Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany. Szanuj moją pracę! Uprasza się również o nie kopiowanie zamieszczonych tu tekstów oraz zdjęć. Wszystkie należą do mnie.

niedziela, 15 października 2017

Co nowego w kosmetyczce? Haul kolorówkowy Rossmann -49%/55% + pielęgnacja

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was drugi w tym miesiącu haul zakupowy. Wiem, że dwa razy to za wiele, ale chciałam pokazać, o jakie zapasy uzupełniłam kosmetyczkę oraz co upolowałam na promocji rossmannowskiej, która jeszcze chwilę trwa. Jeśli was to ciekawi, zapraszam do dalszej części wpisu :) 










MY SECRET MATT EYE SHADOW NR 505 DROGERIA NATURA- jeśli pamiętacie ostatni projekt denko, to dobrze wiecie, że  jestem sierotą i  potłukłam niesamowicie poprzedni egzemplarz tego cienia, w drobny mak można powiedzieć. Postanowiłam więc zakupić nowy produkt, bo w makijażu jest moim must have. Po nałożeniu bazy idealnie ukrywa  delikatnie widoczne jeszcze żyłki na mojej powiece. Jest świetny, a kosztował ok. 9 zł.  

ZIAJA KREM POD OCZY I NA POWIEKI  Z BŁAWATKIEM- 7, 19 ZŁ DROGERIA NATURA- jak dobrze wiecie, mało kosmetyków marki Ziaja mi pasuje, więc rzadko się zdarza, że do nich wracam. Ten krem to akurat przykład pozytywnego zaskoczenia, bo sprawdza się tak, jak tego oczekuję. Jest lekki, szybko się wchłania, nadaje się pod makijaż i nawilża w sposób wystarczający, dlatego postanowiłam do niego wrócić. 





VIANEK ODŻYWCZY KREM POD OCZY Z EKSTRAKTEM Z SZYSZEK CHMIELU- 21, 90 ZŁ- DROGERIA OSIEDLOWA- przygodę z tym świetnym kremem rozpoczęłam jakoś w czerwcu i dopiero jesienią skończyłam pierwsze opakowanie,  zrozumiałam po tym czasie, jak świetny jest to kosmetyk i jak bardzo mi go brakuje. Cudownie nawilża skórę pod oczami,  sprawia, że jest mięciutka, szybko się wchłania, koi zmęczoną strefę pod okiem wieczorem (bo w wieczornej pielęgnacji właśnie go stosuję) oraz sprawia, że delikatne zmarszczki (te bardziej spowodowane przesuszeniem, niżeli zębem czasu) się wygładzają. To takie mój must have pielęgnacyjny i wiem, że jeszcze długo się nie rozstaniemy. Jedyne czego w nim nie lubię to zapach, ale po takim czasie przyzwyczaiłam się na tyle, że przestał mi przeszkadzać. 








GREEN PHARMACY ALOESOWY ŻEL DO MYCIA TWARZY-7,19 ZŁ DROGERIA NATURA- ten żel to jeden z moich ulubieńców, więc przy okazji wizyty w Naturze i pustego opakowania znów u mnie gości. Jest delikatny dla buzi, dobrze myje i nie wysusza cery, a także świetnie radzi sobie z makijażem. 





LPM ŻELE POD PRYSZNIC BIAŁA BRZOSKWINIA I NEKTARYNKA 9, 99 ZŁ- DROGERIA NATURA- u mnie żele pod prysznic idą jak woda, można powiedzieć, więc zawsze potrzebny jest zapas takich kosmetyków. Nawiasem mówiąc, to moje małe uzależnienie, które przyjemnie i szybko się zużywa. A same kosmetyki również bardzo lubię za przyjemny zapach oraz brak wysuszenia po kąpieli. 






KALLOS OMEGA MASKA DO WŁOSÓW 6, 19 ZŁ DROGERIA NATURA- dobrze wiecie, że lubię tę maskę i co kilka miesięcy wymieniam tylko opakowania tak właściwie. Włosy są po niej przyjemnie nawilżone, lekkie i nieobciążone. Lubię ją też bardzo mieszać z olejem z pestek moreli marki Alterra.  




 SZAMPON GARNIER FRUCTIS FRESH 2X 9, 99 ZŁ PROMOCJA DROGERIA NATURA- ten szampon jak dobrze wiecie, uwielbiam, więc zawsze muszę go mieć na zapasie. Faktem jest również to, że na trzy głowy szybko się zużywa, a wszystkie trzy, czyli ja, mamunia oraz siostra go uwielbiamy, więc zapasy czynimy, jeśli tylko nadarza się okazja. 







A teraz opowiem wam o swoich  małych łupach, które udało mi się zdobyć na promocji w Rossmannie. Nie jest tego wiele, aczkolwiek to wszystkie rzeczy, które mnie interesowały na ten moment, a najbardziej liczyłam na zdobycie jednej z nich, o której opowiem wam niżej. 





BIELENDA MAKE-UP ACADEMIE FLUID KRYJĄCY KOLOR 0 JASNY-  ten fluid, jak wiecie bardzo lubię, i polecam. Pokochałam go latem poprzedniego roku, kiedy byłam bardzo opalona i kolor nr 1 świetnie mi pasował. Wiele z was, razem ze mną zresztą ubolewało, że nie ma najjaśniejszego odcienia. Od niedawna w Rossmannie jest dostępny właśnie odcień 0, czyli jasny kolor, w przyjemnej żółtej tonacji, który nie ciemnieje, więc postanowiłam go zakupić, tym bardziej że nie kosztował wiele. Oczywiście będę go testować dalej, aby wyrobić sobie opinię, czy jest tak samo dobry, jak nr 1. 

LOVELY MOUSSE MATTE LIPSTICK NR 4- ta pomadka to jedna z jesiennych nowości marki Lovely. Przykuła moją uwagę kolorem, więc postanowiłam ją zabrać ze sobą. Niestety przy okazało się, że nie obejmuje jej promocja (dziwnym trafem), więc została wtedy kupiona bez promocji, za małe pieniądze. Oczywiście wykorzystałam możliwość zwrotu pieniążków z racji, że na początku promocja nie obejmowała nowości, ale uważam, że tak nie powinno być. Albo wszystko jest na promocji, albo obejmuje ona tylko produkty w stałej ofercie. Szczerze zastanawiam się, czy wybiorę się jeszcze na tego typu promocję w Rossmannie, jeśli nie będę zainteresowana  żadnymi produktami. A wracając do samej pomadki, to zapowiada się całkiem fajnie. Miałam ją kilka razy na ustach już, ale więcej opowiem wam w osobnym wpisie za jakiś czas.  





WIBO MODERN EYESHADOW PALETTE-  ta paleta to był główny obiekt moich polowań na tej promocji. Bardzo spodobały się kolory, mimo że słyszałam o niej przeróżne opinie. Uznałam, że jak sama nie spróbuję, to się nie dowiem jak, jest naprawdę, a za ok. 20 zł na promocji to niewielka strata, jeśli się nie sprawdzi. Pierwsze wrażenia mam pozytywne i mam nadzieję, że polubię tę paletę równie mocno, jak jej neutralną wersję, która gości w mojej kosmetyczce już dość długo. Oczywiście jeszcze za wcześnie  na wydawanie ostatecznej opinii.  



I tak prezentują się wszystkie nowości. Wiele z nich to stali ulubieńcy, którzy często się tutaj pojawiają, a główne nowości pochodzą z promocji w Rossmanie. Nie jest ich wiele tak naprawdę, bo nic więcej szczególnie mnie nie zainteresowało tym razem. 
A jak tam wasze łupy? Udało wam się dorwać coś ciekawego? Koniecznie dajcie znać :) 


piątek, 13 października 2017

Hit i Bubel- Avon Foot Works Peeling i spray do stóp

Witajcie :)
W dzisiejszym wpisie pozostaniemy jeszcze przez chwilę w tematyce kosmetyków marki Avon. Dzisiaj opowiem wam o zestawie, w którym znalazłam hit oraz bubel. W ostatnim czasie rzadko trafiam na buble, więc jest to niecodzienne zjawisko warte opisania i uwiecznienia właśnie na blogu. Jeśli ciekawi was, który kosmetyk w tym zestawie to hit, a który bubel, zapraszam do dalszej części wpisu. 




Dwa kosmetyki, które tu widzicie to peeling i spray do stóp. Obydwa nabyłam jakiś czas temu przez katalog Avon. Nie kosztowały akurat wiele, więc postanowiłam się skusić z nadzieją, że znajdę fajny zestaw, który będzie się wzajemnie uzupełniał. Hitem okazał się spray, więc to od niego zaczniemy, a potem opowiem wam o peelingu, z którym tak kolorowo nie jest. 





Spray opakowany jest w wygodną, smukłą buteleczkę z atomizerem. Ma służyć ochronie przeciwzapachowej obuwia oraz stóp. W swojej roli sprawdza się naprawdę świetnie. Uwielbiam go używać na stopy oraz do obuwia. Ma bardzo przyjemną miętową, woń, która idealnie nadaje się właśnie na stopy i do obuwia likwidując przykre zapachy. Osobiście jestem z niego naprawdę zadowolona i uważam, że jest godny polecenia, jeśli macie tego typu problem. Sądzę również, że super sprawdzi się w gorące letnie dni, jak i w te chłodniejsze, kiedy nosimy pełne obuwie. Osobiście jestem fanką tego sprayu i  z czystym sumieniem polecam go, gdyż wywiązuje się ze swojego zadania świetnie. 




Następny produkt jest dużo mniej przyjemny. Jest to peeling do stóp z pumeksem i łupinkami orzecha. Połączenie brzmi fajnie na pierwszy rzut oka, ale w praktyce na moich stopach solo bardzo słabo działa. Totalnie nie robi tego, co powinien, czyli nie zdziera martwego naskórka ze stóp. Jako wspomagania potrzebuje tarki, która tak naprawdę odwala za niego całą robotę, a on jest przyjemnym zapachowym dodatkiem i niczym więcej tak naprawdę, a szkoda, bo drobinki zdzierające zawarte w kosmetyku teoretycznie brzmią fajnie, ale tylko w teorii niestety. Moim zdaniem nie warto sobie zawracać nim głowy, jeśli nie macie pod ręką tarki, która pomoże mu zdziałać cokolwiek. 




Podsumowując: Warto zwrócić uwagę na spray do stóp, który przyda się nie tylko letnią porą, ale również, teraz gdy nosimy zakryte obuwie, bo super odświeża buty i stopy na cały dzień. Na peeling nie warto wydawać kasy, nie kosztuje może wiele, ale nie działa kompletnie. Może mam zbyt wymagające stopy? Nie mam pojęcia. Znacie któryś z pokazanych kosmetyków? Koniecznie dajcie znać. 


środa, 11 października 2017

Ulubione pędzle do twarzy- mój niezbędnik cz. II

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was drugą część mojego pędzlowego niezbędnika. Tym razem pokażę kilka ulubionych pędzli do twarzy, które towarzyszą mi przy codziennym makijażu. Oczywiście, jak na mnie przystało, wszystkie pochodzą z Chin, a każdy jest z innej parafii. Jeśli ciekawi was,  jakie to pędzle i dlaczego akurat te, zapraszam do dalszej części wpisu. 




Na wstępie, jak w poprzednim tego typu wpisie chciałabym zaznaczyć, że  wszystkie egzemplarze pokazane na zdjęciu  pochodzą z Chin. Pędzel z czarną rączką, ze złotą oraz beżową (niestety aparat zjadł kolor), czyli pierwsze trzy sztuki od lewej udało mi się zakupić stacjonarnie i jest to marka Fake Face Professional, pozostałe dwa to pędzle z zestawu chińskich puchaczy. Wszystkie kosztowały  niewielkie pieniądze. A teraz, jeśli ciekawi  was więcej szczegółów o nich i to dlaczego je lubię, zapraszam do czytania. 

KONTUR, RÓŻ, ROZŚWIETLACZ





Trójka, którą tutaj widzicie, jest właściwie moim zestawem idealnym. Zacznę od najnowszej zdobyczy, czyli pędzla z czarną rączką, który świetnie sprawdza mi się do rozświetlacza. Jest przede wszystkim bardzo miękki i przyjemny dla buzi. Rozświetlacz bardzo dobrze się do niego przyczepia, a potem transferuje na buzię. Drugi pędzel to egzemplarz przeznaczony do różu i nawet to po nim widać z racji włosia w ślicznym, pudrowym odcieniu różu. Zauroczył mnie maksymalnie, gdy go zobaczyłam pierwszy raz i automatycznie wylądował w koszyku. W akcji daje sobie radę świetnie, również jest miękki dla buzi, dobrze nabiera produkt i rozciera, co jest ważne,  w końcu nikt nie chce mieć na buzi "ruskiej lali" tylko przyjemny dla oka rumieniec. Ostatnim pędzlem jest skośnie ścięty chiński puchacz, którego od samego początku używam do konturowania brązerem całej twarzy. Staje na wysokości zadania najlepiej, sprawiając, że konturowanie ładnie wygląda, jest dobrze roztarte, ale nie nachalne.  Włosie w każdym jest ładnie przycięte i w większości wypadków nie odstaje, aczkolwiek jakby to komuś przeszkadzało, zawsze można przyciąć bez uszczerbku dla całości. 





PUDROWANIE I ROZCIERANIE




Puchatego pędzla Fake Face Professional nr 3 używam najczęściej do rozcierania brązera, różu i rozświetlacza na buzi, aby uzyskać ładniejszy efekt i połączyć to ładnie w całość, ewentualnie do łagodzenia małych błędów, które czasem się zdarzają. Chińskiego puchacza uwielbiam używać do pudrowania całej twarzy i okolic pod oczami. Idealnie radzi sobie z tymi zadaniami, co wywołuje uśmiech na mojej twarzy, bo chińskie pędzle bardzo lubię, a ten szczególnie przypadł mi do gustu właśnie do pudrowania. Celowo nie pokazuję wam tutaj żadnego pędzla do podkładu, ponieważ ostatnio używam namiętnie gąbeczek, więc mijałoby się to z celem na ten moment. Oczywiście każdy pędzel, jak pisałam wyżej, kosztował śmieszne pieniądze, ale jest ładnie wykonany, nie budzi moich zastrzeżeń. Włosie nie wypada podczas prania, ani nie dostaje. Zresztą same wiecie, że można by było spokojnie odstające sztuki obciąć i nie urągałoby to ich wyglądowi.



Podsumowując: Moja miłość do chińskich pędzli trwa, co często obserwujecie na moim blogu, kiedy do mojej obecnej kolekcji dołączają kolejne sztuki, a ja je chwalę  i nie jest to bez przyczyny, jak same widzicie. Gdyby coś było inaczej, na pewno dałabym znać. Muszę powiedzieć, że w sumie cieszę, się z tej kolekcji, w której każdy pędzel jest z innej bajki. A wy stawiacie na konkretne marki? Czy tak, jak ja lubicie chińskie pędzle i sprawdzają się wam świetnie? Koniecznie dajcie znać : ) 





niedziela, 8 października 2017

Jedna marka-Avon- co przetestowałam i polecam.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kolejny post z serii jedna marka. Tym razem pod lupę bierzemy markę Avon. W ostatnim czasie trafiło do mnie kilka kosmetyków. Jest to głównie pielęgnacja ciała i twarzy. Jeśli ciekawi was, na jakie kosmetyki tutaj warto zwrócić uwagę i które faktycznie mi się sprawdziły, zapraszam do dalszej części wpisu. 







ŻELE POD PRYSZNIC



Jeżeli o tę kategorię chodzi, każdy lubi inne zapachy. Ja postaram się wam napisać coś ogólnie. Same żele bardzo mi się podobały. Pięknie pachniały, nie podrażniały skóry, nie wysuszały i świetnie się pieniły podczas mycia, dokładnie oczyszczając ciało. Dla mnie świetne, poza jednym minusem, jakim jest ich otwieranie. Taki koszmarek. Mokrymi rękami możecie o tym zapomnieć, suchymi idzie lepiej, ale nadal bardzo łatwo nie jest. Obeszłam ten problem, nie zamykając żelu, póki jeszcze było go sporo w opakowaniu, ponieważ stał w koszyczku obok wanny, to nie było problemu, że się rozleje, aczkolwiek, jak chciałam wydobyć do końca, przewracałam butelkę i niestety potem trzeba było męczyć się nad otwieraniem dość długo. 




TWARZ



Tutaj chciałabym wam opowiedzieć tak właściwie o duecie. Mgiełka Naturals Aloes &Bawełna  oraz Clearskin by Avon white clay cleanser, peeling & mask . Muszę powiedzieć, że jestem z tych kosmetyków zadowolona. Zacznę od czyścika. Niby nie pozorny, ale ma moc. Jak same wiecie, przy mieszanej cerze skłonnej do zapychania oczyszczanie jest obowiązkowym punktem, aby cieszyć się ładną cerą bez niedoskonałości. Czyścika można teoretycznie używać na dwa sposoby. A dlaczego mówię dwa? Ponieważ nie jest to typowy peeling, tych ziarenek jest tam tyle, co kot napłakał albo i mniej, więc nie jest to klasyczny peeling totalnie. Najbardziej lubię tego kosmetyku używać super porządnie oczyszczającej maseczki na maksymalnie 2 minuty, albo delikatnego czyścika 2-3 razy w tygodniu w naprawdę niewielkiej ilości, dlatego, że zawiera on kwasy salicylowy oraz glikolowy, które w mig rozprawiają się z zatkanymi i rozszerzonymi porami,złuszczają martwy naskórek (ale bardziej jako kwasowy peeling tak to nazwijmy, bo jak mówiłam, drobinek w tym peelingu jest dwie na krzyż) i lekko kontrolujący świecenie na buzi. Oczywiście należy uważać z dozowaniem tego cudaka, bo jest naprawdę mocny i może podrażnić cerę, co pewnego razu się zdarzyło, gdy potrzymałam go 2 minuty za długo. Oczywiście nie wyglądałam, jak jakiś upiór straszny i nie zrobiłam sobie na szczęście żadnej krzywdy, a całość złagodziła właśnie mgiełka aloesowa. Lubię używać tych kosmetyków razem, bo wiem, że mgiełka zawsze ukoi moją buzię, delikatnie nawilży i uspokoi całość. Troszkę jak tonik. Oczywiście nie przesadzam z jej używaniem, bo mam jeszcze dwa ulubione toniki. Duetu używam ich zawsze wieczorem, bo wtedy najbardziej lubię robić peeling. 



ZAPACH


Te dwie mgiełki na pewno dobrze już znacie. Pojawiły się już tutaj choćby przy okazji ulubieńców września, stając się moimi hitami. Uwielbiam oba zapachy. Grejpfrut & mięta, to zapach super orzeźwiający wręcz idealny na lato i zapewne kolejnego lata znów do niego wrócę, bo jest świetny. Mango& granat to kompozycja nieco słodsza, ale równie przyjemna dla nosa.  Obecnie skończyłam już wersję grejpfrutową, a i mango również mocno zbliża się do końca, więc zachęca mnie to do spróbowania też innych zapachów tych mgiełek :) 

WŁOSY



Odżywka malina& hibiskus trafiła do mnie z czystej ciekawości. Chciałam się przekonać, czy inna odżywka nadająca objętości jest w stanie dorównać mojej ulubienicy marki Nivea.  Muszę przyznać, że kosmetyk daje radę, sprawiając, aby ładnie odbijały się u nasady po wyschnięciu, a jednocześnie nadaje im fajnej lekkości. Minusem może być to, że efekt trwa ledwie 2 dni,  a potem wszystko klapie. Prawdopodobnie to wina moich włosów głównie, one raczej tak mają i lepiej nie będzie. Mimo wszystko bardzo lubię ten kosmetyk. Dobrze działa i ładnie pachnie. Na szczęście na razie złych skutków nie zauważyłam, ale w dalszym ciągu sprawdzam.

TUSZ DO RZĘS



Ostatnim kosmetykiem wartym uwagi jest tusz do rzęs supershock volume. Sama go nie kupiłam, a dostałam w spadku po mojej mamie, która po jednym użyciu stwierdziła, że strasznie się musi przy nim namachać, aby otrzymać jakikolwiek efekt na rzęsach. U mnie jest zupełnie odwrotnie. Wystarczą mi maksymalnie trzy warstwy (choć to lekkie szaleństwo z mojej strony), aby efekt był naprawdę wow. Tusz świetnie wydłuża rzęsy i to nawet moje proste druty, dodaje objętości i utrzymuje efekt podkręcenia zalotką. Efekty możecie zobaczyć w hitach września. Moim zdaniem powalające. Nie mam też problemu z jego trwałością, w ciągu dnia nie osypuje się i nie rozmazuje. 

Hity września


Podsumowując: Jak dotąd w moim odczuciu wszystkie kosmetyki, które w ostatnim czasie zamówiłam z Avonu, sprawdziły się całkiem fajnie. Produkty, które tutaj umieściłam, spodobały mi się najbardziej z całości. O średniakach napiszę za jakiś czas, bo i takie dwa gagatki się znalazły. 
A wy lubicie Avon? Macie jakieś sprawdzone kosmetyki tej marki? A może coś odradzacie? Koniecznie dajcie znać :) 

czwartek, 5 października 2017

Co warto kupić podczas promocji -49% /55% na kolorówkę w Rossmannie? Sprawdzone kosmetyki ostatnich miesięcy.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj ma dla was, jak co roku, kiedy pojawia się słynna rossmannowska promocja, na której szalejemy z kolorówką mniej lub bardziej post o tym, na co warto w tym całym szale zwrócić uwagę i upolować taniej. Oczywiście na końcu podlinkuję wam jeszcze inne wpisy tego typu na blogu, bo jest tego o wiele więcej w moim odczuciu, aczkolwiek dzisiaj skupię się na kosmetykach, które w ostatnich miesiącach testowałam i polecam kupić podczas tejże promocji. Nie przedłużając już bardziej zapraszam was do dalszej części :)





PODKŁADY I BAZY POD MAKIJAŻ 



Bourjois 123 Perfect 052 Vanilla ten podkład to zdecydowanie odkrycie tego lata. Jeśli potrzebujecie na co dzień lekkiego podkładu, który kryje co, trzeba, nie daje efektu maski i świetnie stapia się z cerą oraz nie ciemnieje, nie waży się ani nie robi innych niespodzianek, a nie sprawdził się u was słynny Healthy Mix polecam spojrzeć w jego stronę podczas promocji, a nie będziecie zawiedzione.

Recenzja: Bourjois 123 perfect Podkład lekki jak piórko.




Rimmel Lasting Finish Primer baza pod makijaż tego typu kosmetyk mam u siebie po raz pierwszy. Powodem zakupu było kilka imprez rodzinnych, które zdarzyły mi się na przełomie wiosny i lata. Natomiast na tyle polubiłam tę bazę, że zdarzało mi się używać jej też w codziennym makijażu, aby trochę przedłużyć mu trwałość, choćby podczas dłuższego dnia na uczelni. Ogólnie baza ładnie wygładza cerę oraz przedłuża życie makijażowi. Nie zauważyłam zapychania oraz innych skutków ubocznych podczas jej użytkowania. Oczywiście sam kosmetyk ma kolor biały, ale nie zrażajcie się tym faktem, ponieważ baza nie bieli buzi.


Rimmel Lasting Finish baza pod makijaż

KONTUROWANIE


Wibo Pro Contour Palette Cream& Powder Shades tę paletę sama kupiłam podczas tej promocji ze sporym rabatem aż 55%. Muszę przyznać, że samą markę Wibo bardzo lubię i mam sporo ich kosmetyków, które świetnie mi się sprawdzają, a ta paleta do konturowania, jak najbardziej wpisuje się w tę dobrą passę. Kremowe odcienie są bardzo dobrze napigmentowane, więc nie trzeba ich nakładać wiele, aby uzyskać pożądany efekt. Natomiast cienie pudrowe w moim odczuciu również są przyjemne, najbardziej polecam wam uważać z dozowaniem pudru, który jest biały i można z nim przesadzić robiąc sobie ducha na twarzy. Należy go nakładać raczej w małych ilościach, wtedy jest ok. 



OCZY, CZYLI BAZY POD CIENIE



Eveline Cosmetics All Day Ideal Stay baza pod cienie 8w1 ta baza w ostatnich miesiącach sprawdziła się u mnie naprawdę świetnie i jest kolejnym kosmetykiem godnym uwagi. Faktycznie super podbija wszelkie cienie do powiek, które trzymają się bardzo dobrze na powiece przez cały dzień, bez rolowania się oraz innych niespodzianek.  Jej atutem jest również to, że ma ładny cielisty kolor, który bardzo dobrze wyrównuje koloryt powieki oraz żyłki. Nie mniej jednak opakowanie jest trochę problematyczne, ponieważ baza ma leistą konsystencję i łatwo wylać za dużo i czasem niekoniecznie tam, gdzie byśmy tego oczekiwały, czyli na dłoń, aby łatwiej zaaplikować ją na powieki. Dlatego trzymam ją dzióbkiem do góry w organizerze, wtedy wiem, że się nie wybrudzę podczas makijażu. 


Eveline Cosmetics baza pod cienie 8w1


TUSZE DO RZĘS


Jak dobrze wiecie, tusze do rzęs Miss Sporty Pump Up Booster bardzo lubię. Sprawdziłam już kilka wersji i żadna nie zawiodła pod względem trwałości, czy efektu, choć uważam, że najdelikatniejsza z nich jest wersja wodoodporna. Daje przyzwoity dzienny efekt, a najlepsze są jak dotąd wersja czarna, czyli 100% Rock oraz fioletowa Pump Up Booster. I te dwie wam polecam najbardziej upolować na najbliższej promocji w Rossmannie.

Rockowe spojrzenie z tuszem Miss Sporty


USTA 




Tutaj polecam serdecznie zaprzyjaźnić się z pomadkami Lovely Extra Lasting. W swojej kosmetyczce posiadam już dwa kolory, czyli 1 oraz 2, który widzicie na zdjęciu. Muszę powiedzieć, że zarówno nasycenie koloru, trwałość oraz wygląd pomadki na ustach są na ogromny plus. Trzyma się dobre kilka godzin  i ściera bardzo równomiernie. Jestem z tych pomadek niesamowicie zadowolona i chcę więcej. Może jakaś przykuje mój wzrok podczas promocji w Rossmannie :) 

Lovely Extra Lasting nr 1

Jak przemyciłam kolor w makijażu-Usta



Godne uwagi kosmetyki, znajdziecie w innych wpisach: 

1.Moje kolorówkowe hity z Rossmanna

2.Co warto kupić podczas -49% w Rossmannie? Złota 8 po raz drugi

3.Co warto kupić podczas -49% w Rossmannie? Złota 8


Moje osobiste typy na tę promocję zachowam na razie dla siebie. Co dorwałam fajnego dowiecie się w haulu zakupowym. Zresztą, jeśli mnie śledzicie, to doskonale wiecie, że chodzą mi po głowie pewne kosmetyki, ale o tym sza. A wy zamierzacie skusić się na coś podczas tej promocji? Koniecznie dajcie znać :) 




Jeśli szanujesz moją pracę, nie zostawiaj linków. To nie jest miejsce na twoją reklamę. 



wtorek, 3 października 2017

Bielenda Zielona Herbata Matujący krem na dzień- mój hit

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Te z was, które mają mieszaną cerę wiedzą, jaka potrafi  być kapryśna i wymagająca. Nie każdy kosmetyk lubi i chce się z nim pogodzić. Sama jakiś czas temu poszukiwałam idealnego kremu dla siebie, przechodząc przez różne marki. Potem  moim największym ulubieńcem stał się krem winogronowy marki Alterra, o którym na pewno wiele razy tutaj czytałyście. Koniec końców Rossmann postanowił zrobić mi psikusa i wycofać ten krem razem z jego wariantem pod oczy i na noc. Jeżeli chodzi o krem pod oczy, to zastępstwo udało się znaleźć, ale krem na dzień na  przykład, lub na noc to już osobne zagwostki. Dzisiaj postanowiłam opisać jeden z moich wrześniowych hitów, jakim jest krem na dzień marki Bielenda z nowej serii Green Tea. Jeśli ciekawi was bliżej, za co tak bardzo go polubiłam, zapraszam do dalszej części wpisu, po tym jakże przydługawym wstępie :)



Co, gdzie i za ile?



Matujący Krem na dzień marki Bielenda z najnowszej serii z zieloną herbatą dostaniecie w drogeriach Rossmann lub Natura. W  tym momencie kosztuje on ok. 17 zł (mam na myśli moment, w którym piszę tę recenzję, jak będzie potem, nie wiem). Mnie osobiście kusi na pewno jeszcze krem na noc z tej serii i może serum.



Obietnice producenta+ moja opinia 





W skrócie:
*krem rozjaśnia przebarwienia, matuje, wygładza i ściąga pory
*nawilża i wygładza cerę oraz powoduje zmniejszenie występowania zmian trądzikowych
*sprzyja znacznej poprawie wyglądu i kondycji naskórka




I jak to wygląda w rzeczywistości? Otóż cerę mieszaną posiadam, pory faktycznie mam rozszerzone, kilka przebarwień po niedoskonałościach, które kiedyś mi nawracały, problem ze świeceniem nie jest może tragiczny, ale moja cera, jednak się przed nim nie powstrzymuje.  Dodatkowo czasem pojawiają mi się suche skórki, a skóra skłonna jest też do zapychania. Naświetliłam wam właśnie, jak to z moją cerą wygląda. Super trudno nie jest, ale łatwo czasami też nie. Krem w praktyce spisał się bardzo dobrze. Po pierwsze faktycznie matuje, wygładza buzię i ściąga pory, ale nie robi tego w agresywny sposób, gdyż nie odczuwam żadnych nieprzyjemnych skutków tego działania, a zależy mi na tym.
Jeśli chodzi o rozjaśnienie przebarwień, to mocnego na razie nie zauważyłam, ale jak tak się obserwuję, nie jest gorzej, sądzę, że troszkę lepiej, choć to zapewne zauważę najbardziej za jakiś czas. Nawilżenie i wygładzenie buzi po tym kremie jest cudowne, a najlepsze jest to, że pozostaje ona w takim stanie przez calutki dzień. Krem świetny jest zarówno pod makijaż, jak i po prostu do normalnej, codziennej pielęgnacji. Odnosząc się jeszcze do tego, że kosmetyk ma zmniejszyć występowanie niedoskonałości, to śmiało powiem, że chyba jakiś wpływ też na to musi mieć, skoro w ostatnim czasie mam mało nawet tych hormonalnych niedoskonałości i  podejrzewam, że służy temu też fakt, że używam pewnego kosmetyku wieczorem, który pomaga na takie problemy. Skoro jest tak pięknie, to teraz zapytacie, a co na przykład z zapychaniem? Otóż sprawa ma się tak, że produkt wcale mnie nie zapycha. Zresztą w ostatnim czasie odpukać jest u mnie coraz lepiej w tej kategorii.





Skład


Opakowanie





Na samym początku kosmetyk dostajemy w porządnie ofoliowanym kartoniku. Sama zawartość w szklanym, eleganckim słoiczku zabezpieczona jest sreberkiem, co daje nam stuprocentową pewność, że produkt jest świeży i że nikt poza nami wcześniej go nie dotykał. Wracając jeszcze na chwilę do słoiczka, muszę powiedzieć, że całkiem mi się podoba. Niektóre z was stwierdzą, że nie jest to do końca higieniczna forma aplikacji, ale uważam, że skoro tylko ja użytkuję produkt, zawsze czystymi dłońmi, to jestem w stanie przeżyć fakt, że nie jest to tubka. 




Kolor/ Konsystencja/Zapach 




Krem ma przyjemny, jasny, zielony kolor. Nawiasem mówiąc,  pierwszy raz spotykam się z sytuacją, że krem nie jest typowo biały, aczkolwiek kompletnie mi to nie przeszkadza. Konsystencja kosmetyku jest bardzo ciekawa, taka żelowa właśnie, ale nie sztywna, przyjemnie rozprowadza się po cerze, jest taka gładziutka, choć z palców nie ucieka. Jeśli chodzi o zapach, to muszę powiedzieć, że bardzo mi się podoba. Jest przyjemny dla nosa, delikatny, taki typowy kosmetyczny zapach zielonej herbaty. Nie drażni ani nie przeszkadza w ciągu w dnia, bo nie jest już wyczuwalny. 





Podsumowując: Kupiłam ten krem zupełnie w ciemno. Nie wiedziałam czego właściwie, mogę się po nim spodziewać, aczkolwiek jestem bardzo mile zaskoczona jego działaniem. Przede wszystkim dobrze matuje, ściąga pory, nawilża cerę, wygładza ją oraz panuje nad świeceniem w sposób zadowalający. Jeśli macie mieszaną cerę tak, jak ja polecam wam serdecznie ten krem. 

A może znacie już jakieś kosmetyki z tej serii Bielendy? Koniecznie dajcie znać :) 



Jeśli szanujesz moją pracę, nie zostawiaj linków. To nie jest miejsce na twoją reklamę. 

niedziela, 1 października 2017

Co nowego w kosmetyczce-Październik-Mały Haul pielęgnacyjny cz.I

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj, jak na początku  każdego miesiąca, mam dla was haul zakupowy. Można śmiało powiedzieć, że to już taka tradycja moja, jakoś nie mogłabym czekać cały miesiąc, aby pokazać wam, co będę testować, skoro już mam i używam. Sama uwielbiam takie wpisy, ponieważ często można wypatrzyć jakiś fajny kosmetyk u kogoś i potem może samemu się skusić na przetestowanie, jeśli okaże się on hitem :) A teraz już nie przedłużam, tylko zapraszam na wpis i moje nowości :) 








ZIAJA ŻEL DO HIGIENY INTYMNEJ LIŚCIE ZIELONEJ OLIWKI 7, 19 ZŁ-ROSSMANN-  dobrze wiecie, że bardzo lubię tę wersję ziajowego kosmetyku do higieny intymnej, więc po raz kolejny po chwilowej odmianie znów u mnie wylądował. I jest w użyciu :) 





DOVE ŻEL POD PRYSZNIC WERSJA PODSTAWOWA OK. 10-12 ZŁ TESCO???- dobrze wiecie, że od kilku miesięcy szaleję na punkcie żeli pod prysznic tej marki, więc zawsze coś fajnego zapasie mam. Jako że skończyłam dwie wielkie giga butle letnich żeli z Avon pozwoliłam sobie przygarnąć znów Dove. Są kremowe, dobrze myją, nie wysuszają, powiedziałabym nawet, że lekko nawilżają skórę, a więc idealne są na dzień lenia, kiedy się nie balsamuję, choć teraz na okres jesienno-zimowy postaram się znów do tego wrócić. 








DOVE ŻEL POD PRYSZNIC MAGNOLIA & PISTACJA-10-12 ZŁ- TESCO???- tutaj miłość pojawiła się od pierwszego powąchania. Nie wiem, co ten przyjemniaczek ma w sobie takiego, że totalnie mnie ciągnie do niego. Cudownie pachnie podczas kąpieli, a sam zapach jeszcze długo po tym rytuale wyczuwalny jest na skórze. Moim zdaniem ekstra i jeśli jeszcze są wśród was, takie osoby, które go nie próbowały, a uwielbiają tego typu zapachy, to polecam serdecznie. 










GARNIER FRUCTIS FRESH SZAMPON- OK. 9ZŁ NATURA I BIEDRONKA- szampon Garnier to u mnie kosmetyk, który wychodzi nagminnie można powiedzieć. Trzy głowy, które wymagają mycia, muszą mieć też zapas tego szamponu więc, kiedy widzę promocje na niego, zakupuję po 2-3 egzemplarze, bo tego nigdy  nie jest za mało w mojej łazience, przy trzech kobietach. A poza tym wszystkie trzy go uwielbiamy. 



BEBEAUTY DELIKATNY ŻEL-KREM 4, 99 ZŁ BIEDRONKA- bardzo lubię ten żel i w tym roku widzę, że często do niego wracam. Lubimy się, bo jest delikatny dla mojej buzi i skutecznie zmywa makijaż, mimo że się nie pieni właściwie. Nadaje się też do codziennego, zwykłego mycia buzi, bo jej nie ściąga ani nie wysusza. Jak dla mnie hit za niewielkie pieniądze. 




MILLY PŁATKI KOSMETYCZNE KWADRATOWE - 2, 49 ZŁ- NATURA- są tanie i dobrze sobie radzą przy zmywaniu makijażu, czyli się nie rozwarstwiają ani nie troczą, a dodatkowo są miękkie. Oczywiście te z Biedronki nadal są moimi hitami, bo są troszkę sztywniejsze, ale te też zużyję z przyjemnością. 



I tak prezentuje się kilka moich nowości pielęgnacyjnych. Oczywiście zapasów nie uzupełniłam jeszcze całkowicie, bo brakuje tutaj choćby mojego ukochanego kremu z Vianka pod oczy, ale postaram się pokazać wam te brakujące rzeczy, przy okazji haulu z kolorówką, po promocji -49% w Rossmannie, która już niedługo :) 
Znacie coś z moich nowości ? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 

A ja lecę nadrabiać zaległości na waszych blogach, bo zdaje mi się, że są już całkiem spore :) 

czwartek, 28 września 2017

W denkowym pudełku- wrzesień 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was wreszcie projekt denko. Muszę przyznać, że sama bardzo lubię tego typu posty czytać, jak i je tworzyć. Pozwala mi to kontrolować, ile kosmetyków zużywam w ciągu miesiąca i jak wiele z moich zapasów nie raz ubywa, a powiem wam, że w tym miesiącu skończyło mi się kilka fajnych kosmetyków, dla których będę poszukiwać zastępstwa. Natomiast teraz przejdźmy wreszcie do sedna, czyli moich zużyć. Jeśli was ciekawią, czytajcie dalej :)

AVON



Senses żel pod prysznic Romantic garden of eden exotic fruits& basil- kosmetyk dobrze mył, super się pienił, nie podrażniał ani zbytnio nie wysuszał skóry. I faktycznie  pięknie pachniał takimi owocami z nutą przyprawową, czyli rzeczoną bazylią, jak mniemam. Jedynym koszmarkiem było otwieranie tego żelu, więc korzystając z okazji, póki miałam sporo w butelce, zostawiałam go otwartego w moim koszyczku niedaleko wanny, później niestety, aby zużyć całość do ostatniej kropli, musiałam go zamknąć i pozwolić resztce spłynąć w na dół i otwierać suchymi dłońmi, bo mokre wcale w tym nie pomagają.


Senses żel pod prysznic California Glow grejpfrut& kwiat plumerii- wszystko podobnie, jak żel romantic, tylko zapach inny. Tutaj już wyraźnie było czuć raz grapefruit, a raz właśnie plumerię, czyli nutkę kwiatową. Kompozycja bardzo przyjemna moim zdaniem, choć otwarcie koszmarne.




On duty 48 h antyperspirant wersja fresh- na moje oko średniaczek o ładnym zapachu. Nie wybił się ponad przeciętną w moim odczuciu wcale. Moim zdaniem Garnier Invisiclear jest dużo lepszy.


Alterra




Serum do intensywnej pielęgnacji Granat Bio- to serum zostało moim odkryciem poprzedniego roku za swoje świetne działanie kojące i nawilżające cerę. Oczywiście ja gapa, chyba odkryłam je za późno, ponieważ to było moje ostatnie opakowanie tego kosmetyku. Nie mam możliwości zdobycia go w żadne inny sposób, dlatego poszukuję mu godnego zastępstwa i chyba postawię na serum z zieloną herbatą od Bielendy, gdyż po świetnym działaniu kremu na dzień z tej serii, czuję się zachęcona do wypróbowania serum właśnie.
Alterra serum granat bio

Bebeauty


Nawilżający płyn micelarny 2w1 - doskonale pamiętam, jak zużywałam opakowaniami ten micel w mniejszej pojemności i kiedy jakiś czas temu zobaczyłam, że jest w fajnej cenie w biedronce, złapałam go przy okazji zakupów i nie jestem zawiedziona. Ze zmycie makijażu radzi sobie bardzo dobrze, nie mam mu nic do zarzucenia. Nie podrażnia mi też oczu ani twarzy. Na pewno jeszcze będę wracać do tego płynu, bo jest jednym z moich pewniaków.

Moje top 3 płynów micelarnych






Płatki kosmetyczne owalne — jedne z moich ulubionych. Tanie, miękkie i nierozwarstwiające się, czego w płatkach nienawidzę. Dodatkowo są bardzo wydajne, gdyż mnie do zmycia makijażu wystarczą ledwie dwa i po sprawie. Polecam serdecznie i na pewno będę też do nich wracać.

DELIA



Żel odświeżający do mycia twarzy-  jeden z moich ulubieńców, do których często wracam i nigdy się nie zawodzę. Dobrze myje i odświeża buzię,  pozbywając się wszelkich zabrudzeń oraz resztek kosmetyków. Najbardziej lubiłam go używać rano. Na pewno jeszcze wrócę.

Delia Dermosystem

GARNIER


2x szampon Fructis Fresh- jak wiecie, to mój ulubieniec od kilku miesięcy. Często pojawia się w denkach i zakupach, co świadczy o stałym używaniu oraz uzupełnianiu zapasów tego kosmetyku. U mnie nigdy go nie za dużo zważywszy, że nie tylko ja go tak bardzo lubię.

Fructis Fresh


Invisiclear antyperspirant- mój ulubieniec od kilku miesięcy. Dobrze chroni, ładnie pachnie, nie podrażnia oraz często bywają na niego promocje, więc zaopatrzam się w nowe opakowania.


GREEN PHARMACY



Żel aloesowy do mycia twarzy- jest delikatny, przyjemnie pachnie, dobrze myje buzię, nie wysusza i jest tani. Uwielbiam go i na pewno będę jeszcze wracać do niego. W tym miesiącu gościł w mojej wieczornej pielęgnacji.

Green Pharmacy żel aloesowy do mycia twarzy


ISANA


Bezacetonowy zmywacz do paznokci- był ok, kiedy używałam zwykłych lakierów. Nawet całkiem ładnie brzoskwiniowo? pachniał. Dokończyła go moja mama, ale raczej więcej do niego nie wrócę. Obecnie używam hybryd i raczej nie jest mi konieczny wielgachny zwykły zmywacz i raczej kupię coś mini.

Isana bezacetonowy zmywacz do paznokci

KALLOS


Omega maska do włosów- przez ostatnie miesiące to jedna z moich ulubionych masek do włosów. Dobrze nawilża, nawet suche końcówki, ani nie powoduje puszenia. Fajnie łączy się z olejkami, które dodają jej dodatkowej mocy odżywczej. Jak dla mnie super i na pewno często będę do niej wracać.

Kallos Omega maska do włosów


MISS SPORTY




Lasting colour nr 251- ten lakier lubiłam bardzo za czasów, kiedy namiętnie malowałam paznokcie zwykłymi lakierami. Do krycia oraz koloru nie mam żadnych zarzutów, bo bardzo mi się podobały. Kolor był taki lekko metaliczny, tak to ujmijmy. Trwałość 4-5 dni jak na taki tani lakier całkiem przyzwoita. 

MY SECRET


Matt eyeshadow nr 505- moim zdaniem najlepszy bazowy cień pod każdy makijaż, jaki robicie. Kremowy, ale jednak pudrowy i bardzo dobrze kryjący. Samoistnie go nie zdenkowałam, to był horror, a nie wypadek. Wpadł mi na podłogę i jakaś część zawartości na niej wylądowała, ale myślałam, że jest to jeszcze do uratowania, zanim ocalała reszta nie wyleciała mi na papierowy ręcznik, na który to starałam się wydobyć z opakowania pokruszone kawałki. Smuteczek. Na pewno go odkupię, bo uwielbiam te cienie. 

My secret matowe cienie

VIANEK




Odżywczy krem pod oczy z ekstraktem z chmielu-  polubiłam ten krem i to bardzo. Nie spodziewałam się tego, że tak mocno go polubię. Świetnie nawilża delikatną skórę pod oczami, sprawia, że jest mięciutka i przyjemna w dotyku. Idealnie nadaje się też pod makijaż. I już mi go brakuje. Kolejne opakowanie to must have w mojej kosmetyczce. 


Vianek odżywczy krem pod oczy


ZIAJA



Intima żel do higieny intymnej z babką lancetowatą- jak dobrze wiecie, żele marki Ziaja bardzo lubię i ten również mnie nie zawiódł. Dobrze mył i nie podrażniał delikatnych okolic, a dodatkowo przyjemnie pachniał. Obecnie znów wróciłam do wersji oliwkowej.



I tak prezentuje się  17 zużytych  produktów we wrześniu. Skończyło się kilka moich ulubionych kosmetyków. Do jednych wrócę, dla innych konieczne będzie poszukanie zastępstwa. A jak wm poszło we wrześniu denkowanie? Koniecznie dajcie znać :)


Jeśli szanujesz moją pracę nie zostawiaj linków i nie kopiuj tekstu !

Instagram