Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany. Szanuj moją pracę!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Jedna marka-Ziaja 3 kosmetyki warte uwagi.


Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was wpis z jedną marką, czyli 3 kosmetykami   godnymi uwagi.Tym razem bierzemy na tapetę markę Ziaja. 
 Jak wiecie mam z nią mieszane relacje i wiele produktów,
 które się u mnie przewinęły,nie zagrzało
długo miejsca w mojej kosmetyczce. Znalazłam jednak trzy perełki, które są godne uwagi. Jeśli ciekawi was, jakie to kosmetyki, zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu. 





Pierwszym kosmetykiem, który weźmiemy na tapetę w tym zestawieniu,będzie oliwkowy tonik z witaminą C z serii liście zielonej oliwki. Ten kosmetyk na pewno zostanie moim hitem tego roku, czego dowodzi fakt używania kolejnego już opakowania tego diabelnie wydajnego kosmetyku. Uwielbiam go i używam nie tylko zgodnie z przeznaczeniem, czyli do tonizowania buzi w porannej pielęgnacji twarzy, ale też do odświeżania w ciągu dnia oraz ściągania pudrowości z makijażu. Wypróbowałam go nawet jako odżywkę bez spłukiwania do włosów i były całkiem przyjemne po spryskaniu i wyschnięciu :) W drogerii znajdziecie go cenie 7-8 zł. 

Ziaja liście zielonej oliwki tonik



Następnym nie mniej świetnym kosmetykiem,podobnie jak tonik jest pasta do głębokiego oczyszczania twarzy z serii liście manuka. W czasie rosnącej sławy tej serii naczytałam się o niej naprawdę wiele dobrego, ale jakoś wtedy nie kusiło mnie przetestowanie. Dopiero w czerwcu tego roku pasta wpadła w moje łapki i przepadłam. Jest świetna,jako porządny peeling do twarzy zdziera wszelkie suche skórki oraz martwy naskórek, dobrze oczyszcza i ściąga pory. Jestem naprawdę zakochana w tej paście i często jej używam. Żałuję, że wcześniej nie wypróbowałam tego kosmetyku, bo okazuje się, że to petarda. W drogerii kosztuje grosze. 

Ziaja pasta do głębokiego oczyszczania




Ostatnim kosmetykiem godnym uwagi jest krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem. Jeżeli szukacie lekkiego kremu, który sprawdzi się na co dzień, nie jest tłusty i nadaje się pod makijaż,serdecznie polecam ten. Przyjemnie nawilża delikatne okolice pod oczami oraz szybko się wchłania. Oczywiście ten nie ma żadnych właściwości rozjaśniających cienie pod oczami, bo tego za nas krem nie zrobi, aczkolwiek inne jego cechy oraz niska cena przemawiają na jego korzyść bardziej niż ten tyci minusik. 

Ziaja krem pod oczy z bławatkiem

I tak prezentują się moje trzy perełki marki Ziaja. Jak widzicie, w gąszczu różnych średnich kosmetyków tej marki, udało mi się wyłuskać te najlepsze. A wy lubicie tę markę, czy wręcz przeciwnie? Macie w niej jakieś perełki? Koniecznie dajcie znać :) 



Jeśli szanujesz moją pracę, nie zostawiaj linków ! To nie miejsce na twoją reklamę. 

piątek, 18 sierpnia 2017

White Swan Mgiełka Soczysty Melon

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was recenzję bardzo przyjemnej mgiełki. Jak wiecie, lato w pełni, a ja nie patrzę w stronę perfum. Zakochałam się tego lata w mgiełkach. Soczystych i owocowych. Jeśli ciekawi was, co myślę o tytułowym kosmetyku, zapraszam do dalszej części wpisu. 





#Co, gdzie, jak i za ile? 



Mgiełki White Swan o różnych zapachach można najczęściej dostać w Biedronce z różnych okazji w cenie ok. 15 zł.  
Wariantów mamy kilka do wyboru zwykle. Osobiście testowałam mango oraz soczystego melona, którego dotyczy dzisiejsza recenzja. 


#Co mówi producent + moje spostrzeżenia





Producent właściwie nic nie mówi o produkcie na opakowaniu. Na stronie frisco.pl, gdzie również można nabyć te mgiełki, możemy znaleźć takie informacje:

Mgiełka do ciała Juicy Melon to esencja lata i owocowego orzeźwienia, ukryta w pięknym flakoniku. Nuta głowy zachwyci Cię delikatnością wody i zieleni. Nuta serca zaprosi Cię do letniego ogrodu, pełnego dojrzewających w pełnym słońcu owoców: słodkich truskawek, arbuzów i melonów cukrowych. Nuta głębi z kolei ukoi Twoje zmysły słodkim aromatem cukru i intensywnością piżma.
Mgiełka zapachowa to obowiązkowy towarzysz każdej kobiety. Otuli Twoje ciało delikatnym zapachem, który momentalnie przeniesie Cię w słoneczny świat marzeń. Wyraź siebie poprzez słodką owocową woń i pozwól, by stała się ona Twoją letnią wizytówką.
Produkt White Swan:
  • Wygodna aplikacja
  • Lekki, poręczny flakonik
  • Piękny owocowy zapach


Jeśli o mnie chodzi, to jestem ewidentnie zakochana w tych mgiełkach po zużyciu dwóch opakowań tak naprawdę. Obie wersje, które miałam, czyli Exotic Mango i Juicy Melon naprawdę mnie zachwyciły, ale do rzeczy. Opakowanie mgiełki to wygodna butla z atomizerem, który zabezpieczony jest przezroczystym korkiem, którego nie udało mi się zgubić, tak jak inne tego typu, brawo ja :D  Sama buteleczka ma przyjemną grafikę, taką soczystą i letnią w sumie. Sam zapach jest obłędny, mimo że bardzo prosty dla mojego nosa. Głównie czuje w nim właśnie zielone nuty i melona. Całość jest mocno orzeźwiająca i idealna na gorące dni. Zapach o dziwo, jak na taką mgiełkę na skórze zostaje ok. 2 godzin, ale na samych ubraniach potrafi przetrwać dużo dłużej :) 

#Skład





Aplikator bliżej


Jak same widzicie, atomizer robi tutaj za aplikator. Psikał odpowiednią ilość mgiełki, nie plując na człowieka zwartością buteleczki i nie dając wrażenia, że jest się mokrym od kosmetyku. 



Podsumowując: Dla mnie ta mgiełka to jeden z hitów tego lata. Zdecydowanie pokochałam zapach, przyjemną trwałość oraz dostępność i cenę. Jak będziecie mieć okazję zdobyć te mgiełki, czy to w internecie, czy stacjonarnie w Biedronce to ze swojej strony serdecznie polecam. Ja nie żałuję, że kupiłam obydwa zużyte już opakowania.


A wy je macie? Znacie? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 


Szanuj moją pracę i nie zostawiaj linków. To nie jest miejsce na twoją reklamę !

wtorek, 15 sierpnia 2017

Jak przemyciłam kolor w makijażu-Usta !

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj kolejny wpis z serii jak przemyciłam kolor w makijażu. Tym razem, jak to zwykle bywa, nie będzie to kolor na oku, ale na ustach. Jeśli ciekawi was, w jaki sposób zaakcentowałam usta, zapraszam do dalszej części wpisu.








Bohaterka dzisiejszego wpisu to pomadka Lovely Extra Lasting w kolorze nr 2. Pomadkę dostaniecie w drogerii Rossmann i chyba w internecie też, gdyż coraz częściej słyszę o tym na yt, że tańsze marki dostępne w Rossmannie właśnie pojawiają się w różnych drogeriach internetowych. Za kosmetyk zapłacimy ok. 10 zł.




Jak w przypadku poprzedniego koloru (czyli mojej ulubionej pomadki nr 1) producent nazywa pomadkę matowy błyszczyk. Tak nawiasem mówiąc to, dość dziwna nazwa, zważywszy, że kosmetyk błyszczy tylko podczas nakładania, kiedy wyschnie, jest całkowicie matowy. Jeśli chodzi o, kolor pomadki to jest to przepiękna, żywa, malinowa barwa. To, co widzicie przez przezroczyste opakowanie, jest dokładnie tym, co zobaczycie poniżej. Ze spraw  technicznych pomadka podobnie, jak posiadana przeze mnie wersja nr 1 ma świetną trwałość. Nie można jej nic zarzucić. Wyciera się bardzo równomiernie bez tworzenia prześwitów, dziur, wałkowania się czy wchodzenia w załamania ust. Moim zdaniem ekstra.

#Kolor


Jak same widzicie, jest przeboski ! Normalnie odkąd go zobaczyłam, byłam kupiona. Dosłownie i w przenośni. To, co mamy w opakowaniu, jest w pełni oddane właściwie.



Makijaż



Oczy: my secret matte eyeshadow nr 505, wibo neutral eyeshadow palette kolory: summer breeze+peach cream+ secret eye załamanie powieki, wewnętrzny kącik warm soil, na całą powiekę magic touch + kącik zewnętrzny, eyeliner miss sporty studio lash designer gel, tusz miss sporty 100% rock
Twarz: Bourjois 123 Perfect Vanilla, puder wibo rice powder, korektor catrice wake up effect plus catrice liquid camouflage 005 light natural.
Usta: Lovely Extra Lasting 02. 


Podsumowując: Pomadka świetna, podobnie z resztą jak jej kolor. Trwałość i pigmentacja mówią same za siebie. W tej cenie grzechem jest jej nie posiadać. Oczywiście drobnym minusem może być fakt, że pomadka trochę usta wysusza, ale od tego mamy peelingi i balsamy, aby o nie dbać i nie doprowadzać do wysuszeń. U mnie to działa i usta zawsze mam ładne, mimo że matowe pomadki uwielbiam w różnych formach. 

A wy ją macie u siebie? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 

niedziela, 13 sierpnia 2017

Ulubione produkty do ust- aktualizacja II

Witam was kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj przychodzę do was z małą aktualizacją moich ulubionych produktów do ust. Znajdą się tutaj właściwie same perełki, których używam najczęściej oraz kilka nowości z ostatniego czasu. Jeśli ciekawi was, co nowego w tej kategorii u mnie, zapraszam do dalszej części posta.





Pierwszym niekwestionowanym ulubieńcem, a zarazem jedyną typową pomadką w mojej kosmetyczce jest Eveline Color Edition 703 Candy Angel. O tym produkcie, jak dobrze pamiętacie, trąbiłam wam cały poprzedni rok. I nie bez powodu, gdyż uwielbiam tę pomadkę za piękny kolor, całkiem przyjemną trwałość oraz łatwość aplikacji, kiedy nie mamy lusterka pod ręką. Warto też zaznaczyć, że pomadka nie wysusza ust przez cały dzień noszenia. Straszne jej tylko jedzenie i picie, ale jak pisałam wyżej, nie ma problemów z poprawkami. 

Eveline Color Edition 703 Candy Angel



Na tym zdjęciu znajdują się oryginał i jest świetny zamiennik, czyli Golden Rose Matte Lipstick Crayon w kolorze 010 & Sensique Matte Fits Perfectly nr 404. Kolory pomadek są niemalże identyczne, są delikatne różnice, jak wiadomo, ale na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać. 
Obie  również mają formę kredki, którą trzeba temperować. Cena obu produktów jest bardzo przystępna. W przypadku GR gama kolorystyczna jest naprawdę duża i każdy znajdzie coś dla siebie, natomiast wśród kredek Sensique kolorów mamy tylko 7. Nie jest to może wielki minus, ale rzecz warta wspomnienia. Pomadki przyjemnie nakładają się na usta, w przypadku Golden Rose nie jest ona od razu matowa, lekko się błyszczy jakby, mat pojawia się po jakimś czasie dopiero, natomiast kredka Sensique od razu jest matowa, ale nie jest to kredowy mat oczywiście w żadnym z wypadków. Obie nie mają problemów z trwałością, ciut lepiej jest w przypadku pomadki z Sensique, która w naprawdę niewielkim stopniu się wyciera, ją zabija tylko tłustsze jedzenie, z pomadką Golden Rose jest nieco inaczej, ona troszkę bardziej się wyciera, ale nadal równomiernie i estetycznie to wygląda w obu przypadkach. Osobiście jestem zadowolona z obu pomadek i obie polecam serdecznie. 



Kolejne moje ulubione produkty to konturówki. Obecnie mam kilka konturówek  Essence, czyli 07, 08 oraz 012, jedną sztukę z My Secret  nr 02 oraz ostatnią w miarę świeżą zdobycz, czyli produkt Wibo w kolorze 04. Najlepsze pod względem trwałości są konturówki Essence. Praktycznie nie do zdarcia. Niewielkie uszczerbki sprawia jedzenie lub picie, aczkolwiek wcale nie są one aż tak widoczne, a w razie potrzeby można wszystko łatwo naprawić. Troszkę mniej trwałe są dwie nie mniej lubiane przeze mnie konturówki marek My Secret oraz Wibo. Obie miękkie, przyjemnie się aplikują, dają ładny i równomierny kolor na ustach bez prześwitów i późniejszych niespodzianek, gdy się powoli ścierają. Po prostu schodzą z ust bardzo równomiernie. 

Sensique matte fits perfectly nr 404



Na ostatek idą dwie płynne pomadki, na  których punkcie dosłownie oszalałam. Są to pomadki Lovely Extra Lasting nr 1 i 2. Pierwszą z nich kupiłam pod wpływem naprawdę wielu pozytywnych opinii w internecie i naprawdę się w niej zakochałam, zużywszy już jedno całe opakowanie pięknego brudnoróżowego koloru właśnie, bo takie uwielbiam najbardziej. Jakiś czas później, dzięki Natalii  kupiłam kolor nr 2 i również przepadłam już po pierwszym nałożeniu. Kolor jest śliczny. Taki żywy, malinowy róż, może trochę fuksja. Nie jestem zbyt dobra w opisywaniu kolorów. 
Natomiast na ustach kolor wygląda naprawdę bosko, co już niedługo wam pokażę. Pomadka ma także świetną trwałość, tak jak moja pierwsza ulubienica. 

Lovely Extra Lasting nr 1


A teraz swatche całości: 




I tak prezentują się wszystkie moje perełki do ust. Jak widzicie, nie jest to wielka kolekcja, aczkolwiek powoli poszerza się, jeśli jakiś kolor mi się spodoba. 
A u was jak to wygląda? Koniecznie dajcie znać. 

środa, 9 sierpnia 2017

5 najlepszych kosmetyków za +/- 10 zł cz. XV

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kolejną część zastawienia najlepszych kosmetyków w kategorii cenowej +/- 10 zł. Tym razem w zestawieniu gości głównie pielęgnacja z jednym tylko nawiązaniem do kolorówki. Jeśli ciekawi was, jakie kosmetyki z tej półki cenowej, tym razem warto zakupić, zapraszam do dalszej części wpisu. 



Peeling Organic Shop

Na pierwszy ogień idzie peeling z trawą cytrynową marki Organic Shop, który od miesiąca towarzyszy mi pod prysznicem. Jest bardzo fajnym i porządnym zdzierakiem. Moim zdaniem wszystko jest w nim na tak. Dobrze nabiera się z opakowania, nie ucieka z rąk, co pozwala go zaaplikować na ciało bez obaw, że gdzieś ucieknie, a do tego wszystkiego przyjemnie pachnie. Mnie osobiście bardzo odpowiada. Kupicie go za ok 7-8 zł. 



Mgiełka White Swan


Kolejny kosmetyk, nie mniej godny uwagi od poprzedniego to melonowa mgiełka White Swan. Jak dobrze wiecie, latem zrezygnowałam całkowicie z perfum na rzecz mgiełek właśnie, ponieważ są o wiele bardziej orzeźwiające, szczególnie w upałach. Ten egzemplarz to była moja druga sztuka mgiełki tej marki, poprzednio zakochałam się w mango. Obie polecam, jeśli jeszcze znajdziecie je gdzieś w biedronce. Cena to ok. 15 zł za 200 ml. 

Delia Dermo system żel odświeżający

Skoro mowa o ulubieńcach to ten kosmetyk idealnie wpasowuje się w tę kategorię. Wróciłam do niego po dobrych kilku miesiącach, a jest to mój niezawodny żel odświeżający marki Delia. Odkryłam go jakieś trzy lata temu w Naturze. Poszukiwałam akurat delikatnego kosmetyku, który nie tylko umyje buzię, ale pozbędzie się też makijażu. I ten gagatek sprawdza się w tej roli rewelacyjnie. Dobrze myje i oczyszcza cerę, pozbywa się makijażu, nie wysusza i nie ściąga cery, ale przyjemnie ją odświeża. A to wszystko w cenie 7-8 zł za 200 ml. Nawiasem mówiąc, bardzo mi się podobają te bąbelki zawieszone w żelu. 

Marion spray do stylizacji

Rzadko polecam wam, coś z kategorii pielęgnacji i stylizacji włosów, ponieważ swój mały sprawdzony arsenał i staram się nie eksperymentować zbyt często na tym polu. Jednak odkąd mam krótkie włosy, to wprowadziłam raczej minimalistyczną pielęgnację, a to jej ostatni etap, czyli Marion HairLine Płyn do stylizacji włosów z kolagenem i ceramidami. Jak wspomniałam, tego płynu używam, jako ostatniego etapu pielęgnacji włosów, a właściwie do ich układania. Z tym kosmetykiem to o wiele prostsze. Wystarczy spryskać mokre włosy, ułożyć tak, jak chcemy i gotowe. Całość jest zdyscyplinowana i ładnie ułożona bez zbędnych niespodzianek. Kosmetyk dorwiecie w drogeriach w cenie od 7-10 zł maksymalnie. 

My Secret matt eyeshadow

A na ostatek  matowe cienie do powiek marki My Secret, które rządziły blogiem cały poprzedni miesiąc. Od makijażu, przez ulubieńców i kilka innych wpisów. Nadal uważam, że są godne uwagi przez swoje piękne kolory, pigmentację oraz trwałość. A co najważniejsze ich cena za pojedynczą sztukę wcale nie jest wysoka, bo to tylko 8,99 zł, a dostajemy coś znacznie więcej. Moim zdaniem to najlepiej napigmentowane matowe cienie, jakie posiadam w swojej kosmetyczce i wam również je polecam. 
Pisałam o nich tutaj:
Jak przemyciłam kolor w makijażu?

Znacie jakiś pokazany przeze mnie kosmetyk? Lubicie? A może coś jeszcze byście dorzuciły do tej listy? Koniecznie dajcie znać :)

niedziela, 6 sierpnia 2017

Imitacja paletki Kylie Jenner| Makijaż| Swatche| Moja opinia.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was recenzję paletki, o którą kilka z was pytało. Zanim jednak odpowiem wam na pytanie, czy warto kupić i gdzie zdobyć, chcę zaznaczyć, że używałam już wielu chińskich  cieni i że, nigdy nie  zrobiły mi krzywdy, więc nie mam żadnych uprzedzeń co do takich rzeczy. Każdy, kto je ma, to jego indywidualna sprawa i raczej w tej recenzji nie znajdzie nic pomocnego. A teraz, jeśli ciekawi was, czy warto zainwestować w tytułową paletę zapraszam do dalszej części wpisu. 





#Co, gdzie i za ile?



 Imitację Kylie Kyshadow The Bronzing Palette jak mówi opakowanie, udało mi się dostać w moim pobliskim chińczyku za cenę 25, 90 zł. Sądzę też, że bez większych problemów będzie dostępna podobna na Alie Express za jakieś małe pieniążki.



#Opakowanie



Na samym początku, jak widziałyście wyżej, dostajemy paletę opakowaną w kartonik. Całość prezentuje się bez zarzutu. W środku również mamy kartonowe opakowanie z charakterystycznymi dla Kylie oczami. Oczywiście same oczy mają, że tak powiem zeza, ale tak jest najczęściej przy paletach, które oryginałami nie są, że pewne elementy, czasami łącznie z nazwą odbiegają od pierwowzoru. Wykonanie kartonowej palety nie budzi żadnych zastrzeżeń. Nie rozkleiła się nigdzie ani nie połamała. Z estetyczniejszych rzeczy podobają mi się te kolorowe zacieki płynące z oczu na palecie. 

#Kolory



W paletce, jak widzicie, znajdziemy dziewięć cieni o nazwach nawiązujących do kamieni szlachetnych. Poniżej na swatchach zobaczycie wszystkie w odpowiedniej kolejności po trzy, zaczynając od góry. 

#Rzut ogólny





Kolory z nazwami


Teraz napiszę może kilka słów o pigmentacji. Pigmentacja cieni, jak na załączonym obrazku widać jest bardzo przyjemna, a dodam tylko, że nie miałam na skórze żadnej bazy, kiedy robiłam swatche na ręce. Wystarczyło dwa pociągnięcia i ta dam. Cienie, jeżeli o konsystencję chodzi, są odrobinę suche i lubią się osypywać, aczkolwiek nie ma dramatu i spokojnie wszystko można bezproblemowo zmyć ze skóry.  Kolory dzielą się na te, które są całkowicie matowe, jak Jasper czy Citrine, ale też na te satynowe typowe  typu Goldstone czy Quartz. Nie doznałam z ich strony żadnych negatywnych skutków typu podrażnienia i inne mało przyjemne rzeczy. Wręcz przeciwnie. Bardzo lubię tę paletę, można nią wykonać fajne jesienne makijaże, lub dodać po prostu, jako akcent kolorystyczny tak modną teraz czerwień czy odrobinę pomarańczu. Jak dla mnie ta paleta będzie też idealna jesienią, która notabene powoli zacznie się zbliżać już niedługo tak naprawdę.


. A teraz kilka poglądowych makijaży, które udało mi się wykonać tą paletką :) 

Oczy: Kyshadow the bronzing palette, Miss Sporty Studio Lash Designer 001 black, w kąciku Lovely Gold Highligher lub cień magic touch z palety wibo neutral eyeshadow palette, tusz Miss Sporty Pump up booster
Twarz: Bourjois 123 perfect 052 Vanilla, Wibo Rice Powder, korektor catrice wake up effect+ catrice liquid camouflage 005 light natural


Podsumowując: Moim zdaniem paletka godna uwagi, jeżeli lubicie wszelkiego rodzaju cienie. Dobrze mi się z nią pracuje przy makijażu, mimo że się osypuje. Pigmentacja również jest na tak, podobnie, jak trwałość cieni, które przez cały dzień wytrzymują w ładnym stanie nałożone czy to na zwykłą bazę w postaci korektora, czy na bazę dedykowaną pod cienie. Osobiście jestem zadowolona z tej palety i jak napisałam wyżej warto się zainteresować nią, a może i wam się spodoba :) 


Lubicie takie paletki? Polecacie polować w przyszłości na coś jeszcze? Koniecznie dajcie znać :)




piątek, 4 sierpnia 2017

Delia Dermo System odświeżający żel do mycia twarzy- odświeżona recenzja

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj zapraszam was na odświeżoną recenzję mojego starego ulubieńca. A będzie to mój ulubiony żel z Delii z serii dermo system.  Co prawda pierwsza recenzja pojawiła się na samym początku mojego blogowania jakieś trzy lata temu, ale skoro żel znów niedawno wpadł w moje ręce po dłuższej przerwie, postanowiłam, że odświeżę wpis. A teraz, jeśli ciekawi was żel, zapraszam do dalszej części wpisu :)






#Co, gdzie i za ile?


Delia Dermo System żel odświeżający znajdziecie w Drogerii Natura oraz innych mniejszych posiadających tę markę w swoim asortymencie. Cena kosmetyku jest naprawdę niska. Oscyluje w granicach 7-8 zł za 200 ml opakowanie. Całkiem przyjemnie. 


#Co mówi producent


W skrócie:
*idealnie oczyszcza
*usuwa makijaż
*nawilża 
*odświeża 


I jak to wygląda w praktyce?  Mianowicie bardzo fajnie. Żel faktycznie dobrze oczyszcza buzię z wszelkiego makijażu, jego resztek oraz innych kosmetyków, jeśli makijażu nie mam akurat. Buzia jest bardzo ładnie oczyszczona i nieściągnięta. Czuć bardzo przyjemne odświeżenie, co o poranku sobie cenię. Nawilżenie czuć bardzo delikatne, nie jest to nic spektakularnego. Całą aplikację umila przyjemny zapach. Kosmetyk minimalnie się pieni, aczkolwiek jest na tyle delikatny, że nie wysusza buzi, a spełnia swoje zadanie. 




#opakowanie


Opakowanie żelu to przezroczysta buteleczka zamykana na klik. Klik nigdy mi się nie zepsuł. Buteleczka jest też na tyle fajnie zrobiona, że umożliwia nam wykorzystanie całego żelu bez zmarnowania ani kropli z racji płaskiego zamknięcia właśnie. 


#Skład

#Konsystencja/Zapach/Kolor



Żel jest całkowicie przezroczystą,dość gęstą cieczą. Ma bardzo przyjemny ziołowo-ogórkowy zapach, który nie przeszkadza nosowi dość szybko się ulatnia. Mnie osobiście kojarzy się bardzo przyjemnie. Wspomnę jeszcze słowo o otworze, przez który wydobywamy kosmetyk. Jest odpowiedniej wielkości, nie wylewa się za dużo ani za mało kosmetyku, co jest istotne przy wydajności. 





Podsumowując dla mnie to kosmetyk świetny. Po kilku miesiącach nadal nie zawiódł. Jest w stanie zmyć cały makijaż bądź jego resztki, a także przyjemnie odświeżyć cerę, jeśli makijażu akurat nie macie. Buzia jest dobrze oczyszczona, nieściągnięta, a wysuszenia również brak. Nawilżenie, które obiecuje producent, jest minimalne bardzo, aczkolwiek nie oczekuję tego od żelu, mimo że jest to kosmetyk delikatny, ale skuteczny w swoim działaniu. 

Macie? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 

środa, 2 sierpnia 2017

Co nowego w kosmetyczce? Sierpień| Zapowiedzi recenzji

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Skoro mamy początek miesiąca, to przyszedł czas na małe nowości, które zagościły w mojej kosmetyczce. Jeśli ciekawi was, co nowego będę testować w sierpniu, zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu. 






La Boom, Ingrid Cosmetics

La Boom lakier hybrydowy nr 54  oraz Ingrid Cosmetics nr 13 Classic Red- 19,99 zł- te tanie hybrydy zauważyłam w mojej osiedlowej drogerii(aczkolwiek są dostępne też w Hebe). Przystępna cena skusiła mnie do zakupu. Pierwsze wrażenia całkiem przyjemne. Obecnie  na pazurkach mam  pokazaną na zdjęciu czerwień i bardzo mi się ona podoba. 

La Boom efekt syrenki- 8,90 zł- jak każda kobieta lubię błyskotki na paznokciach, dlatego skusiłam się na efekt syrenki. Nie jestem do końca zadowolona z niego, ponieważ bardzo ciężko się go wciera, a w konsekwencji jest to bardziej taki ładnie mieniący cukier do przylepiania na paznokcie niż efekt syrenki. Dajcie znać, jak wy radzicie sobie z efektem syrenki na paznokciach, może mi to jakoś pomoże :) 



Wibo serum z keratyną| Lovely Extra Lasting nr 2

Wibo serum z keratyną i miodem-ok.10 zł- jest to stały element pielęgnacji moich paznokci. Serum wcieram zawsze także po ściągnięciu hybryd i usunięciu skórek żelem od Sally Hansen, a zawsze wyglądają na ładne i zadbane odkąd go używam. Osobiście polecam wam je serdecznie. To już moje ente opakowanie. 

Lovely Extra Lasting matowy błyszczyk nr 2-ok. 10 zł- jak dobrze wiecie, zakochałam się  już wcześniej w odcieniu nr 1 tej pomadki. Jednak po recenzji na blogu Natalii skusiłam się na odcień nr 2 właśnie i również jestem zakochana w tej pomadce. Ma piękny kolor oraz równie świetną trwałość, jak moja wspomniana ulubienica. I z niej też zapowiada się ulubieniec :) 


Evree Pure Neroli tonik normalizujący

Evree Pure Neroli Tonik do twarzy-10,79 zł- promocja- przyznam, że ten tonik widziałam kilka razy tu i ówdzie i bardzo mnie zaciekawił. Z racji, że skończyła mi się esencja od Bielendy postanowiłam się nim zainteresować bliżej. Zapowiada się całkiem fajnie, ważne, tylko aby uważać na oczy, kiedy go aplikujemy, ponieważ lubi troszkę zapiec, jak się tam dostanie. Innych zastrzeżeń na razie nie mam. 


Delia Dermo system żel odświeżający do mycia twarzy

Delia Dermo system żel odświeżający- ok. 8-9 zł- drogeria Natura- ten kosmetyk to powrót do starego ulubieńca, który świetnie się sprawdza, ale został trochę zapomniany przeze mnie. Bardzo lubię ten żel, za to, że jest delikatny, dobrze myje i oczyszcza twarz oraz jej nie wysusza. 


Venus pianka nawilżająca melon&pistacja

Venus pianka melon& pistacja- ok. 8 zł- Drogeria Natura- tę piankę bardzo lubię od kilku miesięcy, więc kolejne opakowanie musiało się u mnie pojawić. Jest tania, dobrze radzi sobie z depilacją i przyjemnie pachnie. Czego chcieć więcej? Moim zdaniem niczego :) 


Garnier Mineral InvisiClear antyperspirant

A na koniec dwa ulubione antyperspiranty Garnier InvisiClear oba w promocji po 7,99 zł- na lato są super. Ja mam suche pachy i ładnie pachnę cały dzień. Zdecydowanie kupię kolejne opakowania, tak jak czynię to teraz :)


I tak prezentują się  moje nowości z tego miesiąca, które zamierzam testować w dalszym ciągu. Czy wyłonią się z tego jacyś ulubieńcy, zobaczymy w trakcie użytkowania kosmetyków. A może znacie coś z moich zakupów i lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 

Instagram