Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany. Szanuj moją pracę! Uprasza się również o nie kopiowanie zamieszczonych tu tekstów oraz zdjęć. Wszystkie należą do mnie.

sobota, 30 maja 2015

Wiosenny projekt denko maj #5

Witam was kochane serdecznie w kolejnym poście :) Jeszcze raz dziękuję wam za życzenia urodzinowe i za tyle wyświetleń na blogu. Mega mnie to uszczęśliwia ponieważ, wiem, że mam dla kogo pisać i że chętnie czytacie moje posty. Ale do rzeczy moje kochane. Dzisiaj będziemy się rozliczać z pustaków, z tego co się zużyło w tym miesiącu. A powiem wam tak z ciekawości, że wyrównała mi się w tym miesiącu liczba zużyć i liczba zakupionych kosmetyków także jestem podwójnie zadowolona :)  Jeśli jesteście ciekawe jak przedstawia się w tym miesiącu moja rodzinka denkowa, zapraszam do dalszej części posta.
(A wstęp jak zwykle mega długi)


1. Soraya Świat Natury Hiszpania Morelowy peeling do twarzy-mój ulubieniec jak najbardziej w tej kwestii, miałam to opakowanie multum czasu, jakoś od września, skończyło się początkiem maja także wynik niezły. Super ścierał martwy naskórek z twarzy, nie podrażniał, nie wysuszał. No cudo po prostu. Tylko jakoś ostatnio zniknął z Rossa, więc zakupiłam sobie Kolastyna Refresh Gruboziarnisty peeling cera mieszana, mama nadzieję, że się sprawdzi bo strikte do suchej akurat nie znalazłam.
Więcej o tym przyjemniaczku znajdziecie tutaj



2. Isana żel pod prysznic melon i gruszka-kocham, kocham, kocham i jeszcze raz kocham <3. Zużyłam to  opakowanie z wielką przyjemnością i zakupiłam sobie kolejne plus wersja jogurt  z Witaminami.
Więcej o moim złotku znajdziecie tutaj :)




3. Skino Pianka do golenia łagodna-porwana z męskiego działu w Biedronce, bardzo fajna, maszynka dobrze po niej sunie, jest mega wydajna, przyjemnie pachnie i jest tania. Obecnie zastąpiła ją moja druga faworytka czyli Isana jabłkowa :)
Więcej o niej znajdziecie tutaj :)

4.Garnier Fructis Vitamin Fresh Force- mój szamponowy ulubieniec, super oczyszcza włosy, są lekkie, sypkie i błyszczące po nim. Pięknie pachnie, w fajnej cenie. Nie powoduje swędzenia skóry głowy czy innych nieprzyjemnych skutków, bardzo się lubimy. Posiadam już kolejne opakowanie.
Więcej o nim tutaj:
recenzja.
 




5. Evree Smooth Scrub Peeling do stóp-mój wielki ulubieniec, po wypróbowaniu saszetek z tym peelingiem, postanowiłam skusić się na pełnowymiarowe opakowanie i nie żałuję. Był naprawdę super, miałam dzięki niemu zawsze nawilżone i zadbane stopy bez grama suchego naskórka. Jestem na TAK i kupię ponownie jeszcze nie raz na jakiejś fajnej promo.
Więcej o tym przyjemniaczku tutaj


6. Świeczki zapachowe z Biedronki-bardzo ładnie pachniały i umilały wieczory z yt.
Tworzyły taki romantyczny klimacik. Bardzo mi się spodobały i mam ochotę wypróbować inne zapachy.


7. Nivea Krem do rąk błyskawicznie nawilżający-zużyłam całą tubkę, ba nawet rozcięłam co by resztki wydobyć. Kremik ogólnie bardzo fajny, ładnie pachnie i super nawilża. Zużyłam z X opakowań. Ostatnio jednak zainteresował mnie krem do rąk z Evree, głęboko nawilżający, dlatego zastąpił na razie ten.
Więcej na jego temat znajdziecie tutaj


8. Isana żel pod prysznic-wiśnia-edycja limitowana-bardzo, ale to bardzo go lubiłam. Pięknie pachniał, fajnie się pienił, dobrze mył i nie wysuszał. Bardzo się lubiliśmy. Jak będę miała kiedyś okazję jeszcze to go sobie zakupię. Jestem na tak.
Więcej o nim tutaj

9. Ultra Soft aloe vera face and body cream- nareszcie odnalezione opakowanie w czeluściach mojej kosmetyczki, dawno miałam już wam go pokazać, że się skończył, ale gdzieś się zagubił. Ogólnie wrażenia miałam długo po nim dobre, ale pod koniec opakowania zaczął mnie zapychać niemiłosiernie i raczej pożegnałam się z nim na zawsze.
Więcej o nim znajdziecie tutaj


10. Schauma 7 zioł albo więcej- porządnie oczyszczał włosy i skórę głowy, w efekcie końcowym byłam z niego zadowolona bardzo  moje włosy też :). Tylko nie pachnie super wybitnie, ale jestem mu w stanie to wybaczyć. Zioła w składzie też zauważyłam także plus.


11. C-THRU Emerald Shine- mój ulubiony zapach na wiosnę i lato. Jestem w nim zdecydowanie zakochana. Kupie ponownie kolejne opakowanie :) Przypomina letni dzień, nawet w zimie :)Także jestem na tak i kupię ponownie :)



12. Avon Perceive- bardzo lubiłam ten zapach na co dzień, ale jakoś tak szybko ze mnie uciekał. Miałam go praktycznie rok. Nie wiem czy skuszę się na kolejną buteleczkę mimo szczerych chęci. Są inne zapachy które bardziej lubię :)


13. Antyperspirant w sztyfcie Nivea Dry Comfort plus 48h- a może jeszcze dłużej miał trzymać nie wiem tylko co. Na mnie nie działał tak jak bym tego oczekiwała czyli suchych pach nie było a wręcz przeciwnie. Na szczęście znalazłam ideał i nie wiem, co mi strzeliło do głowy, żeby go zdradzić. Tak to jest najpierw zdradzaj potem cierp.



14. Marion Olejki Orientalne migdały i dzika róża- naprawdę świetny olejek  do włosów w niskiej cenie. Super ujarzmiał moje kosmyki, które uwielbiają być niesforne i elektryzować się, szczególnie zimą od noszenia ciepłej czapki. Obecnie również super na końcówki włosów. Jestem na tak i zdecydowanie wypróbuję też inne wersje tego przyjemniaczka.
Więcej o nim znajdziecie tutaj



15. BB Micelarny żel nawilżający do mycia  i demakijażu- mój stały bywalec kosmetyczny, nie wyobrażam sobie bez niego swojej kosmetyczki i za nic bym go nie oddała już. Ideał. Tak samo jak jego brat żel-krem, który swoją drogą też podbił moje serce.
Więcej o nim tutaj

I tak oto prezentują się moje zużycia z miesiąca Maja. Jak widzicie mniejsze jak w kwietniu, ale jestem równie zadowolona jak ostatnio :). A jak tam u was ? Jak poszedł projekt denko?





Pozdrawiam was serdecznie do następnego posta. Buziaki :*:*:*:*:* Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji bloga (przemyślanej) jeśli tylko wam się tutaj spodoba. Zapraszam was również na stronę na fb, którą znajdziecie po prawej stronie na pasku  :)








piątek, 29 maja 2015

Libester Blog Award nr 4

Witam was kochane bardzo serdecznie w nowym poście, zupełnie nieplanowanym :). Z okazji takiej, że dostałam od Emily B (na której bloga serdecznie was zapraszam) kolejna czwartą w moim życiu blogowym nominację Liebster Blog Award postanowiłam,że odpowiem na nią. A wy może poznacie mnie jeszcze bliżej dzięki temu :)
Zaczynajmy więc. Zasady znacie, więc nie będę ich przypominała :)



Pytania od Emily B:
1. Co oznacza Twoje imię i czy ten opis zgadza się z tym jaka jesteś naprawdę?
Odpowiedź: (tutaj sięgam na półkę po moją książkę o imionach) A więc 
Kamila-Imię żeńskie, odpowiednik męskiego Kamil. 
Kamilla bohaterka Eneidy (29-19 p.n.e.) Wergiliusza; w dziele tym jest dziewczyną-rycerzem z plemienia Wolsków, słynną z umiejętności bardzo szybkiego biegania, która zginęła walcząc z Eneaszem.
W Polsce to imię pojawiło się w XVIII wieku, a w następnym stuleciu zyskało swą popularność dzięki utworom literackim, m.in Malwinie  (1816) Marii Wirtemberskiej i Kollokacji (1847) Józefa Korzeniowskiego. We współczesnej Polsce nadano je blisko 91 tys. razy, przy czym ponad 70 tys. w ciągu ostatnich dwudziestu lat XX wieku. W formie Kamilla nosi je ponad 4100 Polek.  
Imię Kamila nosi mistrzyni olimpijska w rzucie młotem Kamila Skolimowska. 
Co ja o tym myślę? Hmm po pierwsze biegać to ja bardzo nie lubię, kolki od tego dostaje, zadyszki numer 77 i generalnie nie dla mnie. Spacerować wolę. Jeśli chodzi o bycie dziewczyną-rycerzem , to mogłoby być ciekawe zajęcie, choć może w życiu taka jestem bo bardzo pilnuje takich wartości jak rodzina i miłość są dla mnie pierwszorzędne.
A facetowi to bym się nie dała zabić, bo to normalnie wstyd i hańba.
2. Czy Twoi znajomi wiedzą, że prowadzisz bloga?
Parę osób o tym wie, bo pokazałam w ramach projektu na zajęciach swoją stronę na fb i  przyjęli to w pozytywny sposób. 
3. Wymień swoje największe zalety. 
*szczerość
*ambicja 
*czy ja mam jakieś zalety jeszcze? chyba nie :) 
4. Jakie jest Twoje największe marzenie związane z blogowaniem?
Moje największe marzenie związane strikte z blogowaniem jest takie, aby mieć jeszcze więcej  wspaniałych czytelniczek i dalej tyle weny co obecnie do pisania bloga. 

5. Dzień bez czego jest dla Ciebie dniem straconym?
Dzień bez kawy jest dniem straconym zdecydowanie :) 
6. Gdybyś w magiczny sposób mogła sprawić, że nagle będziesz umieć wykonywać jakąś rzecz (której do tej pory nie potrafiłaś) lub otrzymasz jakiś niezwykły talent, co by to było?
Wydaje mi się, że chciałabym być taka dobrą wróżką, która dba o to, żeby nikt nie chorował i żeby wszyscy byli zadowoleni z życia. Ja wiem, że ludziom trudno dogodzić, ale cieszmy się z małych rzeczy to i świat piękniejszy. 

7. Oglądasz jakis Youtuberów? Jeśli tak, to jakie są Twoje ulubione kanały?
Oglądam Yotuuberów jak najbardziej. Moje ulubione kanały to Red Lipstick Monster, Panna Joanna, StylizacjeTv, The Oleska, Szusz,  Boogiesilver, Maxineczka, Fokusowana, ejakeva, DayliBoogie, Hejłobuzy , Callmeblondie i chyba wszystko co pamiętam, ale mnóstwo tego jest naprawdę :)). 

8. Największe kosmetyczne odkrycie i rozczarowanie.
Największe odkrycie kosmetyczne tego roku to dla mnie krem Isana med z mocznikiem 5% wersja na noc, mój ideał po prostu. Żaden krem mi tak świetnie nie działał jak ten. Co prawda długo się wchłania, ale jest to warte zachodu bo pięknie działa na buzię, jest gładka, nawilżona na długo. Nawet mycie buzi nie zmywa tego efektu, więc totalnie warto mieć ten kremik. Tylko kurcze ostatnio na promo nie widziałam go w Rossie, mam tylko nadzieję, że przywiozą nowy bo mam go ochotę używać do końca życia.
Największe rozczarowanie to kosmetyki firmy RdL, których moja cera nie lubi i to wybitnie reagując podrażnieniem niestety. Niby dla wrażliwców, a coś w nich takiego jest, że  nie współpracują z moją cerą. 

9. Jeden kosmetyk, bez którego absolutnie nie przeżyjesz i nie dałabyś go sobie odebrać.
Nie przeżyję bez mojego micelarnego żelu do mycia i demakijażu z BB z biedronki. Nie oddam go za nic. I jeszcze żeli z Isany, tego mogę na pęczki i kocham po prostu.
10. Jak wyglądałyby Twoje idealne wakacje?
Moje idealne wakacje? To wakacje z moim mężczyzną w jakimś super ciepłym miejscu, plaża, morze, palemki, zabytki. Idealnie wręcz. 

11. Jaki jest Twój KWC? (Kosmetyk Wszech Czasów)
 Miałam kilka takich poprzedniego roku. Ale tutaj pójdźmy w perfumy tym razem. Mój KWC w kwestii zapachów to Christina Aguilera By night. Cudne perfumy. Naprawdę uwielbiam je, ta miłość na początku była naprawdę trudna, ale z czasem co raz bardziej podobał mi się ten zapach. Dziś nie mogłabym żyć bez niego, mimo że zapaszek troszkę cięższy bo wieczorowy, a potrafi kobiecie dodać pewności siebie. 
 I tak prezentują się moje odpowiedzi na pytania od Emily B.  Ja nie nominuje ze swej strony nikogo, ale jeśli macie ochotę odpowiedzieć na te pytania to zachęcam was. 



Pozdrawiam was serdecznie do następnej notki jutro pewnie, bo uzbierało mi się pustaczków. 
Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji bloga(przemyślanej) jeśli tylko wam się tutaj spodoba. Zapraszam też na stronę na fb , którą znajdziecie po prawej stronie na pasku :) 
Miłego dnia kochane :)

wtorek, 26 maja 2015

Wiosenni ulubieńcy maja :)

Witam was kochane serdecznie w kolejnym poście :)  Dzisiaj opowiem wam o moich ulubieńcach wiosennych, oczywiście będzie jak zawsze część kosmetyczna, ale i dwóch ciekawych ulubieńców niekosmetycznych, których naprawdę lubiłam w tym miesiącu :)
Jeśli jesteście ciekawe co zachwyciło mnie tym razem  to serdecznie zapraszam do dalszej części wpisu :)








Pomadka MarkWins International w kolorze takiej malinowej czerwieni ze złotymi drobinkami (uwaga to nie żaden brokat czy coś, po prostu bardzo ładnie to widać na ustach czy ręce tylko aparat średnio to chce złapać) powiem wam, że ona nie była nigdy przeze mnie dotykana odkąd ją posiadam, ba znalazłam ją w swoim zbiorku przypadkowo, no ale przejdźmy do sedna. Kolorek na ustach daje piękny, taki soczysty malinowo-czerwony, z  ładnymi złotymi drobinkami drobno zmielonymi które ładnie wyglądają w dziennym świetle. I jak na taka pomadkę X to wam powiem,że ona dosłownie wpija się w moje usta, ciężko ją zmyć ale nie jest to oczywiście nie możliwe. Zjada się w miarę równomiernie, ewentualne niedociągnięcia łatwo poprawić po jedzeniu np i wszystko nadal wygląda ładnie. Także wielki ulubieniec tego miesiąca :)



Lakier Golden Rose Rich Color nr 052
Piękny wiosenny kolorek, pastelowy. Paznokcie bardzo ładnie wyglądają z nim , tak estetycznie bym powiedziała. Utrzymuje się na moich pazurkach bardzo długo i pięknie wygląda.
recenzja tutaj :)



Krem Nivea klasyczny-uratował mnie w tym miesiącu przed suchotami związanymi z używaniem żelu peelingującego z RdL to sprawa pierwszorzędna, jego brat troszkę przestawał dawać radę to podkradłam mamie ten i jestem szczęśliwa, że jak zawsze okazał się niezawodny, więc trafia jak najbardziej do grona ulubieńców :) Sprawa druga, że lepiej się nadaje pod makijaż, bo ostatnio Nivea Aqua Sensation zaczął mi psuć makijaż w ciągu dnia, a ten ładnie utrzymuje go na miejscu, jak widać jest wyratowaniem w każdej sytuacji :)


Paletka MURa Iconic 3- tak wiem zanudzam was nią ostatnio do imentu, ale naprawdę ja uwielbiam. Idealna o każdej porze roku, również wiosną. Jestem z niej zadowolona i innej bym nie chciała, mam też ochotę na więcej paletek MURa, ale to może przy innej okazji :)
Recenzja tutaj :)





Batiste Suchy Szampon Floral Essences- równie świetny jak jego brat w wersji original. Super odświeża włosy, które również potem delikatnie pachną sobie:) Muszę przyznać, że jego zapach przypomina mi jakieś perfumy, ale zupełnie nie pamiętam jakie. No nie ważne. Jeśli idzie o wydajność tutaj jest naprawdę bardzo dobra jeszcze mnóstwo go mam :) Jeśli jeszcze nie próbowałyście, polecam serdecznie :)


Teraz czas na dwóch niekosmetycznych ulubieńców tego miesiąca:



(zdjęcie znalazłam w internecie, bo niestety własnego jogurtu nie mam, aby wam zrobić zdjęcie )
Jogobella Limited Edition American Apple Pie-jogurcik mega pyszny. Wersja apple pie jest moją zdecydowanie ulubioną obok Mandarin Cheesecake. Jadłam je w tym miesiącu namiętnie bo mama zrobiła mi zapas :))). Genialne są, jeśli jeszcze je gdzieś znajdziecie, polecam spróbować :)





(również znalezione w internetach)
Bez-kocham zapach bzu w maju, w ciepły dzień na popołudniowym spacerze. Jego zapach najbardziej kojarzy mi się z wiosną, ba właściwie to nawet czuć też w nim nutkę lata, które kocham :). Nie mam pojęcia co w nim takiego magicznego jest :)

I takim miłym akcentem kończę ulubieńców maja. A jak tam wasi? Zachwyciło was coś szczególnie w tym miesiącu?

Pozdrawiam was serdecznie do następnej notki. Buziaki :*:*:*:*:*:*:*:*:*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze, nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji bloga(przemyślanej) jeśli tylko wam się tutaj spodoba.
Zapraszam was również na moją stronę na fb, którą jak zawsze znajdziecie po prawej stronie na pasku.

PS. Dziękuje wam za 20267 wyświetleń, zrobiłyście mi piękny prezent na jutrzejsze urodziny :)



niedziela, 24 maja 2015

Makeup Revolution Iconic 3 paleta cieni

Witam was kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj ma dla was wpis o słynnej palecie MUR ICONIC 3. Wszystkie na pewno ją znacie z internetu oraz yt. Podobno jest odpowiednikiem słynnej palet URBAN DECAY NAKED 3. Nie mam co prawda porównania do oryginału, nie mniej jednak całkiem lubię tę paletkę. Jeśli jesteście ciekawe, co o niej myślę i jaki makijaż udało mi się stworzyć za pomocą ICONIC 3 zapraszam do dalszej części.



NAZWA: MAKEUP REVOLUTION REDEMPTION PALETTE ICONIC PALETA 12 CIENI
CENA: 20-25ZŁ
GRAMATURA: 20G
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE I INTERNET


Opis z wizażu:

Zestaw Makeup Revolution Redemption Palette Iconic 3 zawiera 12 mocno napigmentowanych cieni do powiek, przy pomocy których wyczarujesz niepowtarzalny makijaż. Paleta zawiera cienie matowe, satynowe oraz perłowe.
Do zestawu Makeup Revolution Redemption Palette Iconic 3 dołączona została wygodna pacynka do nakładania cieni.



                          Skład:



 

SWATCHE:









Paleta z bliska
Opakowanie:

 Jak widzicie, to plastikowa kasetka z 12 cieniami do powiek. Maty przeplatają się z cieniami satynowymi i błyszczącymi. Samo opakowanie jest w porządku, ale szybko się rysuje niestety, mimo odpowiedniego przechowywania. W środku była dołączona jeszcze pacynka, ale się jej pozbyłam, bo nie była mi potrzebna.




Pigmentacja/trwałość:

Jak możecie zobaczyć, na swatchach wyżej, wcale nie jest najgorsza, bo tylko najjaśniejszego cienia nie widać na ręce, a reszta jest całkiem widoczna, szczególnie błyszczące cienie i satyny. Można nią wyczarować całkiem fajny makijaż, co zobaczycie poniżej. Jeśli chodzi, o trwałość nie mam tej palecie nic do zarzucenia. Cały dzień cienie wyglądają ładnie, nie rolują się, nie migrują po twarzy ani się nie zbierają nigdzie. Jedyne co zauważyłam  to fakt, że się pylą przy nabieraniu, ale wystarczy otrzepać pędzel i jest w porządku.





Efekt końcowy/ zdjęcie poglądowe:


Kosmetyki, których użyłam:
OCZY: WIBO EYESHADOW BASE, MUR ICONIC 3
TWARZ: MAYBELLINE AFFINITONE 03, KOREKTOR CATRICE 020, PUDER WIBO FIXING POWDER. EVELINE CONTOUR SENSATION 01 PINK BEIGE  ROZŚWIETLACZ I  BRĄZER.
USTA: SENSIQUE MATT FITS PERFECTLY NR 404



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi podoba mi się całkiem ta paletka. Jest przystępna cenowo i ładnie na pigmentowana. Można dzięki temu stworzyć nią zarówno  makijaż dzienny, jak i ten wieczorowy na większe wyjście. Wszystko zależy od naszej fantazji. Jeśli lubicie takie kolory i jeszcze nie miałyście okazji testować tej paletki polecam serdecznie :)




A wy macie z nią już jakieś doświadczenia? Koniecznie dajcie znać.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄






 

sobota, 23 maja 2015

Rival de Loop żel peelingujący do skóry suchej i wrażliwej- kolejna wpadka

Witam was kochane serdecznie w kolejnym poście :) Przepraszam, że rzadziej ostatnio tutaj jestem, ale niedługo sesja, więc proszę was o wybaczenie bo mam mnóstwo pracy w tygodniu a jak rano wstaje, a właściwie zmartwychwstaje to nadal jestem nieprzytomna, ale dość tego gadania, narzekania itp. Dziś ponarzekamy sobie na coś innego.  Mianowicie, wiecie o tym, z ostatniego posta zakupowego, że zakupiłam sobie żel peelingujący z RdL w fajnej cenie w Rossie. To moje drugie podejście do tej firmy i niestety kolejne nieudane. Jeśli jesteście ciekawe, co mam mu zarzucenia zapraszam do dalszej części wpisu.



Nazwa: Rival de Loop Clean& Care  żel peelingujący, cera sucha i wrażliwa
Cena: 3,99zł w promocji
Pojemność: 75ml
Dostępność: Drogerie Rossmann




Obietnice producenta: 





Skład: 





Wygląd:





Moja opinia:
Żel zamknięty jest w tubce na klik o pojemności 75ml. 
Klik jest całkiem mocny, nie tak łatwo go na początku otworzyć. 
Sama konsystencja żelu jest bardzo leista z mnóstwem niebieskich i białych drobinek zatopionych w nim. Jeśli za bardzo manewrujemy ręką, żel z niej ucieka.
Zapach jest całkiem przyjemny, brzoskwiniowy. 
Ale na tym koniec jego plusów, bo dalej jest naprawdę źle. 
Pieni się podczas aplikacji. 
Kiedy nakładam go na twarz, czuję tragedię bo niby miał być delikatny i do suchej skóry i delikatnie złuszczać martwy naskórek no ideał, i w tym problem, że jego działanie jest krótkotrwałe strasznie, a i podrażnia mnie, co mocno mnie zdziwiło bo miał być do skóry suchej i WRAŻLIWEJ. Moja cera specjalnie wrażliwa nie jest i rzadko mi się zdarzają podrażnienia, na palcach  u jednej ręki mogę policzyć które kosmetyki mnie podrażniają. A jednak tutaj to podrażnienie jest naprawdę silne i nieprzyjemne mocno, muszę nałożyć grubszą warstwę kremu na noc aby to złagodzić i na szczęście jest dobrze potem. 
Jeśli chodzi o te drobinki to owszem jest ich dużo, one coś tam ścierają, ale to jest bardzo krótkotrwały efekt, bo następnego dnia nie widać tego wcale już, zostaje tylko przesuszenie z którym radzi sobie krem na dzień  i to wszystko. 
Podsumowując:
Bardzo się z tym żelem nie lubię, a tym bardziej że to drugie podejście. W tej cenie mi nie szkoda go zbytnio i obiecuję wam, że to moje ostatnie podejście do  RdL bo ewidentnie moja buzia nie lubi się z ich kosmetykami. Ten żel zużyje w jakiś inny sposób, wam go nie polecam jeśli macie suchą cerę bo peeling twarzy zamieni się w tragedię. 



Plusy:
*cena
*dostępność
*zapach 
*opakowanie na klik 



Minusy:
-podrażnia buzię, jest zaczerwieniona i piecze
-efekt działania drobinek peelingujących jest bardzo krótkotrwały, następnego dnia praktycznie go nie widać już
-przesusza 
- koniecznie po nim trzeba nałożyć grubszą warstwę kremu na noc, aby załagodzić podrażnienia 




A wy jakie macie z nim doświadczenia? Lubicie kosmetyki RdL?


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji bloga (przemyślanej) jeśli tylko wam się tutaj spodoba. 
Zapraszam was również na moją stronę na FB. 
Miłego dnia kochane :)



wtorek, 19 maja 2015

Lovely Gold Highlighter moje złotko

Witam was kochane serdecznie w kolejnym wpisie :)  Dzisiaj opowiem wam o bardzo fajnym rozświetlaczu za niewielkie pieniążki. Usłyszałam o nim w jednym z filmików Red Lipstick Monster z serii "Zamienniki klasyki " właśnie o rozświetlaczach. W tym filmiku znalazło się i to cudeńko, bardzo mi się spodobał i postanowiłam go zdobyć podczas najbliższej wizyty w Rossie. Udało mi się to. Jeśli ciekawi was jak u mnie sprawdza się to złotko, zapraszam do dalszej części posta :)





Nazwa: Lovely Gold Highlighter
Pojemność: ok 8g(znalazłam o tym informację na innych blogach, bo niestety producent nie podał gramatury na opakowaniu)
Cena: Ok 9zł
Dostępność: Drogerie Rossmann


Obietnice producenta: 

Wyjątkowy rozświetlacz do twarzy do twarzy w kamieniu. 
Formuła skomponowana tak, by nadać maximum blasku bez śladu koloru. 
Nadaje świeżość cerze,usuwa zmęczenie i uwydatnia kości policzkowe. 
Formuła zawiera proteiny jedwabiu, które nawilżają skórę. 
Rozświetlacz dostępny jest w dwóch wersjach kolorystycznych : ciepłej i chłodnej. 

źródło





                                                                           Skład: 
Brak.




Wygląd:




Jak widzicie rozświetlacz ma ciekawą fakturę, która mi się osobiście bardzo podoba.



Moja opinia:
Kosmetyk zamknięty jest w małym opakowaniu o pojemności ok 8gram. 
Samo opakowanie jest plastikowe, jednak upadek na podłogę delikatnie je narusza, ale  rozświetlacz o dziwo jest calutki bez żadnego uszczerbku. 
Oczywiście brałam tutaj pod uwagę dwa kryteria przy używaniu tego rozświetlacza: 
trwałość i efekt. 
Tutaj muszę przyznać spisał się naprawdę świetnie. Siedzi na buzi cały dzień i można spokojnie robić wszystko od zwykłego egzystowania po ćwiczenia i wszystko jest w jak najlepszym porządku. 
Efekt również bardzo mi się podoba, pasuje do mojej cery.  Super uwydatnia kości policzkowe i sprawia, że moja twarz wygląda na bardziej wypoczętą, z fajnym blaskiem, bo czasem zdarza mi  się późne pójście spać. Jest to bardzo ładna tafla, ale bez nachalnych drobinek. Efekt możecie sobie stopniować według własnego uznania. Nie da się zrobić sobie nim krzywdy, bo jest naprawdę subtelny i ładnie podkreśla urodę.



Podsumowując: Jeśli poszukujecie subtelnego rozświetlacza bez grama drobinek oczekując efektu pięknej tafli warto sięgnąć po Lovely Gold Highlighter. Nie dość, że pięknie rozświetla buzię nadając jej świeżości i takiego fajnego blasku, to jeszcze kosztuje naprawdę niewiele jak za tak świetny efekt. 



Pozdrawiam was serdecznie do następnej notki. Buziaki. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. 
Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji mojego bloga (przemyślanej) jeśli tylko wam się tutaj spodoba. 
Zapraszam was również na moją stronę na fb :)
Miłego dnia kochane ;)





niedziela, 17 maja 2015

Butterfly Perfect Eyeshadow Primer

Witam was kochane serdecznie w kolejnym poście :) Przepraszam, że ostatnio trochę was zaniedbuje, ale przygotowania do sesji idą pełną parą już,a czas co raz bardziej się kurczy. Ale do rzeczy. Dzisiaj przychodzę do was z recenzją bazy pod cienie z Butterfly, którą znalazłam w Drogerii Sekret Urody jakiś czas temu, pewnie niektóre z was widziały ją na mojej stronie na FB. Dzisiaj opowiem wam jak się sprawuje.



Nazwa: Buterrfly Perfect Eyeshadow Primer
Pojemność: 7ml 
Cena:  8,90zł
Dostępność: Drogerie Sekret Urody nigdzie więcej jej nie widziałam



Obietnice producenta: 




Skład:



 Wygląd:





Opakowanie to tubka z aplikatorem w kształcie "dzióbka", który pozwala na wydobycie odpowiedniej ilości kosmetyku.  Sama baza to gęsty krem koloru jasnobeżowego.














Moja opinia:

Baza zamknięta jest początkowo w kartonowym pudełeczku z tzw"okienkiem" przez które ją widać. Z kartonika wydobywamy finalnie tubkę o pojemności 7ml. 
Czas na jej zużycie wynosi 12 miesięcy. 
Samą bazę wydobywamy z w/w opakowania przez aplikator w kształcie"dzióbka". Jest to jak mówiłam wcześniej gęsty krem koloru jasnobeżowego. Naniesienie kosmetyku na powieki też jest dziecinnie proste ale... wcześniej musimy  zrobić jedną rzecz mianowicie nałożyć odrobineczkę kremu którego używamy na co dzień pod makijaż na powieki następnie nałożyć bazę i na koniec przypudrować ją bo inaczej ona nie działa jak powinna a cienie brzydko się rolują.
Jeśli chodzi o działanie po tym patencie to jest naprawdę fajne, ale bez wielkiego wow. Mianowicie cienie się utrzymują cały dzień bez niespodzianek typu rolowanie, znikanie czy inne atrakcje. 
Jeśli chodzi o podbijanie koloru to tak sobie podbija słabe cienie, moja samoróbka robiła to dużo lepiej. I ładniej to wyglądało. Nie musiałam z nią specjalnie kombinować. 
Idąc  dalej makijaż wygląda przyzwoicie przez cały dzień od rana do wieczora co potem zobaczycie w dwóch przykładowych makijażach z użyciem tej bazy (zdjęcia nie są może super wybitne ale widać co trzeba). Ładnie wyrównuje koloryt powieki, a na mojej to szczególnie ważne bo mam widoczne żyłki.
Baza jest całkowicie bezzapachowa.  Zmywanie jej jest bezproblemowe, wystarczy użyć płynu micelarnego, żelu czy jakiegokolwiek innego kosmetyku, który jest do tego przeznaczony.
Jeśli chodzi o wydajność jest całkiem nieźle, wiele jej nie trzeba. Nie możemy niestety sprawdzić ile się zużyło bo opakowanie jest białe.
 Oczywiście deszcze nie ruszają cieni jak już na was troszkę napada, ale z drugiej strony nie jestem w stanie tego idealnie stwierdzić bo zawsze mam ze sobą parasol jednak, kiedy wiem że będzie padało :D 
Podsumowując baza przeznaczona jest chyba bardziej dla początkujących takich jak ja, choć mam zamiar znaleźć swój ideał bardzo podobny do mojej samoróbki i kolejną bazą do przetestowania będzie zapewne baza pod cienie z Wibo, na którą zamierzam zapolować w Rossmannie bo bardzo mnie ciekawi :) 

 Plusy:
*cena
*wydajność
*/-  dostępność
* wygodne opakowanie z aplikatorem z którego nic się nie wydostaje bez naszej wiedzy
*fajnie utrzymuje cienie do powiek na miejscu przez cały dzień
* kolorjasnobeżowy 
* wyrównuje koloryt powieki 
*łatwo się zmywa 
*deszcze nie naruszają cieni, choć nie do końca jestem to w stanie stwierdzić
*idealna dla początkujących takich jak ja  


Minusy:
- bez przypudrowania lubi się zrolować delikatnie czasami, nie wiem dokładnie od czego to zależy tak naprawdę
- tak sobie podbija słabe cienie. 


A teraz zdjęcia: 



(tak to pierwsze nie wyszło, wiem będzie hejt) 
Odpowiedź na pytanie nr 2 tak noszę okulary. 




Pozdrawiam was serdecznie do następnej notki. Buziaki:*:*:*:*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. 
Nowe czytelniczki zapraszam do subskrypcji bloga(przemyślanej) jeśli tylko wam się tutaj spodoba. 
Miłego dnia kochane :)







wtorek, 12 maja 2015

Peeling Green Pharmacy Róża Piżmowa i Zielona herbata. Czy kolejny hit?

Witam was kochane bardzo serdecznie w kolejnym poście. Jak wiecie z peelingami do ciała lubię eksperymentować i kupować za każdym razem inne.  Dzisiaj na tapetę bierzemy kosmetyk firmy, o której słyszałam co nieco, przeczytałam parę recenzji i teraz sama chce dodać kilka słów na jego temat. Czy się sprawdził? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie poniżej :) Zapraszam do dalszej części posta.



Nazwa: Green Pharmacy Peeling cukrowy Róża piżmowa i Zielona herbata
Pojemność: 300ml
Cena: w promocji ok 8,99zł , w cenie regularnej ok 14zł
Dostępność: Drogerie Natura, niektóre Rossmanny



Obietnice producenta:


Skład:







Wygląd :


Opakowanie solidne, plastikowe jest zabezpieczone sreberkiem, więc nie ma obawy, że ktoś tam pchał swoje wszędobylskie łapki przed nami. Dodatkowo konsystencja bardzo gęsta i zapach ach ten zapach. Cudo :) 



Moja opinia:
Kosmetyk zapakowany jest w plastikowe pudełeczko w ciemnym kolorze buteleczek aptecznych o pojemności 300ml zabezpieczone sreberkiem co by się nikt do środka nie dobrał. Pudełeczko jest zakręcane i bardzo mi to odpowiada bo nic pod tą zakrętkę nie wchodzi podczas użytkowania kosmetyku. 
Nie ma problemów z wydobyciem do końca na amen. 
Kolorek ma piękny jasno różowy.
Peeling jest cukrowy jak sama nazwa wskazuje na opakowaniu i teraz jak działa ten cukier?
Działa super. Mianowicie aplikuje sobie taką ilość jak na zdjęciu na daną partię ciała i ścieram martwy naskórek. Super sobie radzi ze zdzieraniem, zostawia delikatną powłoczkę ale nie jest ona nie komfortowa i nie przeszkadza zupełnie w niczym. Skóra jest nawilżona, gładka i pięknie pachnąca. Nie ma potrzeby używania balsamu.
Jeśli chodzi o zapach to tutaj naprawdę jest również mega, a dlatego,że głównie czuć różę, ale nie tą babciną taką tylko tę słodszą trochę jak nadzienie do pączków plus świeża nutka zielonej herbaty, która nie daje metalem czego osobiście bardzo nie lubię i dyskwalifikuje to u mnie kosmetyk na dzień dobry. 
Tutaj nic takiego nie ma miejsca, a zapach jest naprawdę przyjemny i czuć go potem na skórze. 
Konsystencja kosmetyku jest zbita, łatwo nabiera się na rękę odpowiednia ilość. Nie lepi się do wszystkiego naokoło, tylko ładnie trzyma się tego miejsca w którym ma być,nie migrując.
Drobinki cukru rozpuszczają się w wodzie po spłukaniu z ciała, nie wbijając się w co miększe części naszego ciała i co wrażliwsze na takie atrakcje. 
Bardzo umila sobotnie domowe spa. 
Jeśli chodzi o cenę nie jest jakaś zaporowa, tym bardziej, że jest często w promocji w Naturze, więc nic tylko kupować. 
Wydajność również na fajnym poziomie, a zużyłam jedną niecałą część. 
Jeśli o mnie chodzi na pewno jeszcze powrócę do tego peelingu, bo naprawdę przypadł mi do gustu swoim działaniem i zapachem :) 

Plusy:
*cena
*dostępność
*pojemność 
*wydajność
*opakowanie z którego jesteśmy w stanie wydobyć kosmetyk do samego końca  
*konsystencja jest gęsta, nie spływa z rąk 
*bardzo fajnie ściera martwy naskórek, skóra jest gładka, nawilżona i pięknie pachnąca
*nie podrażnia i nie powoduje uczuleń
*pięknie pachnie róża i nutką zielonej herbaty, a sam zapach pozostaje na skórze na jakiś czas
* nie lepi się do wszystkiego naokoło, a po spłukaniu ze skóry drobinki się rozpuszczają
*warstwa, która pozostawia na skórze nie jest niekomfortowa, jeśli przeszkadza można ją spokojnie umyć


Minusy:
-właściwie to brak, nie mam się czego przyczepić:) 


A jakie są wasze wrażenia po użytkowaniu peelingów GP? 

Pozdrawiam was serdecznie do następnej notki. Buziaki :*:*:*:*:*:*:*;*. Zostawiajcie swoje opinie i komentarze. Nowe czytelniczki zapraszam do (przemyślanej) subskrypcji bloga, jeśli tylko wam się tutaj spodoba.

Miłego dnia kochane :)


Instagram