Jestem na

Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, więc nie zostawiaj linków do swojego bloga. Nie zawsze następuje to od razu, ale się staram. Sama Cię znajdę, to proste. Nie wyrażam również zgody na kopiowanie moich zdjęć i tekstów bez pytania.

Wibo Serum z keratyną i miodem odświeżona recenzja

piątek, 15 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was odświeżony wpis na temat mojego ulubionego serum do paznokci. Bez bicia przyznaję się do zużycia 3 lub 4 buteleczek tego świetnego kosmetyku. Jeśli ciekawi was, co mam do powiedzenia o nim w odświeżonym wpisie oraz dlaczego tak, je lubię, zapraszam do dalszej części wpisu. 









Co, jak gdzie i za ile?

Wibo Serum z keratyną i miodem


Serum do paznokci marki Wibo z keratyną i miodem znajdziecie w Rossmannie w cenie 9 zł z groszami. Dostajemy w tej cenie 8 ml produktu zamkniętego w bardzo podobnym opakowaniu do tradycyjnego lakieru do paznokci. Moim zdaniem to całkiem wygodne rozwiązanie, dlatego że możemy aplikować produkt bezpośrednio na paznokcie pędzelkiem, a potem wsmarować. 





Co mówi producent + moja opinia

Luksusowa odżywka do paznokci i skórek na bazie wody termalnej z keratyną i miodem. Silnie pielęgnuje, sprawia, że paznokcie i skórki są silne, odżywione i nawilżone. Dzięki zawartości miodu oraz witaminy E regeneruje i nawilża skórki i paznokcie. Zawarta w niej keratyna nadbudowuje płytkę paznokcia i znacznie poprawia jej kondycję.


Najważniejsze punkty:
*silnie pielęgnuje i sprawia, że skórki i paznokcie są odżywione i nawilżone
*regeneruje i nawilża skórki
*keratyna odbudowuje płytkę paznokcia i poprawia jej kondycję

I jak to wygląda w praktyce?  Moim zdaniem całkiem zacnie, ale przejdźmy do konkretów. Zanim zaczęłam używać tego serum, nie byłam zwolenniczką smarowania skórek i paznokci czymkolwiek po skończonym mani. Miałam tragedię zamiast skórek, bo całość była wiecznie sucha i daleko jej było do ideału. Kiedy przeczytałam gdzieś o serum marki Wibo (wtedy była to nowość) i jego działaniu postanowiłam sprawdzić na swoich paznokciach, jak to działa i czy będzie jakiś pozytywny skutek. I tym sposobem zużyłam trzy albo cztery opakowania tego świetnego specyfiku. Przede wszystkim zgadzam się z pierwszymi dwoma obietnicami producenta, że serum świetnie regeneruje i odżywia,  w końcu doprowadziło  moje skórki przy regularnym i codziennym stosowaniu do bardzo dobrego stanu. Zdarzają się oczywiście jakieś pojedyncze przypadki upierdliwych skórek, ale jestem to w stanie usunąć inaczej. Połowicznie natomiast zgadzam się z ostatnim punktem, ponieważ zauważyłam bardziej poprawę kondycji paznokci, aniżeli silniejszą odbudowę płytki zważywszy, że od tego jest odżywka do paznokci. 




Wibo Nail Spa Opis

Skład

Aqua, Glycerin, Propylene Glycol, Hydrolyzed Keratin, Phenoxyethanol, Parfum, Alkohol Den., Carbomer, Potassium Hydroxide, Isopropyl Alcohol, Mel Extract, Sodium Benzotriazolyl Butylphenol Sulfonate, Buteth-3, Tributyl Citrate, Phenethyl Alcohol, Styrene/Acrylates Copolymer, Tocopheryl Acetate, Xanthan Gum, CI 15985, CI 17200




Konsystencja|Kolor|Zapach

Wibo Serum z keratyną i miodem



Konsystencja produktu jest dość wodnista, ale na szczęście po bezpośredniej aplikacji pędzelkiem na skórki trzyma się tam, gdzie powinna i nie spływa wokół. Całość szybko się wchłania po wsmarowaniu i nie jest tłusta w moim odczuciu, ponieważ mogę bez obaw wykonywać potem inne czynności, a wokół nic nie jest tłuste od serum. Jeśli chodzi o kolor to w opakowaniu, jest on dla mnie ciężki do określenia, wygląda troszkę jak herbata ze sporą ilością miodu, o ile można to w ten sposób opisać. Ostatni aspekt to zapach. Produkt pachnie bardzo przyjemnie, słodko i miodowo właśnie. Znaczy całkiem smakowicie :D 




Podsumowując: Kosmetyk świetny, tani i wart uwagi, gdyż działa genialnie na skórki, nawilża i regeneruje nawet mocno suche i beznadziejne przypadki, więc jakaś moc musi być w tym produkcie. A dowodem jest też fakt, że zużyłam już 3 lub 4 buteleczki i nadal uwielbiam ten kosmetyk. Jeśli nie próbowałyście, serdecznie polecam rozejrzeć się w szafie Wibo za tym kosmetykiem. 






Czytaj dalej »

3 Najlepsze kosmetyki za +/- 10 zł cz. XIX

środa, 13 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj przychodzę do was z serią najlepszych kosmetyków z niskiej półki cenowej. Jak zawsze kategorie będą mieszane, ale same produkty godne uwagi. Dwa z nich nawet zostały nawet moimi wielkimi ulubieńcami. Jeśli was ciekawią, zapraszam do dalszej części wpisu :)






Bielenda Zielona Herbata Hydrolat (tonik)



Ten hydrolat trafił do mnie, jako kolejny kosmetyk z zielonej serii marki Bielenda. I muszę powiedzieć, że bardzo polubiłam ten oszukany hydrolat w formie toniku w porannej i wieczornej pielęgnacji. Wystarczy, że spryskam nim twarz, a on się wchłonie, da skórze ukojenie, odświeżenie i lekkie nawilżenie. O poranku i wieczorem idealny. A zapach również niczego sobie. Kosmetyk znajdziecie w drogeriach w cenie od 14 do 17 zł.



Kobo Professional Perfect Gel Eyeliner



Eyeliner w żelu marki Kobo odkryłam przypadkowo dzięki siostrze. Kiedy użyłam go po raz pierwszy, byłam oczarowana tym, jak łatwo się z nim pracuje, jego cudowną, matową czernią oraz świetną trwałością. Kreska zrobiona tym eyelinerem ma ładny, głęboki, czarny kolor, jak pisałam wyżej, nie kruszy się ani nie rozmazuje nawet, jak wam łezka poleci z oka. Moim zdaniem to ideał i przyznaję się bez bicia, że pobił na głowę moją ulubioną żelową kredkę Miss Sporty. Jak każdy kosmetyk marki Kobo kupicie go w drogerii Natura za ok. 19 zł, ale zdarzają się spore promocje, więc można dorwać też dużo taniej, jak obecnie, kiedy trwa promocja -40% na kosmetyki do makijażu.


Bell Royal Matte Skin Camouflage 01 SAND Podkład



Ten podkład razem z innymi kosmetykami pokazywałam wam na początku miesiąca, aczkolwiek testuję go już trochę dłużej i muszę przyznać, że bardzo mi się spodobał. Używam go w ostatnim czasie bardzo często w makijażu i jestem zaskoczona tym, jak super wyrównuje twarz, jak naturalnie wygląda, niczego nie podkreśla, ładnie się dopasowuje do skóry, delikatnie matuje w połączeniu z pudrem, nie ciemnieje, nie włazi w pory. Idealnie jak moja druga skóra. Lekki i nieobciążający cery, a co, doo trwałości też nie mam większych zastrzeżeń, zważywszy, że u mnie delikatnie wyciera się na nosie i brodzie, ale to normalne. Kosztuje jakieś 13 może 15 zł i jak na tę cenę to jestem powalona, bo spodziewałam się czegoś dużo gorszego. A jestem nim zachwycona i polecam polować w Biedronce, chyba oryginalnie ma czarne opakowanie.  


I tym przyjemnym akcentem kończymy to zestawienie. Wszystkie trzy kosmetyki uważam, za godne zainteresowania tanie perełki z drogeryjnej półki. Cieszę się też, że udaje mi się znajdować takie kosmetyki, które mogę wam w tej serii polecać, a do dwudziestego zestawienia w styczniu już całkiem niedaleko. 




Czytaj dalej »

Mikołajkowe Nowości-Co nowego w kosmetyczce? cz.II

poniedziałek, 11 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak, co roku podzielę się z wami paroma rzeczami, którymi w tym roku obdarzył mnie Mikołaj. Nie zabraknie też kilku małych prezentów ode mnie dla mnie, które nie zmieściły się w haulu zakupowym na początku miesiąca, bo grudzień to czas obdarowywania nawet drobiazgami, więc dlatego ten wpis co roku powstaje. A teraz już nie przedłużam i zapraszam do dalszej części wpisu :)







Bebeauty krem do  twarzy cera mieszana


BE BEAUTY KREM DO TWARZY NA DZIEŃ/ NA NOC CERA MIESZANA


Krem trafił do mnie po tym, jak skończyłam ostatnie opakowanie kremu Alterra z granatem, który gościł w mojej wieczornej pielęgnacji razem z olejkiem z tej samej. Teraz zastąpił go krem z biedronki. Mam już pewne doświadczenia z jednym z biedronkowych kremów do twarzy i wspominam ok, aczkolwiek ten wydaje mi się być lepszy, choćby pod względem składu, gdyż nie ma w nim składników, których moja cera nie lubi, więc powinno być dobrze i tak właśnie się zapowiada. 



Be beauty krem do twarzy cera mieszana



Be beauty sos krem do rąk


BE BEAUTY  SOS KREM DO RĄK 

Z racji, że skończyłam ostatnio gigantyczne opakowanie kremu do rąk z masłem mango marki Cztery pory roku,  skusiłam się w Biedronce na krem do rąk. Pierwsze zużycia zwiastują ulubieńca, bo moje dłonie wręcz kochają ten krem. Oby tak dalej. Ostatecznie, czy się sprawdził,  dowiecie się, choćby w ulubieńcach grudnia. 


Garnier Essentials łagodzący płyn do demakijażu oczu


GARNIER ESSENTIALS ŁAGODZĄCY PŁYN DO DEMAKIJAŻU OCZU


Płyn Garnier również kupiłam w Biedronce ze względu na małe opakowanie, które nada się świetnie do podróżowania, a co najważniejsze jest zamykane na klik i szczelne, więc nic się nie powinno więcej otworzyć, a uwierzcie mi, że miewałam w przeszłości zalaną micelem kosmetyczkę. Mam też nadzieję, że zawartość okaże się lepsza od różowego Garniera, który wypalał mi oczy. 




Delia Dermo System żel odświeżający

Żel marki Delia to jeden z hitów mojej kosmetyczki i wracam do niego równie często, jak do żelu z Biedronki. Obydwa, kosmetyki lubię za to, że są delikatne dla mojej cery, ale skutecznie radzą sobie z  codziennym oczyszczaniem mojej buzi oraz demakijażem resztek pozostałych na buzi po pierwszym etapie przy użyciu płynu micelarnego.

Bielenda Zielona Herbata esencja w perłach



O zakupie tej esencji myślałam od momentu, kiedy zobaczyłam ją w nowościach na stronie Rossmanna. Pomyślałam, że może świetnie zastąpić moje poprzednie ulubione serum i sprawdzi się w wieczornej pielęgnacji mojej mieszanej cery. 






Mój Mikołajek w tym roku postanowił mi sprawić miły prezent z kategorii pielęgnacyjnej, czyli zestaw marki KAMILL REGENERUJĄCY KREM DO RĄK ORAZ RABARBAROWY ŻEL POD PRYSZNIC. Kolejny nie mniej miły prezent to piękny cień MY SECRET GLAM& SHINE NR 14 w prze genialnym kolorze. Czuje świąteczny makijaż w roli głównej z nim :) A na ostatek coś nad czy sama myślałam bardzo długo, czyli LAMPA UV/LED 9 W marki SEMILAC. To śliczne różowe cudeńko ma już za sobą użycie i muszę powiedzieć, że malowanie paznokci przebiegło dzięki niemu o wiele sprawniej oraz szybciej i mam nadzieję, że zawsze już tak będzie i że będę mogła wam po kilku miesiącach dać znać, czy warto się skusić na to maleństwo. 








A co wam dobrego przyniósł święty w tym roku? Koniecznie dajcie znać :) 
Czytaj dalej »

Moja obecna pielęgnacja paznokci| Sally Hansen| Wibo| Aktualizacja

sobota, 9 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was parę słów na temat moich paznokci. Zdaję sobie sprawę, że masę czasu nie było takiej aktualizacji, aczkolwiek ciężko mi było znaleźć idealne produkty godne uwagi, kiedy moje wymagania trochę się zmieniły, gdy zwykły lakier zamieniłam na hybrydę. A teraz nie przedłużając, zapraszam do dalszej części wpisu.


Pielęgnacja paznokci



SALLY HANSEN MAXIUMUM SHIELD| SALLY HANSEN INSTANT CUTICLE REMOVER| WIBO SERUM Z MIODEM I KERATYNĄ


Od czasu kiedy zaczęłam przygodę z manicure hybrydowym, postawiłam sobie za zadanie znalezienie dobrych produktów, które pomogą mi w pielęgnacji paznokci w przerwach między kolejnymi mani. Trzy produkty, które widzicie na zdjęciu to moi mali pomocnicy do paznokci, którzy sprawiają, że totalnie nie mam z nimi problemów. Niżej opowiem parę słów o każdym produkcie w ramach aktualizacji.



Sally Hansen Maximum Shield






Zanim trafiłam na tę odżywkę, przeszłam przez szereg innych, które działały na moje paznokcie lepiej, gorzej lub wcale, bo i takie przypadki się zdarzały,  za przykład mogę wam postawić choćby jedną z odżywek marki Laura Conti, która zastygła mi w opakowaniu ekspresowo, a korzyści dla paznokci nie było żadnych. Wracając jednak do odżywki Sally Hansen Maximum Shield, tutaj sprawa ma się świetnie. Odżywka przede wszystkim potrafi przywrócić paznokciom twardość, zapobiega rozdwajaniu  (w moim przypadku właściwie dopiero dzięki tej odżywce oraz hybrydom moje paznokcie przestały to robić), regeneruje je i pozwala ładnie rosnąć. W przerwach między hybrydami daje paznokciom kopa, a ja jestem zadowolona, że cały czas tak świetnie się mają mimo noszenia hybryd i ściągania ich (oczywiście robię to w poprawny sposób zawsze). 




Sally Hansen Instant Cuticle Remover




Żel do usuwania skórek marki Sally Hansen Instant Cuticle Remover złapałam w Rossmannie przypadkowo. Poszłam jedynie pod odżywkę, ale kiedy go zauważyłam na półce po przypomnieniu sobie wszystkich ochów i achów na jego temat, postanowiłam sprawdzić go na własnych skórkach. I nie żałuję. Świetnie je rozpuszcza w kilka sekund, a potem bardzo łatwo można ściągnąć całość za pomocą bambusowego patyczka. Operacja prosta, a bardzo ułatwia przygotowanie paznokci do robienia hybryd. 
Sally Hansen Instant Cuticle Remover

Wibo Serum z miodem i keratyną


Żaden mój manicure nie może się obyć bez wtarcia tego małego geniusza marki Wibo. Serum z keratyną i miodem świetnie nawilża moje skórki, cudownie pachnie i szybko się wchłania, co pozwala mi potem wykonywać dalsze czynności po zrobieniu mani, a ja do niczego się nie lepie i nie tłuszczę żadnych przedmiotów, które dotykam. Używam już któregoś opakowania tego malucha, a nadal go uwielbiam i na pewno zostanie w mojej kosmetyczce już na stałe. 


Wibo Serum z miodem i keratyną





I tak prezentuje się moja trójka do pielęgnacji paznokci, która w tym zestawieniu sprawdza się idealnie. Moje paznokcie są w świetnej kondycji, nie rozdwajają się, nie łamią, są twarde i ładnie wyglądają. I mam nadzieję, że znalazłam właśnie swój zestaw idealny, który sprawdzi się także w przyszłości. 
A wy macie taki swój idealny zestaw do paznokci? Taką świętą trójcę, która świetnie o nie dba? Koniecznie dajcie znać :) 



Czytaj dalej »

Zrób to sama- Jak stworzyć własną paletę cieni do powiek?

czwartek, 7 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj zgodnie z tytułem wpis pokażę wam i opowiem o tym, jak w domowym zaciszu przy minimalnym nakładzie kosztów stworzyć własną paletę cieni do powiek. Na pomysł wpadłam zupełnie przypadkowo. Jeśli was ciekawi, co udało mi się stworzyć i czego do tego potrzebowałam, zapraszam do dalszej części wpisu.





Bell Trio Eyeshadow|Bell Double Spark cienie do powiek
Na pewno spotkała was kiedyś sytuacja, że macie dużą ilość pojedynczych cieni do powiek, które nie mają swojego opakowania i trzeba coś z nimi zrobić, ponieważ chcecie ich używać, a fajnie je mieć w jednym miejscu prawda? Ja właśnie miałam taki problem, ale udało mi się go rozwiązać w pewien sposób. Poniżej wszystko wam opowiem i pokażę :)




CZEGO POTRZEBUJECIE:





*plastikowych palet po cieniach do powiek (jeśli takich nie macie, świetne będzie też metalowe pudełko po kredkach, które możecie potem przyozdobić w jakiś sposób, ja wybrałam taką formę, ponieważ palety leżą u mnie już od dłuższego czasu i nareszcie do czegoś się przydały)

*rzeczonych cieni do powiek, które wkleimy do palety

*kleju na gorąco (czytaj pistoletu plus kleju w kształcie pałek, dostaniecie taki choćby w chińczyku lub sklepie papierniczym i oczywiście nie musi być z brokatem, ja taki miałam pod ręką akurat, normalnie użyłabym przezroczystego)





EFEKT + PLUS OPOWIEŚĆ, CO DOKŁADNIE ZROBIŁAM




 Włożyłam kawałek kleju w pistolet i rozgrzałam go w kilka chwil. Klejem zrobiłam małe kropki na  każdy miejscu, gdzie potem położyłam kółko z cieniami i pozwoliłam całości wysychać i tak z każdym kolejnym cieniem obok w danej palecie. Podobnie by to wyglądało, gdybym użyła na przykład pudełka po kredkach. Banalnie proste i nie zajęło mi to więcej niż 10 min. Dla leniuszków w sam raz tak sądzę, bo sprawa nie jest trudna do wykonania i nie zajmuje wieków, a całość ładnie wygląda. 


I tak właśnie prostym sposobem udało mi się stworzyć z tego, co miałam w domu własną paletę z cieniami pojedynczymi, które nigdzie mi się nie walają już, a ja mogę spokojnie ich używać, bo są w jednym miejscu i jest to dużo wygodniejsze niż poszukiwanie ich w różnych miejscach. 

Dajcie znać,czy podoba się wam ten pomysł i czy skorzystacie z niego tworząc własną paletę? 



Czytaj dalej »

Ulubieńcy roku 2017- pielęgnacja

wtorek, 5 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was wpis z pielęgnacyjnymi ulubieńcami roku. Tym razem postarałam się wyłonić najlepsze kosmetyki, które tego roku stały się dla mnie prawdziwymi hitami. Właściwie przejdziemy przez kilka kategorii, bo będzie i krem i peeling i tonik i wiele innych świetnych produktów. Jeśli was ciekawią, radzę zrobić ulubioną herbatkę i zasiadać do czytania.



Garnier Fructis Fresh



GARNIER FRUCTIS FRESH SZAMPON DO WŁOSÓW

Na pewno was nie dziwi, że widzicie w ulubieńcach roku ten szampon. Odkąd wycofali mój ulubiony Vitamin Force Fresh, postanowiłam sprawdzić ten szampon na swojej głowie i tak rozpoczęła się moja przygoda z tym produktem. Fakty są takie, że odkąd kupiłam pierwsze opakowanie chyba wiosną lub na początku lata nie rozstaję się z tym szamponem wcale i zawsze jest w mojej łazience choćby jedno zapasowe opakowanie. Uwielbiam go, bo świetnie oczyszcza, nie plącze włosów, nadaje objętości i świeżości oraz nie wysusza. Dla mnie ideał i na pewno zużyję jeszcze wiele opakowań. 


Ziaja liście zielonej oliwki tonik z witaminą C
\
ZIAJA LIŚCIE ZIELONEJ OLIWKI OLIWKOWY TONIK Z WIT. C


Jak dobrze wiecie, markę Ziaja średnio lubię i raczej rzadko sięgam po ich kosmetyki, a jak już to robię to dokładnie, sprawdzam i czytam skład choćby. Oczywiście nie są one idealne, aczkolwiek najbardziej cieszy mnie, kiedy znajdę jakąś perełkę wśród asortymentu marki.  Tym razem trafiło na oliwkowy tonik, który nie tylko w swojej podstawowej roli świetnie się sprawdza, sprawiając, że cera o poranku jest obudzona, delikatnie nawilżona oraz gotowa do dalszej pielęgnacji. Idealnie nadaje się też jako odświeżenie buzi w ciągu dnia, kiedy jest ciepło na zewnątrz. A jeszcze lepiej daje radę jako fixer do makijażu, który ściąga całą pudrowość i sprawia, że całość jest lepiej scalona. Dodatkowo przy tym wszystkim jest diabelnie wydajny. Choć obecnie nie mam jeszcze nowego opakowania tego kosmetyku, z chęcią znów do niego wrócę. 

Ziaja liście manuka pasta oczyszczająca


ZIAJA OCZYSZCZANIE LIŚCIE MANUKA PASTA DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA

O tej paście słyszałam i czytałam wcześniej bardzo wiele, ale do zakupu zbierałam się długo. Właściwie ominął mnie cały ten huk związany z wejściem tej serii na rynek. Aczkolwiek nie żałuję tego zakupu, ponieważ pasta jest świetna. Zdziera martwy naskórek, oczyszcza, wygładza cerę, ściąga pory oraz zmniejsza ilość zaskórników. Dla mnie to ideał, którego chyba szukałam bardzo długo, po tym, jak przestałam lubić peelingi z naturalnymi łupinami orzecha, a konkretnie ich morelowy  zapach, bo do samej mocy nie miałam nigdy zastrzeżeń. Kolejne opakowanie jest u mnie. 

Vianek odżywczy krem pod oczy 

VIANEK ODŻYWCZY KREM POD OCZY Z EKSTRAKTEM Z SZYSZEK CHMIELU


Markę Vianek kojarzyłam wcześniej jedynie z blogów i internetu, gdzie najczęściej jest szeroko polecana i zachwalana. Kiedy Rossmann wycofał mój ulubiony winogronowy krem pod oczy, którego kilka opakowań udało mi się zużyć, rozpoczęłam poszukiwania zastępstwa. Jak same wiecie, najpierw postawiłam na  bławatkowy krem marki Ziaja, który owszem bardzo polubiłam, ale brakowało mi czegoś jeszcze. I jak z nieba spadła mi promocja w Naturze na markę Vianek. I wtedy bez najmniejszego zastanowienia chwyciłam odżywczy krem pod oczy i pobiegłam do kasy. Pierwsze wrażenia były bardzo pozytywne, a z każdym kolejnym użyciem uwielbiałam ten krem coraz bardziej i bardziej, a kiedy skończyłam pierwsze opakowanie, poczułam, jak bardzo mi go brakuje. I teraz zapytacie za, co tak właściwie go uwielbiam? Uwielbiam go za to, że genialnie nawilża okolice pod oczami, szybko się wchłania, wygładza skórę delikatnie oraz małe zmarszczki powstałe bardziej z przesuszenia tej strefy aniżeli spowodowane zębem czasu. Obecnie jestem w trakcie kolejnego opakowania tego kosmetyku i wiem, że bardzo długo się nie rozstaniemy. A więcej ochów i achów przeczytacie w osobnej recenzji na jego temat, gdzie piszę bardziej szczegółowo o nim. 


Alterra Granat Bio olejek do twarzy


ALTERRA OLEJEK DO TWARZY Z  BIO OLEJEM Z PESTEK GRANATU I OLEJEM MIGDAŁOWYM 


Olejek ten odkryłam przy okazji serum z granatem, które niestety zostało wycofane z Rossmanna w tej chwili. Muszę przyznać, że jak miałam serum, to używałam go w wieczornej pielęgnacji razem z kremem i powiem szczerze, że taka mieszanka super się sprawdzała pod makijaż. Moja cera zawsze była nawilżona, gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Gdy nie miałam już możliwości zakupić serum, olejek wylądował w wieczornej pielęgnacji. Na lekko wilgotnej od toniku twarzy super się rozprowadza i szybko wchłania, pełniąc w jakiś sposób rolę poprzedniego kosmetyku. Powiem szczerze, że taka kombinacja bardzo mi odpowiada i na tyle lubię ten kosmetyk, że chętnie będę do niego jeszcze wracać. Olejek oczywiście nie zapycha, nie powoduje nadmiernego świecenia, (a nawet jeśli, to wieczorem kompletnie mi to nie przeszkadza) oraz nadaje się pod krem. Z chęcią kupię kolejne opakowania. 


Alterra dwa olejki| Włosy i twarz


Cien sól do kąpieli jaśmin i pomarańcza


CIEN SÓL DO KĄPIELI JAŚMIN I POMARAŃCZA

Ten umilacz kąpielowy zawładnął moim serduchem w tym roku i to bardzo mocno. Przy każdej kąpieli w całej łazience tak cudownie pachniało, że aż nie chciało się wychodzić. Sama sól oprócz tego niebiańskiego zapachu miała również przyjemne działanie dla ciała, więc dla mnie to idealne rozwiązanie. Mam ochotę sięgnąć po kolejne opakowanie tego cuda.

Cien sól do kąpieli jaśmin& pomarańcza

I tym akcentem kończymy ulubieńców roku w kategorii pielęgnacji. Postarałam się wybrać kosmetyki, które faktycznie polubiłam i sprawdzają się na mojej mieszanej cerze, dając takie efekty, jakich oczekuję. Sądzę, że znalazłam w tym roku wiele świetnych produktów, które zostaną ze mną na długo. Mam też nadzieję, że nie będę musiała szukać zamienników :) 



Czytaj dalej »

Jedna marka-Lovely- 3 ulubione kosmetyki, które polecam| To już 500 wpisów !

niedziela, 3 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was wpis z jedną marką. Na tapetę weźmiemy kilka kosmetyków marki Lovely, które posiadam w swojej kosmetyczce. Będzie słynny rozświetlacz, tusz oraz pomadki, które w tym roku skradły moje serducho. Jeśli jesteście ciekawe, czy ogólnie warto się zainteresować tymi produktami, dzisiaj weźmiemy je pod lupę ostatecznie. 







Samą markę kojarzyłam najpierw z Rossmanna, a kiedy wciągnęłam się w blogowy świat również z internetu. Wszystkie kosmetyki, o których dzisiaj wspomnę, stały się już kultowe, a szczególnie rozświetlacz i tusz do rzęs. W obu przypadkach wcale mnie to nie dziwi. 







TUSZ DO RZĘS

Lovely Curling Pump Up Mascara



LOVELY CURLING PUMP UP MASCARA

Ten kultowy tusz miała chyba każda z was, a jeśli nie to warto tę pozycję nadrobić. Sama zdążyłam zużyć sporo opakowań tej maskary, a przy okazji zaraziłam nią mamę, która nie chce zamienić jej na żaden inny tusz, a uwierzcie mi, że próbowała. Lubię ten kosmetyk za to, że fajnie pogrubia, delikatnie wydłuża i podkręca rzęsy. Trwałość jest przyzwoita przez cały dzień noszenia, wiadomo, że płacz mu raczej zaszkodzi, bo nie jest wodoodporny. Dopiero pod koniec opakowania się osypuje, ale to chyba jego cecha właśnie. 

Lovely Curling Pump Up Mascara


ROZŚWIETLACZ

Lovely Gold Highlighter


LOVELY GOLD HIGHLIGHTER 


Kupiłam go na samym początku  jego kariery w sferze beauty na yt. Polecała go Ewa RLM, więc się skusiłam i nie żałuję. Dorwałam w drogerii ostatni egzemplarz wtedy, ale to jest miłość. To mój pierwsza sztuka, ale na pewno nie ostatnia. Co prawda trochę go pokruszyłam, nie mniej jednak daje taki elegancki i nienachalny blask na policzkach bez żadnych drobinek na skórze, że nie można się napatrzeć na niego. I w tym wypadku wcale się nie dziwię, że jest to już kultowy kosmetyk, a przy tym tani i świetny. Dwa lata używania i nadal mi się nie znudził :) 






POMADKI

Lovely  Extra Lasting| Lovely Matte Mousse

LOVELY POMADKI EXTRA LASTING 1 i 2 oraz LOVELY MATTE MOUSSE NR 4

Jak widzicie pomadki Lovely, skradły moje serce, bo mam już trzy, a kolejne egzemplarze są interesujące na przyszłość. Wszystkie trzy lubię za to, że są matowe, trwałe, równomiernie schodzą z ust, nie wysuszają zbytnio (choć ja regularnie dbam o usta) oraz mają super kolory. Kuszą mnie jeszcze inne pomadki tej marki na przykład słynne K* Lips. Osobiście za nimi przepadam i nie wyobrażam sobie nie mieć tej trójki w swojej kosmetyczce. 





I tak prezentują się 3 kosmetyki marki Lovely, które posiadam u siebie, testowałam przez długi czas i polecam serdecznie. A wy macie jakieś perełki w tej marce? Cienie lub coś  innego wartego uwagi? Koniecznie dajcie znać :) 



PS. Dziś wypada dokładnie pięćsetny wpis na moim blogu. I wiecie co? Ja w to wcale nie wierzę, a jednocześnie zastanawiam się, jak mi się to udało? Wyprodukowanie tylu postów wydaje się  abstrakcyjne na samym początku. Kiedy raczkowałam w blogosferze, wcale mi się to nie śniło, ba myślałam, że będę mieć słomiany zapał do tego i szybciej się to skończy, niż zaczęło, ale jak widać, trwa do dziś, do momentu, kiedy napisałam aż tyle. A wszystkie z was, które są ze mną od początku, czytają moje wywody, za co bardzo wam dziękuję, bo bez was to nie miałoby sensu i nie byłoby motywacji do dalszego pisania :) 


Czytaj dalej »

Co nowego w kosmetyczce? Grudzień| Kolorówka i pielęgnacja

piątek, 1 grudnia 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak na początku każdego miesiąca mam dla was garść nowości w mojej kosmetyczce. Tym razem będzie to spory haul, więc przygotujcie sobie herbatkę, kawkę albo co tam lubicie najbardziej i czytajcie :)



Tradycyjnie rozpoczniemy od pielęgnacji i tutaj głównie skupię się na produktach do twarzy, rąk czy innych tego typu, bo akurat ich jest najmniej. Potem płynnie przejdziemy do nowości makijażowych, których w dzisiejszym wpisie nie zabraknie.


Marion Japoński Rytuał Lekki krem do twarzy

MARION JAPOŃSKI RYTUAŁ LEKKI KREM DO TWARZY Z KWIATEM WIŚNI I MLECZKIEM RYŻOWYM

Ten krem dorwałam w małej drogerii, szukając alternatywy dla  matującego kremu marki Bielenda, który owszem polubiłam, ale jakoś nie ciągnie mnie do kolejnego opakowania, tylko do dalszych eksperymentów co najciekawsze. I ten oto eksperyment kupiłam właśnie. Podobno to nowość marki. Z pierwszych wrażeń bardzo mi się podoba jego działanie oraz cudowny zapach, którego nie sposób tutaj nie dostrzec. Muszę powiedzieć, że jak, tak dalej pójdzie, to zapowiada się z niego ulubieniec na dłużej. A zapłaciłam za niego całe 8 zł. 



Ziaja Intima naturalny płyn oliwkowy do higieny intymnej


ZIAJA INTIMA NATURALNY OLIWKOWY PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ 

Tego ulubieńca nie muszę wam przedstawiać, ponieważ dobrze wiecie, że często gości w mojej kosmetyczce.  Zużywam i kupuję tylko kolejne opakowania jedno za drugim, chyba że mam ochotę na chwilową przerwę. 

ZIAJA LIŚCIE MANUKA PASTA DO GŁĘBOKIEGO OCZYSZCZANIA 

Ziaja liście manuka pasta do głębokiego oczyszczania

Pastę marki Ziaja na pewno dobrze znacie z mojego bloga i wielu innych, kiedy to był szał na ten kosmetyk i inne z tej serii. Polubiłam ją bardzo i ja więc po zużyciu pierwszego opakowania musiałam mieć w swojej kosmetyczce kolejne, bo ją uwielbiam i jest moim must have. Uwielbiana jest przeze mnie za to, że oczyszcza, zdziera martwy naskórek, ściąga pory, a takie działanie przy mojej mieszanej cerze jest mocno pożądane, tak więc kolejne opakowanie pasty już u mnie. 




A teraz przejdziemy do nowości kolorówkowych. W całości będą to kosmetyki marki Bell, która dostępna jest w Biedronkach, a szaleństwo właściwie nie należy do mnie, ponieważ te kosmetyki mam z wymiany ze znajomą, która nie bloguje akurat, a malować się też nie lubi zbyt często. Oczywiście wszystkie kosmetyki dotykałam tylko ja. A teraz dość gadania i przechodzimy do pokazywania perełek.


Bell Velvet Story  01, 02, 03, 04 i 06


POMADKI MATOWE BELL VELVET STORY NR 01, 02, 03, 04 i 06

Pomadki prezentują się cudnie. Na razie na ustach miałam tylko kolor 06, który jest cudowną fuksją, na której punkcie teraz szaleje. Zapowiada się dobrze, więc mam nadzieję, że inne kolory też pozytywnie mnie zaskoczą i będę mogła wam o nich opowiedzieć nieco więcej w przyszłości, choć zastanawiam się nad tym bardzo, bo chyba stacjonarnie nie można ich już dostać, więc proszę, dajcie znać, co o tym myślicie :)


Bell Perfect Skin baza pod makijaż| Bell Perfect Skin Baza pod cienie

BELL PERFECT SKIN BAZA POD MAKIJAŻ TESTER

Poczytałam nieco o tej bazie w internetach, zapowiada się całkiem przyjemnie. Mam nadzieję, że nie będzie się gryzła z moimi podkładami. Ciekawi mnie też, czy będzie lepsza od bazy marki Rimmel, która jest obecnie moją ulubioną i jak wypadną w porównaniu do siebie.

BELL PERFECT SKIN BAZA POD CIENIE

Tę bazę nawet miałam okazję już nałożyć na oko i wyglądało to zacnie po zrobieniu makijażu. Co prawda nie jest ona kryjąca i nie wyrównuje powieki, aczkolwiek zrobił to za nią mój ulubiony cień z My Secret. Razem z innymi cieniami makijaż prezentował się bardzo ładnie. Oby tak dalej.



Bell Trio cienie do powiek 02, 05 i 06


BELL TRIO EYESHADOW

nr 06, 05 i 02

Właściwie wszystkie cienie mają kolory całkowicie do przyjęcia jak dla mnie. Najbardziej zwariowane wydają się fiolety, ale sądzę, że jestem w stanie ich użyć w makijażu spokojnie. Po pierwszych swatchach zapowiadają się fajnie, bo jak widzicie, dotknęłam każdego trio. A, nawiasem mówiąc postanowiłam je również wkleić do palety po dawnych cieniach, co być może wam tu pokażę.

Bell Double Spark cienie 02,03, 05 i 06

BELL DOUBLE SPARK NR 02, 03, 05, 06.

Do tych cieni kolorystycznie też nie mam żadnego zarzutu. Zdarzyło mi się używać duetu w bordowych barwach i samo bordo wygląda całkiem przyjemnie na powiece. Inne jeszcze czekają na swoją kolej, nie mniej jednak bardzo mnie ciekawią.



BELL 2 SKIN POCKET POWDER 042 NATURAL

Puder miałam już raz okazję nałożyć na twarz i bardzo mi się podobał w całym makijażu. Przyjemnie zmatowił moją cerę oraz nigdzie nie powłaził. Na razie oceniam go pozytywnie, ale z ostateczną opinią jeszcze się wstrzymam, czy warto kupić ten puder w Biedronce.

BELL SHIMMERING POWDER 

Tego cudaka można zakwalifikować jako rozświetlacz. W małej ilości prawie go nie widać, bo jest tak delikatny i subtelny, ale jak nałożycie więcej, wygląda nie mniej pięknie i mam nadzieję, że nadal tak będzie. Zobaczymy, jak spisze się przy dłuższym użytkowaniu. 

BELL MS. PERFECT 5in1 CONCEALER

 KOREKTOR WIELOZADANIOWY

 Kółka korektorów jeszcze nie nakładałam na twarz, ale będzie przydatne choćby różowy kolor do maskowania sińców, czy zieleń do ukrywania zaczerwienień. Postaram się przetestować w miarę możliwości całość, bo jestem bardzo ciekawa, jak się spisze, bo małe doświadczenie z kolorowym korektorem już mam z racji przyjaźni z różowym korektorem Catrice choćby. 



 PODKŁAD BELL ROYAL MAT SKIN CAMOUFLAGE 01 LIGHT SAND

Miałam okazję nosić ten podkład kilka razy i całkiem mi się podoba. Pierwszy kolor jest do mnie idealnie dopasowany. Nic się nie odcina i nie ciemnieje, dając efekt ohydnej pomarańczy, czego się obawiałam na samym początku. Jednak bardzo niepotrzebnie. Ładnie się nakłada, kryje, jest leciutki i pięknie wygląda na skórze. Mam nadzieję, że polubię się z nim na przyszłość jeszcze bardziej. 


Bell Look Now ! Puder HD

BELL LOOK NOW ! PUDER HD

Puder niestety nieszczęśliwie mi upadł i się uszkodził, jednak nie przeszkadzało mi to w pierwszych testach, które wypadły całkiem pozytywnie. Mam nadzieję, że dalej tak będzie i będę mogła wam polecić ten kosmetyk oraz kilka innych :)



I tak prezentują się wszystkie moje nowości do testowania na ten miesiąc. Zdecydowanie dominuje kolorówka :) Za kilka prawdopodobnie pokażę wam, czym obdarował mnie św. Mikołaj. 


Znacie jakieś kosmetyki z moich nowości? Koniecznie dajcie znać i podzielcie się opinią :) 
Czytaj dalej »

Ulubione jesienne pomadki

środa, 29 listopada 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj zajmiemy się tematem ust. A konkretnie kolorami, które goszczą ostatnio na moich ustach. Do codziennego zestawu brudnych róży o dziwo dołączyła fuksja oraz fiolet. Uwierzcie mi, że nie mam pojęcia, dlaczego tak wyszło i co mnie podkusiło na letni kolor jesienią.








Lovely Extra Lasting nr 1| Lovely Extra Lasting nr 2| Lovely Matt Mousse nr 4| Podrabiana Huda Gossip Girl


Jak same widzicie, kolorystyka brudno różowa (moja ulubiona) się pojawiła oraz odrobina fioletu i fuksji, która w ostatnim czasie przypadła mi do gustu. Przyjemnie ożywa makijaż w pochmurny dzień. Ten zestaw powyższych pomadek towarzyszy mi jesienną porą, która zmierza już ku końcowi.




Lovely Extra Lasting nr 1


LOVELY EXTRA LASTING NR 1 


Zaczynam w tym zestawieniu od mojej dziennej klasyki dobrej na każdą porę roku. O samej pomadce bardzo nie będę się rozpisywać, bo dobrze wiecie, że kocham ją za kolor i trwałość, która jak na tak tanią pomadkę, jest naprawdę świetna. Idealnie sprawdza się przy codziennym makijażu. Więcej o nie przeczytacie w osobnej recenzji :) 





Lovely Extra Lasting nr 2


LOVELY EXTRA LASTING NR 2 

Od tej pomadki jeszcze latem zaczęła się moja miłość do fuksji. O dziwo ten kolor na moich ustach wygląda świetnie, mimo że jest wyrazisty, a ja też dobrze się w nim czuję. Świetnie pasuje do stonowanego makijażu oka i budzi całość nawet wtedy, gdy na zewnątrz pogoda wcale na to nie wskazuje, bo jest szaro i mrocznie. Trwałość oraz kolor, jak pisałam wyżej równie świetne, jak u jej siostry w kolorze nr 1. 






Lovely Matte Mousse nr 4



LOVELY MATTE MOUSSE NR 4

Pomadka Matte Mousse to jedno z moich najnowszych odkryć zakupionych podczas rossmannowskiej promocji. Ogólnie samo założenie pomadki oraz jej trwałość i komfort noszenia bardzo mi się podobają, jednakże nie do końca mnie przekonuje kolor w oryginalne, więc mieszam go z dwoma konturówkami marki Wibo oraz My Secret, aby uzyskać fioletowy róż na ustach, który jest do noszenia i  bardzo przypadł mi do gustu. Bliżej o pomadce pisałam wam recenzji podlinkowanej niżej :) 




Podrabiana Huda Gossip Girl



PODRABIANA HUDA GOSSIP GIRL (W ORYGINALE VIDEO STAR)



Kiedy znalazłam tę pomadkę, moją uwagę przykuł ten soczysty bądź co bądź oraz naprawdę wyrazisty róż. Jak pomadka Extra Lasting ożywa makijaż, a nawet lepiej. Dodaje takiej soczystości zwykłemu makijażowi w nud(nych) odcieniach. Nie ważne czy, chłodniejszy, czy cieplejszy w złotach. Ogólnie zarzutów nie mam do tej pomadki (ponieważ jest naprawdę trwała i ściera się bardzo równomiernie), oprócz lekko plastikowego posmaku, który na szczęście szybko znika, a to ciekawe, bo sama szminka pachnie budyniem na mój nos. Wspominałam o niej we wpisie o codziennym makijażu, gdzie również możecie zobaczyć ją na ustach :) 



Lovely Extra Lasting nr 1i2| Lovely Matte Mousse nr 4| Podrabiana Huda Gossip Girl


I tak prezentują się moje ulubione pomadki tej jesieni w zupełnie nie jesiennych kolorach. Wy też tak macie, że na przykład jesienią ciągnie was do róży, a zapominacie o bordach i czerwieniach? Koniecznie dajcie znać :) 





Czytaj dalej »

Copyright © Szablon wykonany przez Blonparia