Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany. Szanuj moją pracę! Uprasza się również o nie kopiowanie zamieszczonych tu tekstów oraz zdjęć. Wszystkie należą do mnie.

wtorek, 29 sierpnia 2017

W denkowym pudełku- sierpień 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj tradycyjnie, jak na koniec każdego miesiąca przyszedł czas na rozliczenie się z pustych opakowań, które w ostatnim czasie albo dobiły końca, albo w miesiąc udało się je zdenkować. Pojawią się też po prostu wyrzutki. Jeśli ciekawi was, jakie kosmetyki tym razem wylądowały w koszu, zapraszam do dalszej części wpisu. 



GARNIER



FRUCTIS FRESH SZAMPON 2X- w tym miesiącu udało mi się zużyć dwie sztuki mojego ulubionego szamponu, który dobrze myje i oczyszcza włosy, nie plącze ich i pomaga zachować świeżość przez 2-3 dni. Jak dla mnie jest naprawdę świetny i mam już kolejne opakowanie w użyciu, a następne w zapasie. 

MINERAL INVISICLEAR ANTYPERSPIRANT W KULCE- ta kulka to od początku lata mój wielki ulubieniec, dlatego nigdy nie może jej u mnie zabraknąć. A to jest kolejne już zużyte przeze mnie opakowanie. 

NIVEA



DIAMOND GLOSS CARE LAKIER DO WŁOSÓW- tego malucha dostałam kiedyś przy okazji zakupów w Naturze. Po kilku miesiącach udało mi się go zużyć. I przyznam wam szczerze, że byłam z niego naprawdę zadowolona. Świetnie radził sobie z utrwalaniem fryzury, a jednocześnie nie oblepiał włosów, czego osobiście bardzo nie lubię i mam je ochotę wtedy, jak najszybciej umyć. W przyszłości chętnie skuszę się na pełnowymiarowe opakowanie. 


DIAMOND VOLUME CARE- jak wiecie, to moja ukochana odżywka. Super nawilża włosy i nadaje genialne objętości, włosy są po niej takie mięsiste. Uwielbiam ją, aczkolwiek obecnie mam coś nowego do testowania, o czym dowiecie się niedługo ze wpisu o nowościach. 

MARION


HIAR LINE PŁYN DO STYLIZACJI WŁOSÓW- ostatnio często gości w mojej pielęgnacji włosów pozwalając trochę je ułożyć. Oczywiście nie jest to nic wybitnego na tej mojej głowie, ale lubię,  jak włosy nie stoją każdy w inną stronę. 

ZIAJA


NATURALNY OLIWKOWY PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ- to zdecydowanie mój ulubiony kosmetyk w tej kategorii, do którego ciągle wracam. Jest delikatny, dobrze myje i nie podrażnia wrażliwych okolic. Mam już kolejne opakowanie jednego z ziajowych płynów. 


DOVE


ŻEL POD PRYSZNIC GENTLE EXFOLIATING- ten żel faktycznie miał w swojej konsystencji drobinki, aczkolwiek nie było to nic mocno złuszczającego,co mogłoby zastąpić. Po prostu był kremowy, pięknie pachniał, dobrze mył i nie wysuszał skóry. W przyszłości na pewno kupię ponownie. 


ŻEL POD PRYSZNIC WERSJA PODSTAWOWA - ten kosmetyk sprawdzał się, tak samo świetnie, jak jego brat wyżej, czyli był kremowy, dobrze mył i oczyszczał ciało, nie wysuszając skóry oraz pięknie pachniał kremem Dove. Obecnie mam w zastępstwie wersję pistacje& magnolia. Zapachowe cudo. 



ISANA

STYLE 2 CREATE SUCHY SZAMPON BERRY MANIA- ogólnie był w porządku i robił to, co robić powinien,  czyli odświeżał jakoś włosy w awaryjnej sytuacji, ale w moim odczuciu na dłuższą metę nie tak dobrze, jak Batiste. Zapach był całkiem ładny, aczkolwiek więcej do tego szamponu nie wrócę. Na ten moment znowu mam Batiste, który jest niepokonany w tej kategorii. 

CIEN



SÓL DO KĄPIELI JAŚMIN& POMARAŃCZA- zapachowe cudo. Normalnie mogłabym siedzieć z nosem w opakowaniu tej soli i zapach wcale by mi się nie znudził. Ogólnie rzecz biorąc oprócz zapachu, który unosił się w całej łazience, jak używałam tej soli, to jeszcze była ona całkiem przyjemna dla skóry. Na pewno kupię ponownie. 


ISANA


HELLO SPRING ŻEL POD PRYSZNIC- to jedne z moich ulubionych żeli pod prysznic i ten z sokiem z brzoskwini również podbił moje serce swoim zapachem i jak tylko mam możliwość,  robię sobie zapasy. Dobrze myje i nawet nie wysusza skóry.  Bardzo lubię limitowanki Isana, aczkolwiek teraz mam spory zapas innych żeli i nie kupuję nic nowego. 

ALTERRA



HYDRO WINOGRONO& BIAŁA HERBATA KREM NA DZIEŃ- powtarzam przy każdej możliwej okazji, jak zdarta płyta, że kocham ten kosmetyk, bo świetnie nawilża, delikatnie matuje oraz nadaje się pod makijaż, jakichkolwiek kosmetyków nie użyję. Obecnie ciężko mi dostać ten krem, gdyż w obu Rossmannach w moim mieście jest nieobecny, więc po zużyciu ostatniego opakowania,  jakie miałam u siebie, sięgnęłam po coś nowego, ale o tym dowiecie się już niedługo. 

RIVAL DE LOOP

 REVITAL Q10 KREM POD OCZY- muszę powiedzieć, że mało kosmetyków tej firmy lubię, ale ten krem jako jeden z nielicznych spokojnie zasługuje na miano ulubieńca. Nawilża delikatne okolice pod oczami, szybko się wchłania, jest lekki i nietłusty. Dla mnie świetny i chętnie kupię kolejne opakowanie, jeśli będzie to możliwe. 

ESSENCE


EYESHADOW  076 PINK ME UP - ten cień do powiek służył mi jakiś czas w roli różu, aczkolwiek jakoś ciężko się go nabierało na pędzel i mam wrażenie, że był strasznie suchy. Przeleżał u mnie chwilę, więc postanowiłam się go pozbyć już. 


I tak prezentuje się 15 zużytych przeze mnie produktów. Sądzę, że to całkiem fajna liczba. Najważniejsze, że liczba nowości z tego miesiąca była mniejsza niż denko.
A ja było u was w tym miesiącu? Duże denko, czy raczej małe? 

niedziela, 27 sierpnia 2017

Moje TOP 4 najlepiej oczyszczających szamponów.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj ma dla was zestawienie moich top 4 najlepiej oczyszczających szamponów do włosów. Mocno zwracam na to uwagę, gdyż mam przetłuszczające się u nasady włosy, które potrzebują oczyszczania, aby wyglądać świeżo i  szybko nie tracić objętości. Jeśli ciekawi was, jakie cztery szampony w ostatnim czasie spełniają moje wymagania, zapraszam do dalszej części wpisu.





#1



Na pierwszym miejscu podium znajduje się mój ulubieniec, czyli Garnier Fructis Fresh, który świetnie oczyszcza, dodaje objętości oraz sprawia, że włosy są świeże przez przynajmniej 3 dni w moim wypadku, choć zależy to też od warunków atmosferycznych, bo przy upałach wolałam myć włosy częściej. Natomiast idąc dalej szampon, nie wywołuje typowej szorstkości włosów po myciu, więc jeśli z jakichś przyczyn nie lubicie odżywek, nie będzie potem problemu z rozczesaniem włosów choćby. 


#2


Drugim szamponem nie mniej przeze mnie cenionym w kwestii oczyszczania jest kosmetyk marki Joanna z serii Tradycyjne Receptury w wersji Chmiel i Drożdże. Ten szampon od kilku miesięcy gości w mojej kosmetyczce, jako porządniejszy oczyszczacz. Kiedy chcę mocnego oczyszczenia, żeby włosy były szorstkie i dosłownie skrzypiały, sięgam po ten produkt. Przyznam, że świetnie się spisuje i pomimo że muszę po nim użyć odżywki, aby trochę włosy nawilżyć, zdecydowanie z niego nie zrezygnuję. Jedynym czynnikiem, jaki może wam się troszkę nie podobać w tym szamponie, to piwny zapach, aczkolwiek na włosach on nie zostaje, więc nie ma obaw, że będzie nas dręczyć. 


#3


Kolejnym porządnie oczyszczającym szamponem, na który warto zwrócić uwagę jest Schauma 7 ziół świeżość& objętość. Po umyciu włosów tym szamponem czuję przede wszystkim porządne odświeżenie, jak przy opisanym wyżej szamponie marki Joanna, a dodatkowo mocno czuję też szorstkość kosmyków po tym specyfiku, aczkolwiek użycie maski, odżywki lub czegoś innego co nawilży włosy, załatwia sprawę i są one przyjemniejsze potem. Świeżość włosów po dwóch wymienionych produktach czuję trzy dni, aczkolwiek objętość jest tylko przez dwa, ale to już jest indywidualna kwestia moich włosów. Jeśli chodzi o kwestię ostatnią, czyli zapach, to w tym wypadku jest to zapach jakby ziołowy właśnie, trochę jak zielona herbata kosmetykach. Ogólnie całkiem przyjemny. 



4#


Na końcu zestawienia uplasował się Garnier Fructis Grow Strong. Jeśli chodzi o oczyszczanie spisuje się super, nie obciąża włosów, dodaje lekkiej objętości oraz przyjemnie pachnie, podobnie, jak jego brat w wersji Fresh, który na stałe u mnie gości. Jak pisałam wyżej, nie można odmówić, że radzi sobie z oczyszczaniem i nie jest po nim konieczna wielka ilość odżywki, bo nie sprawia, że włosy są szorstkie. Jedyne czego o nim nie wiem to, jest to, czy działa na wypadanie kosmyków, gdyż obecnie tego problemu nie mam, prawdopodobnie dowiem się tego jesienią. 



I tak prezentują się moje 4 ulubione szampony oczyszczające. Wszystkie polecam, jeśli potrzebujecie oczyszczenia i tak, jak ja czasem lubicie eksperymentować z olejowaniem czy kremowaniem włosów, gdyż te gagatki radzą sobie i w takich sytuacjach. 

A może znacie te szampony? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :)


Jeśli szanujesz moją pracę, nie zostawiaj linków. To nie jest miejsce na twoją reklamę. 

piątek, 25 sierpnia 2017

Organic Shop peeling do ciała trawa cytrynowa z prowansji

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was recenzję kosmetyku, który wywołuje mieszane uczucia wśród was, aczkolwiek mnie sprawdza się rewelacyjnie. O jakim kosmetyku będzie mowa? O jednym z peelingów Organic Shop z trawą cytrynową. Jeśli ciekawi was, co myślę o tym kosmetyku i dlaczego go lubię, zapraszam do dalszej części wpisu. 





#Co, gdzie, jak i za ile? 






Peeling Organic Shop mnie udało się dostać w mojej osiedlowej drogerii w cenie ok. 8 zł, aczkolwiek te peelingi oraz inne kosmetyki tej marki znajdziecie w drogeriach internetowych.






#Co obiecuje producent? 




*delikatnie odnawia i wygładza skórę
*przywraca jej miękkość


I jak to wygląda w praktyce? Obietnic producenta jest niewiele. Całe dwie. I zostają one spełnione moim zdaniem. Dlaczego tak uważam? Peeling jest świetnym zdzierakiem, czy to na sucho, czy na mokro, bo próbowałam z ciekawości obu sposobów. Skóra za każdym razem jest gładziutka i przyjemna w dotyku. Co prawda małym minusem może być fakt, że peeling nie zawiera żadnego olejku nawilżającego w składzie, aczkolwiek mnie to przestało przeszkadzać i jeśli czuję potrzebę nałożenia balsamu potem po prostu to robię. 



#Skład:






#Konsystencja/ Kolor/Zapach:




Jak same widzicie, kosmetyk ma bardzo gęstą strukturę (troszkę jak plastelina, ale nie do końca), co dobrze przekłada się na jego użytkowanie, które jest wygodniejsze dzięki temu, bo nic z rąk nie ucieka. Przyznam, że lubię takie dziwne i nietypowe konsystencje w peelingach.  Kolor produktu zamkniętego w plastikowym opakowaniu jest zielony. Do zapachu też nie mogę się przyczepić, gdyż jest bardzo przyjemny, cytrusowy bez sztucznej, chemicznej nuty. Moim zdaniem przyjemny. 





Podsumowując: Bardzo przyjemny kosmetyk w niskiej cenie. Świetnie spełnia swoje zadanie ścierania martwego naskórka, zarówno na wilgotnej skórze, jak i na suchej bez wywoływania skutków ubocznych. Małym minusem może być fakt, że sam z siebie skóry nie nawilża, bo w składzie brak jakiegoś olejku, aczkolwiek dla mnie nie jest przez to zdyskwalifikowany. Polubiłam się z nim i to bardzo. Wam polecam również :) 



A może miałyście już ten peeling? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Hity sierpnia-Wakacyjni ulubieńcy cz. II

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj, jak co miesiąc w tym czasie przyszedł moment na pokazanie wam moich ulubieńców z tego miesiąca. Muszę przyznać, że sierpień to był prawdziwie wakacyjny miesiąc pod względem letnich upałów. Ja wakacji zbyt długich nie miałam, ale cieszę się też z wypadów weekendowych, kiedy mogłam naładować akumulatory. A teraz bez zbędnego gadania pokażę wam kilka produktów, które skradły moje serce w tym miesiącu :)







Pierwszy kosmetykiem, który skradł moje serce w tym miesiącu jest tonik do twarzy Evree Pure Neroli. Kupiłam go z ciekawości, po tym, jak skończyła mi się Esencja z Bielendy i muszę przyznać, że bardzo lubię ten produkt. Stosuję go każdego wieczora do tonizowania buzi, którą świetnie odświeża i delikatnie matuje. Początkowo nasza relacja była trudna przez fakt, że zapominałam zamknąć oczy podczas aplikacji i minimalne ilości dostawały mi się do oczu, aczkolwiek teraz o tym pamiętam i uwielbiam ten kosmetyk. Co warte wspomnienia, jak obiecuje nam producent na opakowaniu tonik ma działać na niedoskonałości i faktycznie tak jest, ponieważ miałam  w strefie T, a konkretnie na czole parę drobnych wyprysków, które trochę mi się nie podobały, a odkąd zaczęłam używać tego przyjemniaczka, problem właściwie zniknął. Przetestowałam to również na kimś innym, kto ma więcej niedoskonałości i efekt był dokładnie ten sam. Na końcu wspomnę tylko, że cudownie pachnie pomarańczą. Idealny zapach na lato.




Skoro nadal mowa o pielęgnacji, to zatrzymajmy się na chwilę przy włosach i delikatnej stylizacji. Jak dobrze wiecie, jakiś czas temu już ścięłam włosy. Moja pielęgnacja na ten czas ograniczyła się właściwie do minimum i w tym minimum występuje również pianka do włosów nadająca objętości Nivea Diamond Volume Care. Muszę przyznać, że robi fajną robotę. Aplikuję ją zawsze na czyste włosy zaraz po umyciu. Wystarczy mi właściwie jedno psiknięcie i mam odpowiednią ilość pianki, która zrobi, co trzeba, a jednocześnie nie oblepi mi włosów, czego bardzo nie lubię. Jeżeli tak, jak ja macie fioła na punkcie objętości włosów polecam serdecznie zainteresować się tym kosmetykiem.





Kolejnym ulubieńcem jest już coś związanego z makijażem. W tym miesiącu szczególnie mocno męczę matową pomadkę Lovely Extra Lasting w kolorze nr 2. Widziałyście ją na pewno w makijażowym wpisie w tym miesiącu. Ma piękny głęboki, malinowy kolor i cudownie wygląda na ustach. Nie można też odmówić jej trwałości jak na taki wyrazisty kolor. Osobiście jestem z tej pomadki naprawdę zadowolona i cieszę, że mam już drugi egzemplarz tejże, który nie zawodzi.
Jeśli jeszcze nie próbowałyście,polecam serdecznie. Oczywiście, jeżeli niezbyt lubicie tak intensywne kolory, to warto przyjrzeć się choćby nudziakowi nr w brudnoróżowym odcieniu.

Jak przemyciłam kolor w makijażu? Usta!


Ostatnim ulubieńcem godnym uwagi jest pewien korektor, a mianowicie Catrice Camouflage Cream Wake Up Effect w różowym odcieniu. Używam go pod oczy w duecie z płynnym kamuflażem w kolorze 005 i efekt jest genialny. Sińce zakryte i zneutralizowane, spojrzenie delikatnie rozjaśnione i wypoczęte. Uwierzcie, że za każdym razem, jak nakładam ten duet,  nie mogę wyjść z podziwu, jak to wszystko świetnie wygląda. Pierwszy raz w życiu jestem pod takim wrażeniem korektora. A co najważniejsze nasza dwójka świetnie ze sobą współgra przez cały dzień ładnie trzymając się na miejscu i nie wchodząc w żadne załamania skóry i nie tworząc niewidzialnych zmarszczek. Jak dla mnie ekstra i naprawdę polecam serdecznie.


Jak same widzicie, ulubieńców nie jest wielu, ale są to same godne uwagi kosmetyki. Najbardziej polecam tonik, pomadkę oraz korektor, gdyż to są największe hity miesiąca, choć pianka dodająca objętości też zasługuje na uwagę.
Znacie któryś z tych kosmetyków? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :)



Jeśli szanujesz moją pracę, nie zostawiaj linków. To nie miejsce na twoją reklamę!

niedziela, 20 sierpnia 2017

Jedna marka-Ziaja 3 kosmetyki warte uwagi.


Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was wpis z jedną marką, czyli 3 kosmetykami   godnymi uwagi.Tym razem bierzemy na tapetę markę Ziaja. 
 Jak wiecie mam z nią mieszane relacje i wiele produktów,
 które się u mnie przewinęły,nie zagrzało
długo miejsca w mojej kosmetyczce. Znalazłam jednak trzy perełki, które są godne uwagi. Jeśli ciekawi was, jakie to kosmetyki, zapraszam serdecznie do dalszej części wpisu. 





Pierwszym kosmetykiem, który weźmiemy na tapetę w tym zestawieniu,będzie oliwkowy tonik z witaminą C z serii liście zielonej oliwki. Ten kosmetyk na pewno zostanie moim hitem tego roku, czego dowodzi fakt używania kolejnego już opakowania tego diabelnie wydajnego kosmetyku. Uwielbiam go i używam nie tylko zgodnie z przeznaczeniem, czyli do tonizowania buzi w porannej pielęgnacji twarzy, ale też do odświeżania w ciągu dnia oraz ściągania pudrowości z makijażu. Wypróbowałam go nawet jako odżywkę bez spłukiwania do włosów i były całkiem przyjemne po spryskaniu i wyschnięciu :) W drogerii znajdziecie go cenie 7-8 zł. 

Ziaja liście zielonej oliwki tonik



Następnym nie mniej świetnym kosmetykiem,podobnie jak tonik jest pasta do głębokiego oczyszczania twarzy z serii liście manuka. W czasie rosnącej sławy tej serii naczytałam się o niej naprawdę wiele dobrego, ale jakoś wtedy nie kusiło mnie przetestowanie. Dopiero w czerwcu tego roku pasta wpadła w moje łapki i przepadłam. Jest świetna,jako porządny peeling do twarzy zdziera wszelkie suche skórki oraz martwy naskórek, dobrze oczyszcza i ściąga pory. Jestem naprawdę zakochana w tej paście i często jej używam. Żałuję, że wcześniej nie wypróbowałam tego kosmetyku, bo okazuje się, że to petarda. W drogerii kosztuje grosze. 

Ziaja pasta do głębokiego oczyszczania




Ostatnim kosmetykiem godnym uwagi jest krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem. Jeżeli szukacie lekkiego kremu, który sprawdzi się na co dzień, nie jest tłusty i nadaje się pod makijaż,serdecznie polecam ten. Przyjemnie nawilża delikatne okolice pod oczami oraz szybko się wchłania. Oczywiście ten nie ma żadnych właściwości rozjaśniających cienie pod oczami, bo tego za nas krem nie zrobi, aczkolwiek inne jego cechy oraz niska cena przemawiają na jego korzyść bardziej niż ten tyci minusik. 

Ziaja krem pod oczy z bławatkiem

I tak prezentują się moje trzy perełki marki Ziaja. Jak widzicie, w gąszczu różnych średnich kosmetyków tej marki, udało mi się wyłuskać te najlepsze. A wy lubicie tę markę, czy wręcz przeciwnie? Macie w niej jakieś perełki? Koniecznie dajcie znać :) 



Jeśli szanujesz moją pracę, nie zostawiaj linków ! To nie miejsce na twoją reklamę. 

piątek, 18 sierpnia 2017

White Swan Mgiełka Soczysty Melon

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was recenzję bardzo przyjemnej mgiełki. Jak wiecie, lato w pełni, a ja nie patrzę w stronę perfum. Zakochałam się tego lata w mgiełkach. Soczystych i owocowych. Jeśli ciekawi was, co myślę o tytułowym kosmetyku, zapraszam do dalszej części wpisu. 





#Co, gdzie, jak i za ile? 



Mgiełki White Swan o różnych zapachach można najczęściej dostać w Biedronce z różnych okazji w cenie ok. 15 zł.  
Wariantów mamy kilka do wyboru zwykle. Osobiście testowałam mango oraz soczystego melona, którego dotyczy dzisiejsza recenzja. 


#Co mówi producent + moje spostrzeżenia





Producent właściwie nic nie mówi o produkcie na opakowaniu. Na stronie frisco.pl, gdzie również można nabyć te mgiełki, możemy znaleźć takie informacje:

Mgiełka do ciała Juicy Melon to esencja lata i owocowego orzeźwienia, ukryta w pięknym flakoniku. Nuta głowy zachwyci Cię delikatnością wody i zieleni. Nuta serca zaprosi Cię do letniego ogrodu, pełnego dojrzewających w pełnym słońcu owoców: słodkich truskawek, arbuzów i melonów cukrowych. Nuta głębi z kolei ukoi Twoje zmysły słodkim aromatem cukru i intensywnością piżma.
Mgiełka zapachowa to obowiązkowy towarzysz każdej kobiety. Otuli Twoje ciało delikatnym zapachem, który momentalnie przeniesie Cię w słoneczny świat marzeń. Wyraź siebie poprzez słodką owocową woń i pozwól, by stała się ona Twoją letnią wizytówką.
Produkt White Swan:
  • Wygodna aplikacja
  • Lekki, poręczny flakonik
  • Piękny owocowy zapach


Jeśli o mnie chodzi, to jestem ewidentnie zakochana w tych mgiełkach po zużyciu dwóch opakowań tak naprawdę. Obie wersje, które miałam, czyli Exotic Mango i Juicy Melon naprawdę mnie zachwyciły, ale do rzeczy. Opakowanie mgiełki to wygodna butla z atomizerem, który zabezpieczony jest przezroczystym korkiem, którego nie udało mi się zgubić, tak jak inne tego typu, brawo ja :D  Sama buteleczka ma przyjemną grafikę, taką soczystą i letnią w sumie. Sam zapach jest obłędny, mimo że bardzo prosty dla mojego nosa. Głównie czuje w nim właśnie zielone nuty i melona. Całość jest mocno orzeźwiająca i idealna na gorące dni. Zapach o dziwo, jak na taką mgiełkę na skórze zostaje ok. 2 godzin, ale na samych ubraniach potrafi przetrwać dużo dłużej :) 

#Skład





Aplikator bliżej


Jak same widzicie, atomizer robi tutaj za aplikator. Psikał odpowiednią ilość mgiełki, nie plując na człowieka zwartością buteleczki i nie dając wrażenia, że jest się mokrym od kosmetyku. 



Podsumowując: Dla mnie ta mgiełka to jeden z hitów tego lata. Zdecydowanie pokochałam zapach, przyjemną trwałość oraz dostępność i cenę. Jak będziecie mieć okazję zdobyć te mgiełki, czy to w internecie, czy stacjonarnie w Biedronce to ze swojej strony serdecznie polecam. Ja nie żałuję, że kupiłam obydwa zużyte już opakowania.


A wy je macie? Znacie? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 


Szanuj moją pracę i nie zostawiaj linków. To nie jest miejsce na twoją reklamę !

wtorek, 15 sierpnia 2017

Jak przemyciłam kolor w makijażu-Usta !

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj kolejny wpis z serii jak przemyciłam kolor w makijażu. Tym razem, jak to zwykle bywa, nie będzie to kolor na oku, ale na ustach. Jeśli ciekawi was, w jaki sposób zaakcentowałam usta, zapraszam do dalszej części wpisu.








Bohaterka dzisiejszego wpisu to pomadka Lovely Extra Lasting w kolorze nr 2. Pomadkę dostaniecie w drogerii Rossmann i chyba w internecie też, gdyż coraz częściej słyszę o tym na yt, że tańsze marki dostępne w Rossmannie właśnie pojawiają się w różnych drogeriach internetowych. Za kosmetyk zapłacimy ok. 10 zł.




Jak w przypadku poprzedniego koloru (czyli mojej ulubionej pomadki nr 1) producent nazywa pomadkę matowy błyszczyk. Tak nawiasem mówiąc to, dość dziwna nazwa, zważywszy, że kosmetyk błyszczy tylko podczas nakładania, kiedy wyschnie, jest całkowicie matowy. Jeśli chodzi o, kolor pomadki to jest to przepiękna, żywa, malinowa barwa. To, co widzicie przez przezroczyste opakowanie, jest dokładnie tym, co zobaczycie poniżej. Ze spraw  technicznych pomadka podobnie, jak posiadana przeze mnie wersja nr 1 ma świetną trwałość. Nie można jej nic zarzucić. Wyciera się bardzo równomiernie bez tworzenia prześwitów, dziur, wałkowania się czy wchodzenia w załamania ust. Moim zdaniem ekstra.

#Kolor


Jak same widzicie, jest przeboski ! Normalnie odkąd go zobaczyłam, byłam kupiona. Dosłownie i w przenośni. To, co mamy w opakowaniu, jest w pełni oddane właściwie.



Makijaż



Oczy: my secret matte eyeshadow nr 505, wibo neutral eyeshadow palette kolory: summer breeze+peach cream+ secret eye załamanie powieki, wewnętrzny kącik warm soil, na całą powiekę magic touch + kącik zewnętrzny, eyeliner miss sporty studio lash designer gel, tusz miss sporty 100% rock
Twarz: Bourjois 123 Perfect Vanilla, puder wibo rice powder, korektor catrice wake up effect plus catrice liquid camouflage 005 light natural.
Usta: Lovely Extra Lasting 02. 


Podsumowując: Pomadka świetna, podobnie z resztą jak jej kolor. Trwałość i pigmentacja mówią same za siebie. W tej cenie grzechem jest jej nie posiadać. Oczywiście drobnym minusem może być fakt, że pomadka trochę usta wysusza, ale od tego mamy peelingi i balsamy, aby o nie dbać i nie doprowadzać do wysuszeń. U mnie to działa i usta zawsze mam ładne, mimo że matowe pomadki uwielbiam w różnych formach. 

A wy ją macie u siebie? Lubicie? Koniecznie dajcie znać :) 

niedziela, 13 sierpnia 2017

Ulubione produkty do ust- aktualizacja II

Witam was kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj przychodzę do was z małą aktualizacją moich ulubionych produktów do ust. Znajdą się tutaj właściwie same perełki, których używam najczęściej oraz kilka nowości z ostatniego czasu. Jeśli ciekawi was, co nowego w tej kategorii u mnie, zapraszam do dalszej części posta.





Pierwszym niekwestionowanym ulubieńcem, a zarazem jedyną typową pomadką w mojej kosmetyczce jest Eveline Color Edition 703 Candy Angel. O tym produkcie, jak dobrze pamiętacie, trąbiłam wam cały poprzedni rok. I nie bez powodu, gdyż uwielbiam tę pomadkę za piękny kolor, całkiem przyjemną trwałość oraz łatwość aplikacji, kiedy nie mamy lusterka pod ręką. Warto też zaznaczyć, że pomadka nie wysusza ust przez cały dzień noszenia. Straszne jej tylko jedzenie i picie, ale jak pisałam wyżej, nie ma problemów z poprawkami. 

Eveline Color Edition 703 Candy Angel



Na tym zdjęciu znajdują się oryginał i jest świetny zamiennik, czyli Golden Rose Matte Lipstick Crayon w kolorze 010 & Sensique Matte Fits Perfectly nr 404. Kolory pomadek są niemalże identyczne, są delikatne różnice, jak wiadomo, ale na pierwszy rzut oka wcale tego nie widać. 
Obie  również mają formę kredki, którą trzeba temperować. Cena obu produktów jest bardzo przystępna. W przypadku GR gama kolorystyczna jest naprawdę duża i każdy znajdzie coś dla siebie, natomiast wśród kredek Sensique kolorów mamy tylko 7. Nie jest to może wielki minus, ale rzecz warta wspomnienia. Pomadki przyjemnie nakładają się na usta, w przypadku Golden Rose nie jest ona od razu matowa, lekko się błyszczy jakby, mat pojawia się po jakimś czasie dopiero, natomiast kredka Sensique od razu jest matowa, ale nie jest to kredowy mat oczywiście w żadnym z wypadków. Obie nie mają problemów z trwałością, ciut lepiej jest w przypadku pomadki z Sensique, która w naprawdę niewielkim stopniu się wyciera, ją zabija tylko tłustsze jedzenie, z pomadką Golden Rose jest nieco inaczej, ona troszkę bardziej się wyciera, ale nadal równomiernie i estetycznie to wygląda w obu przypadkach. Osobiście jestem zadowolona z obu pomadek i obie polecam serdecznie. 



Kolejne moje ulubione produkty to konturówki. Obecnie mam kilka konturówek  Essence, czyli 07, 08 oraz 012, jedną sztukę z My Secret  nr 02 oraz ostatnią w miarę świeżą zdobycz, czyli produkt Wibo w kolorze 04. Najlepsze pod względem trwałości są konturówki Essence. Praktycznie nie do zdarcia. Niewielkie uszczerbki sprawia jedzenie lub picie, aczkolwiek wcale nie są one aż tak widoczne, a w razie potrzeby można wszystko łatwo naprawić. Troszkę mniej trwałe są dwie nie mniej lubiane przeze mnie konturówki marek My Secret oraz Wibo. Obie miękkie, przyjemnie się aplikują, dają ładny i równomierny kolor na ustach bez prześwitów i późniejszych niespodzianek, gdy się powoli ścierają. Po prostu schodzą z ust bardzo równomiernie. 

Sensique matte fits perfectly nr 404



Na ostatek idą dwie płynne pomadki, na  których punkcie dosłownie oszalałam. Są to pomadki Lovely Extra Lasting nr 1 i 2. Pierwszą z nich kupiłam pod wpływem naprawdę wielu pozytywnych opinii w internecie i naprawdę się w niej zakochałam, zużywszy już jedno całe opakowanie pięknego brudnoróżowego koloru właśnie, bo takie uwielbiam najbardziej. Jakiś czas później, dzięki Natalii  kupiłam kolor nr 2 i również przepadłam już po pierwszym nałożeniu. Kolor jest śliczny. Taki żywy, malinowy róż, może trochę fuksja. Nie jestem zbyt dobra w opisywaniu kolorów. 
Natomiast na ustach kolor wygląda naprawdę bosko, co już niedługo wam pokażę. Pomadka ma także świetną trwałość, tak jak moja pierwsza ulubienica. 

Lovely Extra Lasting nr 1


A teraz swatche całości: 




I tak prezentują się wszystkie moje perełki do ust. Jak widzicie, nie jest to wielka kolekcja, aczkolwiek powoli poszerza się, jeśli jakiś kolor mi się spodoba. 
A u was jak to wygląda? Koniecznie dajcie znać. 

środa, 9 sierpnia 2017

5 najlepszych kosmetyków za +/- 10 zł cz. XV

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kolejną część zastawienia najlepszych kosmetyków w kategorii cenowej +/- 10 zł. Tym razem w zestawieniu gości głównie pielęgnacja z jednym tylko nawiązaniem do kolorówki. Jeśli ciekawi was, jakie kosmetyki z tej półki cenowej, tym razem warto zakupić, zapraszam do dalszej części wpisu. 



Peeling Organic Shop

Na pierwszy ogień idzie peeling z trawą cytrynową marki Organic Shop, który od miesiąca towarzyszy mi pod prysznicem. Jest bardzo fajnym i porządnym zdzierakiem. Moim zdaniem wszystko jest w nim na tak. Dobrze nabiera się z opakowania, nie ucieka z rąk, co pozwala go zaaplikować na ciało bez obaw, że gdzieś ucieknie, a do tego wszystkiego przyjemnie pachnie. Mnie osobiście bardzo odpowiada. Kupicie go za ok 7-8 zł. 



Mgiełka White Swan


Kolejny kosmetyk, nie mniej godny uwagi od poprzedniego to melonowa mgiełka White Swan. Jak dobrze wiecie, latem zrezygnowałam całkowicie z perfum na rzecz mgiełek właśnie, ponieważ są o wiele bardziej orzeźwiające, szczególnie w upałach. Ten egzemplarz to była moja druga sztuka mgiełki tej marki, poprzednio zakochałam się w mango. Obie polecam, jeśli jeszcze znajdziecie je gdzieś w biedronce. Cena to ok. 15 zł za 200 ml. 

Delia Dermo system żel odświeżający

Skoro mowa o ulubieńcach to ten kosmetyk idealnie wpasowuje się w tę kategorię. Wróciłam do niego po dobrych kilku miesiącach, a jest to mój niezawodny żel odświeżający marki Delia. Odkryłam go jakieś trzy lata temu w Naturze. Poszukiwałam akurat delikatnego kosmetyku, który nie tylko umyje buzię, ale pozbędzie się też makijażu. I ten gagatek sprawdza się w tej roli rewelacyjnie. Dobrze myje i oczyszcza cerę, pozbywa się makijażu, nie wysusza i nie ściąga cery, ale przyjemnie ją odświeża. A to wszystko w cenie 7-8 zł za 200 ml. Nawiasem mówiąc, bardzo mi się podobają te bąbelki zawieszone w żelu. 

Marion spray do stylizacji

Rzadko polecam wam, coś z kategorii pielęgnacji i stylizacji włosów, ponieważ swój mały sprawdzony arsenał i staram się nie eksperymentować zbyt często na tym polu. Jednak odkąd mam krótkie włosy, to wprowadziłam raczej minimalistyczną pielęgnację, a to jej ostatni etap, czyli Marion HairLine Płyn do stylizacji włosów z kolagenem i ceramidami. Jak wspomniałam, tego płynu używam, jako ostatniego etapu pielęgnacji włosów, a właściwie do ich układania. Z tym kosmetykiem to o wiele prostsze. Wystarczy spryskać mokre włosy, ułożyć tak, jak chcemy i gotowe. Całość jest zdyscyplinowana i ładnie ułożona bez zbędnych niespodzianek. Kosmetyk dorwiecie w drogeriach w cenie od 7-10 zł maksymalnie. 

My Secret matt eyeshadow

A na ostatek  matowe cienie do powiek marki My Secret, które rządziły blogiem cały poprzedni miesiąc. Od makijażu, przez ulubieńców i kilka innych wpisów. Nadal uważam, że są godne uwagi przez swoje piękne kolory, pigmentację oraz trwałość. A co najważniejsze ich cena za pojedynczą sztukę wcale nie jest wysoka, bo to tylko 8,99 zł, a dostajemy coś znacznie więcej. Moim zdaniem to najlepiej napigmentowane matowe cienie, jakie posiadam w swojej kosmetyczce i wam również je polecam. 
Pisałam o nich tutaj:
Jak przemyciłam kolor w makijażu?

Znacie jakiś pokazany przeze mnie kosmetyk? Lubicie? A może coś jeszcze byście dorzuciły do tej listy? Koniecznie dajcie znać :)

Instagram