Jestem na

Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, więc nie zostawiaj linków do swojego bloga. Nie zawsze następuje to od razu, ale się staram. Sama Cię znajdę, to proste. Nie wyrażam również zgody na kopiowanie moich zdjęć i tekstów bez pytania.

Alterra Serum do intensywnej pielęgnacji Granat Bio

wtorek, 29 listopada 2016

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj przybliżę wam kosmetyk, który miałyście już okazję widzieć w ulubieńcach miesiąca. Jak wiecie markę Alterra darzę miłością można powiedzieć, szczególnie jeśli chodzi o produkty do pielęgnacji twarzy zaczynając od całej serii winogronowej, (krem na dzień, na noc i pod oczy) poprzez mój ukochany tonik z lotosem i oczarem wirginijskim, a kończąc na  serum do intensywnej pielęgnacji Granat Bio, które od jakiegoś czasu posiadam w swojej kosmetyczce. Dlaczego dokładnie pokochałam ten kosmetyk i czym mnie tak bardzo zachwycił przeczytacie w dalszej części wpisu, po tym jakże przydługawym wstępie przedstawiającym normalnie pół  historii mojego życia :D




NAZWA: ALTERRA SERUM DO INTENSYWNEJ PIELĘGNACJI GRANAT BIO
POJEMNOŚĆ: 30ML
CENA: 11,99ZŁ, mnie udało się znaleźć je na promocji za 8,99ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN


Obietnice producenta:
 Producent obiecuje nam nawilżanie i ochronę przed wysuszaniem czyli to na czym dokładnie mi zależy. I teraz zapytacie jak to wygląda w praktyce? Otóż jeśli chodzi o nawilżanie nie mam temu serum naprawdę nic do zarzucenia. Twarz jest bardzo nawilżona i to nawilżenie utrzymuje się nawet rano, kiedy już zmyję resztki kosmetyków, które nałożyłam wieczorem w tym właśnie wyżej wspomniane serum.  Jeżeli chodzi o ochronę przed wysuszaniem to tutaj również zgadzam się w 100% z opisem na opakowaniu. A zaobserwowałam to choćby po tym,że moja buzia w tym roku wyjątkowo nie zwariowała i nie zaczęła się przesuszać jak tylko zrobiło się dużo chłodniej, a co niestety zwykle o tej porze roku już zaczynało się dziać na mojej twarzy.  Ważne jest również to, że kosmetyk był w stanie naprawić spustoszenie jakie wywołał na mojej buzi krem marki Uroda Melisa, likwidując powstałe przesuszenia.Uwierzcie mi, że bardzo mnie to ucieszyło, bo miałam nadzieję, że serum wywiąże się z tej obietnicy i jak dotąd już ponad miesiąc idzie mu wyśmienicie. Dodam jeszcze, że aby osiągnąć te dwa wyżej wymienione efekty wystarczy tylko jedno naciśnięcie pompki, która jest tutaj bardzo praktycznym rozwiązaniem.







Skład:


Wygląd:

 Opakowaniem naszego produktu początkowo jest kartonik, jednak w środku znajdziemy małą buteleczkę z praktyczną pompką o pojemności 30ml.  Grafika na buteleczce jest prosta, ale moim zdaniem ładna i nawiązująca do naturalnych kosmetyków.


Konsystencja/Zapach:
Serum bardzo ciekawą konsystencję. Jest takie z jednej strony rzadkie, a z drugiej takie gęste niespływające. Nie wiem do końca jak mam wam to określić, gdyż po raz pierwszy posiadam taki kosmetyk. 
Jeśli chodzi o zapach produktu, to muszę powiedzieć,że bardzo przyjemny, owocowy, słodki, ale nie mdły na pewno. Jak dla mnie pachnie dokładnie jak owocowe cukierki, ale nie jest to męczące, a wręcz przeciwnie. 



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi jestem zakochana w tym kosmetyku i zastanawiam się czemu wcześniej się na niego nie skusiłam. Genialnie nawilża cerę jako kolejny element mojej wieczornej pielęgnacji oraz co najważniejsze teraz kiedy jest chłodno na zewnątrz chroni moją buzię przed wysuszaniem się. Jeżeli szukacie czegoś podobnego i kosmetyk spełnia wasze kryteria to polecam wam go z czystym sumieniem. U mnie na pewno nie będzie to jego ostatnie opakowanie.




A wy miałyście okazję już testować serum marki Alterra? Koniecznie dajcie znać.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋💋




Czytaj dalej »

Co kryje w sobie gąbeczka do makijażu? Operacja.

niedziela, 27 listopada 2016

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Możecie go potraktować jako ciekawostkę. Otóż ja sama powodowana kobiecą ciekawością postanowiłam sprawdzić, co jest w mojej gąbeczce do makijażu i przy okazji to uwiecznić. A nóż widelec któraś z was też jest tego ciekawa i zamiast poświęcać swoją gąbeczkę, przeczyta ten wpis. Tak będzie bezpieczniej. A teraz jeśli tak jak ja jesteście ciekawe, co kryje się, w środku gąbeczki do makijażu zapraszam was do dalszej części.


Jak widzicie na zdjęciu to moja druga ulubiona gąbeczka do makijażu pochodząca z chińskiego sklepu. Nic specjalnego. Kształt typowy, spłaszczona dupka i szpic u góry. 






Jak na pewno dostrzegacie widać po niej już zużycie i fakt, że nie chce się już idealnie dopierać z kosmetyków, tak jak na samym początku, zarówno szpic, jak i dupka gąbeczki nie chcą już oddawać w całości brudu.
Widać też zużycie w postaci śladów po paznokciach, które czasem się w nią wbiły lekko, ale cóż się dziwić. 

A teraz magiczna chwila. Operacja rozcięcia gąbeczki nożyczkami. Sprawdzimy, co jest w środku i czy dostały się tam jakieś zabrudzenia, czy wręcz przeciwnie.






I jak widać na załączonym obrazku (nie wiem jak dobrze,  wy to widzicie) mamy dwie połowy, na których widać jakieś zabrudzenia, czyli coś jednak do środka się dostało i zostało tam na stałe. 


 Tutaj chyba widać to nawet dokładniej, iż do środka naszej gąbeczki, na której została przeprowadzona operacja, coś się dostało,  jak wspomniałam.


Podsumowując: Gąbeczkę bardzo lubiłam, zużyłam ją,  można powiedzieć,  ile się dało, a na koniec rozcięłam co by zaspokoić swoją ciekawość i może waszą też co znajduje się w takiej gąbeczce do makijażu.  Muszę powiedzieć, że jestem zaskoczona faktem, jak wżarł się w nią mój podkład z Maybelline, bo podejrzewam, że to on nie chce się z niej wyprać i tam siedzi w niewielkiej ilości. I będzie to powód do zakupu kolejnej gąbeczki, tyle że już nie z chińskiego sklepu. Mam upatrzoną  inną w Naturze.



 
Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 😘😘😘😘😘😘😘

Czytaj dalej »

W denkowym pudełku-listopad

piątek, 25 listopada 2016

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj przyszedł czas na wasz ulubiony wpis na moim blogu, czyli projekt denko. Będą kosmetyki, które skończyłam w tym miesiącu, jak i te, które swój żywot zakończyły, akurat teraz pokazując puste dno.  Bez zbędnego przedłużania, zapraszam do dalszej części.




ISANA:


ISANA LIMONKA & BAZYLIA- żel dobrze mył, pięknie i orzeźwiająco pachniał. Był neutralny dla mojej skóry, nie wysuszał, ale też nie nawilżał.

ISANA MED UREA 5% KREM DO RĄK-bardzo lubiłam ten krem, świetnie nawilżał wszelkie przesuszone partie takie jakie dłonie czy łokcie choćby, co na swoich własnych sprawdziła siostra. Koił również mocno wysuszone dłonie po sprzątaniu w łazience bez rękawiczek (tak wiem, to było złe i powinnam teraz przywalić sobie łopatą po stokroć, aby się utrwaliło).

ISANA YOUNG S. O. S CLEAR- to moje małe odkrycie. Produkt świetnie sprawdza się jako maska do twarzy, trzymany przez 5 minut jak zaleca producent, zamyka pory i delikatnie matuje, jako peeling super ściera martwy naskórek oraz nawilża. Ja jestem na tak i na pewno kupię ponownie.


ISANA MARAKUJA & KOKOS-uwielbiam ten zapach, nie ważne o jakiej porze roku. Jest piękny, taki słodko-tropikalny. Jak dla mnie ekstra. Jak poprzednik wyżej był neutralny dla skóry, nie wysuszał ani nie nawilżał.

ISANA POMADKA ARBUZOWA- uwielbiałam ją i to dosłownie. Cudownie nawilżała usta i pięknie pachniała. Niestety chyba jest już niedostępna w Rossmannie szkoda, bo mogłam zrobić zapas (sic!). A może wy znacie jakąś pomadkę Isany lub Alterry, która równie świetnie nawilża?

BEBEAUTY:

PŁATKI KOSMETYCZNE-były ok, tylko drogi producencie rób je z łaski swojej trochę grubsze, zamiast oszczędzać na wacie. Będę wdzięczna.

OLA:
PŁATKI KOSMETYCZNE-były ok, bo się nie rozwarstwiały, ale apel do producenta jak wyżej, co by jednak robił te płatki grubsze.



DELIA:

CAMELEO MASKA KERATYNOWA DO WŁOSÓW- maska była świetna, cudownie nawilżała włosy i poprawiała stan tych, które nie były w najlepszej kondycji. Trzeba również oddać jej to, że wygładzała i nie powodowała puszenia. W przyszłości na pewno jeszcze się na nią skuszę.


ZIAJA:
INTIMA KONWALIOWA ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ-sprawdzał się bardzo dobrze. Świetnie mył i oczyszczał delikatne okolice, dając uczucie świeżości i komfortu, nawet podczas trudnych dni. Jeśli o mnie chodzi bardzo lubię,  żele do higieny Ziai i na pewno jeszcze do niego wrócę.

ALTERRA:
KREM POD OCZY WINOGRONO& BIAŁA HERBATA-mój wielki ulubieniec i stały bywalec projektów denko oraz mojej kosmetyczki. Nie wiem, które to już opakowanie tego przyjemniaczka, ale posiadam już kolejne.

GARNIER FRUCTIS:
VITAMIN FORCE FRESH- ten szampon w przeciwieństwie do płynu micelarnego tej samej marki jest cudowny. Uwielbiam i mam kolejne opakowanie.

SCHAUMA:
SZAMPON 7 ZIÓŁ- jeśli potrzebuję naprawdę mocnego i wyczuwalnego wręcz bardzo mocno oczyszczenia włosów.  Oczywiście obowiązkiem po nim jest maska lub odżywka, ale efekt jest tego wart. Jest w tej kwestii niezastąpiony i mam już kolejne opakowanie.


 C-THRU:

LOVELY GARDEN ŻEL POD PRYSZNIC-zakupiłam go chyba we wrześniu w Biedronce w dwupaku, razem z dezodorantem. Zapach piękny, w moim typie i muszę powiedzieć, że C-THRU poprawiło zapachy tych perfumowanych żeli, bo teraz pachną intensywniej, choć na skórze nadal nie zostają. Na pewno kupię ponownie.


LA RIVE:

DONNA CARINA- zapach bardzo często obecny w mojej kosmetyczce. Piękny, letni, przyjemnie orzeźwiający i lekki. Mam już kolejna buteleczkę.


NIVEA:



DIAMOND VOLUME CARE- po dłuugiej przerwie powróciłam do tej odżywki i nadal jestem zadowolona. Świetnie odbija włosy od nasady,  nadając im objętości i lekkości. Na plus tym razem wyszło opakowanie, bo producent zmienił je na bardziej miękkie, dzięki czemu dużo łatwiej wydobywa się odżywkę. Na pewno kupię ją ponownie.



BIO OIL-

Ten olejek to już stały bywalec mojej kosmetyczki od kilku miesięcy. Ma cały wachlarz zastosowań i sprawdza się świetnie. Obecnie już nie mogę się bez niego obejść, z resztą nie tylko ja.




I tak oto prezentuje się lista 16 zużytych przeze mnie kosmetyków.  Wreszcie mogę powiedzieć, że wróciłam do standardowej liczby zużyć . Jeśli o mnie chodzi,  jestem z nich bardzo zadowolona.  A wy znacie coś z moich zużyć? Testowałyście jakiś kosmetyk?



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*:*:*:*:*



Czytaj dalej »

Faworyci Listopada

wtorek, 22 listopada 2016

Witajcie kochane. Dzisiaj przyszedł czas na kosmetyczne podsumowanie tego miesiąca. Pokażę wam jak zawsze kosmetyki, które polubiłam najbardziej i najczęściej mi towarzyszyły przy codziennej pielęgnacji twarzy, włosów, ciała oraz przy makijażu. Znajdzie się  tutaj również jeden zapach, do którego powróciłam po dłuższym czasie. Jeśli chcecie poznać moich listopadowych faworytów, zapraszam do dalszej części.




ALTERRA SERUM DO INTENSYWNEJ PIELĘGNACJI GRANAT BIO- to serum jest zdecydowanie koronnym ulubieńcem tego miesiąca. Używam go dosłownie od dnia zakupu każdego wieczora i bardzo się z nim polubiłam. Serum świetnie nawilża moją twarz, nawet solo, choć najczęściej stosuję je z kremem na noc z winogronowej serii i taka forma najbardziej przypadła mi do gustu. Stopień nawilżenia,  o którym wspomniałam przed chwilą jest naprawdę idealny. Kosmetyk pomógł mi bardzo po tym,  jak niby silnie nawilżający krem z Urody Melisy przesuszył mi twarz w strefie T. Parę dni używania sprawiło, że buzia wróciła do siebie, suchość zniknęła, a na jej miejsce zostało cudowne nawilżenie. Zdecydowanie uwielbiam ten kosmetyk i na pewno się z nim nie rozstanę.



EVELINE CONTOUR SENSATION 3W1- nie przez przypadek widzicie na moim blogu w ulubieńcach po raz kolejny ten produkt. Znalazł się tutaj z takiego powodu, że w ostatnim miesiącu ukochałam sobie rozświetlacz, który dostajemy w zestawie i używam go non-stop przy każdym makijażu. Początkowo bałam się tego koloru, ale jak nałożyłam,  na twarz po raz pierwszy tego cudaka to się zakochałam i wałkowałam go cały miesiąc. Daje piękny, subtelny efekt rozświetlenia. Buzia wygląda na wypoczętą i świeżą.  Brak w nim jakichkolwiek drobinek, więc tym bardziej mi się spodobał.



Pozostając jeszcze przez chwilę w kręgach makijażowych chcę wam polecić serdecznie raz jeszcze GĄBECZKI DO KOREKTORA NATURA ACCESSORIES. Bardzo się z nimi polubiłam. Świetnie nadają się do nakładania korektora pod oczy oraz we wszystkie inne niedostępne miejsca na twarzy. W dodatku są mięciutkie i delikatne dla tych okolic, więc nie mamy uczucia, że się nimi „bijemy” pod oczami.

Przechodząc do kolejnej kategorii jaką jest pielęgnacja ciała, tutaj również znalazłam ulubieńca w postaci..


 PEELINGU GREJFRUTOWEGO MARKI LIRENE- jak wiecie kosmetyki Lirene bardzo rzadko goszczą w mojej kosmetyczce. Po niewypale peelingu z serii Youngy 20+ dłuuugo nic mnie kusiło. Jednak jak wypatrzyłam, ten kosmetyk na półce w drogerii postanowiłam zrobić podejście numer dwa, a nóż widelec tym razem się uda. I powiem, że udało się, dużo lepiej niż przypuszczałam. Peeling jest porządnym zdzierakiem, który zostawia ciało mega gładkie bez jakiejkolwiek tłustej warstwy w związku z czym możemy spokojnie robić peeling po umyciu się żelem bez obaw, że zostanie jakaś nieprzyjemna warstwa. Na działanie antycellulitowe raczej bym nie liczyła bez ćwiczeń, nie mniej jednak kosmetyk działa świetnie i do tego pięknie pachnie.


W tej kategorii polubiłam się również z pewną pianką do depilacji.A jest to..

 VENUS PIANKA DO GOLENIA MELON I PISTACJA- tę piankę polubiłam w tym miesiącu bardzo. Spełnia swoją funkcję zmiękczania włosków i ułatwiania depilacji oraz delikatnie nawilża. A do tego wszystkiego pięknie melonowo pachnie. Zdecydowanie warta uwagi :)


Kolejny ulubieniec pochodzi z kategorii włosowej. Postanowiłam spróbować pewnej słynnej już wszędzie maski.

KALLOS OMEGA MASKA DO WŁOSÓW- miałam okazję już użyć jej kilka razy i bardzo mi się spodobała o dziwo. Sprawdza się w swojej roli nawilżania włosów jak na razie świetnie, nie powoduje puszenia ani żadnych innych efektów ubocznych. Włosy są gładkie i miękkie. I to właśnie bardzo mi się w tej masce podoba.  Najmniej ciekawy jest jej zapach, jakoś nie przepadam za olejkiem z orzechów makadamia zapachowo, ale działanie wynagradza. Najważniejsze, że zapach nie zostaje na włosach.



Ostatnim ulubieńcem są perfumy. Raczej rzadko wam je pokazuję, ponieważ u mnie niewiele się pod tym względem zmienia. Tym razem jest to powrót do dawnego ulubieńca..
LA RIVE CUTE- jak pamiętacie, pokazywałam wam już ten zapach kiedyś w ulubieńcach, prawdopodobnie pod koniec poprzedniej zimy. Teraz na jesień znów wrócił do łask. Jest taki ciepły, otulający, kwiatowo-owocowy. Czuć w nim  delikatnie ostatnie podrygi lata, ale najbardziej wpisuje się w aurę jesienno-zimową tak naprawdę. Teraz w chłodne dni odkryłam go na nowo. I używam codziennie praktycznie. Zakochałam się w nim znów i właśnie dlatego trafił w poczet faworytów listopada. 




I tak oto prezentują się wszystkie kosmetyki, które skradły moje serce w tym miesiącu. Większość z nich jak widzicie to nowości, które pojawiły się w mojej kosmetyczce z których jestem bardzo zadowolona. A wy znacie jakiś produkt, który pokazałam? A może coś was ciekawi? 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*:*

PS. Przepraszam was za jakość niektórych zdjęć, gdyż ostatnio trochę ciężej z naturalnym światłem, a co  ważne uczę się obsługi narzędzia do focenia znajdującego się w moim telefonie :)) 



Czytaj dalej »

5 najlepszych kosmetyków za +/- 10zł cz. VI

poniedziałek, 21 listopada 2016

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kolejny zestaw najlepszych kosmetyków za +/- 10zł. Tym razem będzie coś do makijażu głównie oraz dwa produkty do pielęgnacji twarzy. Jeśli ciekawi was co mam wam do pokazania, zapraszam do dalszej części.







Na pierwszym miejscu naszego zestawienia uplasowała się mascara MISS SPORTY PUMP UP BOOSTER 100% ROCK, znacie ją już na pewno bardzo dobrze z ulubieńców października. Tusz jest naprawdę świetny. Dodaje objętości, wydłuża i nawet lekko pogrubia co bardzo mi się podoba w tej maskarze. Skutecznie zdetronizowała moją wcześniejszą ulubienicę z Lovely.



 Jeśli chodzi o produkty do ust to ostatnio zakochałam się w konturówce ESSENCE 06 SATIN MAUVE. Bezsprzecznie jest to idealny kolor na jesień. Najczęściej używam, jej solo na usta pod spodem mając odrobinę pomadki ochronnej. Trwałość jest naprawdę świetna, a kosztuje ona  dosłownie 5-6 zł. I jest to kolejna moja miłość wśród tych konturówek, która zostanie ze mną na długo :)

Pozostając jeszcze przez chwilę w tematyce makijażu chcę wam też polecić korektor pod oczy EVELINE ART SCENIC NR 04 LIGHT. Kupiłam go na słynnej rossmannowskiej promocji -49% i nie żałuję. Kosmetyk spełnia swoją funkcję, czyli ładnie kryje i rozświetla, okolice pod oczami nie podrażniając przy tym i nie ciemniejąc w tym obszarze. Jest godzien uwagi, choć ja sama zapewne na nim tylko nie poprzestanę, gdyż kusi mnie jeszcze w podobnej cenie  ok 15zł lub troszkę więcej słynny Catrice Liquide Camuflage :)


W kategorii pielęgnacji mam dla was dwa kosmetyki. Obydwa już się tutaj pojawiły. Pierwszy z nich to ISANA YOUNG S. O. S CLEAR 3W1 PEELING, MASKA, ŻEL. Te kosmetyk świetnie sprawdza się u mnie jako peeling oraz maska. Bardzo dobrze pozbywa się martwego naskórka, delikatnie matuje, nawilża, nie wysusza oraz przyjemnie pachnie. Zostanie ze mną jeszcze przez długi czas. W drogerii kosztuje 8zł, czyli bardzo niewiele jak za świetne działanie.





Ostatnim kosmetykiem pielęgnacyjnym w tym zestawieniu jest niedawno opisywany przeze mnie
GREEN PHARMACY DELIKATNY ŻEL DO MYCIA TWARZY Z ZIELONĄ HERBATĄ. I nadal podtrzymuję opinię, że jest świetny. Bardzo dobrze radzi sobie z demkijażem oraz oczyszczaniem twarzy, zostawiając ją przy tym komfortową i odświeżoną, bez żadnych przesuszeń ani innych niespodzianek. Jest godny uwagi, a w drogerii zapłacicie za niego ok 7zł. 


I tak prezentują się, wszystkie godne polecenia w tym miesiącu kosmetyki. Bardzo lubię tworzyć dla was tego typu zbiorowe wpisy, ponieważ uświadamiają, mi one ile perełek kryje się w mojej kosmetyczce, a nie każdej poświęcam osobne miejsce.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego. Buziaki :*:*:*:*:*:*:*











Czytaj dalej »

Green Pharmacy żel do twarzy z zieloną herbatą.

sobota, 19 listopada 2016

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie firmę Green Pharmacy darzę sympatią, choćby z powodu tego, że odnalazłam w ich asortymencie płyn micelarny, który stał się moim wielkim ulubieńcem.  Tym razem mam dla was wpis o żelu do twarzy, miałam okazję wcześniej testować jego inną wersję z aloesem,  o której przeczytacie TUTAJ . Teraz na tapetę biorę wersję z zieloną herbatą do cery mieszanej, czyli dedykowanej dokładnie mojemu rodzajowi cery. Jeśli jesteście ciekawe tego,  jak sprawdził się ten żel, zapraszam do dalszej części.


NAZWA: GREEN PHARMACY DELIKATNY ŻEL DO MYCIA TWARZY ZIELONA HERBATA
POJEMNOŚĆ: 270ML
CENA:6,99ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE NATURA

Opakowanie:
Buteleczka z wygodną pompką, która od początku użytkowania nie zacina się i nie wylewa zbyt dużej ilości produktu. Grafika na opakowaniu tak,  samo jak kolor buteleczki kojarzą się aptecznie. Moim zdaniem bardzo przyjemnie.



Co obiecuje producent:
 Producent w swoich obietnicach wskazuje, że produkt:
*delikatnie myje i usuwa zanieczyszczenia.
*matuje i nie wysusza.
*koi podrażnienia i stany zapalne oraz regeneruje.
*pozostawia uczucie czystości, komfortu i świeżości.

Jeśli chodzi,  o mycie i usuwanie zanieczyszczeń zgadzam się jak najbardziej z tym, a od siebie dodam jeszcze, że makijaż pod wpływem żelu również się poddaje całkowicie. 
Delikatne matowienie również zauważyłam i bardzo lubię ten efekt. 
Kolejny punkt to kojenie podrażnień i stanów zapalnych. Co do tego pierwszego zgodzę się jak najbardziej, że cera po umyciu jest ukojona i przyjemna, natomiast  czy ma,  jakiś wielki wpływ na stany zapalne nie wiem, choć używam żelu codziennie.
Z ostatnią obietnicą producenta zgadzam się w  100%. Buzia po umyciu żelem jest czysta i odświeżona. Brak jakiegokolwiek podrażnienia czy wysuszenia.  Jest dla buzi delikatny, ale skuteczny. A przy tym minimalnie się pieni, co bardzo lubię w żelach tego typu.




Skład:



Aplikacja: 
Żel jak widzicie aplikujemy za pomocą pompki. Sama jego konsystencja jest żelowa i dość rzadka, jednak nie przeszkadza to w użytkowaniu.  Jeżeli,  chodzi o  zapach to jest delikatny i świeży.  



Podsumowując: Ten żel polubiłam tak samo mocno,  jak jego aloesowego brata.  Świetnie sprawdza się do codziennego mycia twarzy, jak i demakijażu, koi, odświeża, dobrze oczyszcza, lekko matuje, a jednocześnie nie wysusza buzi. A na tym właśnie mi zależy w tego typu kosmetykach, co równie ważne pieni się  delikatnie więc,  jak najbardziej jest pretendentem do wielkiego ulubieńca. 
I jeśli poszukujecie właśnie takiego kosmetyku dla siebie, warto się zainteresować tym gagatkiem, a może się z nim polubicie. 


A wy znacie te żele z Green Pharmacy? Próbowałyście którejś wersji?



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*



Czytaj dalej »

Rockowe spojrzenie z Miss Sporty Pump Up Booster

czwartek, 17 listopada 2016

Witajcie w kolejnym wpisie. Wszystkie bardzo dobrze znacie na pewno słynną już wszędzie żółtą maskarę Lovely Curling Pump Up, którą i ja pokochałam ponad rok temu i zdążyłam w tym czasie zużyć kilka jej opakowań. Jednak jakiś czas temu w oko wpadł mi  w oko inny tusz, który muszę powiedzieć, że zrobił mocną konkurencję dla tuszu Lovely. Mam tu na myśli najnowsze dziecko Miss Sporty maskarę z serii Pump Up Booster o nazwie 100% Rock. Czy robi rockowe rzęsy przekonacie się czytając dalszą część posta.


 NAZWA: MISS SPORTY PUMP UP BOOSTER 100% ROCK NR 001 100% BLACK
POJEMNOŚĆ: 12ml
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN
CENA: 15,99ZŁ



Co mówi producent:







Nowa maskara 100% Rock z linii Pump Up Booster zapewnia rzęsom intensywną czerń, 7 razy większą objętość już przy pierwszej warstwie, a po nałożeniu kolejnej aż 11 razy większą! Dociera do każdej, nawet najmniejszej rzęsy. Zawiera czarne pigmenty oraz kolagen.

źródło



Skład:
Brak.

 Wygląd



Jak wygląda na rzęsach:







Moja opinia:

Opakowanie: Czarne, duże  z żółtymi napisami. Producent zwarł na nim również swoje obietnice oraz rysunek kształtu szczoteczki, co by jednak nie otwierać opakowania,  aby to sprawdzić.


Szczoteczka: Standardowej wielkości, w kształcie klepsydry,  bo to jest chyba najlepsze porównanie dla niej.  Łapie wszystkie rzęsy od początku do końca.


Działanie: Jak obiecuje,  producent maskara ma nadawać objętość aż 11 razy większą po drugiej warstwie, po pierwszej 7 razy większą. Zapytacie teraz czy ja się z tym zgadzam i potwierdzam obietnice producenta?
Otóż jak najbardziej wszystkie obietnice są prawdą, a jest nawet jeszcze dodatkowy bonus w postaci fajnego pogrubienia rzęs, przy czym masakra bardzo ich nie skleja i to mi się podoba. Rzęsy są naprawdę mega podkreślone i pasują, można powiedzieć do nazwy maskary. Ma być 100% rock i jest jak najbardziej. I muszę przyznać, że efekt tak bardzo mi się podoba, że nawet zwykły codzienny makijaż choćby z jednym cieniem na oku wygląda świetnie. Jeśli chodzi,  o jej utrzymywanie to jest świetne. Na początku minimalnie się osypywała, ale teraz robi to rzadko i w mikroskopijnych ilościach tak naprawdę. Jeśli chodzi,  o kwestię jej zmywania to mam porównanie aż do dwóch płynów micelarnych. Pierwszy z nich mój ulubiony GP radził sobie z nią bardzo dobrze, a drugi płyn, którego obecnie używam (w zastępstwie chwilowym dla GP), czyli Garnier słabo daje z nią radę. Muszę zużyć więcej niż jeden wacik na oko, aby ją ruszyć przy użyciu wspomnianego płynu. Dodam jeszcze na koniec, że żółta maskara z Lovely została totalnie zepchnięta w czeluście mojej kosmetyczki na rzecz Miss Sporty, której używam teraz ciągle.



 Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi,  uwielbiam tę maskarę. Skutecznie pozbawiła,  tronu w mojej kosmetyczne tak bardzo lubianą przeze mnie żółtą maskarę Curling Pump Up. Efekt jaki daje,  jest naprawdę rockowy. Rzęsy mają super objętość, są podkreślone w widoczny sposób oraz pogrubione, ale tak, iż nie  wyglądają na sklejone, pajęcze nóżki. Ten efekt jest bardzo minimalny.  Osypywanie jest na minimalnym poziomie.Tusz jest godny uwagi, jeśli lubicie tak podkreślone rzęsy i nie straszny wam standardowy rozmiar szczotki z włosiem, ponieważ nie każda z nas takie lubi.





A wy miałyście już ten tusz? Co o nim sądzicie? Koniecznie dajcie znać


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki :*:*:*:*:*:*:*:*:*
Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia