Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany.

sobota, 31 grudnia 2016

W denkowym pudełku- grudzień 2016

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jesteśmy już po masie wpisów z ulubieńcami roku w różnych kategoriach oraz ulubieńcach grudnia. Przewinął się również mało przyjemny wpis o bublach. Przyszedł zatem czas na wasz ukochany projekt denko. Bez zbędnego przedłużania kto jest ciekawy,  co zużyłam zapraszam do dalszej części :)



ZIAJA:
INTIMA PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ- tani i świetny. Dobrze myje i odświeża delikatne okolice, a jest przy tym delikatny. Przyjemnie pachnie i zapewnia komfort. Na pewno będę jeszcze do niego wracać.


KAUFLAND CARE:
ŻEL DO MYCIA TWARZY-  BUBEL-do samej buzi nie bardzo się nadawał, choć kosztował tyle, co żel z Biedronki. Do prania pędzli jak najbardziej był świetny, bo dopierał właściwie wszystko. Do mycia buzi jednak nie polecam właśnie, dlatego, że może podrażniać i to mocno. Nie kupię go więcej ponownie.



LADY SPEED STICK 5IN1:
To jak na razie najlepsza wersja tego antyperspirantu i jeżeli jeszcze pojawi się gdzieś na promocji chętnie go kupię, bo ostatnio często u mnie gości jak się  okazuje, a co za tym idzie lubię go. Kupię ponownie na pewno.


ALTERRA:

WINOGRONO & BIAŁA HERBATA KREM NA NOC- to mój hicior tego roku, zdążyłam już zużyć od lata kilka tubek i jestem zachwycona. Ostatnio niestety nie zastałam go na półce w Rossmannie, więc wzięłam podobny krem z serii z granatem, ale jak tylko znów się trafi na pewno kupię ponownie, bo go uwielbiam.

TONIK LOTOS I OCZAR WIRGINIJSKI- ten tonik to również wielki ulubieniec tego roku, więc nie może go zabraknąć w mojej kosmetyczce. Mam już kolejne opakowanie w użyciu. I na pewno nie będzie ono ostatnie.

ISANA:


MARAKUJA& KOKOS- bardzo dobrze myje i oczyszcza skórę, nie wysuszając jej. Bardzo lubię ten zapach i często do niego wracam. Na pewno kupię ponownie, jak wykończę moje zapasy, a będzie tego trochę.
 ZIMOWY ŻEL POD PRYSZNIC- jak poprzednik wyżej dobrze myje i oczyszcza skórę, bez zbędnego wysuszania. Uwielbiam jego krówkowy zapach i mam już w zapasie kolejne opakowanie.

BEBEAUTY:
MASECZKA NAWILŻAJĄCA GŁĘBOKO REGENERUJĄCA- jakaś głęboko regenerująca to ona nie była i to na pewno, ale za to tania i całkiem fajnie nawilżająca. Jednak ja oczekuję czegoś więcej od takiego kosmetyku, przy mojej mieszanej cerze, więc po skończeniu opakowania żegnam tę maskę. Nie kupię ponownie.


PŁATKI KOSMETYCZNE- całkiem w porządku jak zawsze mówię, tylko cienkie. Obecnie mam te płatki w trój paku i mam nadzieję, że trafiłam jak zawsze na te grubsze.



PERFECTA:

OCZYSZCZANIE MATUJĄCY PEELING GRUBOZIARNISTY DO CERY TŁUSTEJ I MIESZANEJ- drobinki złuszczające w postaci łupinek orzecha całkiem nieźle sobie radziły, jednak wcale nie można nazwać tego peelingu gruboziarnistym. I nie zauważyłam również żadnego matowienia w jego przypadku, z resztą kto by oczekiwał matowej cery po peelingu?  Na szczęście mnie nie zapchał, choć miał parafinę w składzie, ale więcej nie wrócę do tego właśnie z tego względu.  Resztki zużyłam do stóp i tutaj sprawdził się całkiem nieźle.



GREEN PHARMACY:

ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ SZAŁWIA LEKARSKA & ALANTOINA- sprawdzał się,  świetnie muszę powiedzieć.  Dobrze mył i odświeżał delikatne okolice, zostawiając przy tym komfort. Zupełnie nie pachniał ziołami, tylko jakoś tak gumą balonową chyba, bo nie bardzo wiem, do czego mam ten zapach porównać. Na pewno jeszcze kiedyś kupię go ponownie.

ŻEL DO MYCIA TWARZY ZIELONA HERBATA- bardzo go polubiłam, zarówno do codziennego użytkowania,  jak i do zmywania makijażu. Był delikatny, ale skuteczny. Chętnie będę do niego wracać.

URODA MELISA:
KREM SILNIE NAWILŻAJĄCY-BUBEL- jak dla mnie ten krem wcale nie nawilżał, a wręcz przeciwnie spowodował u mnie straszliwe przesuszenie oraz lekkie zapchanie cery.  Jedyne co widzę w nim pozytywnego to fakt, że ładnie pachniał, a tak nie robił zupełnie nic oprócz wybitnego wysuszania. Nie kupię go ponownie na pewno już NIGDY.



GARNIER:
PŁYN MICELARNY 3W1 SKÓRA WRAŻLIWA- kupiłam ten płyn na promocji w Rossmannie, nie planowałam tego. Byłyście bardzo zdziwione w bublach, że się u mnie nie sprawdził. Na swoje wytłumaczenie mam tylko tyle, że testowałam go ostatnie miesiące i to była dla mnie naprawdę męka. A nie miałam w stosunku do niego żadnych wygórowanych wymagań. Nie mam oczywiście nic przeciwko tym osobom, które go uwielbiają. Ja do tej grupy nie należę, a chciałam się z nim polubić, ale nie było nam dane jak widać. Bez żalu więc pozbywam się pustego opakowania i więcej do niego nie wrócę.



I tak oto prezentuje się lista 14 zużytych przeze mnie produktów. O dwa mniej niż w standardowym denku w ostatnich miesiącach, nie mniej jednak jest to zadowalająca liczba, która pozwoli na poczynienie małych zakupów :)


A wy znacie któryś z pokazanych przeze mnie produktów?  Jak tam wasze denka, skromnie czy raczej z przytupem?

A skoro to już ostatni wpis w tym roku chciałabym wam życzyć wszystkiego co najlepsze w nadchodzącym wielkimi krokami 2017r, spełnienia wszystkich marzeń, spokoju , rodzinnego ciepła i jak największej liczby wyświetleń na blogach, realizacji swoich pasji i wszystkiego co tam jeszcze sobie życzycie. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

czwartek, 29 grudnia 2016

5X NIE czyli BUBLE 2016

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiejszy wpis będzie z kategorii tych mało przyjemnych. Mianowicie ponarzekamy sobie na aż 5 produktów kosmetycznych, które więcej miejsca u mnie nie znajdą. Jeśli jesteście ciekawe,  czym zawiniła ta feralna piątka,  zapraszam do dalszej części.




PERFECTA BEAUTY MINERALNY PŁYN MICELARNY-pierwszy na czarnej liście jest ten płyn micelarny, ponieważ mam do niego parę zarzutów. Mianowicie nie radził sobie z makijażem oczu, nie zmywając tak podstawowych kosmetyków,  jak masakra i czarny eyeliner. Dodatkowo lubił wyraźnie podrażniać mi okolice pod oczami. A na dokładkę jeszcze jakby tego było mało miał okropny metalowy zapach. Nigdy więcej już po niego nie sięgnę i was też przed tym przestrzegam.








SMART GIRLS GET MORE STAY LONG CONCEALER- kupiłam go, bo chciałam zacząć używać korektora pod oczy bardziej do tego celu przeznaczonego niż Isana czy Rimmel Lasting Finish dwa moje ulubione korektory. Pierwszy poważny zarzut to fakt, że ten korektor wcale nie kryje cieni pod oczami, nawet tych małych. Dodatkowo jeszcze minimalnie ciemniał, więc nie nadawał się do niczego innego, a o jakimkolwiek kryciu niedoskonałości to nie wspomnę. Dobrze, że kosztował mało, bo szybko wylądował w koszu po tych mękach, które z nim przeszłam. I czuję się jak na razie ogólnie zniechęcona do tej marki kosmetycznej, mimo że zbiera ona dość dobre opinie.





LAURA CONTI ODŻYWKA DO PAZNOKCI-  w teorii miała wzmacniać paznokcie i zapobiegać rozdwajaniu. Nic takiego nie zauważyłam kompletnie. Jak w tamtym czasie miałam problem z paznokciami, tak odżywka ani trochę nie pomogła. Na szczęście nie spowodowała pogorszenia ich stanu. A w dodatku bardzo szybko zgęstniała. Nie kupię ponownie więcej.



 URODA MELISA KREM SILNIE NAWILŻAJĄCY- ten krem kupiłam z chwilowego lenistwa, bo nie chciało mi się wybrać do Rossmanna po ulubiony krem z Alterry. I zemściło to się na mnie bardzo. Krem dokonał w dwa tygodnie niezłego spustoszenia na mojej twarzy.  Solidnie przesuszył mi strefę T, a jakby tego było mało,  spowodował niedoskonałości.  Jak bardzo lubię tonik tej marki, tak szczerze nienawidzę tego kremu i więcej go nie kupię.




 GARNIER PŁYN MICELARNY 3W1 SKÓRA WRAŻLIWA- z tą delikatnością tego płynu mocno bym się kłóciła. Pojawia się w waszych głowach zapewne bardzo naturalne w tej sytuacji pytanie,  dlaczego?? A no dlatego, że to,  co on potrafi zrobić z oczami,  to jest masakra. Nie dość, że ma problem ze zmyciem błahej maskary oraz eyelinera w kredce, to jak dostanie się do oczu,  potrafi zrobić mi oczy szczura albinosa, szczypiąc niemiłosiernie. Zużyłam go demakijażu twarzy, bo to o dziwo wychodziło mu świetnie i więcej nie wrócę do niego. Chciałam się z nim polubić, ale niestety nam nie wyszło.


I tak prezentuje się lista moich tegorocznych bubli. Jak same, widzicie nie jest,  ona długa na szczęście. Teraz kilka razy się zastanawiam zanim coś kupię, choć nie mówię, że nie zdarza mi się czasem kupić czegoś, o czym wcześniej nie przeczytałam choć kilku recenzji . Wyżej widać tego przykłady, choć można wyłączyć z tego kręgu płyn micelarny Garnier, dlatego, że jest on osławionym kosmetykiem i wielu sprawdza się świetnie, a u mnie okazał się bublem, do którego więcej nie wrócę.


A wy znacie, któryś z tych kosmetyków, choćby z tej niechlubnej strony? A może u was akurat sprawdziły się dobrze? Koniecznie dajcie znać.



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄



wtorek, 27 grudnia 2016

Ulubieńcy roku 2016-pielęgnacja- najlepsza 7

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kolejny już wpis z serii ulubieńców. Mamy za sobą już gadżety do makijażu oraz ulubieńców makijażowych. Teraz przyszedł czas na pielęgnację,  czyli kosmetyki, które bardzo polubiłam  i chętnie ich używałam. Jeśli więc jesteście ciekawe,  jakich ulubieńców znalazłam, w kategorii pielęgnacji zapraszam do dalszej części.






GREEN PHARMACY PŁYN MICELARNY 3W1 RUMIANKOWY- ten płyn uważam za ulubieńca roku, co prawda odkryłam go jakoś latem, ale pokochałam i to bardzo. Po pierwsze za dużą pojemność i ogromną wydajność. A nade wszystko za skuteczność przy jednoczesnej delikatności. Zmywa każdy makijaż, który nałożę na twarz bez najmniejszych problemów i podrażnień oczu, co jest w tym wypadku bardzo ważne, bo przetestowałam inny płyn i to już nie była taka bajka. Do tego zdecydowanie będę wracać jeszcze wiele razy i zaprzestanę już eksperymentów w tej kwestii, bo skoro znalazłam ideał,  to nie będę zmieniała.



ALTERRA TONIK DO TWARZY LOTOS I OCZAR- to było moje odkrycie lutego, kiedy potrzebowałam jakiegoś kosmetyku, który zwalczy moje niedoskonałości i znalazłam tę niepozorną buteleczkę podczas zakupów w Rossmannie. Jako ,że mam zaufanie do tej marki, szybko przestudiowałam obietnice producenta i z nadzieją włożyłam produkt do koszyka. I zakochałam się w nim na amen. Nie dość, że zwalczył moje niedoskonałości, których miałam trochę, to dzięki niemu już nie są takie częste i duże. Dodatkowo jeszcze przywraca odpowiednie pH mojej cerze co bardzo dobrze na nią działa i przygotowuje do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. 


BANIA AGAFII MASECZKA DZIEGCIOWA OCZYSZCZAJĄCA- ta maska również jest niekwestionowanym hitem tego roku. Najlepsza, jaką miałam, a trochę się ich przewinęło. A zaczęło się od tego, że poszukiwałam maseczki w tubce, a nie w saszetce. Ta, co prawda jest w saszetce, ale jest bardzo wydajna w przeciwieństwie do innych, które znajdziemy w drogeriach. Maska oprócz tego, że ma świetną pojemność i bardzo gęstą konsystencję pasty to świetnie oczyszcza, wygładza, zamyka pory. Buzia aż po niej skrzypi, w tym pozytywnym sensie. Bardzo się z nią polubiłam i na pewno będę do niej wracać.


ALTERRA KREM NA NOC WINOGRONO& BIAŁA HERBATA- ten krem odkryłam latem, kiedy moja cera potrzebowała czegoś dużo lżejszego po zimie. I to był strzał w dziesiątkę. Krem delikatnie matuje (choć wcale mi na tym nie zależało) i świetnie nawilża twarz. Używałam go właściwie całe lato, potem jesienią i teraz kiedy jest już chłodniej. Trochę się bałam, że nie podoła zadaniu, ale zostałam pozytywnie zaskoczona i krem został ze mną. I w tym momencie właściwie mam już całą serię Alterry z zieloną herbatą i uwielbiam te kremy, co pokazuje, kupując kolejne opakowania, kiedy tylko wykończę, poprzednią tubkę.


ALTERRA SERUM DO INTENSYWNEJ PIELĘGNACJI GRANAT BIO- to mój trzeci ulubiony kosmetyk tej marki w tym roku, a jednocześnie moje niedawne odkrycie. To serum bardzo polubiłam z prostego powodu. Najpierw uratowało moją cerę z przesuszenia, które zafundował mi krem marki Uroda Melisa, a potem zapobiegło dalszemu przesuszaniu mojej cery w strefie T głównie, (bo tam mam ten problem, reszta cery jest mieszana i skłonna do niedoskonałości)  z powodu warunków atmosferycznych. Stosuję je codziennie w wieczornej pielęgnacji i na pewno nie będzie to ostatnie opakowanie.



BABUSZKA AGAFIA TRADYCYJNY SZAMPON SYBERYJSKI NR 3 NA ŁOPIANOWYM PROPOLISIE PRZECIW WYPADANIU WŁOSÓW-ten szampon zakupiłam przypadkiem w małej drogerii w moim mieście, która jest dobrze zaopatrzona w te kosmetyki. Świetnie zwalczył wypadanie moich włosów, a ja zakochałam się w nim na tyle, że teraz właściwie używam go prawie przy każdym myciu na zmianę z ulubionym Garnierem. Włosy po tym szamponie są takie lekkie, mięsiste, a jednocześnie nawilżone po same końce oraz dobrze oczyszczone,na czym bardzo mi zależy przy szamponach. Dodam jeszcze, że kosmetyk cudownie miodowo pachnie, a zapach utrzymuje się długo na włosach. I jestem pewna, że jak tylko skończę tę butlę kupię kolejną.



WIBO NAIL SPA SERUM Z KERATYNĄ I MIODEM-to serum kupiłam kiedyś przypadkiem i przepadłam. Świetnie rozprawia się z suchymi skórkami,sprawiając, że są nawilżone i ładnie wyglądają. Dodatkowym atutem jest cudny zapach i fakt, że nie zostawia tłustej warstwy i od razu po aplikacji możemy przejść do codziennych czynności, bez obaw, że wszystko wokół będzie tłuste. To serum to mój wielki ulubieniec, o czym świadczy też fakt, iż użytkuję obecnie drugie jego opakowanie i na pewno na tym jednym się nie skończy :)



I takim akcentem kończymy wpis na temat ulubieńców pielęgnacyjnych. Znalazły się tutaj produkty , których używałam w tym roku najczęściej w swojej pielęgnacji i tak naprawdę weszły one już na stałe do mojego rytuału pielęgnacyjnego w różnych kategoriach. Mam nadzieję, że podpatrzyłyście coś z tej listy również dla siebie.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄







niedziela, 25 grudnia 2016

Ulubieńcy 2016 Makijaż- 10 najlepszych kosmetyków

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak widzicie, po tytule będzie to kolejny wpis z serii ulubieńców roku, który się tutaj pojawi. Dzisiaj będzie dotyczył on makijażu, potem weźmiemy na tapetę pielęgnację, a na samym końcu zajmiemy się najmniej przyjemnym wpisem, czyli bublami. Zatem jeśli jesteście ciekawe, jakie produkty skradły moje serce w tym roku w kategorii makijażowej zapraszam serdecznie do dalszej części.








 WIBO NEUTRAL EYESHADOW PALETTE- to zdecydowanie najczęściej i najdłużej maltretowana przeze mnie przez ostatnie 7 miesięcy paletka cieni do powiek. Jest idealna do wykonania zarówno codziennego makijażu, jak i tego mocniejszego wieczorowego. Pigmentacja i trwałość cieni,  nigdy mnie nie zawiodły. Jeśli tak jak ja jesteście miłośniczkami paletek w odcieniach nude koniecznie spójrzcie na nią w drogerii.





WIBO EYESHADOW BASE- bazę odkryłam dzięki internetom. I postanowiłam sprawdzić, co zwojuje na moich powiekach. I okazuje się, że potrafi i była przeze mnie równie mocno używana, jak neutralna paletka tej samej firmy, co widać, jak się otworzy pudełeczko, ale tego demonstrować wam nie będę, musicie mi uwierzyć na słowo. Jeśli chodzi o inne cienie do powiek, które posiadam z nimi, również świetnie się dogaduje, bez rolowania i migrowania po powiece gdziekolwiek. Pamiętajcie tylko, że jeżeli macie bardzo tłuste powieki to raczej się nie sprawdzi, u reszty powinna zagrać.



WIBO FIXING POWDER- jeśli o firmę wibo chodzi, to jest to już trzeci produkt tej marki, który pokochałam. Obecnie jestem w trakcie drugiego opakowania tego pudru, a wystarczył mi on dokładnie na rok, po czym niewiele czekając, zakupiłam w październiku chyba (jeśli dobrze pamiętam) po roku kolejne opakowanie. To on przekonał mnie, do używania sypkich pudrów pokazując, że jest w stanie przez dobrych kilka godzin utrzymać w ryzach mój makijaż bez poprawek. Ciekawą sprawą jest to, że bardzo ładnie kwiatowo pachnie, co bardzo rzadko zdarza się w wypadku pudru. Jeśli jeszcze nie zwróciłyście na niego uwagi w drogerii warto po niego sięgnąć, a nie będziecie zawiedzione.

MAYBELLINE SUPER STAY 05 LIGHT BEIGE- ten podkład odkryłam, kiedy wiosna już była w pełni, a jak akurat potrzebowałam kolejnego. Szukałam chwilowej odmiany od ulubionego w tamtym czasie Rimmela Stay Matt nr 103 True Ivory i tak trafiłam na ten podkład. Nie wiedziałam o nim nic oprócz tego, co widniało na opakowaniu, więc kupowałam mocno w ciemno, biorąc najjaśniejszy w całej gamie odcień. I nie zawiodłam się na nim. Podkład świetnie trzyma się na twarzy przez cały dzień, dobrze dogadując się z pudrem, o którym wspomniałam wyżej. Schodzi dopiero przy demakijażu, czyli wtedy kiedy ja tego chcę. Jest odporny nawet na solidne zmoczenie deszczem, o czym miałam okazję się przekonać pewnego razu, zmierzając na zajęcia na uczelni. Świeci się lekko dopiero po 6 godzinach i wystarczy potem tylko odcisnąć sebum w bibułkę matująca i sprawa jest, załatwiona wytrzymuje, do końca dnia, bez żadnych niespodzianek więcej, a mam go czasami na twarzy nawet 12 godzin.
EVELINE COLOR EDITION 703 CANDY ANGEL-w tym roku to moja pierwsza ulubiona pomadka do ust, a widać to po jej solidnym już zużyciu. Obiecałam wam jakiś czas temu, że więcej nie będę was nią zanudzała, ale musiała znaleźć się w ulubieńcach roku. Przede wszystkim za piękny, różowy kolor, świetną pigmentację (wystarczy tylko dwa pociągnięcia, aby pokryć nią całe usta) oraz przyjemne wykończenie, które nazwałabym chyba satynowym,bo błysk tonie jest ewidentny, ale całkowity mat też nie. Pomadka posiada również ładny arbuzowy zapach oraz piękne opakowanie, które przyciąga wzrok i wcale nie mówi o tym, że pomadka kosztowała niewielkie pieniądze.


KONTURÓWKI: ESSENCE 06 SATIN MAUVE, 07 CUTE PINK, 012 WISH ME A ROSE, MY SECRET I LOVE MY STYLE 02 NUDE LIPS-  w tym roku jak widzicie,  używałam ich sporo,  bo posiadam ich w swojej kosmetyczce aż 4. Prawie wszystkie w odcieniach różu lub brudnego różu oraz jedna typowo jesienna Satin Mauve. Pokochałam je przede wszystkim za piękne kolory oraz trwałość na ustach, która w cenie 5-6 zł jest naprawdę powalająca.



EVELINE VELVETT MATT NR 415 NUDE PINK- był to kolejny bardzo często używany przeze mnie w tym roku produkt. Jest matowa pomadka w płynie,  nie daje typowego, kredowego i suchego matu, ale taki satynowy właśnie. Jedno pociągnięcie wystarcza, aby pokryć całe usta i nie należy dokładać więcej, ponieważ możemy zrobić sobie krzywdę. Jeśli chodzi o utrzymywanie to standardowo do pierwszego jedzenia i picia i ściera się przy tym naprawdę równomiernie bez żadnych problemów. Nie wolno tylko nakładać jej na bardzo wysuszone usta, bo podkreśla suche skórki.



MISS SPORTY PUMP UP BOOSTER 100% ROCK nr 001 100% BLACK- ta masakra spodobała się zarówno mnie, jak i wam, kiedy pokazałam w osobny wpisie, jaki daje efekt i same widziałyście, że robi z rzęsami naprawdę cuda. I dlatego się w niej zakochałam, przez co skutecznie strąciła z tronu w mojej kosmetyczce poprzednią ulubienicę, czyli żółtą maskarę z Lovely. Jeśli więc oczekujecie pięknych, wydłużonych oraz lekko pogrubionych rzęs z mega objętością to bierzcie ją z drogeryjnej półki w ciemno.


 EVELINE CONTOUR SENSATION 3W1 NR 01 PINK BEIGE- ten produkt zakupiłam podczas promocji w Rossmannie, ponieważ postanowiłam rozpocząć swoją przygodę z konturowaniem twarzy. I muszę powiedzieć, że nie zawiodłam się na tym trio do konturowania. Używam go teraz codziennie, odkąd je posiadam i jestem z niego bardzo zadowolona. Szczególną miłością obdarzyłam brązer oraz rozświetlacz, który, mimo że różowy daje piękną taflę, którą można budować od subtelnego efektu do mocniejszego. Brązer ma również ładny, chłodny kolor bez dziwnych pod tonów. Najmniej z całej trójki lubię róż, ale bywa, że go używam, więc nie jest, aż tak bardzo pokrzywdzony biorąc pod uwagę, że najczęściej właśnie używam wyżej wspomnianej dwójki. Jeśli więc zastanawiacie się, czy sięgnąć po ten kosmetyk z szafy Eveline uważam, że jest godzien uwagi, skoro znalazł się aż w makijażowych ulubieńcach.




BIELENDA MAKE UP FIXER- ten fixer kupiłam z myślą używania go, kiedy mam większe wyjście lub inna naprawdę ważną sytuację i muszę wyglądać nienagannie przez długie godziny. I właśnie ten produkt mi to dawał. Wystarcza tylko dwa psiknięcia i makijaż jest ładnie utrwalony i scalony na długie godziny. Tworzy na skórze warstwę, która chroni makijaż. A zmywa się, go w bardzo prosty sposób wystarczy ulubiony płyn micelarny i wszystko schodzi.




I tak prezentuje się lista dziesięciu najlepszych kosmetyków w kategorii mojego makijażu w tym roku. Każdy z nich debiutował w mojej kosmetyczce w tym roku po raz pierwszy i był maltretowany ile się da, aż wylądował w ulubieńcach roku, bo jest godzien uwagi. A wy znacie któregoś z moich ulubieńców? A może coś wpadło wam w oko? Koniecznie dajcie znać.

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄



piątek, 23 grudnia 2016

7 najlepszych ulubieńców-grudzień

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak zwykle co miesiąc przyszedł czas na kosmetyczne podsumowanie w formie ulubieńców miesiąca. Będą to już ostatni ulubieńcy miesiąca w tym roku. Jeśli jesteście ciekawe, co skradło moje serce z testowanych przeze mnie w grudniu nowości, zapraszam serdecznie do dalszej części :)






FARMONA DERMISS KREMOWY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU TWARZY I OCZU- ten olejek to dla mnie zupełna nowość.  Byłam go bardzo ciekawa, więc podczas zakupów w Naturze trafił do mojego koszyka. I muszę powiedzieć, że świetnie daje sobie radę z demakijażem, jako drugi krok po płynie micelarnym. Buzia jest fajnie oczyszczona, nawilżona i mięciutka. Trzeba tylko uważać,  jeśli chodzi o oczy, bo w za dużej ilości może zrobić lekką mgłę. Jak na razie świetnie daje sobie radę i kto wie, może zagości na stałe w mojej kosmetyczce?



MY SECRET NATURAL BEAUTY MORNING DEW- ta paletka pojawia się tutaj już po raz trzeci i nie jest to przypadek, ponieważ często towarzyszyła mi w tym miesiącu przy makijażu. Kolory i pigmentacja są jak najbardziej na plus, choć jest jeszcze jedna paleta, którą pokochałam jeszcze większą miłością i było o nią kilka pytań z waszej strony.


 PALETKA LIVE LOVE LONDON LOVE YOUR LOOK PALETTE LIVE MATTES- tę paletkę kupiłam sobie w prezencie mikołajkowym jak pamiętacie. Muszę powiedzieć, że bardzo się z nią polubiłam. Jest całkowicie matowa, oprócz jednego cienia. Idealnie sprawdza mi się przy codziennym szybkim makijażu. W dni,  kiedy chcę podkreślić oko delikatnie, jak i wtedy kiedy mam ochotę na coś mocniejszego, ale nadal dziennego. Pigmentacją również jestem zaskoczona, na ręku paleta wyglądała niepozornie, a swoją prawdziwą moc ujawniła na oku. Osypuje się tak naprawdę tylko przy nabieraniu. Jak dla mnie paletka warta uwagi,  jeśli tak jak ja kochacie nud(n)e kolory :)




CATRICE LIQUID CAMUFLAGE- ten słynny korektor niedawno zagościł i w mojej kosmetyczce.  I jestem z niego zadowolona. Używam na zmianę z moim wcześniejszym ulubieńcem z Eveline. Korektor jest kremowy i dobrze kryjący. Kiedy jestem bardziej niewyspana świetnie,  ukrywa sińce pod oczami, obserwuje go oczywiście bacznie czy nie ciemnieje i na razie jestem bardzo zadowolona, że nie robi nic takiego. Ważne jest również to, że rozsądnie nałożony nie wchodzi w załamania skóry ani nie wysusza okolic pod oczami.



SENSIQUE MATT FITS PERFECTLY NR 404- jeśli chciałam mieć coś na ustach,  to w tym miesiącu najczęściej wybierałam tę pomadkę w kredce w pięknym brudno-różowym kolorze. Co więcej,  bardzo zaskoczyła mnie jej trwałość, ponieważ nigdzie się nie odbija podczas jedzenia i picia, nawet tłustego, a bardzo delikatnie i równomiernie się zjada. Co bardzo ważne wcale nie wysusza ust, mimo że jest matowa. I właśnie z wyżej wymienionych powodów pomadka dołącza do ścisłego grona moich ulubieńców. I nie rozstaniemy się zapewne bardzo długo.



MAYBELLINE AFFINITONE 03 LIGHT SAND BEIGE- do tego podkładu powróciłam po równym roku. I jakbym się znowu w nim zakochała. Jest lekki, daje cudne świetliste (ale nie tłuste, ani brokatowe) wykończenie. Nie można mu też odmówić krycia, które oczywiście możecie stopniować w zależności od potrzeb. Nie wiem co,  w nim jest takiego, że ostatnio to on dużo częściej ląduje na mojej twarzy, niż ukochany wcześniej i nadal niezawodny Super Stay. Jeżeli jeszcze go nie próbowałyście,  polecam wam z całego serca.



NATURA ACCESSORIES GĄBECZKA BEZ LATEKSU- pisałam o niej już w jednym z postów, ale powtórzę raz jeszcze, że gąbeczka jest świetna i musiała się tutaj znaleźć. Używam jej namiętnie codziennie, piorąc,  tylko aby na kolejny dzień była czyściutka. Daje na buzi naprawdę piękny efekt i wcale nie są mi potrzebne żadne Beauty Blendery czy inne drogie gąbeczki, które jak dla mnie są przereklamowane, bo za dużo o nich się mówi wszędzie już. Ja wolę takie mało znane perełki :) 



I takim akcentem kończymy ulubieńców grudnia już ostatnich w tym roku. Koniecznie napiszcie, czy znacie którąś pokazaną przeze mnie rzecz. A może coś szczególnie was kusi? 


Pozdrawiam serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄

środa, 21 grudnia 2016

Pierwszy raz w akcji paleta 12 matowych cieni Live Love London Live Mattes- pierwsze wrażenia&makijaż

Witajcie kochane. Dzisiaj opowiem wam o pewnej palecie cieni. Pod wpisem (dość spóźnionym) na temat Mikołajkowych nowości pojawiło się o nią kilka pytań, więc przychodzę do was z postem, który będzie obfitował w kilka pierwszych wrażeń na temat palety Live Love London Live Mattes siostrzanej marki słynnego Make Up Revolution. Jeśli jesteście ciekawe, jakie są moje pierwsze wrażenia z używania tej paletki, zapraszam do dalszej części.


NAZWA: LIVE LOVE LONDON LOVE YOUR LOOK PALETTE LIVE MATTES
GRAMATURA: 12 G
CENA: 25,99ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: ja swój egzemplarz zakupiłam w Rossmannie, prawdopodobnie można je też kupić przez internet.


Opakowanie:
Jak widzicie to plastikowa kasetka, która zawiera 12 cieni w neutralnej kolorystyce, czyli to, co lubię najbardziej. Do opakowania dołączona jest jeszcze pacynka, ale ich nie używam, więc się pozbyłam. Ogólnie paleta sprawia estetyczne wrażenie.


 Co mówi producent+skład:



Producent mówi o palecie tylko tyle, że zawiera ona 12 cieni.  Dostajemy jeszcze skład i nic po za tym.


Zbliżenie na paletę:

Pigmentacja:

 Paletka, kiedy robi się pierwsze swatche na dłoni,  wygląda bardzo niepozornie i delikatnie. Całą moc ujawnia na oku.  Jeśli mowa  właśnie o makijażu to spisuje się naprawdę bez zarzutu. Nakładam ją na tę samą bazę, co wszystkie posiadane przeze mnie cienie,  czyli na WIBO Eyeshadow Base, która jest moją ulubioną. Cienie świetnie się do niej przyczepiają i ujawniają swoją pigmentację, która na oku jest świetna moim zdaniem, nawet przy delikatnym, dziennym makijażu.

Trwałość:
Jeżeli o ten aspekt chodzi, nie mam im nic do zarzucenia. Nie wałkują się, nie wchodzą w załamania, nie rolują się i nie migrują po powiece. Najlepsze jest to, że są bardzo miękkie i sypią się właściwie tylko w opakowaniu, przy nakładaniu już nic takiego nie widzę. 

SWATCHE:
 



Efekt końcowy/ Zdjęcie poglądowe:



Podsumowując: Jak dla mnie paletka jest świetna i warto się nią zainteresować,  jeśli tak, jak ja jesteście miłośniczkami takiej kolorystyki w paletach i poszukujecie cieni całkowicie matowych. Ja oszalałam na punkcie tych matów właśnie. Nie tylko ze względu na pigmentację, która jest tutaj niewątpliwą zaletą,  jak i ze względu na fakt, że mogę wykonać za pomocą tej paletki codzienny, szybki makijaż ładnie podkreślający oko. Cena również zachęca do zakupu, więc opłaca się szukać jej w Rossmannie, bo w stosunku do jakości jest mała.



A wy znacie już te paletkę? A może skusiłam was do zakupu, bo nie macie jeszcze w kolekcji całkowicie matowych cieni? Koniecznie dajcie znać :)


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘😘 



Instagram