Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany.

czwartek, 30 października 2014

Eveline Cosmetics Peeling Masaż pod prysznic

Eveline Cosmetics Peeling Masaż pod prysznic
Witam was kochane w kolejnej notce :). Na zewnątrz mimo, że ranki chłodne to pogoda piękna i dosyć ciepła nawet co mnie bardzo odpowiada, bo można wybrać się jeszcze na jakiś spacer po południu krótki, podziwiać kolorowe dywany liści :).
Na uczelni mam trochę luźniej to i czas na posta też się znalazł, choć oczywiście postawiłam na lepszą organizację czasu :).
Dzisiaj opowiem wam o pewnym peelingu, który zdobył moje serce i był wspomniany w dwóch miejscach mianowicie: we wrześniowych nowościach i mojej pielęgnacji całościowej :).


 A to nasz bohater:
Nazwa: Eveline Cosmetics 3D Spa Peeling Masaż pod prysznic
Antycellulit
 Pojemność: 250ml czyli całkiem zacnie :)
Cena: 8,49zł na promocji w Rossmannie :)


A teraz przejdźmy do obietnic producenta: 

 Peeling masaż pod prysznic
-wzmacnia działanie kuracji antycellulitowej
-wygładza i ujędrnia 
-pobudza mikrokrążenie

Działanie:
Innowacyjny opracowany w laboratorium Eveline Cosmetics Peeling Masaż Pod Prysznic zapewnia optymalną pielęgnację skóry, zwiększając skuteczność kuracji wyszczuplającej i antycellulitowej. Masaż przy pomocy preparatu, rozgrzewa i pobudza ukrwienie skóry, dzięki czemu poprawia jędrność i elastyczność. Mikrogranulki peelingujące złuszczają zrogowaciały naskórek, jednocześnie oczyszczając i wygładzając skórę. 
Peeling Masaż Pod Prysznic wzmacnia działanie produktów antycellulitowych, doskonale przygotowuje skórę do przyjęcia składników zawartych w preparatach Slim Extreme 3D.


Lipocell Slim(Isocell Slim, Centella aslatica,kofeina, wyciąg z imbiru) stymuluje mikrokrążenie, dzięki czemu wspomaga redukcję cellulitu. 
Miłorząb Japoński działa uelastyczniająco i ujędrniająco, pobudza krążenie, wzmacnia strukturę skóry. 

Minerały z wód termalnych  Północnej Bretanii oraz wyciąg z alg laminaria
głęboko nawilżają, łagodzą i odświeżają skórę. 

Proteiny Jedwabiu w połączeniu z witaminami A,E i F odżywiają skórę czyniąc ją aksamitnie gładką i sprężystą. 

Alantoina i d-panthenol koją i łagodzą podrażnienia, przyspieszają odnowę naskórka .


Stosowanie: 
Peeling-Masaż pod Prysznic-należy rozprowadzić na zwilżonej skórze i okrężnymi ruchami wykonać masaż całego ciała aż do uzyskania piany. Dokładnie spłukać. Następnie nałożyć odpowiedni preparat z serii Slim Extreme 3D. 
Skład: 



 Na składzie się nie znam, nie jestem ekspertem, ale ciekawym jest fakt, że znajduje się tam sól morska, imbir, miłorząb japoński , proteiny jedwabiu czy depanthenol i alantoina oraz witaminy A,E i F. 



Wygląd naszego bohatera:


Jak widzicie konsystencję ma gęstą, galaretkowatą bardzo przyjemną, z mnóstwem turkusowych drobinek i drobniejszych ciut drobinek przezroczystych, których wychwycić mi się nie udało, ale musicie mi uwierzyć na słowo. 



Moja opinia:
Peeling opakowany jest w tubę o pojemności 250ml. Całkiem przyzwoicie, ponieważ używam go już dwa miesiące a jest dopiero połowa opakowania, co można zauważyć na jednym ze zdjęć, a więc jest jak najbardziej wydajny. Tubka jest szczelna, nie dostaje się tam woda ani nie ma szansy aby coś z niej wyciekło bez naszej wiedzy. Zamykana jest na solidny, plastikowy klik, co lubię w kosmetykach. Opakowanie może stać na głowie, co umożliwia wydobycie całego peelingu do samego końca.
Kolorek ma przezroczysty raczej. 
Oczywiście jeśli chodzi o tą obietnicę producenta o antycellulitowym działaniu to ja się do niej nie przywiązywałam podczas używania ani w ogóle. 
Wiadomo, że domowe spa robię raz w tygodniu w sobotę, jest to mój ulubiony dzień po całym ciężkim tygodniu wytężonej pracy na uczelni, kiedy mogę pozwolić sobie na relaks w postaci właśnie domowego spa. Po użyciu peelingu moja skóra jest  nawilżona,wygładzona, ujędrniona, pięknie pachnie. 
Te drobinki turkusowe, które znajdują się w peelingu, kiedy zaczynamy masować zwilżoną skórę świetnie się sprawdzają złuszczając martwy naskórek, wygładzając, nawilżając i pozostawiając fajne uczucie oczyszczenia, takiej świeżości można powiedzieć. 
Konsystencję ma bardzo ciekawą bo peeling jest galaretką, którą wydobywamy z tubki za pomocą mocniejszego naciśnięcia bo jest to bardzo gęsta galaretka nie spływająca. 
W kontakcie z wodą podczas masażu zamienia się w sztywną, białą piankę z drobinami soli jak stwierdzam. Galaretka daje się dzielić na części, więc jeśli wezmę jej za dużo to spokojnie sobie z nią radzę nakładając na inną część ciała i jest w porządku. 
Zapach jest bardzo ciekawy to znaczy, przypomina mi coś ala zielone jabłuszko. 
Bardzo przyjemny jest ten zapach, relaksujący, orzeźwiający bym powiedziała.
Umila mi moje co tygodniowe domowe spa dla całego ciała, ponieważ używam go również do moich stóp i jestem zadowolona, bo super złuszcza naskórek zrogowaciały, i pozostawia skórę, miękką, wygładzoną i nawilżoną. 
Po stosowaniu kosmetyku nie wystąpiły u mnie żadne podrażnienia, uczulenia ani inne skutki nie pożądane. 
Bardzo się polubiłam z tym produktem przyznam, i w kwestii zapachu i w kwestii działania. 
Nie mam nic mu do zarzucenia. 



 Plusy:
-Cena promocyjna i dostępność bo w każdym Rossmannie zapewne go znajdziemy
-opakowanie z solidnym klikiem, szczelne i może stać na głowie co umożliwia nam wydobycie całego kosmetyku do końca
-wydajność bo używam go już dwa miesiące praktycznie i mam dopiero połowę opakowania
-galaretkowata konsystencja, z wieloma turkusowymi drobinkami i solą, 
-galaretka w kontakcie z wodą zamienia się w pianę, z drobinkami soli, które super wygładzają, oczyszczają, złuszczają martwy naskórek pozostawiając skórę gładką, oczyszczoną, jędrniejszą, bardziej 
elastyczną
-nawet jeśli weźmiemy za dużo galaretka daje się podzielić więc spokojnie można nałożyć ją na inną część ciała
-zapach ala zielone jabłuszko jest przyjemny, nienachalny, nienurzący ale relaksujący, orzeźwiający i uprzyjemniający domowe spa
-nadaje się do całego ciała łącznie ze stopami, bo pozostawia je miękkie, wygładzone i nawilżone jak całe ciało
- zapach pozostaje na naszej skórze na dłużej
-nie podrażnia, nie uczula ani nie wywołuje żadnych skutków ubocznych



Minusy:
brak.



Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Buziaki:*:*:*:*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze.
Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji bloga, jeśli tylko wam się tutaj spodoba :)

wtorek, 28 października 2014

Moja pielęgnacja podstawowa-całościowa

Moja pielęgnacja podstawowa-całościowa
Witam was kochane :) . Mam nadzieję, że i was pogoda słoneczna, choć chłodna i niestety naprawdę czuć jesień, a właściwie to zimę .

Dzisiaj powracam do was z postem dotyczącym mojej pielęgnacji na chwilę obecną.
Tytułem wstępu chcę powiedzieć, że pokażę wam tutaj parę najważniejszych dla mnie kosmetyków w tej kwestii bez dwóch zdań. O każdym napiszę parę zdań aby co nie wam go przybliżyć.Oczywiście kategorii będzie kilka i każda będzie posiadała kilka prostych kroków, które zwykle wykonuje w danej materii, aby was nie zanudzać jakimiś głęboki wywodami.




                                               Bohaterowie kategorii demakijaż, pielęgnacja poranna i wieczorna    mojej twarzy:



Wiadomo moje panie powszechnie, że bez demakijażu nie da się pójść spać. Nie odkryłam oczywiście żadnego wow , w tym temacie tak. Osobiście nie miałabym sumienia usnąć z makijażem na twarzy.

Ale ja zacznę od pielęgnacji porannej najpierw:


 Na dzień dobry kiedy już wstanę i jestem wstępnie ogarnięta tzn mam przemytą buzię wodą samą aby obudzić siebie i moją cerę pierwszy krok to płyn micelarny z biedronki, którym to przecieram twarz sobie dla przygotowania jej pod makijaż. Następnie krem aplikuję krem nivea i czekam aż się wchłonie kilka minut. Potem wykonuję codzienny lekki makijaż. Kiedy nigdzie nie wychodzę pomijam krok z makijażem.

Wieczorem zaś sprawa wygląda nieco inaczej. Wiadomo, że jeśli chodziłam w makijażu calutki dzień to należy go potem zmyć i są to trzy-cztery  kroki w tej pielęgnacji.

Krok 1 -Demakijaż twarzy płynem micelarnym be beauty- praktyce znaczy to, że wylewam go na wacik kosmetyczny i przemywam sobie wstępnie twarz zmywając makijaż.

Krok 2- Mycie twarzy moim ulubionym żelem micelarnym z bebeauty (recenzja tutaj)  do zupełnego czysta już. Został on moim hitem kosmetycznym i teraz nie mogę się obejść się bez niego jak i bez  żelu z Delii, którego na zdjęciu nie ma, ponieważ obecnie mi się skończył i jeszcze nie kupiłam nowego.

Krok 3- Kiedy po wykonaniu kroku nr 2 moja buzia jest już czysta, hańbą byłoby nienałożenie kremu nawilżającego na noc, tyle że takiego ciut treściwszego aby skóra się zregenerowała, przyjęła składniki kremu a przede wszystkim była nawilżona, co dla mnie jest bardzo ważne. Obecnie używam kremu z ultra soft(tołpa), który sprawdza się super jak na razie :). Można stosować go również na dzień, bo pod makijaż jest całkiem ok. Nic się z nim nie dzieje złego co najciekawsze.

Krok 4 opcjonalny- peeling twarzy wykonuje go raz bądź dwa razy w tygodniu po demakijażu, ale przed nałożeniem kremu na mokro zdzieram martwy naskórek, a potem wklepuję krem do twarzy i skórę mam super miękką, odżywioną i nawilżoną czyli tak jak lubię najbardziej :). (recenzja tutaj) .  



Pielęgnacja ciała :



Nie od dziś wiadomo, że skóra nawilżenia potrzebuje, moja też i staram się tego kroku nie pomijać w swojej pielęgnacji, bo systematyczność jak najbardziej się opłaca, że tak powiem.


Krok 1-opcjonalny- Peeling całego ciała, który wykonuję spokojnie raz w tygodniu zawsze w sobotę. Jakoś sobie upodobałam ten dzień na zabiegi typu peeling. Miło jest się zrelaksować po całym tygodniu w ten sposób. Jest to peeling gruboziarnisty, o konsystencji ciekawej galaretki, która przyznam przypadła mi do gustu bardzo. I do tego pięknie pachnie czymś ala zielone jabłuszko :).


Krok 2- jest to krok stały, staram się robić to w miarę możliwości systematycznie i codziennie. Jest to smarowanie ciała kremem z Isana. Nadaje się on również do pielęgnacji stóp, co bardzo mi odpowiada. Działa na nie bardzo silnie nawilżająco i odżywczo. Odkąd używam go do stóp mój krem strikte do tego przeznaczony, który swojej roli nie spełniał i został zdetronizowany, nie mam już problemu z piętami jak papier ścierny.  Co bardzo mnie zadowala :). (recenzja tutaj ).




Kategoria włosy:





Jeśli o włosy chodzi to muszę dbać o nie szczególnie tj nawilżać i wzmacniać. Przez wieloletnie problemy rozdwajanie się końcówek, wysuszenie , spanie z gumką na włosach zrobiła mi się na głownie masakra i tragedia w pięciu aktach.
Ratowałam swoje włosy początkowo ścinaniem, co też wiele pomogło.  Ale potem postanowiłam, że postawię również na pielęgnację w kategorii kosmetyków.

Kroków w tym wypadku jest 4.

Krok 1- Szampon z Garniera-obecnie używam dwóch tego na wypadanie włosów i wzmacniającego na zmianę. I efekty są super :).  Bardzo lubię szampony Garniera, ponieważ dobrze oczyszczają włosy, skórę głowy, pięknie pachną, a włosy są błyszczące więc polecam serdecznie i wam wypróbować. Oczywiście włosy myję co 2-3 dni .

Krok 2 to opcjonalnie maska Alterra z granatem i aloesem lub odżywka do włosów Nivea moja ulubiona. Jako, że dbam o nawilżenie moich włosów są to kroki bardzo istotne i wymienne albo i stosowane nawet razem co nie przeszkadza moim włosom, a wręcz przeciwnie są zadowolone. (recenzja odżywki Nivea )
(recenzja maski)

Krok 3-opcjonalny wymienny z maską Alterra. Używam co dwa tygodnie maseczki z Biowaxa na włosy dla regeneracji włosów i efekty są pozytywne bardzo dlatego, że moje włosy piją tą maskę świetnie, a po aplikacji są błyszczące, sypkie, nawilżone i wzmocnione chyba też bo nie rozdwajają się już od jakiegoś czasu co uważam, za wielki sukces naprawdę. Bardzo lubię ją nakładać na włosy pod czepek i ręcznik, aby miały ciepło i efekty uważam za zadowalające jak na razie i będę starała się kupić sobie opakowanie pełnowymiarowe gdzieś.

Tak prezentuje się moja obecna pielęgnacja. W każdej kategorii, są to produkty, które lubię i testowałam, więc mam wyrobione o nich bardzo pozytywne. Powiedziałabym nawet że, są to takie moje perełki których w większości nie zamienię na inne produkty bo mi odpowiadają i spełniają wszystkie oczekiwania.


Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Buziaki:*:*:*:*:*:*:*:*:*. 
Zostawiajcie swoje opinie komentarze:).
Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji, jeśli tylko spodoba wam się na moim blogu :) 











niedziela, 26 października 2014

Projekt denko październik

Projekt denko październik
Witam was kochane po kilku dniach przerwy :). Pochłonęły mnie sprawy uczelniane troszkę, ale postaram się lepiej zorganizować i dodawać posty jak trzeba :).

Dzisiaj zapraszam was na projekt denko :). Dodaję tego posta w sumie już teraz, ponieważ więcej już nie zużyję w tym miesiącu a, wyrzutków pozbyć się trzeba:)

To zaczynajmy !


1. Garnier Fructis Fresh. Mój ulubiony szampon.  Super oczyszcza, włosy są miękkie, nie plączą się. Same plusy generalnie. Czy kupię ponownie? Tak
2. Isana Olejek pod prysznic melon i gruszka. Kolejny mój ulubieniec z Isany:). Recenzja tutaj. Kupię go ponownie na pewno bo jest cudowny :). Na zastępstwo mam jeszcze Isanę Violet Passion :)
3. Mydło do twarzy Dove. Całkiem w porządku, ładnie zmywa makijaż, nie wysusza skóry. Zapewne pojawi się ponownie, bo moja mama je kupuje często:).



4. Marion płyn utrwalający do włosów super moc. Bardzo fajny płyn. Dobrze utrwala fryzurę, nie musimy się martwić, że przez cały dzień coś się z nią stanie. Zapach całkiem znośny. I cena też nie wygórowana jak za bardzo dobry produkt. Wytestowałyśmy z mamą już X butelek. Na pewno pojawi się znów :)
5. Fuss Whol krem peelingujący Rossmann. Drobinki miał w porządku, bo było ich nawet dużo w tym kremie. Zostawiał stopy miękkie i gładkie. Szału nie zrobił powiem szczerze. Kosztował jakieś 5zł w Rossie to nie szkoda nawet pieniędzy, ale podejrzewam, że wrócę do innego peelingu. Czy kupię ponownie? Raczej nie, choć go nie skreślam oczywiście :)
6. Adidas Fresh Cool&Care. Antyperspirant super. Bardzo dobrze chroni, skóra pod pachami calutki dzień jest sucha. Bardzo fajnie pachnie, tak świeżo ciut po męsku ale to zupełnie mi nie przeszkadza. Czy kupię ponownie? Zapewne tak. Jeśli gdzieś na niego trafię jeszcze :). Na zastępstwo mam Garniera Mineral na razie :)
7. Garnier Intensywna Pielęgnacja. Regenerujące mleczko do ciała. Opatrunek w mleczku. Mleczko ma konsystencję bardzo gęstą co najciekawsze. Używa go moja mama i jest naprawdę zadowolona z niego :). Bardzo dobrze nawilża bardzo suchą skórę, którą ona posiada niestety. Czy pojawi się ponownie? Na pewno  :)



8. Intimea chusteczki do higieny intymnej z wyciągiem z nagietka. Chusteczki jak mówiłam super się sprawdzają w każdej sytuacji. Kupię ponownie na pewno jeszcze :)
9. Maszynki Be beauty.Oczywiście zużyłam ich kilka na pewnej przestrzeni czasu. Jedną pokazuję jako przedstawiciela. Maszynki sobie chwalę bo są super. Fajnie się sprawdzają, dobrze suną po moim ulubionym żelu do golenia i nie ma z nimi żadnych problemów. Pojawią się ponownie na pewno :)


10. Donna La Rive perfumy- są po prostu super. Zapach cytruskowy, przywołujący moje ukochane lato. Cena to ok 10zł. Tanie i trwałe. Czego chcieć więcej. Czy kupię ponownie? Na pewno, a zważywszy, że jeszcze jest promocja -40% na zapachy w Naturze to jak najbardziej TAK , wybiorę się po nie :)
11. Be beauty micelarny żel do mycia i demakijażu. Jak najbardziej mój hit :). Recenzja tutaj:). Pojawia się regularnie i na pewno nie będzie to ostatni raz :)

12. Cleanic intimate chusteczki do higieny intymnej odświeżające. Uwielbiam je i na pewno kupię sobie ponownie większe opakowanie :). Recenzja tutaj razem z wersją rumiankową, którą też uwielbiam.
13. Delia Dermosystem  Odświeżający żel do mycia i demakijażu. Mój ulubieniec w tej kwestii kolejny i nie zamienię jego również na żaden inny :). Recenzja tutaj  :). Czy kupię ponownie? TAK.

14. Intimea żel(płyn do higieny intymnej). Dla mnie bardzo dobry. Polubiliśmy się niezmiernie :). Recenzja tutaj:). Zastąpiła go emulsja rumiankowa tejże firmy właśnie :).

15. Ziaja Demakijaż. Płyn do demakijażu oczu. Na nim niestety bardzo się zawiodłam. Liczyłam, że się zaprzyjaźnimy, ale niestety on chyba nie chciał się ze mną polubić. Bez żalu ląduje w koszu. Recenzja tutaj :). Nie kupię ponownie. Zastąpił go płyn micelarny z Bebeauty, który radzi sobie dużo lepiej :).




16. Miss Sporty  Mini-Me Eye Liner nr 015 Granite. Moja ulubiona kredka :). Recenzja tutaj :). Kupiłam ją już ponownie :). To miłość na czas długi :).


I tak prezentuje się właśnie moje całe październikowe zużycie. Raczej liczba 16 też mieści w standardzie moich zużyć :). 
Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Buziaki :*:*:*:*:*:*:*:*::*
Zostawiajcie swoje opinie i komentarze :).

PS. Mam do was pytanko . Czy chciałbyście, abym zrobiła notkę dotyczącą mojej pielęgnacji porannej i wieczornej? 

Pozdrawiam was raz jeszcze i życzę miłego dnia :)



środa, 22 października 2014

Ziaja demakijaż mój bubel.

Ziaja demakijaż mój bubel.
Witam was moje kochane :). Pogoda ostatnio przestała nas rozpieszczać bo robi się już coraz chłodniej a szkoda bo uwielbiam słoneczną złotą jesień. Smuteczek.
W dzisiejszym poście chciałabym wam opowiedzieć o pewnym produkcie, z którym wiązałam nadzieję dłuższej  przyjaźni, a bardzo się na nim zawiodłam.



A oto nasz bohater:

Nazwa: Ziaja  de-makijaż płyn do demakijażu oczu 
Pojemność: 120ml 
Cena: ok5zł 
Dostępność: Rossmann, i zapewne sklepy Ziaji i inne drogerie. 



Obietnice producenta: 
Skutecznie i delikatnie usuwa makijaż. Zapobiega wysuszaniu wrażliwej skóry wokół oczu. Nie powoduje podrażnień skóry i spojówek. 
Polecany również dla osób stosujących soczewki kontaktowe . Przebadany okulistycznie. Nie zawiera substancji zapachowych.
Stosowanie: 
Delikatnie zmywać makijaż wacikiem nasączonym płynem, unikając wprowadzenia go do oka.



Skład:




Nie wiem czy ten skład jest dobry, czy nie ale, że nie skuteczny wiem na pewno. 


Działanie plus demonstracja czego nie usuwa napewno:



 Legenda czyli co jest czym i jakie kosmetyki poddałam testowi aby sprawdzić czy ten płyn je zmyje:

1. Korektor Synergen 06 beige(hurra udało mi się złapać kolor nareszcie:))
2. Kredka Miss Sporty Mini Me Eye Liner nr 015 Granite
3. Kredka Lovely kolor czarny 
4. Celia Woman Maskara pogrubiająca i wydłużająca
5. Podkład Rimmel Stay Matt 103 True Ivory


A teraz efekt końcowy zmagań: 



Praktycznie i widocznie nie daje rady zupełnie. Korektora ledwie się czepia, kredki wystarczyłoby poprawić i jest w porządku, tusz został rozmazany, podkład też. 
I nie są to wcale kosmetyki drogie ani wodoodporne jakoś bardzo szczególnie. 



Moja opinia:
Kupiłam sobie ten płyn w Rossmannie z myślą, że przyda mi się coś małego na podróże do chłopaka kiedy nie mogę targać wielkich butli kosmetyków bo wyglądam jak wielbłąd dokładnie. 
No i capnęłam ten produkt. Potem wiadomo wylądował w poście zakupowym i zaczęły się wasze głosy rozsądku, że ten płyn nie daje sobie rady ze zmyciem czegokolwiek z naszej twarzy. No i ja jak to ja musiałam sprawdzić  na własnej skórze oczywiście bo skoro go już posiadałam  to musiałam się przekonać tak. I tutaj kajam się publicznie: Miałyście racje w 100%. Nie wiem co mnie opętało doprawdy, ale stało się już. I jak same widzicie produkt nie daje sobie rady z podstawowymi produktami do twarzy bo przecież nie ma możliwości  aby którakolwiek z nas  poszła spać z makijażem, bo zmyć go trzeba i nie ma takiej siły, która by nas od tego powstrzymała. 
Opakowany jest w buteleczkę o pojemności 120ml wykonaną z plastiku w tonacji biało-niebieskiej bardzo minimalistycznej.Cena jest kusząca nawet, i to bardzo więc zachęca do kupna.
Konsystencja produktu jest płynna, kolor przezroczysty. Kosmetyk jak pisze producent jest bezzapachowy.
Zgodzić się z tym trzeba ponieważ, nie wyczuwam w płynie żadnego zapachu zupełnie. 
Jeśli chodzi o zmywanie makijażu to jest to masakra. Nie radzi sobie z żadnym podstawowym produktem jak pisałam wyżej, czyli z korektorem, kredkami, tuszem oraz podkładem. Narusza je lekko ale nie zmywa. W zasadzie można by się pokusić o stwierdzenie, że nie działa wcale. 
Owszem oczu nie podrażnia jak najbardziej bo przy próbie zmycia nie dzieje się nic złego, czyli mam tu na myśli podrażnienie, ale też nic dobrego w sensie zmywania tegoż makijażu, a przecież nie używam nic wybitnie wodoodpornego i nie wiadomo jak drogiego aby z twarzy nie zeszło tak. 
Próbowałam mu nawet znaleźć inne zastosowanie. Otóż wyczytałam w internecie, że można takim płynem do demakijażu czy innym produktem do tego służącym spróbować umyć swoje pędzle do makijażu i powiem wam szczerze, że ten płyn i temu zadaniu nie podołał.  Demakijaż i mycie pędzli to za trudne zadanie dla niego. Pojemność jest nawet w porządku, ale wydajność jako taka marna.
Więc produkt ląduje w koszu, a ja wracam z podkulonym ogonem to moich sprawdzonych kosmetyków w kwestii demakijażu. 


Podsumowując:

Plusy:

-cena
-dostępność
-opakowanie
-pojemność 
-brak zapachu
-nie podrażnia
-na szczęście nie wysusza, pozostaje neutralny w tej kwestii

Minusy:

-marna wydajność
-nie zmywa podstawowych produktów do twarzy typu kredka, podkład, korektor, tusz
-przy zmywaniu tylko rozmazuje, i wszystko zostaje na swoim miejscu tak naprawdę, są tylko lekko naruszone
-nie nadaje się również do mycia pędzli do makijażu bo i tak poległ
-na składzie się nie znam, ale stwierdzam, że jest nie efektywny, skoro produkt nic nie robi na twarzy
-trzeba mocno pocierać aby cokolwiek zmyć jeśli bardzo się uprzemy, co powoduje podrażnienie na policzkach np przynajmniej u mnie więc to już zupełna klapa 
-cena nie jest adekwatna do działania, bo powinno być jeszcze tańsze, bo te parę plusów to mało aby zadowolić klientkę tak mi się wydaje. 

Dla mnie ten produkt jest bublem, więc nie wrócę do niego nigdy więcej. 
Wracam z podkulonym ogonem do ulubionych żeli do demakijażu oraz płynu micelarnego z Biedronki bo to mi najlepiej pomaga zmyć makijaż a wybitnie drogie też nie jest, a wręcz przeciwnie. 

Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Buziaki:*:*:*:*:*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. 
Dziękuję za odwiedziny i komentarze. 


PS.Przypominam również, że nie bawię się w obserwację, za obserwację. Jeśli wasz blog mi się spodoba to poczytam i zaobserwuję, nie bójcie się. Nie trzeba mi o tym mówić :). 





 






piątek, 17 października 2014

Moje wariacje na temat: Lady Code by Bell nr 53 :).

Moje wariacje na temat: Lady Code by Bell nr 53 :).
Witam was kochane po kilku dniach. Ten tydzień na uczelni strasznie mnie zmęczył nie mam pojęcia dlaczego, ale mamy weekend wreszcie więc nadrabiam zaległości w czytaniu waszych blogów i odpoczywam :).

Dzisiejszy post będzie z udziałem mojego ulubionego lakieru z Bell z serii Lady Code robionej dla Biedronki. Wspomniałam o nim w tym poście http://poczatkujaco-kosmetycznie.blogspot.com/2014/07/mae-zakupy-w-biedrze-i-rossie.html :)


A oto nasz dzisiejszy bohater solo :


Nazwa : Lady Code by Bell Quick Dry 
Nr 53
Pojemność: 9,5g (nie wiem czemu nie w mililitrach podają tę pojemność ale niech im będzie) 
Cena: 3,64zł 
Dostępność: Każda Biedronka :)

Obietnice producenta:
Ekskluzywna kolekcja lakierów do paznokci! trwały, szybkoschnący lakier do paznokci o niewiarygodnym połysku, utrzymującym się zadziwiająco długo. Unikalna formuła lakieru, sprawia, że rozprowadza się on niezwykle szybko i gładko, nie pozostawiając smug i zacieków. Specjalny szeroki pędzelek ułatwia aplikację. 



A teraz skład:




Pędzelek:
W tym wypadku nie różni się od swojego brata o numerze 51 o którym mowa była w jednym z sierpniowych postów :). 
Więc pokażę wam dla przypomnienia zdjęcie pędzelka jego brata, bo one naprawdę się nie różnią
I jak widzicie na załączonym obrazku pędzelek jest szeroki, dzięki temu aplikacja lakieru to czysta przyjemność i wygoda :). 




A teraz jak nasz delikwent prezentuje się na paznokciach: 




To jest nasze cudo solo. Samotnie. Troszkę niedopracowałam sztuki malowania, ale mam nadzieję, że mi wybaczycie ten raz :). 



Natomiast teraz pokażę wam wariację na temat połączenia tego lakieru z innym i jak to wygląda: 





Nasz omawiany lakier połączyłam z ciemną czerwienią tzn położyłam na róż ciemno czerwony lakier pękający z Butterfly, które jest marką Ingrid Cosmetics o ile dobrze pamiętam :). Myślę, że  to całkiem ciekawe połączenie kolorystyczne.


Na końcu utrwaliłam tym: 


I powiem wam, że ten nabłyszczacz i utrwalacz w jednym spisuje się bardzo dobrze :), ale o tym w innym poście :). 




Moja opinia: 

Lakier opakowany jest w przezroczyste opakowanie z papierowym tyłem z informacjami o składzie i opisem producenta. Opakowanie gwarantuje nam to, że nikt wcześniej naszego lakieru nie otwierał.  Pojemność szklanej buteleczki to 9,5g, więc myślę, że jest całkiem nieźle.  Pachnie standardowo jak każdy lakier. Zapach szybko się ulatnia. Posiada szeroki pędzelek, dzięki któremu aplikacja lakieru na paznokcie jest czystą przyjemnością i wygodą. 
Przy malowaniu nie sprawia żadnych problemów czyli nie smuży. 
Konsystencja lakieru jest dość lekka. Nie za gęsta ani nie zbyt wodnista, co sprawia że nie ścieka z paznokci, nie tworzy również żadnych brzydkich zacieków.
Lakier solo bez utrwalacza trzyma się na paznokciach standardowo 3 dni, przy normalnym funkcjonowaniu a potem ścierają się końcówki i zdarzają odpryski małe. 
Dzięki utrwalaczowi możemy nosić lakier o 3 dni dłużej, więc moim zdaniem jest bardzo dobrze. 
Lakier sam w sobie ładnie błyszczy, tworzy taką taflę jakby. 
Schnie bardzo krótko bo parę sekund i jest już po wszystkim, co mnie osobiście cieszy.
Nie tworzą się w nim żadne grudki, nie zgęstniał w ogóle od momentu otwarcia i nadal nadaje się do użytku. 
Kolor kojarzy mi się z różem momentami wpadającym w malinę, momentami w fuksję. Na taki właśnie kolorek polowałam dłuższy czas i udało mi się znaleźć :).
Zaletą niewątpliwą jest również jego cena, bo niskiej cenie dostajemy bardzo fajny produkt. 



Plusy: 
- dostępność
-cena
-pojemność
- szeroki pędzelek,który ułatwia aplikację lakieru
- nie smuży, nie ścieka z paznokci
-konsystencja nie za gęsta i nie za wodnista
- nie tworzy brzydkich zacieków
-lakier ładnie błyszczy, tworzy coś na kształt tafli
- szybko schnie
-nie zgęstniał i utworzyły się w nim żadne grudki
- kolor bardzo ładny
-zapach  standardowy i szybko wyparowuje
-trzyma się na paznokciach przez 3 dni przy normalnym funkcjonowaniu 
-opakownie
-dzięki utrwalaczowi trzyma się dłużej




Minusy:
brak.



Pozdrawiam was kochane do następnej notki. 
Buziaki:*:*:*:*:*:*.  Zostawiajcie swoje opinie i komentarze :)



wtorek, 14 października 2014

Synergen korektor antybakteryjny do cery mój ulubieniec :)

Synergen korektor antybakteryjny do cery mój ulubieniec :)
Witam was kochane :). U mnie wszystko w porządku jak na razie. Studia na plus, więc powodów do zmartwień nie ma. Chciałam wam też podziękować za liczne odwiedziny na blogu i komentarze. Dzięki wam moje blogowanie ma sens :).
A teraz do rzeczy.

Dzisiejszy post będzie dotyczył mojego ulubionego korektora do cery Rossmannowskiej marki Synergen. Była już mowa o pudrze tejże marki jakiś czas wcześniej, teraz pora na korektor. Na pytanie jak się sprawdził odpowiedź znajdziecie poniżej :)



A oto nasz bohater: 

Nazwa: Synergen korektor antybakteryjny 
Opakowanie: sztyft 
Cena: 7,99zł ale często jest na niego promocja i możemy go kupić za 5,99zł
 Pojemność: 4,70g 
Mój kolor to: 06 beige 

 Wygląd:





 



Zdjęcie trochę przekłamuje kolor niestety.



Skład:
 (ze strony Rossmanna ponieważ nieopatrznie wyrzuciłam swój kartonik) 






Moja opinia:

Korektor zakupiłam w Rossmannie kilka miesięcy temu. Z racji takiej, że często mam sińce pod oczami , a raz w miesiącu zdarzają mi się nieprzyjaciele z powodu trudnych dni. 
Dużo za niego nie zapłaciłam, więc nie byłoby mi szkoda gdyby się nie sprawdził. 
Sztyft opakowany jest w papierowy kartonik z informacją o składzie i kolorem na denku. 
Sam sztyft jak dotąd działa mi bardzo dobrze. Nie zacina się ani zakrętka z niego nie spada więc nie ma obaw, że mógłby się otworzyć. Kolor nie jest ani za jasny ani za ciemny. Bardzo dobrze stapia się ze skórą po aplikacji. Aplikuję go sobie na wypryski i pod oczy, bo i w to miejsce idealnie się nadaje. Wypryski dzięki temu korektorowi jak i ślady po nich są dużo mniej widoczne. Oczywiście kładę jeszcze na korektor podkład, ale myślę, że to standard. Sam w sobie trzyma się również długo, nie roluje się, nie ciemnieje , nie zbiera się w załamaniach. Konsystencja jest kremowa. Szybko wysycha więc jest to kolejny plus. Bardzo dobrze maskuje także sińce pod oczami. Zupełnie ich nie widać, a my wyglądamy na wypoczęte i wszystko jest w porządku.
Produkt jest również bardzo wydajny, ponieważ mam go od kilku dobrych miesięcy , bo kupiłam mniej więcej na wiosnę o ile dobrze pamiętam i zużycie jest dokładnie takie jak widzicie.
Kosmetyk nie sprawia żadnych problemów, nawet w największe upały latem nie topił mi się na twarzy ani z niej nie schodził. 
I to jest wielki plus, bo bałam się, że latem może być z nim różnie a spisał się na medal po prostu. 




Plusy:
-cena , regularna i promocyjna
-opakowanie, które zmieści się nawet do najmniejszej damskiej torebki
-dopasowuje się cery bardzo dobrze, może być używany na wypryski, jak również do zamaskowania sińców pod oczami z powodu niewyspania naukowego bądź każdego innego :)
- wypryski po użyciu korektora, sińce inne nieprzyjemne sprawy są dużo mniej widoczne
-nie roluje się na twarzy ani pod oczami
- nie ciemnieje 
-nie zbiera się w załamaniach
-trzyma się od rana do wieczora co nie jest żartem i to w żadnych wypadku wiem bo sprawdziłam to na sobie wiele razy
-kremowa konsystencja, dobrze wklepuje się go palcami
-szybko wysycha
-jest bardzo wydajny 
-latem nie topi się na twarzy, ani nie schodzi z niej w żaden inny sposób




Minusy:
Brak. 




Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Dziękuję po raz kolejny za wasze liczne odwiedziny i komentarze. Nowe czytelniczki, jeśli spodoba im się blog zapraszam do subskrypcji :). 
Buziaki :*:*:*:*. 
Zostawiajcie swoje opinie i komentarze :)
 

sobota, 11 października 2014

Złoty olejek pod prysznic czyli duet Isana Melon i Gruszka :)

 Złoty olejek pod prysznic  czyli duet Isana Melon i Gruszka :)
Witam was kochane :). Nareszcie po paru dniach nieobecności mam czas napisać notkę w spokoju. Tydzień na uczelni minął szybko, aczkolwiek intensywnie. Poznaje nowe osoby codziennie, witam się na korytarzu ze znajomymi, z którymi powinnam studiować. Ale ja nie o tym dzisiaj :).


Historia w dzisiejszym poście będzie dotyczyła jednego olejku pod prysznic. Jest to miłość od pierwszego powąchania i użycia  w tym wypadku. Trafiłam go przez przypadek w Rossmannie przy uzupełnianiu zapasów żeli pod prysznic o przynajmniej dwa nowe na jakiś czas :). Co nie zmienia faktu, że następnym razem zakupię więcej :). Wspomniałam o olejku w ostatnim poście zakupowym tutaj :)

A oto nasz  bohater :



Nazwa :
Isana Olejek pod prysznic Melon i Gruszka
Cena; 2,49zł w promocji
Dostępność: Rossmann
Pojemność: 300ml
\


Obietnice producenta:
Isana olejek pod prysznic z gruszą i melonem odpręża ciało podczas kąpieli.  Wysokowartościowa receptura z olejkiem perłowym pomaga chronić skórę przed jej przesuszaniem. Skóra jest miękka i jedwabista w dotyku. Świeża owocowa kompozycja zapachowa melona i gruszki sprawia, że prysznic staje się wyjątkowym przeżyciem.



Skład:


Nie wiem czy skład jest jakiś super przerażający , nie jestem ekspertem. Podobają mi się za to te fajne kapsułki z olejkiem zwarte w żelu pod prysznic. Widać je oczywiście na zdjęciu :)



Otwór :)


Moja opinia:
Żel zamknięty jest w standardowym opakowaniu Isanowym zamykanym na klik. Buteleczka jest przezroczysta, a całość utrzymana jest w odcieniach żółci.Otwór jest odpowiedniej wielkości dlatego dozuje żel idealnie.  Pojemność to 300ml więc całkiem przyzwoita. Konsystencja żelu jest gęsta, zawiera w sobie kapsułki z olejkiem. Kolor naszego produktu jest taki złoty bym powiedziała. Podczas mycia produkt bardzo dobrze się pieni, kapsułki z olejkiem rozpuszczają się pozostawiając skórę miękką i nawilżoną, co jest ważne, dlatego, że czasem nie mamy chwili aby nasmarować ciało balsamem, a powiedziałabym nawet iż po tym żelu pod prysznic nie jest to konieczne. Produkt ma zapach nieziemski. Gruszki ze swoją słodką nutka wybijają się na plan pierwszy, melona nigdy nie miałam okazji wąchać więc podejrzewam, że wychodzi w drugiej nucie zapachowej, która nadaje całości świeżości. Nie jest to w żadnym wypadku zapach mdły ani duszący. Pozostaje na naszej skórze jeszcze długo po kąpieli, którą bardzo mi zawsze umila.
Żel bardzo dobrze oczyszcza skórę, nie wysusza jej ani nie podrażania. Wydajność jest całkiem w porządku, biorąc pod uwagę iż trafił do mnie końcem września ale czekał na październik abym wam go pokazała. Używam go razem z moją siostrą której również bardzo przypadł do gustu.
Cena też nie jest zbyt wygórowana, a mamy bardzo dobry produkt. Pisałam w końcu wielokrotnie i pokazywałam z reszta też, że żele Isana ubóstwiam wręcz, więc i ten kosmetyk jest tego kolejnym potwierdzeniem. Tą wersję żelu bardzo polubiłam więc jak najbardziej kupię go ponownie. Koniecznie :)





Plusy: 

-cena
-wydajność
-dostępny w każdym Rossmannie
-cudny zapach gruszek w którym się zakochałam wręcz :), umila mi kąpiele
-kapsułki z olejkiem zawarte w żelu nawilżają skórę, pozostawiają ją miękką i gładką
-dobrze oczyszcza skórę
-zapach pozostaje na skórze jeszcze długo po kąpieli, co sobie chwalę
-praktyczne opakowanie zamykane na klik, z odpowiednim otworem 
-konsystencja gęsta
-nie wysusza ani nie podrażnia skóry
- po umyciu się żelem nie jest konieczne smarowanie ciała balsamem, co mi osobiście odpowiada bo czasem nie mam weny smarować się balsamem



Minusy: 

Kolejny raz brak. 


Czy kupię ponownie? Z całą pewnością. Ta wersja trafia na listę moich ulubionych zapachów żeli Isana :)


Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Buziaki:*:*:*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. 

PS. Bardzo się cieszę, że podobał wam się mój poprzedni post zawierający 7 faktów o mnie :)


wtorek, 7 października 2014

Versatile Blogger Award :)

Versatile Blogger Award :)
Witam was kochane moje :). Dzisiaj zgodnie z wczorajszą obietnicą przybywam z Versatile Blogger Award :). Za nominację dziękuję Blond Ivy, której blog znajdziecie tutaj :).  I teraz zapytacie o co w tej zabawie chodzi? Śpieszę z wytłumaczeniem .


Należy:
-nominować 15 blogów/minimum 7 do wyróżnienia
-poinformować wybranych przez siebie bloggerów o wyróżnieniu
-wyłonić o sobie 7 faktów
-podziękować blogerowi, który Cię nominował u niego na blogu (co też poczyniłam wcześniej :)
-zawiesić nagrodę na swoim blogu :)


 

W tej zabawie biorę udział po raz pierwszy :). Podpatrzyłam troszkę jak to wygląda przyznaje się i jest nieźle. Nominacja jest  tym bardziej szczególna, że oznacza dla mnie jako autorki bloga fakt, że czytacie moje wpisy i zostałam miło przyjęta w blogosferze kosmetycznej , gdzie próbuje sił po raz pierwszy tak naprawdę. I nadarza to również okazję do tego abyście lepiej mnie poznały mam nadzieję.

A teraz przejdźmy do sedna sprawy czyli 7 faktów o mnie :


Fakt nr 1 Bardzo lubię czytać książki 
Szczerze powiedziawszy to ja je pochłaniam bez reszty. Bardzo lubię historie kryminalne, które trzymają w napięciu czytelnika gdzie ostatniej chwili nie wiadomo kto jest sprawcą. Oczywiście nie oznacza to, że poprzestaję tylko na kryminałach, czytuję również książki fantasty typu Harry Potter, i tutaj się przyznam, że wchłonęłam całą siedmiotomową serię z największą przyjemnością. Kręcą mnie też horry Stephena Kinga, z czego zaczęłam przygodę z tym autorem od książki pt: "Joyland". Polecam wam ją szczególnie jeśli jesteście fankami Kinga, książka świetna.


Fakt nr 2 Jestem drobnym świrem kosmetycznym. 

W praktyce oznacza to, że lubię kosmetyki ale bez przesady w drugą stronę. Mój TŻ czasem żartuje,że powinnam otworzyć własną drogerię, którą nazwę Rosswoman ( w konkurencji dla Rossmanna co najciekawsze) . Owszem frika mam nie twierdzę, ale najbardziej lubię kosmetyki tanie i dobre.  Uważam, że przepłacanie nie ma najmniejszego sensu, gdzie można znaleźć naprawdę tanie odpowiedniki drogich kosmetyków, które wcale nie są gorsze od tych z najwyższej półki cenowej, a nawet lepsze niekiedy czego dowiaduje się czytając  wasze blogi jak i poszukując w innych źródłach. Mam parę swoich ulubionych marek, których nie zamienię na żadne inne :)



Fakt nr 3 Bardzo lubię zwierzęta 

Mogłabym powiedzieć, że kocham je bezgranicznie właściwie. Posiadałam już w swoim życiu psy, rybki i chomiki jak do tej pory. Przeszłam również w swoim życiu taki etap, gdzie byłam wolontariuszka w lecznicy dla zwierząt w moim mieście. Spędziłam tam praktycznie dwa lata  w czasach gimnazjalnych obcując z różnymi zwierzętami bo były małe Sówki, Pieski, Kotki, Fretki, Lis, Ryś, Niedźwiedź, Łabędź, Orlik krzykliwy i inne stworzenia, których już nie pamiętam. Miałam masę radochy na tym wolontariacie będąc tam wraz z moją przyjaciółką. Potem musiałam zrezygnować ze względu na szkołę średnią, a teraz studiuję i udzielam korepetycji z języka angielskiego więc mam dużo mniej czasu. Tamten okres  wspominam bardzo dobrze. I jestem zadowolona również, że miałam okazję przeżyć coś takiego :)






Fakt nr 4 Lubię gotować

W tym wypadku jak każda z nas. Natomiast nie mam w tym względzie zdolności bardzo szczególnych, na Masterchefa się nie nadaje jeszcze więc możecie spać spokojnie, jeśli któraś z was zamierza tam wystartować :D. Moje popisowe danie to póki co schabowe i naleśniki. Staram się dawać sobie radę w tej kwestii. Może mistrzem kuchni nie zostanę, ale liczy się satysfakcja z tego co się robi.



Fakt nr 5 Mam zdolności językowe

No nie chwaląc się łatwo przychodzi mi nauka języków, tyle że chyba lepiej tego nie studiować w moim przypadku(mam na myśli filologię angielską) bo te studia to hardcore. Seryjnie. A wracając do przyjemniejszego aspektu to od dawna przychodzi mi to bardzo łatwo, daje sobie radę z angielskim i niemieckim. Angielski potrafię ciut lepiej. Niemiecki mam przyswojony na podstawowym poziomie. Jest moc, że tak powiem. Obecnie udzielam nawet korepetycji z angielskiego, a dziecko z którym to miałam lekcje poradziło sobie w szkole, co daje satysfakcję, ale nie zmusza mnie z drugiej strony do zostania nauczycielem.




Fakt nr 6 Lubię poznawać nowe miejsca

 Odkryłam w sobie tę pasje za sprawą mojego TŻ :). To on mi zaszczepił w głowie i w sercu pociąg do tych wszystkich wycieczek, z których przywozimy tony zdjęć, zwiedzając masę rzeczy naprawdę. Piękne widoki też się zdarzają bardzo często, jak również wesołe przygody kiedy to trzeba drapać się pod prawie pionową górę właściwie na czworaka, pominowszy fakt, że niedaleko na dole stała tabliczka z napisem : ŚCIEŻKA PRZYRODNICZA.
I łatwiej byłoby pójść tą ścieżką, ale my oboje chyba lubimy takie wyzwania najwidoczniej bo mieliśmy wiele zabawy drapiąc się pod tą górkę. Na górze za to czekała fajna nagroda w postaci ruin zamku i pięknych widoków dookoła. A była to Wielkanocna wycieczka na Słowację :)



Fakt nr 7 Mam słabość do czekolady


Jest to słabość niewątpliwie wielka, wręcz ogromna. Mam tu na myśli jedzenie najbardziej. W kosmetykach niekoniecznie bym to zaakceptowała. Choć na dzień dzisiejszy muszę się wystrzegać słodyczy. Z racji takiej, że podjęłam dietę po raz drugi aby znów osiągnąć moją wymarzoną wagę 58kg i mieścić się we wszystkie moje ubrania. Cały czas mam nadzieję, że się uda osiągnąć wymarzony cel.





Nominuję:

Karolinę z bloga http://biszkopcik86.blogspot.com
Zielone Serduszko z tego oto bloga: http://zielone-serduszko.blogspot.com
Emm z bloga: http://kosmetyki-emm.blogspot.com
Monnie z bloga: www.monnie.pl
Lady Hope z bloga http://beauty-natural-ladyhope.blogspot.com
Emily B. z bloga http://my-dream-about-australia.blogspot.com
Mstrzał z bloga http://testujeiopiniuje.blogspot.com


Pozdrawiam was kochane do następnej notki. Buziaki:*:*:*:*:*:*:*:. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze :)












poniedziałek, 6 października 2014

Październikowy mini haul zakupowy :)

Październikowy mini haul zakupowy :)
Witam was kochane znów wieczorową porą:) Wreszcie wpadam w odpowiedni rytm zajęć na uczelni co bym była bardziej obeznana co będzie dalej :). A dzisiaj wpadam do was z mini haulem zakupowym z października :). Oczywiście nie zapomniałam o nominacji od Blond Ivy i zapewne odpowiedź pojawi się jutro tutaj :). Zapraszam was na krótki przegląd tego co pojawiło się u mnie nowego wraz z rozpoczęciem nowego miesiąca .


Moje zdobycze: 


Torebka rozmiar XXXL 
sklep no name
Cena 25zł :)







 
Kolczyki w kształcie serc
sklep no name
Cena? nie mam pojęcia. To był prezent :) 



Część kosmetyczna:). Wszyscy razem :)




Isana olejek pod prysznic Melon i Gruszka cena 2,49zł (nie mogłam się powstrzymać aby go nie użyć. Cudeńko, ale o tym będzie osobna recenzja :)) Rossmann. (Trafił do mnie pod koniec września)

Be Beauty micelarny żel do demakijażu twarzy i oczu 4,39zł Biedronka. Osławiony micel z Biedry, ja też się wreszcie skusiłam na niego :) 

Isana Violet Passion- mój ulubiony przyjemniaczek wśród żeli Isana. 2,49zł. Rossmann. 




Ultra Soft(Tołpa) Krem do twarzy i ciała z aloesem. Cena 4,99zł. Drogeria Dayli+

L.biotica Biowax Intensywnie regenerująca maska do włosów z aloesem włosy suche i ze skłonnością do wypadania, sztuk 2. Cena 2,69zł . Drogerie Dayli+




Cleanic Intimate chusteczki odświeżające z ekstraktem z płatków róży. cena 4,99zł
Drogerie Dayli+



Miss Sporty Mini Me Eye Liner nr 015 Granite
Cena9,99zł ( w Rossmannie jest tańsza więc i tam warto ją kupować) 
Drogerie Dayli+ 



Tak przedstawia się jak na razie lista tego co trafiło do mnie do tej pory :). 

Jest całkiem nieźle :). 


Pozdrawiam was serdeczniej do następnej notki :). Buziaki :*:*:*:*:*:*. 
Zostawiajcie swoje opinie i komentarze :)



Dziękuję za wszystkie komentarze. Proszę nie zostawiać spamu. Sama was znajdę, to proste :). Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright © 2016 Początkująco kosmetycznie , Blogger