać wam jej nie muszę. Do grona ulubieńców dołączył obecnie zapach Tender Love. Na żywo strasznie trudno mi o nim opowiedzieć, bo czuję głównie pudrowość w nim, a jest ona naprawdę lekka i bardzo przyjemna. Podejrzewam, że za pudrowość odpowiadają tu gruszka oraz jaśmin obecne w nutach zapachowych, oraz odrobina piżma z wanilią, które się wkradają  w to wszystko. Momentami wyczuwam też w tym zapachu znajomą Bergamotkę. Na ubraniu czuję ten zapach calutki dzień, więc tutaj spory plus. A kosztuje ok. 10- 11 zł. W przyszłości mam ochotę na wodę toaletową z tej linii, bo kocham ten zapach. 



NUTY ZAPACHOWE:

NUTY GŁOWY: Gruszka, Mandarynka, Bergamotka
NUTY SERCA:Fiołek, Jaśmin, Kwiat Lotosu
NUTA BAZOWA: Piżmo, Bursztyn, Wanilia



I tak prezentuje się najlepsza 4 tego miesiąca, jeśli chodzi o tanie kosmetyki. Muszę rzec, że zestawienie bardzo się udało i sporo kosmetyków wyszło w świetnych cenach. Jeśli jeszcze ich nie znacie, polecam serdecznie.



Czytaj dalej »

Opowieści z wieczornej pielęgnacji| Be beauty krem do cery mieszanej

czwartek, 15 lutego 2018

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was recenzję kremu, który pojawił się w niedawnych ulubieńcach stycznia i zrobił na mnie pozytywne wrażenie, a co więcej przypomniał dawnego wielkiego ulubieńca. Nigdzie nie znalazłam recenzji tego cudaka, więc postanowiłam napisać parę słów o nim.  Jeśli ciekawi was, co o nim myślę i  czy warto zainwestować w krem marki Be beauty, bo to o nim będzie dziś mowa, to zapraszam do dalszej części wpisu.










 Co, gdzie i za ile? 


Bebeauty krem do cery mieszanej 


Be beauty krem do twarzy cera mieszana i normalna znajdziecie w każdej Biedronce w cenie ok. 9 zł za 50 ml szklany słoiczek. Co warte odnotowania na samym początku krem opakowany jest w kartonik, którego niestety nie zobaczycie niżej, ponieważ lama ja skasowałam sobie zdjęcia wszystkiego, które zrobiłam, a kartonik wyrzuciłam już o ja nieszczęsna. Wracając jeszcze do kremu, napiszę jeszcze tyle, że kartonik jest ofoliowany i zabezpieczony przed wszędobylski łapami. Sam krem dostaniecie jeszcze w wariancie dla cery suchej. 




Obietnice producenta


"

Do codziennej pielęgnacji skóry normalnej i mieszanej Hipoalergiczny krem głęboko nawilża, odżywia i chroni skórę. Jego lekka formuła nie pozostawia na skórze tłustego filmu. Odświeża skórę, czyniąc ją gładką i piękną na cały dzień."




Skład

Krem zawiera w swoim składzie m.in mocznik, masło shea, panthenol i wyciąg z kwiatu lotosu. 

Moja opinia 


Nie mogłam wam niestety wstawić powyżej składu oraz obietnic producenta z pudełka, ponieważ pozbyłam się kartonika po tym kremie. Zrobiłam oczywiście zdjęcia, ale je przypadkowo skasowałam i nie udało mi się ich odzyskać niestety. No cóż moja wina. Wracając jednak do samego kosmetyku, zgadzam się z tym, że krem jest lekki i nie pozostawia filmu na skórze, który by przeszkadzał i stwarzał tym samym możliwość pojawienia się niedoskonałości, a coś na pewno bym zauważyła, gdyż stosuję do w wieczornej pielęgnacji jako ostatni krok.  Ważnym zadaniem tego kremu jest też nawilżanie buzi, z czym jak najbardziej się zgadzam, ponieważ twarz jest gładka, dobrze nawodniona i elastyczna. Bardzo przypomina mi swoim działaniem krem z mocznikiem marki Isana przeznaczony na noc, który notabene bardzo kiedyś lubiłam i namiętnie kupowałam kolejne opakowania, póki Rossmann go nie wycofał.  Podoba mi się bardzo też to, że krem nie pachnie. 





Opakowanie

Be beauty krem do cery mieszanej opakowanie

Na samym początku dostajemy krem opakowany w kartonik w podobnej kolorystyce do słoiczka, gdzie znajduje się zawartość. Dobrym posunięciem ze strony producenta było ofoliowanie kartonika, aby zabezpieczyć go przed wszędobylskimi łapami. Po otwarciu opakowania naszym oczom ukazuje się szklany słoiczek, który jest dość masywny. I sądzę, że nawet jakby się spotkał z podłogą, mógłby wyjść z tego bez uszczerbku, aczkolwiek nie polecam próbować :D W środku słoiczek jest dodatkowo zabezpieczony jeszcze plastikową osłonką, czego się nie spodziewałam, raczej myślałam o aluminiowej folii w środku, a tu takie miłe zaskoczenie i to w kremie za ok. 9 zł. 




Kolor/Konsystencja/Zapach


Be beauty krem do cery mieszanej zwartość


Jak wspomniałam wam wyże,j kosmetyk jest bezzapachowy, co również poczytuje mu za plus, ponieważ w dzisiejszych czasach niełatwo taki znaleźć, a w szczególności wtedy, gdy ktoś jest bardzo wrażliwy na wszelkie zapachy w kosmetykach. Ja lubię, kiedy krem do twarzy pachnie, ale niezbyt nachalnie najlepiej, ale cieszy mnie też, kiedy nie pachnie w żaden sposób, jak w tym przypadku. Jeśli chodzi o konsystencję produktu, to jest ona  kremowa i bardzo dobrze rozprowadza się po twarzy. Nie spływa i nie zjeżdża z buzi. Nie ma też problemu ze wchłanianiem kremu. Nie gryzie się ani z wodą różaną ani z moim ulubionym olejkiem marki Alterra, który nakładam każdego wieczora jako serum. 




Podsumowując: Nie miałam pojęcia, że ten krem wywoła we mnie pozytywne wrażenia podczas użytkowania i przypomni o dawnym ulubieńcu marki Isana, którego swego czasu namiętnie używałam, jak pamiętacie, jeśli jesteście ze mną od samych początków mojego blogowania. Samemu kosmetykowi nie mam nic do zarzucenia, ponieważ spełnia obietnice producenta, które faktycznie bujdami na resorach nie są. Nie wiem, czy wrócę po kolejne opakowanie, kiedy skończy się to, ponieważ ostatnio mam ciągoty w kierunku kremów z naturalnymi składami typu Vianek czy Noni Care i tam będę chciała szukać nowych ulubieńców nie mniej jednak, jeśli ciekawi was ten krem i macie cerę mieszaną, tak jak ja to nie widzę przeciwwskazań do wypróbowania, bo krzywdy nie robi. 


Czytaj dalej »

Makijaż z kolorem| Różowe szaleństwo ❤❤❤❤

wtorek, 13 lutego 2018

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was małą inspirację makijażową, a właściwie moje makijażowe szaleństwo na walentynki. Nie wiem, w jakim stopniu będzie to makijaż użytkowy, aczkolwiek ja czasem lubię zaszaleć, o czym często wam mówię w różnych tego typu wpisach. A teraz nie przedłużając, zapraszam do dalszej części, w której opowiem, co zmalowałam na oku.








Paletkę I heart make up na pewno bardzo dobrze znacie, nie tylko z jednego z poprzednich wpisów na blogu, ale również z internetu. Do stworzenia tego makijażu zainspirowała mnie poniekąd jedna z was, która zastanawiała się, jak prezentowałyby się na oku dwa różowe cienie z tej paletki. Postanowiłam więc połączyć je w jednym makijażu, dodając również coś od siebie. A co takiego, opowiem niżej :) 




Do wykonania makijażu oka, który zaprezentuję, wam niżej użyłam dwóch cieni z powyższej palety. Wybrałam odcienie Pink oraz Heart, które są charakterystyczne, a najbardziej ten pierwszy, o którym wspomniałam i one właśnie wylądowały na powiece ruchomej. W załamaniu użyłam różu do policzków marki Sensique o matowym wykończeniu nr 204, który zobaczycie na zdjęciu niżej. 




Makijaż





OCZY: baza pod cienie Eveline Cosmetics All Day Ideal Stay,  w załamaniu Sensique Matte Rouge nr 204, I heart Make Up Chocolate Love cienie Love i Heart na powiece ruchomej, żelowa kredka Miss Sporty Studio Lash Designer 001, Tusz Avon Super Shock Volume. 
TWARZ: Podkład Bell Royal Matt Skin Camouflage 01 Sand, korektor My to Be Cosmetics nr 3 Beige,  Puder Wibo Fixing Powder, Rozświetlacz My Secret Disco Ball. 
BRWI: Wibo Eyebrow Fixer 
USTA: Lovely Extra Lasting + Bell Velvet Matte 04. 





Czytaj dalej »

Seria włosowa #2| Maska| Odżywka| Płukanka

niedziela, 11 lutego 2018

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kolejny post z serii włosowej. Tym razem mam dla was parę słów o stricte włosowej pielęgnacji, czyli masce, odżywce oraz płukance, które przez ostatnie kilka miesięcy przewijają się, kiedy mowa o włosach w moim przypadku. Nie staram się ich zapuszczać, ponieważ niestety moim włosom nie jest to dane, gdyż pogarsza się choćby stan końcówek, nie wspominając o reszcie, więc wszelkie preparaty tego typu nie leżą w kręgu mojego zainteresowania. A teraz, jeśli ciekawi was, co tam w trawie piszczy w sprawie moich włosów dalej, zapraszam do dalszej części wpisu.





ODŻYWKA

Seria włosowa| Odżywka| Avon  Full Volume Malina&Hibiskus


AVON FULL VOLUME ODŻYWKA DO WŁOSÓW MALINA&HIBISKUS

Jak dobrze wiecie, moją ulubioną odżywką jest Nivea Diamond Volume, która jest moim ideałem w tej kategorii. Jesienią w ramach testów postanowiłam zamówić z katalogu Avon odżywkę dodającą objętości z maliną i hibiskusem. Odżywka sama w sobie sprawdza się dobrze i co do samego działania nie mam zastrzeżeń, jednakże nie nakładam jej jak początkowo na skórę głowy tylko na same włosy, bo wydaje mi się, że to ona właśnie jest winna moim problemom z łupieżem. Wcześniej nie miałam takich ekscesów z innymi odżywkami, a szamponów nie zmieniam ani innych elementów pielęgnacji, więc ten kosmetyk jest jedynym winowajcą w tym łańcuchu. Działać działa, ale na samych włosach, na skórę głowy nie polecam nakładać, a i tak potem spłukać obficie na wszelki wypadek. I jak tylko skończę to opakowanie wracam do Nivea Diamond Volume. 


MASKA


Seria włosowa| Maska Kallos Omega



KALLOS OMEGA MASKA DO WŁOSÓW 

Tę maskę kupiłam po raz pierwszy w Naturze z czystej ciekawości już dobry rok temu albo nawet więcej. I przyznam szczerze, że od tego czasu jakoś nie potrafię się z nią rozstać. Gości na moich włosach 2 lub 3 razy w tygodniu w niewielkiej ilości, ponieważ jest gęsta, a co za tym idzie wydajna. Super nawilża włosy, nie obciąża ich, są takie przyjemne w dotyku i lekkie. Przyjemnie działa też na spuszone końcówki ujarzmiając je. Jedynym minusem dla mnie jest jej zapach, aczkolwiek najbardziej chodzi mi w niej o działanie, bo woń to sprawa drugorzędna, a na kłaczkach wyczuwalna nie jest. 




PŁUKANKA


Seria włosowa| Płukanka woda+ cytryna


WODA+ CYTRYNA


 Być może zastanawiacie się, co te dwie rzeczy mają ze sobą wspólnego? Otóż świetnie nadają się na płukankę do przetłuszczających się włosów. Do tej prostej i skutecznej kombinacji wróciłam po wielu latach tak naprawdę. Pamiętam ją jeszcze z czasów, kiedy byłam mała, a to mama szorowała mi włosy i na sam koniec zawsze płukała włosy taką mieszanką. Później bardzo długo nie stosowałam niczego takiego w pielęgnacji kosmyków do momentu, kiedy nabawiłam się problemu łupieżu, na który ta płukanka też pomaga, aczkolwiek najbardziej chodzi mi też o przetłuszczanie włosów. Mieszanka cytryny i wody jest w tej kwestii bardzo skuteczna, czego jestem żywym dowodem, więc staram się  teraz stosować płukankę, jak najczęściej mogę, aby pomóc włosom. 





I tym akcentem kończę drugi wpis z serii włosowej. Jeśli nie czytałyście pierwszego, niżej zostawię wam linka do nadrobienia lektury. Dajcie również znać, czy stosujecie coś podobnego w swojej pielęgnacji takich włosów. 






Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia