Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany. Szanuj moją pracę! Uprasza się również o nie kopiowanie zamieszczonych tu tekstów oraz zdjęć. Wszystkie należą do mnie.

piątek, 31 marca 2017

Podsumowanie 3 lat blogowania

Witajcie w kolejnym wpisie. Dzisiaj nie będzie żadnej recenzji, haulu zakupowego, projektu denko, czy kolejnego zestawienia kosmetyków za +/- 10zł. Dzisiejszy post będzie stanowił podziękowanie i to głównie dla was, ponieważ bez moich czytelniczek, tak do was mówię moje drogie panie, nie istniałby ten blog, ani mój zapał do pisania. Jak wiecie, nieprzerwanie już od trzech lat pojawiają się tutaj wpisy o tematyce kosmetycznej, częstotliwość początkowo oscylowała do wpisu co trzeci dzień, jakiś czas temu konkretnie w wakacje chyba, postanowiłam, że będę produkować je co drugi dzień i umieszczać dla was. Zmieniło się również wiele w kwestii  zdjęć, początkowo, jak same wiecie, były one wątpliwej jakości, ale w miarę akceptowalnej, jak na same początki blogowania. Później powoli się rozwijałam w  kwestii fotografowania, aczkolwiek nie spoczywam na laurach i nadal staram się, aby cała oprawa postów wyglądała ładnie i żeby mimo wszystko przyjemnie wam się je oglądało. Teraz opowiem wam kilka słów o statystykach i o tym, czego najczęściej w ostatnim czasie poszukujecie na moim blogu. Kto jest ciekawy, zapraszam do dalej :)

Wszystkich osób, które odwiedziły bloga, przez 3 lata jest już 116 768. Powiem wam z ręką na sercu, że na samym początku nie myślałam o takich liczbach kompletnie. Pisałam i nadal piszę, ponieważ bardzo to lubię i nie świruję na punkcie przeglądania statystyk jakoś bardzo, aczkolwiek zaczęłam sobie zapisywać dla ogólnego obrazu, ile was mnie odwiedziło na przykład przez cały tydzień i muszę powiedzieć, że bywa już was tutaj ponad 2 tys. tygodniowo. Takie liczby nawet nigdy mi się nie śniły, a co więcej podejrzewałam, że będę po prostu pisać, ktoś to będzie czytał, a liczby będą rosły raczej wolno. Jeśli przełożyć to na statystykę miesięczną okazuje się, że liczba skoczyła z lekko ponad 6 tys. do niedawna do 11 tys. Znowu to wasza zasługa. Nie mam z tym wiele wspólnego :) Jest to duży skok w porównaniu do poprzedniego roku, gdzie w głównych statystykach o tej porze było was tutaj 57 859, w miesięcznej statystyce figurowała liczba 3 417, a tygodniowo było was tutaj około 1000 tys. Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak wy to robicie, ale znowu ukłon w waszą stronę :) Samych wpisów pojawiło się 389. Obserwatorów jest 180 w tym momencie, poprzedniego roku było 169, więc jest to skok o 11 duszyczek do przodu, co również mnie cieszy :)



Zmianą jest tutaj również szablon. Same wiecie, że kombinowałam z nim w ostatnim czasie bardzo mocno i mam nadzieję, że znalazłam już dokładnie to, czego szukam. W przeciwnym razie nastąpi kolejna zmiana szablonu. Przeklinam się za to niezdecydowanie każdego dnia. Uwierzcie mi :)

Z tego, co, zauważyłam, bardzo często przeszukujecie bloga w ostatnich miesiącach  pod różnymi hasłami. Najczęściej to: gąbka z natury lub gąbka stożkowa z natury, korektor Rimmel Lasting Finish, paleta cieni Live Love, jak zrobić domową bazę pod cienie, krem pod oczy z winogronowej serii Alterry, tonik Alterra kwiat lotosu& oczar, podkład Maybelline Super Stay. Można by jeszcze mnożyć tego  naprawdę bardzo dużo, a są to tylko nieliczne hasła pozwalające wam tu trafić. Niektóre z nich  owocują też postami na blogu, przykładem może być choćby niedawny wpis jak używać gąbki stożkowej, czy post o demakijażu w 4 prostych krokach.
Nie małym waszym zainteresowaniem cieszą się również wpisy typu projekt denko. Odwiedzacie je naprawdę bardzo licznie, najliczniej ze wszystkich wpisów, aczkolwiek w ostatnim czasie doganiają go również ulubieńcy miesiąca, podobnie jak wpisy o najlepszych kosmetykach w kategorii +/- 10zł, które jak sadzę przypadły wam do gustu :)
Oczywiście staram się to jeszcze wszystko okrasić jakimiś recenzjami, co by nie było tak nudno, a i te pozycje ostatnio odnotowują duży wzrost. Jeden post potrafić przeczytać aż 500 z was i więcej. Naprawdę szacunek :)


Za komentarze również wam dziękuję i mam nadzieję, że wreszcie wyłuskam chwilę, aby regularnie na nie odpisywać. I nie zapominać o tym w natłoku różnych zajęć codziennych. Muszę powiedzieć, że jestem naprawdę zadowolona z tego, w jakim kierunku rozwija się blog. Przez ostatnie ponad pół roku mocno przyspieszył, a to również mnie zadowala. Oczywiście te wszystkie rzeczy, o których napisałam wyżej, nie stałyby się bez was, moich czytelniczek, waszego wsparcia i komentarzy. Jestem szczęśliwa, że tworzymy  taką małą społeczność, która fajnie sobie funkcjonuje. Wpadłam również na pomysł małego Q&A, więc jeśli macie do mnie jakieś pytania, śmiało zostawiajcie je pod tym wpisem, a ja w najbliższym czasie w osobnym poście postaram się odpowiedzieć :)
A na koniec raz jeszcze dziękuję wam wszystkich oraz każdej z osobna za to że, tu jesteście :)











środa, 29 marca 2017

W denkowym pudełku marzec

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak co miesiąc o tej porze przyszedł czas na projekt denko i rozliczenie z wszelkimi pustymi opakowaniami, które udało mi się w tym razem uzbierać. Jeśli jesteście ciekawe, co  tym razem zużyłam, zapraszam do dalszej części :)



NIVEA:
CARE& COCOA ŻEL POD PRYSZNIC- żel był kremowy, fajnie się pienił oraz dobrze mył. A ten zapach kremowo-kakaowy to po prostu bajka. I powiem wam, że czuć w nim słodką nutkę, Dowąchałam się. Zimową porą na pewno jeszcze do niego wrócę.


BALSAM ROZŚWIETLAJĄCY DO SKÓRY SUCHEJ- bardzo się z nim polubiłam. Genialnie nawilżał szczególnie suche partie, a w moim przypadku były to nogi. Szybko się wchłaniał oraz tak samo pięknie pachniał, jak żel pod prysznic. Kolejnej zimy,  a może i nawet wcześniej znów u mnie zagości.
Nivea kakaowy balsam do ciała

LEKKI KREM ODŻYWCZY- powiem szczerze, że nie zrobił na mnie wrażenia ten krem. A co więcej jakoś tak słabo nawilżał moją cerę. Raczej nie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie.

INVISIBLE FOR BLACK&WHITE ANTYPERSPIRANT W KULCE- był ok, ale chronił dość krótko, co bardzo mi się nie podobało. Więcej do niego nie wrócę.


KALLOS:
OMEGA MASKA DO WŁOSÓW- jak na tak małe opakowanie była bardzo wydajna. Świetnie nawilżała włosy, nie obciążała ich ani nie powodowała szybszego przetłuszczania. Nie sprawiała też, że włosy się puszyły. Mocy, dodaje jej też olejek do włosów. Jak dla mnie świetna i mam już kolejne opakowanie.
Kallos Omega maska do włosów

VENUS:
PIANKA DO GOLENIA MELON & PISTACJA- pianka świetnie dawała radę przy goleniu, zapewniając idealny poślizg maszynce, a mnie brak poharatanych przez maszynkę nóg. Dodatkowo całkiem fajnie nawilża i pięknie pachnie. I jest wybitnie wydajna. Uwierzycie, że miałam ją od listopada, a skończyła się dopiero w teraz? I nie żebym sobie jej szczędziła. Ja jestem mocno na tak i mam już u siebie kolejne opakowanie.
Venus pianka do golenia
BEBEAUTY:
ŁAGODZĄCY ŻEL-KREM- to ostatnio mój wielki ulubieniec od mycia twarzy oraz zmywania resztek makijażu. Przede wszystkim się nie pieni, tak jak lubię oraz nie szczypie w oczy, co bardzo doceniam w nim. W użyciu mam już kolejne opakowanie.


NATURA ACCESSORIES:
GĄBKA STOŻKOWA- została przeze mnie zmaltretowana doszczętnie właściwie i dlatego ją denkuję. Oczywiście nie wyląduje w koszu, ale zrobię z niej gąbeczkę do robienia ombre. Mam nadzieję, że sprawdzi się do tego celu równie świetnie, a ja do makijażu mam już nowy egzemplarz.

Gąbka stożkowa Natura Accessories

ALTERRA:
GRANAT BIO KREM NA DZIEŃ/ NA NOC- ten przyjemniaczek lądował w mojej wieczornej pielęgnacji po serum lub olejku z tej samej linii. Krem bardzo dobrze nawilża moją mieszaną cerę, nie jest tłusty, nie zapycha, nie klei się i przyjemnie pachnie. Jak dla mnie super i mam już kolejne opakowanie.
Alterra Granat Bio krem na dzień/ noc
JOANNA:
TRADYCYJNA RECEPTURA CHMIEL I DROŻDŻE PIWNE SZAMPON- bardzo dobrze myje i oczyszcza włosy, nie plącze ich i nie powoduje żadnych podrażnień. Włosy są po nim świeże do 3 dni. Jest moim ulubieńcem na równi z szamponem Garnier Vitamin Force Fresh. Kupię ponownie na pewno.


BATISTE:
SUCHY SZAMPON COOL& CRISPY- jest jak najbardziej moim ulubieńcem i właściwie zawsze do niego wracam, kiedy zaspokoję swoją ciekawość innymi szamponami, które wpadną mi akurat w oko. Poprzednio miałam wersję oryginalną oraz kwiatową. Z tą również bardzo się polubiłam. Szampon świetnie odświeżał, nadawał objętości, nie przesuszał głowy ani nie powodował szybszego przetłuszczania się skóry głowy oraz bardzo ładnie i świeżo pachniał. Chętnie do niego wrócę, kiedy skończę pewną nowość, którą niedługo zobaczycie.

LIRENE:
BEAUTY COLLECTION GREJFRUTOWY PEELING ANTYCELLULITOWY- lubiłam go, bo dobrze zdzierał martwy naskórek, aczkolwiek pod koniec te drobinki zawarte w peelingu zaczęły mnie denerwować. Były strasznie czepliwe i ciężko je było wypłukać z różnych zakamarków ciała, jeśli się tam dostały. Dodatkowo ładnie pachniał. Raczej więcej do niego nie wrócę, jednak wolę te cukrowe, gdyż drobinki po peelingu przynajmniej rozpuszczają się w wodzie i nie są tak czepliwe.
LLirene Beauty Collection Grejfrutowy peeling antycellulitowy



I tak oto prezentują się wszystkie zużyte przeze mnie kosmetyki, w tym miesiącu. Uważam, że idzie całkiem dobrze, a przyszły miesiąc zapowiada się równie owocnie w zużycia, przynajmniej na razie.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

poniedziałek, 27 marca 2017

Moje TOP 3 płynów do demakijażu

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie, rzadko staram się zmieniać płyny micelarne, po tym, jak słynny różowy Garnier nie miał litości dla moich oczu oraz dla tuszu do rzęs. I dlatego potem wróciłam do mojego ulubionego płynu rumiankowego z GP. Natomiast dołączyły do niego ostatnio dwa kolejne, które też polubiłam i postanowiłam umieścić w zestawieniu TOP 3. Jeśli ciekawi was, jakich płynów micelarnych używam najchętniej, zapraszam do dalszej części. 



⏩MIEJSCE PIERWSZE


To oczywiście wspomniany przeze mnie, wiele razy płyn GREEN PHARMACY w rumiankowej wersji. Jak już na pewno wiecie, chwalę sobie jego skuteczność, przy jednoczesnej delikatności i braku podrażnień podczas wykonywania codziennego demakijażu, prawie każdego wieczora. Pozbywa się wszystkich kosmetyków od cieni do powiek, przez tusz do rzęs do podkładu i całej reszty. Nie pozostawia na skórze dziwnej warstwy, aczkolwiek  zawsze wam powtarzam, że  nie jest to ostatni krok w moim demakijażu, a dopiero pierwszy, więc nawet jeśli jakaś warstwa zostaje, to jest zmyta żelem lub kremowy olejkiem. 
➥Green Pharmacy płyn micelarny rumiankowy

⏩MIEJSCE DRUGIE
Jeśli śledzicie mnie od samych początków mojego blogowania, to bardzo dobrze wiecie, że jestem również miłośniczką NAWILŻAJĄCEGO PŁYNU MICELARNEGO marki BEBEAUTY bardzo dobrze dostępnej w każdej biedronce. Używałam go namiętnie do zmywania makijażu, w tej mniejszej pojemności, ale wiem po kilku użyciach, że i w tej większej spisuje się tak samo świetnie, a makijaż schodzi jak za dotknięciem różdżki bez tarcia i podrażnień.
Bebeauty nawilżający płyn micelarny
⏩MIEJSCE TRZECIE
Ostatnie miejsce w zestawieniu zajmuje również biedronkowy płyn, ale w wersji MATUJĄCEJ. Ten mam po raz pierwszy i nie wiedziałam do końca, czego mam się po nim spodziewać. Przetestowałam go przy zwykłym makijażu, przy makijażu z kredką żelową oraz zwykłą. Za każdym razem nie miał problemu ze zmyciem oczu, a potem twarzy. Jeśli znacie żel peelingujący z tej samej serii, co ten płyn to jego zapach jest dokładnie taki sam. Świeży i raczej cytrynowy, bez takiej nieprzyjemnej kiblowej nutki. 

I tak oto prezentuje się najlepsza trójka płynów micelarnych w mojej kosmetyczce. Wszystkie sprawdzają się bardzo dobrze oraz nie robią krzywdy cerze ani oczom, co jest dla mnie istotne przy demakijażu. A wy znacie któryś ten płyn? Macie z nimi jakieś doświadczenia? Koniecznie dajcie znać.


PS. Mam nadzieję, że widzicie o czasie ten post, ponieważ blogger ostatnio świruje w tej kwestii.


sobota, 25 marca 2017

Jak wykorzystałam bubel? Krem + serum

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie, z kosmetykami bywa różnie. Jedne się sprawdzają, drugie szkodzą i nie chcemy później nawet patrzeć w ich stronę, ale dzisiaj będzie odwrotnie. Opowiem wam, jak wykorzystałam pewien bubel, który i w mojej kosmetyczce się zdarzył.
Jeśli jesteście ciekawe, jak to zrobiłam, zapraszam do dalszej części. 


Teoretycznie te dwa kosmetyki, o których wspomnę za chwilę, nie mają ze sobą kompletnie nic wspólnego. Przecież jedno to serum do twarzy, a drugie krem do rąk. I teraz zapytacie jak to połączyć? A no w bardzo prosty sposób.

Otóż jak wiecie serum kompletnie, nie sprawdziło mi się do twarzy, powodując zapychanie i wysuszanie cery, która nie była dostatecznie dobrze nawilżana przez kosmetyk. Krem do rąk bardzo lubię, bo przyjemnie nawilża i pięknie pachnie. O obu kosmetykach wspomniałam już na blogu.

Eveline Cosmetics Serum Hialuronowe
Małe recenzje| Ziaja|Flos Lek|Cztery pory roku


Na pomysł jak je połączyć wpadłam przypadkowo. Zastanawiałam się, co zrobić z tym serum skoro nie spisuje się do twarzy. Początkowo próbowałam go używać na stopy, było nawet ok, ale potem wpadłam na inny pomysł. Otóż skoro miałam je, na nocnej szafce obok łóżka razem z kremem do rąk to może z tym się pogodzi i będzie uzupełniać? Okazało się to świetnym pomysłem. Mieszanka serum plus krem do rąk świetnie nawilża dłonie, szczególnie po sobotnim sprzątaniu, które niestety zdarza mi się wykonywać bez rękawiczek. Nawet skórki przy paznokciach na tym korzystają, od razu wyglądają lepiej. I w ten sposób podrasowałam w sumie serum, ponieważ krem nawilża bardzo dobrze, a w tej kombinacji jest jeszcze lepiej.  A co mnie cieszy, nie były to przynajmniej pieniądze wyrzucone przez okno, choć początkowo wcale nie byłam szczęśliwa, że to serum narobiło mi na twarzy krzywdy, ale udało mi się je wykorzystać. Samo opakowanie mam ochotę sobie oczyścić i wykorzystać w innym celu. Do bardziej płynnej cieczy, bo galareta, która się w nim znajduje, bywa ciężka do wydobycia. 


Podsumowując: Jestem zadowolona, że udało mi się wykorzystać kosmetyk, który okazał się u mnie bublem. I zrobić z niego coś lepszego, niż było pierwotnie. Takie małe DYI można powiedzieć. 
A wy też tak czasem robicie? Macie jakieś inne sposoby na wykorzystanie na przykład serum do twarzy, które się wam nie sprawdziło? Koniecznie dajcie znać. 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

czwartek, 23 marca 2017

❤Hity marca❤

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak dobrze wiecie, każdego miesiąca o tej porze właśnie przychodzi czas na wpis z hitami. I dzisiaj nie będzie inaczej. Mam wam do pokazania trzy kosmetyki oraz coś z gadżetów do makijażu. Prawie o wszystkich wspomniałam już tutaj troszkę, ale nie w jednej w grupie można powiedzieć. A teraz,  jeśli ciekawi was, co znalazło się w podsumowaniu miesiąca, zapraszam do dalszej części :)








WIBO RICE POWDER- jak dobrze wiecie, od dłuższego czasu uwielbiam fiksującą wersję tego pudru. Chodził mi po głowie zakup ryżowego pudru, ale nie wiedziałam, że Wibo zamierza taki wypuścić, więc gdy tylko został zauważony przeze mnie na półce w szafie drogeryjnej, porwałam go ze sobą. I bardzo się polubiliśmy. Przede wszystkim puder dobrze trzyma mat, jak obiecuje producent na opakowaniu. Świetnie współpracuje z moimi dwoma ulubionymi podkładami z Maybelline (Affinitone i Super Stay), nie bieli twarzy, ani jej nie przesusza dodatkowo, a moja mieszana cera miewa takie wyskoki. Jak jego brat w fiksującej wersji, ten również posiada zapach, ale nie jest on specjalnie uciążliwy i szybko znika, bo zaraz po aplikacji. Jestem z tego pudru bardzo zadowolona i wam polecam. 

FLOS-LEK ŻEL ZE ŚWIETLIKIEM LEKARSKIM I HERBATĄ- muszę wam powiedzieć, że ten maluch naprawdę przypadł mi do gustu w tym miesiącu. Używam go głównie pod oczy, na powieki rzadziej i nie ma w tym specjalnego powodu dlaczego. Jeśli chodzi o jego działanie, to początkowo bałam się, że nie będzie nawilżał wcale, ale okazuje się, że radzi sobie solo i pod makijażem śpiewająco właściwie. A ja nie odczuwam żadnego przesuszenia. Oczywiście moja skóra pod oczami nie jest bardzo wymagająca, ale nie zauważyłam przesuszenia nawet pod kremowym korektorem z Rimmela, którego czasem używam pod oczy, ale w niewielkiej ilości i bez pudru. Wtedy zachowuje się idealnie, a skóra nie jest sucha w tym obszarze po zmyciu makijażu.  I mimo że przypadkowo wpadł w moje ręce w zastępstwie kremu z Alterry z winogronowej serii, to bardzo go polubiłam i mam ochotę na kolejne opakowanie, jak tylko wykończę obecne.

⏩Małe Recezje Ziaja|Flos-Lek|Cztery pory roku

KOBO PROFESSIONAL NR 142 RUSSET- tego przyjemniaczka miałyście okazję widzieć w akcji w jednym ze wpisów na blogu, kiedy pokazywałam wam, jak udało mi się przemycić kolor w swoim makijażu.  Co bardzo mi się podoba w tym cieniu jego barwa nie jest do końca oczywista, ale efekt daje na oku piękny, co i wy doceniłyście, a ja wam bardzo za to dziękuję. I za każdym razem, gdy miałam ochotę w tym miesiącu zaszaleć z makijażem, ten cień lądował na moich powiekach.Trwałość i pigmentacja, jak najbardziej na plus.

 ⏩Jak przemyciłam kolor w makijażu?

 FAKEFACE PROFESSIONAL PĘDZLE DO MAKIJAŻU- o nich miałyście już okazję czytać na blogu, ale umieszczam je tutaj dlatego, że również zasiliły w tym miesiącu zacne grono moich ulubieńców. Są jak najbardziej godne polecenia, mimo że tanie. Sprawdzają się świetnie, a moja kolekcja została powiększona o kolejne pędzle, których używam z przyjemnością. I wam polecam :)


⏩Tanie pędzle: FakeFace Professional



I tak właśnie prezentują się hity marca. O większości, jak widzicie, wspomniałam, już na blogu, ale nie zmieniło to faktu, że je polubiłam i że towarzyszyły mi w tym miesiącu bardzo często, przy pielęgnacji lub makijażu. Wspomnienia nie doczekał się  jeszcze tylko puder ryżowy z Wibo, ale miał tutaj swoje pięć minut jako największe odkrycie tego miesiąca. Oczywiście wspomnę o nim jeszcze w osobnym poście, bo jest tego godzien. 
A wy znacie któregoś mojego ulubieńca? A może coś szczególnie was kusi? Koniecznie dajcie znać :) 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

poniedziałek, 20 marca 2017

Małe recenzje| Ziaja| Flos-Lek| Cztery pory roku.

Witam was kochane serdecznie w kolejnym wpisie. Dzisiaj chciałabym pokazać trzy produkty, które się u mnie sprawdziły. Dwa z nich będą dotyczyły pielęgnacji wrażliwej strefy pod oczami, a jeden wizytówki każdej kobiety, czyli dłoni. Jeśli jesteście ciekawe, jakich trzech przyjemniaczków wam pokażę, zapraszam do dalszej części.

Małe recenzje: Ziaja, Flos-Lek, Cztery pory roku.



Flos-Lek żel ze świetlikiem i herbatą.

Ten żel trafił w moje ręce przypadkowo. Skończyłam opakowanie kremu pod oczy z winogronowej serii Alterry i postanowiłam, że wypróbuje coś nowego. Sam kosmetyk przyjemnie nakłada się pod oczy, ma formę niespływającego żelu, w kolorze herbacianym właśnie. Oczywiście jest całkowicie bezzapachowy, co ma zapewne  znaczenie, jeśli chodzi, o delikatną skórę pod oczami właśnie. Moja jest normalna w tej okolicy i niezbyt wymagająca, więc ten żel jak najbardziej odpowiada moim codziennym potrzebom nawilżania tej okolicy, co jest priorytetem. A co więcej, mogę go spokojnie aplikować pod makijaż i nie mam najmniejszego problemu z korektorem, a skóra jednocześnie nie jest wysuszona w tej okolicy. Zapłaciłam za niego w drogerii ok. 7 zł, więc jak na tak tani kosmetyk, sprawdza się świetnie. Nie wiem. jak bardzo wpływa na cienie pod oczami, ale moje od jakiegoś czasu są mniejsze i raczej nie ma to związku z tym żelem.



Ziaja krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem


Jak wiecie, od jakiegoś czasu  przeprosiłam się z marką Ziaja i używam z powodzeniem ich dwóch kosmetyków toniku oraz kremu pod oczy właśnie. Od kremu pod oczy wymagam przede wszystkim tego, aby nawilżał, był lekki oraz szybko się wchłaniał. I w tym wypadku jak najbardziej nie mam mu nic do zarzucenia, ponieważ spełnia te kryteria, a moje zadowolenie z niego rośnie wprost proporcjonalnie do wymagań. Wygoda jest tutaj również opakowanie, ponieważ można go zaaplikować bezpośrednio pod oczy z opakowania, gdyż posiada aplikator do tego celu przystosowany :)


Cztery pory roku krem do rąk i paznokci masło mango& masło shea





O tym przyjemniaczku wspominałam wam na blogu może dwa razy, ale nie myślcie sobie, że go porzuciłam gdzieś. Otóż nadal gościł na moich rękach, fajnie radząc sobie z nawilżaniem dłoni. A dodatkowo jest lekki, nie zostawia dziwnej warstwy na dłoniach, zamiast tego są przyjemnie gładkie i pachnące mango. Jak dla mnie ten krem jest całkiem przyjemny, jak na jego niską cenę.


I tak prezentują się  małe recenzje trzech kosmetyków, które włożyłam do jednego wpisu. Są jak najbardziej godne uwagi, w przystępnej cenie. Wszystkie trzy bardzo lubię i mogę polecić. A może je już znacie? Koniecznie napiszcie.



Pozdrawiam serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

niedziela, 19 marca 2017

Lovely Extra Lasting matowa pomadka w płynie nr 1

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was post o moim małym odkryciu w kwestii pomadek matowych. Jak dobrze wiecie, w mojej kolekcji produktów do ust ze świecą szukać takiego, który błyszczy. I to dosłownie. Pomijając już fakt, że kolorystyka ma różne odcienie różu, to błysku nadal jak na lekarstwo, a właściwie wcale. Do mojej kolekcji w poprzednim miesiącu dołączył matowy błyszczyk z Lovely. Jeśli jesteście ciekawe, za co go polubiłam, zapraszam serdecznie do dalszej części.





NAZWA: LOVELY EXTRA LASTING MATOWY BŁYSZCZYK NR 1
POJEMNOŚĆ: 6ML
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN
CENA: OK 10ZŁ



Co mówi producent:
"Napełniony po brzegi kolorem, błyszczyk Extra Lasting wpasuje się w usta na wiele godzin. Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne kolory: od lekkiego różu, przyciągającej czerwieni aż po pastelowe brązy. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację, a nowoczesna formuła long-lasting zapewnia makijaż na wiele godzin."

Co obiecuje producent w pigułce:
*długotrwałą formułę 
*wygodną i precyzyjną aplikację
*dobrą pigmentację


I teraz zapytacie, jak to wygląda w praktyce? Otóż muszę wam powiedzieć, że jest w moim odczuciu naprawdę świetnie. Do pigmentacji nie mogę się przyczepić, ponieważ jedna warstwa w zupełności pokrywa całe usta i nic nie prześwituje. Patyczek zakończony gąbeczką pozwala na wygodną aplikację, bez niespodzianek. Owszem zdarza mi się wyjechać poza kontur ust, ale jest to najczęściej kwestia mojego roztargnienia przy nakładaniu  produktu. Jeśli chodzi o ostatnią obietnicę, czyli fakt, że  jest on długotrwały, to muszę powiedzieć, że jest bardzo dobrze. W pomadce mogę spokojnie pić i jeść coś lekkiego, a ona to przetrwa. Przy tłustszych rzeczach wyciera się od wewnątrz stopniowo, nie rolując się ani nie rozlewając poza kontur ust. Nie transferuje się również nigdzie, na przykład na szklanki. Nie zauważyłam też, aby jakoś mocno wysuszała mi usta, aczkolwiek staram się o nie dbać regularnie, więc to też ma swój wpływ na pewno. Jeżeli chodzi o dokładanie pomadki po tym jak się wytrze, raczej tego nie robię, bo wtedy  można zrobić sobie krzywdę, a pomadka właśnie w takim przypadku może się rolować. Osobiście preferuję ściągnięcie resztek pomadki, a potem nałożenie nowej warstwy. Z samym zmywaniem nie ma problemu, wystarczy  ulubiony micel i po sprawie. 



Opakowanie:

To mała buteleczka  o pojemności 6ml. Grafika na opakowaniu nawet  dość dobrze oddaje kolor, którego możemy się spodziewać w środku. 





Aplikator:
Aplikator, jak same widzicie to patyczek zakończony gąbeczką. Jest jak najbardziej wygodny i można nim ładnie pomalować usta bez wyjeżdżania poza kontur, chyba że malujemy się bez lusterka w roztargnieniu, to inna sprawa. 

Konsystencja/Kolor/Zapach:
Jeżeli chodzi, o konsystencję produktu, to jest ona kremowa w moim odczuciu, odrobinę masełkowata na samym początku, kiedy aplikujemy pomadkę na usta. Kiedy zastyga, robi się lekko klejąca, potem to uczucie znika. 
Kolor pomadki jak najbardziej mnie kupił. Jak sam widzicie to taki przybrudzony róż, niestety zdjęcie nie do końca chce to oddawać, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że tak jest. Jak pisałam wyżej, aby pokryć usta, potrzebujemy jednej warstwy. 
Zapach pomadki jest całkiem przyjemny, taki słodki i lekko owocowy, ale czuć to tylko w opakowaniu i przez krótką chwilę kiedy pomadkę nakładamy na usta. Potem zapach ulatnia się w eter. 


Efekt końcowy/zdjęcie poglądowe jak wygląda na ustach:

Czego użyłam:  TWARZ: Podkład: Maybelline Affinitone 03 Light Sand Beige (rozprowadzony gąbeczką stożkową), puder:Wibo Fixing Powder, Kontur: Eveline Contour Sensation 01.
OCZY: Wibo Eyeshadow Base, paleta MUR Beyond Flawless, w załamaniu cień Cocoa, na ruchomej powiece Cookie Dough +Sepia, w kąciku rozświetlacz Lovely Gold Highlighter. 
USTA: Lovely Extra Lasting nr 1



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, z pomadki jestem bardzo zadowolona. W tej cenie zrobiła na  mnie niemałe wrażenie swoją trwałością oraz pigmentacją. Jestem w niej totalnie zakochana i właściwie drugi miesiąc już wałkuję ten kolor na swoich ustach. Ze swojej strony mogę wam ją serdecznie polecić, choć wiem, że są zwolenniczki i przeciwniczki tej pomadki, a właściwie matowego błyszczyka, co jest dla mnie nazwą dziwną, ale któż zrozumie zamysł producenta :) 



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

piątek, 17 marca 2017

Jak używać gąbki stożkowej?



Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiejszy post jest zainspirowany waszymi częstymi zapytaniami, o to, jak używać gąbki stożkowej wpisywanymi w wyszukiwarkę, i  które to pozwalają wam trafić na  mojego bloga. Podejrzewam, że skoro tak jest, to w recenzji gąbeczki z Natury nie wyczerpałam do końca tego tematu, więc postaram się dzisiaj opowiedzieć, jak wygląda używanie takiej gąbeczki, jeśli jesteście ciekawe tego, zapraszam serdecznie do dalszej części.





Jak gąbka stożkowa wygląda, każda z nas wie. Ma płaską dolną część i szpic u góry. Nic odkrywczego tak naprawdę. Moja jak widzicie,  jest już sfatygowana troszkę, ale nadal mi służy dzielnie. Pochodzi z Drogerii Natura, ale w wielu innych możecie takie lub podobne znaleźć. Ja za swoją zapłaciłam ok 11zł, czyli całkiem przystępnie.

Pisałam o niej tu:
Natura Accessories Gąbka Stożkowa


Gąbeczki możemy używać na sucho lub na mokro, mocząc ją w wodzie. Wtedy powiększa swój rozmiar troszkę. Oczywiście należy pamiętać o tym, aby dobrze ją wycisnąć zanim,  zaczniemy aplikować podkład. Pierzemy ją standardowo w wodzie z mydłem lub szamponem np. dla dzieci, w którym ja piorę swoje pędzle również.



Gąbeczka podzielona jest na dwie części. Płaską i spiczastą. Najpierw zajmiemy się omówieniem płaskiej części. Jest ona wygodna do nakładania podkładu na twarz. Ja preferuję zrobienie sobie małych plamek podkładu na twarzy, a potem wpracowanie go w skórę za pomocą stemplowania płaską częścią naszej gąbeczki. Efekt jest dzięki temu naturalny, a sam podkład lepiej stapia się ze skórą. 


Spiczasta część gąbeczki świetnie nadaje się do nakładania korektora pod oczami. Wystarczy zaaplikować sobie pożądaną ilość kosmetyku i ładnie wpracować w skórę za pomocą tej końcówki. Bardzo dobrze dociera ona w trudno dostępne miejsca, takie jak wewnętrzny kącik oka choćby. Można nią również nakładać puder w tym miejscu, uzyskując w ten sposób ładny efekt. 



Podsumowując: Jak same widzicie, aplikacja podkładu gąbeczka jest łatwa, szybka i daje najbardziej naturalny efekt moim zdaniem. Czy zdecydujecie się nakładać podkład suchą, czy mokrą gąbka, zawsze jest on tak samo przyjemny.  Na plus jest również cena takiego narzędzia oraz jego dostępność. Mam nadzieję, że ten wpis będzie przydatny dla was i że skorzystacie z niego.




Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄




środa, 15 marca 2017

Tanie pędzle: Fake Face Professional

Witam was kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie, od ponad roku jestem miłośniczką chińskich, tanich pędzli.  Stało się to po tym, jak dołączyły do mojego zestawu słynne chińskie puchacze, bo od nich się właśnie zaczęło. Dzisiaj opowiem wam parę słów na temat  kolejnych kilku pędzli, które dołączyły do mojej kolekcji. Jeśli ciekawi was, jak się sprawdzają, zapraszam do dalszej części.







PĘDZEL DO PUDRU F3 -12,90ZŁ
PĘDZEL WACHLARZ F1-12,90ZŁ
PĘDZEL FLAT TOP F45-10,90ZŁ
PĘDZEL MALUTKA KULECZKA F17-4,50ZŁ
PŁASKI PĘDZEL DO CIENI F55- 4,50ZŁ

Wszystkie pędzle zakupiłam w chińskim sklepie. Muszę wam powiedzieć, że to kopalnia takich rzeczy. A ja nie muszę zamawiać nic przez internet i czekać dodatkowo, a uwierzcie mi moja cierpliwość w tej kwestii, jest bardzo mała.  Poniżej pokażę wam z bliska każdy pędzel i opowiem parę słów na temat tego,
 do czego go używam i jak się sprawdza.




PĘDZEL FAKEFACE PROFESSIONAL F3- ten egzemplarz zakupiłam jako pierwszy. Na zdjęciu widzicie go akurat świeżo po praniu. Normalnie jest puchaty i idealny do nakładania pudru oraz rozcierania bronzera na twarzy, jeśli nałożę odrobinę za dużo. Bardzo dobrze łapie też puder i aplikuje na twarz. Jest w tej kwestii naprawdę przyjemny, a w dodatku miękki. Przeszedł kilka prań już i nie miałam najmniejszego problemu z wypadaniem włosów z niego, bo nic wypadać nie chce. Jest też nadal miękki jak na samym początku. Najczęściej piorę go razem z innymi pędzlami w szamponie dla dzieci, który jest delikatny, ale skuteczny.




PĘDZEL FAKEFACE PROFESSIONAL F1 WACHLARZ- pędzel ten służy mi  do nakładania rozświetlacza. Dzięki niemu efekt na twarzy jest subtelny, dzienny, ale nadal widoczny. Podobnie jak jego brat wyżej również jest przyjemnie miękki dla twarzy i nie drapie. Pierze się bezproblemowo i szybko schnie.



FAKEFACE PROFESSIONAL F45 FLAT TOP- kształt pędzla na zdjęciu wyżej jednoznacznie zasugerował mi, że będzie on świetny do podkładu i faktycznie tak jest. Bardzo pomaga tutaj fakt, że jest zbity i jakoś mało tego podkładu wypija. A efekt na buzi też jest bardzo ładny, bez smug i innych atrakcji, a dodatkowo nie mam też potrzeby poprawiania niczego po nim. Fajnie nakłada też korektor w kremie. Pierze się go bardzo dobrze, tylko schnie troszkę dłużej.



 PĘDZLE F55 PŁASKI PĘDZEL I F17 MAŁA KULECZKA- te egzemplarze również nie marnują się w moim pojemniku na pędzle. Płaski fajnie sprawdza się do malowania dolnej powieki albo nałożenia odrobinki błyszczącego cienia na środek powieki. Drugi pędzelek, czyli malutka kuleczka super nadaje się do malowania kącika wewnętrznego. Precyzyjnie tam dociera i aplikuje rozświetlacz. Piorą się bardzo dobrze oraz schną szybciutko.




I tak oto prezentuje się moja opinia na temat tych kilku pędzli. Przyznam, że bardzo je polubiłam. Właściwie na równi z moimi chińskimi puchaczami dają radę przy codziennym makijażu. Muszę powiedzieć, że po zakupie pierwszego egzemplarza nie spodziewałam się, że tak szybko pojawią się w mojej kosmetyczce kolejne, aczkolwiek jest to chyba dowód na to, iż pędzle,  choć tanie świetnie sobie radzą i nie muszę wydawać majątku na nie. A wcale nie wyglądają tanio w moim odczuciu, a wręcz przeciwnie. Ja ze swojej strony polecam wam je serdecznie. Z tego co wiem dostępne są internecie, więc jeśli was pokusi możecie poszukać :)



poniedziałek, 13 marca 2017

5 Najlepszych kosmetyków za +/- 10zł cz. X

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak co miesiąc mam dla was zestawienie kosmetyków w kategorii cenowej +/-10zł. Tym razem będzie pielęgnacja i kolorówka, czyli dla każdego coś dobrego, a teraz nie przedłużając, zapraszam was do dalszej części, gdzie poznacie najlepszą piątkę tego miesiąca 😎



JOANNA TRADYCYJNA RECEPTURA CHMIEL I DROŻDŻE PIWNE SZAMPON- ten kosmetyk kupiłam po raz pierwszy na jakiejś promocji w Biedronce kilka miesięcy temu. Niedawno trafiłam na niego w drogerii Sekret Urody.  Sam szampon naprawdę świetnie oczyszcza włosy, sprawia, że są miękkie i bardzo lekkie. A kosztuje ok 6zł w drogerii, więc jeśli tylko na niego traficie, a macie tak jak ja włosy przetłuszczające się, polecam wam go serdecznie.
⏩JOANNA TRADYCYJNA RECEPTURA CHMIEL I DROŻDŻE PIWNE SZAMPON

 
Pozostając jeszcze przez chwilę w tematyce włosów niedawno odkryłam OLEJEK DO WŁOSÓW Z PESTEK MORELI MARKI ALTERRA. Używam go po każdym myciu włosów na końcówki w bardzo niewielkiej ilości, aby je nawilżyć i odżywić. Sprawdza się do tego celu świetnie i dzięki niemu włosy wyglądają ładnie.  Nie zauważyłam, aby je obciążał lub powodował inne złe skutki. W drogerii dorwiecie go za ok 11zł. 


Kolejny kosmetyk to również marka Alterra i też olejek, ale tym razem do twarzy.  Jest to dokładnie ALTERRA OLEJEK DO TWARZY GRANAT BIO. Pojawił się już ulubieńcach poprzedniego miesiąca, a ja używając go nadal, nie mogłam się nie pokusić o umieszczenie go w tej części zestawienia. Używam go każdego wieczoru po toniku z Ziaji z witaminą C na lekko wilgotną buzię. Przede wszystkim cudownie nawilża wszelkie suche miejsca na mojej twarzy, nie zapycha jej, nie podrażnia, a sprawia, że jest gładka i aksamitna w dotyku. Powiem szczerze, że olejku do twarzy używam po raz pierwszy, ale jestem naprawdę zadowolona. W drogerii dorwiecie go za ok 11-12ZŁ. 

MISS SPORTY BAZA PEEL OFF- jeśli znacie problem malowania paznokci wszelkimi lakierami, to dobrze wiecie, że czasami nie da się uniknąć ubrudzenia skórek, ba mogłabym powiedzieć, że jestem mistrzynią takich akcji. I dlatego właśnie zakupiłam tę bazę. Sama baza na początku jest biała, a po aplikacji wokół skórek robi się przezroczysta, kiedy już wyschnie. Spokojnie można malować paznokcie, bez obaw, że trzeba będzie dodatkowo czyścić skórki, zanim utrwali się paznokcie w moim przypadku, bo jak wiadomo hybryda, gdy się utrwali, to nie ma, przebacz, a tak wystarczy oderwać bazę po skończonym malowaniu i gotowe. Oczywiście przy zwykłym lakierze baza na pewno też by się sprawdziła. Bardzo ułatwia życie, a kosztuje w Rossmannie zawrotne 8zł z groszami.



Na sam koniec zestawienia jako wisienkę na torcie zostawiłam MATOWY BŁYSZCZYK LOVELY EXTRA LASTING O NUMERZE 1. W ostatnim miesiącu bardzo go polubiłam. Wytrzymałość ma bardzo dobrą. Nie straszne mu picie, a przy jedzeniu, szczególnie tym tłustszym ładnie się wyciera od wewnątrz, nie zbierając się w żaden nieestetyczny sposób. Kolor również odgrywa tutaj swoją rolę, jest naprawdę bardzo ładny i idealny na co dzień. A do tego wszystkiego wystarczy jedna warstwa, bo już wtedy kryje idealnie i nie trzeba go więcej dokładać.  Kosztuje w drogerii ok 10zł, a jest to naprawdę niewiele w porównaniu do jego trwałości. 


I tak prezentuje się 5 najlepszych kosmetyków dziesiątego już zestawienia w całej serii. Znalazło się jak widzicie coś w praktycznie każdym aspekcie rozpoczynając od pielęgnacji, przez paznokcie po kolorówkę. Mam nadzieję, że podpatrzycie coś dla siebie z tego zestawienia. 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

Instagram