Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany.

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Nivea mleczko do ciała z masłem kakaowym

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak dobrze wiecie, nie zużywam balsamów pasjami i nie opisuje ich tutaj zbyt często, a i  samo balsamowanie traktuje po macoszemu. Jednak jeśli pamiętacie ulubieńców tego miesiąca, dobrze wiecie, że znalazłam ostatnio balsam, którego chętnie używam, a tym samym korzysta na tym moja skóra. Jeśli ciekawi was, dlaczego ten kosmetyk skradł moje serce,  zapraszam do dalszej części.

NAZWA: NIVEA MLECZKO DO CIAŁA Z MASŁEM KAKAOWYM I WITAMINĄ E.
POJEMNOŚĆ: 250ML
CENA: 18-19zł ( za pojemność 400ML, mniejszej nie spotkałam, ale uważam,że cena jeszcze nie jest taka straszna), obecnie w promocji w Rossmannie za 16,59ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN, NATURA



Obietnice producenta:
Producent obiecuje:
*szybkie wchłanianie
*głębokie i długotrwałe nawilżenie
*unikalny zapach naturalnego masła kakaowego

I teraz słusznie powstaje w waszych głowach pytanie,  jak te obietnice wyglądają w rzeczywistości. Mianowicie prawdą jest, że mleczko szybko się wchłania i niedługo po tym można spokojnie ubrać się bez stresu, że kosmetyk znajdzie się na ubraniu. Jeśli o nawilżenie chodzi to tutaj też bardzo dobrze sobie radzi. Zaczęłam go używać,  muszę powiedzieć w dość kryzysowym momencie,  jak miałam bardzo wysuszoną skórę, szczególnie na nogach, bo tam najbardziej wołała o nawilżenie. Postanowiłam więc, że wykorzystam to mleczko i to był strzał w dziesiątkę. Kilka dni i suchość całkowicie zniknęła, a na moim ciele (nie tylko na nogach) zagościła gładkość i porządne nawilżenie. A co więcej,  jeśli jednego dnia nie chce mi się użyć balsamu, to skóra nie wysusza się praktycznie wcale i nie cierpię następnego dnia. Jednak na tyle polubiłam się z tym mleczkiem, że mam go ochotę używać codziennie i tak właśnie jest. Do zapachu też nie można się przyczepić, ale o nim opowiem wam bliżej w dalszej części.




Skład:

Opakowanie:


Plastikowa butelka o pojemności 250ml. Grafika prosta i charakterystyczna dla produktów Nivea.
Estetycznie wygląda na łazienkowej półce. Otwór,  przez który wydobywamy kosmetyk, jak widzicie,  na zdjęciu niżej jest odpowiedniej wielkości i wygodnie wydobywa się przez niego mleczko.



Konsystencja/Zapach:
Kosmetyk ma bardzo przyjemną formułę, w konsystencji jest gęsta, ale jednocześnie dobrze rozprowadza się po ciele, nie zostawia smug i jak pisałam wyżej,  szybko się wchłania i bez obaw możemy potem się ubrać. Jeżeli chodzi o zapach to bardzo mi się podoba. Nie jest on sztuczny ani przesadzony. Moim zdaniem nie jest też  słodki, ale czuć w nim i masło kakaowe i krem. Bardzo przyjemne połączenie, które nie drażni nosa.



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, to uwielbiam ten kosmetyk i sądzę, że jest wart uwagi. Bardzo dobrze radzi sobie z przesuszoną wręcz skórą, w kilka dni przywracając jej nawilżenie i gładkość. Dodatkowo szybko się wchłania i pięknie pachnie. Jak dla mnie ideał i mam nadzieję, że jak skończę, to opakowanie będę mogła zakupić kolejne, bo ostatnio z zakupem ulubionych kosmetyków w Rossmannie mam nie lada problem.


A wy znacie już to mleczko? A może przekonałam was do zakupu? Koniecznie dajcie znać.

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄



sobota, 28 stycznia 2017

Kallos Omega maska do włosów

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was kosmetyk z recenzją, którego zwlekałam jakiś czas. Mowa będzie o masce do włosów znanej wam już zapewne z wielu źródeł marki Kallos. W moje ręce wpadła wersja Omega. Jeśli ciekawi was czy polubiłam się z maską i jakie daje ona efekty, zapraszam do dalszej części wpisu. 


NAZWA: KALLOS OMEGA MASKA DO WŁOSÓW Z OMEGA-6 I OLEJKIEM MAKADAMIA
CENA: 4,99ZŁ
POJEMNOŚĆ: 275ML
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE NATURA I INNE




                                                          Opakowanie:

To plastikowy, zakręcany słoiczek o pojemności 275ml. Grafika prosta, ze srebrnymi elementami, które jak widzicie,  odbijają wszystko wokół, czyli w tym przypadku mnie oraz kwiatka. Od samego początku używania nic się nie wytarło ani nie rozmazało na etykiecie. 



Obietnice producenta:
 
Producent obiecuje nam: 
* regenerację nieżywotnych, łamiących się włosów
* nawilżenie

To są główne obietnice. I teraz zapytacie, jak wygląda to w rzeczywistości? Mianowicie całkiem przyjemnie. Początkowo podchodziłam do tej maski jak pies do jeża, ale okazuje się, że całkowicie niesłusznie. Bałam się, że jak będę często jej używała moim włosom może się nie spodobać. Jednak stało się inaczej. Moje włosy bardzo ją lubią od czasu, kiedy były wysuszone, szczególnie przy końcówkach. Nie wiem, dlaczego tak się stało, jednak postanowiłam, że sprawdzę jak ta maska, sobie poradzi w tej sytuacji. A poradziła sobie naprawdę  świetnie. Kilka użyć, a po wysuszonych i mocno puszących się końcówkach ani śladu, a reszta włosów miała się równie świetnie. Zero obciążenia i innych niepożądanych skutków. I to był moment, w którym zakochałam się w tej masce naprawdę bez pamięci.

Skład:



Konsystencja/Zapach:
Konsystencja maski jest naprawdę gęsta i niespływająca. Jednocześnie na tyle przyjazna, że dobrze się nakłada i nie przemieszcza, a włosy ją piją. I są bardzo dobrze nawilżone i leiste. Jeśli chodzi, o zapach najmniej przypadł mi do gustu, jeśli wiecie, jak pachnie olejek makadamia, to wiadomo, o co chodzi. Zapach jest niby słodki, ale jakiś taki niespecjalny. Jednak nie jest on na tyle uciążliwy, aby przeszkodzić mi używaniu maski w jakikolwiek sposób.
Wygląd:
Biała, bardzo gęsta, niespływająca maź. Bardzo dobrze przyczepia się dzięki temu do włosów. A wpływa to na jej wydajność, ponieważ od listopada do chwili obecnej ubyło jej tyle, ile widzicie na zdjęciu wyżej.


Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, to bardzo się polubiłam z tą maską. Spełnia swoją funkcję nawilżenia i regeneracji suchych włosów. Sprawia, że są nawilżone i przyjemne w dotyku. Najmniej podoba mi się jej zapach, ale z racji, że nie zostaje na włosach,nie jest dla mnie kompletnie uciążliwy. Chętnie będę używała maski dalej.


A wy znacie tę maskę? A może lubicie i polecacie inne maski Kallos? Koniecznie dajcie znać. 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄



 

czwartek, 26 stycznia 2017

W denkowym pudełku- Styczeń 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj jak co miesiąc o tej porze przyszedł czas na rozliczenie się z pustaków, które skrzętnie zbierałam. Wiem, że bardzo lubicie tego typu wpisy, więc bez zbędnego przedłużania, zapraszam do dalszej części, w której zobaczycie wszystkie zdenkowane kosmetyki.







ALTERRA:
ŻEL POD PRYSZNIC LIMONKA I AGAWA BIO- dostałam go w prezencie mikołajkowym i bardzo mi się spodobał. Miał gęstą, żelową konsystencję. Bardzo dobrze mył i nie wysuszał ciała, a do tego pachniał cytrynowymi landrynkami. Na pewno kupię ponownie w jakiejś innej wersji, bo kosmetyk przypadł mi bardzo do gustu.


WINOGRONO I BIAŁA HERBATA KREM NA DZIEŃ- mój niezastąpiony krem pod makijaż i na  co dzień. Świetnie nawilża buzię, sprawiając, że jest miękka i gładziutka. Nie wiem które to już opakowanie tego kremu, ale ja tylko zmieniam tubki. Mam już kolejną  w użyciu.

TONIK KWIAT LOTOSU I OCZAR WIRGINIJSKI- kiedyś nie doceniałam roli toniku w pielęgnacji twarzy, a teraz nie mogę się bez niego obyć. I tak jak w przypadku kremu z serii winogrono i biała herbata tutaj również zmieniam tylko buteleczki na nowe, bo bardzo lubię ten kosmetyk. Odświeża buzię, koi, przywraca jej odpowiednie pH oraz zwalcza niedoskonałości. I dlatego mam już kolejne opakowanie tego kosmetyku.

ZIAJA/FACELLE:
MASŁO KAKAOWE KREMOWE MYDŁO POD PRYSZNIC- było denkowane dość długo, ale w końcu ujrzałam pustą butelkę. Bardzo ładnie ciasteczkowo pachniało oraz dobrze myło bez przesadnego wysuszania skóry. Nie wiem, czy kupię ponownie. Może kiedyś.

FACELLE PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ- przelałam go do czystej butelki po konwaliowym płynie z zaiji, dlatego widzicie to opakowanie. Jak dla mnie nadal jest świetny, dobrze myje, jest delikatny i całkiem przyjemnie pachnie. Na pewno jeszcze do niego wrócę.

SEYO:
PLEASURES ORIENTALNA RÓŻA ŻEL POD PRYSZNIC- był bardzo wydajny. Zapach faktycznie miał taki różany, z lekką nutką kadzidła (czyli to miała być ta róża orientalna), ale przyjemny i nieprzytłaczający. Używałam go jako płynu do kąpieli i wytwarzał mi zawsze w ten sposób mnóstwo piany. A to lubię. Nie wiem,  czy kupię go ponownie, bo kuszą mnie kosmetyki do kąpieli z Kneippa.


GARNIER:
FRUCTIS VITAMIN FORCE FRESH- to już stały bywalec moich denek, prawie zawsze pokazuję wam zużyte opakowanie, chyba że akurat jeszcze nie nadaje się na projekt denko. Po prostu go uwielbiam i mam już kolejne opakowanie.


ISANA:

YOUNG SOS CLEAR 3W1 PEELING, MASKA, ŻEL- bardzo lubię ten produkt i chętnie do niego wracam. Najlepiej sprawdza się jako peeling i maska. Jest kremowy z mnóstwem drobinek, dzięki czemu dobrze ściera martwy naskórek, a  po takim zabiegu potrzymany jeszcze przez 5 minut spełnia funkcję maski nawilżając buzię i  ściągając pory, co dla mnie jest ważne. Kupię jeszcze ponownie na pewno.



BEBEAUTY:
PEELING DROBNOZIARNISTY OCZYSZCZAJĄCO-WYGŁADZAJĄCY- jako peeling do twarzy był raczej średni, jeśli oczekujecie porządnego zdzieraka,  to tutaj go nie znajdziecie. Drobinki jak piaseczek są zatopione w żelu, który je neutralizuje chyba, bo większego działania po nim nie czuć. Resztę zużyłam na stopy i był ok. Nie kupię ponownie więcej.



C-THRU:
LOVELY GARDEN DEZODORANT- miał bardzo ładny kwiatowo-owocowy zapach. Uwielbiam tę wersję na równi z zieloną Emerald Shine i na pewno kupię jeszcze nie jedno opakowanie.



SCHAUMA:


7 ZIÓŁ SZAMPON DO WŁOSÓW- jeśli chcę porządnie oczyścić włosy, sięgam po ten szampon, właściwie na równi z Garnierem. Tak samo bardzo go lubię i często używam. Na pewno kupię kolejne opakowanie.


SEMILAC:
NAIL CLEANER ODTŁUSZCZACZ DO LAKIERU HYBRYDOWEGO- to moje pierwsze zużyte opakowanie od listopada aż do stycznia, także nawet taka pojemność 50ml jest całkiem wydajna. Obecnie kupiłam większe opakowanie o pojemności 125 ml.


BIO OIL:

OLEJEK- został stałym bywalcem mojej kosmetyczki. Ma cały wachlarz zastosowań. Bardzo go lubię, nie tylko ja, ale i inni domownicy. Mam już kolejne opakowanie.



BELLA:


PŁATKI KOSMETYCZNE- grubsze, nierozwarstwiające się oraz miękkie.  Jak dla mnie super i na pewno kiedyś kupię ponownie.


KOLORÓWKA:
 MUR ICONIC 3 - to była moja pierwsza poważna paletka cieni do powiek, w większej liczbie niż 3 cienie. I przede wszystkim neutralna, a nie jakaś pstrokata. Niestety jej przydatność do zużycia już minęła, więc muszę się jej pozbyć. Nie miałam jej właściwie nic do zarzucenia. Pigmentacja oraz kolory były bardzo ładne. Jeśli stoicie przed wyborem swojej pierwszej paletki cieni, warto się nią zainteresować. 


MAYBELLINE:
AFFINITONE 03 LGHT SAND BEIGE- widzicie tutaj zużyte i przecięte opakowanie. Totalnie i całkowicie. Pokochałam ten podkład za jego fajne krycie, lekkość oraz przyjemne rozświetlenie. Bardzo ładnie dopasowuje się do cery i nie ciemnieje przez cały dzień. Jak dla mnie ideał. Mam już kolejną tubkę. 



I tak prezentuje się 16 zużytych przeze mnie w tym miesiącu kosmetyków. Uważam, że liczba całkiem niezła biorąc pod uwagę, że ostatnio to stała liczba w moich zużyciach. A wy znacie jakiś kosmetyk? A może pokusiło was coś i z chęcią to przetestujecie? Koniecznie dajcie znać :) 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄 

wtorek, 24 stycznia 2017

Moja pielęgnacja- cera mieszana

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Kilka dni temu pisałam wam o swoim demakijażu zawartym w czterech prostych krokach. Dzisiaj przyszedł czas na pielęgnację mojej cery mieszanej. Kilka podstawowych punktów, które dzieją się zwykle przed makijażem oraz po jego zmyciu. Mam w tej kategorii, również parę nowości, więc jeśli ciekawi was,  jakie kosmetyki królują teraz w mojej pielęgnacji, zapraszam do dalszej części. 






Pierwsze kroki w mojej pielęgnacji zarówno tej porannej, jak i wieczornej zaraz po oczyszczeniu buzi to od niedawna dwa toniki. W porannej pielęgnacji stawiam na znany wam już tonik marki ALTERRA Z KWIATEM LOTOSU I OCZAREM WIRGINIJSKIM, który naprawdę bardzo lubię, ponieważ sprawdza mi się świetnie, delikatnie kojąc, przywracając odpowiednie pH cerze oraz co najważniejsze walcząc z niedoskonałościami, które czasem mi powstając, szczególnie przed okresem. 
Drugim tonikiem w mojej pielęgnacji jest, używany przeze mnie od niedawna każdego wieczora OLIWKOWY TONIK Z WITAMINĄ C MARKI ZIAJA, jak wiecie u mnie z kosmetykami do pielęgnacji twarzy tej firmy, bywa różnie, najczęściej nie bardzo mi się sprawdzają głównie kremy, bo mają w składzie parafinę, a ze świecą szukać takich, które jej nie zawierają, bo to przypadki nieliczne. Natomiast ten tonik bardzo polubiłam. Idealnie sprawdza się na czystej buzi po  wykonanym demakijażu. Właściwie wystarczy tylko spryskać buzię bezpośrednio z opakowania i gotowe. Kosmetyk szybciutko się wchłania i można przystępować do dalszych etapów. 


Kolejne etapy w mojej pielęgnacji to kremy i serum. Od 2-3 miesięcy w mojej pielęgnacji gości serum marki ALTERRA Z GRANATEM BIO używam go zawsze po toniku Ziai przy wieczornej pielęgnacji.  Świetnie nawilża cerę, sprawiając, że jest gładka i bardzo przyjemna w dotyku. Jego zaletą jest również fakt, że szybko się,  wchłania pozwalając nałożyć potem krem do twarzy i w tym wypadku również jest to ALTERRA GRANAT BIO KREM DO TWARZY NA DZIEŃ/ NA NOC z którym bardzo się lubię od jakiegoś czasu. O poranku po toniku zawsze nakładam krem WINOGRONO & BIAŁA HERBATA, ponieważ najlepiej pielęgnuje moją cerę przez cały dzień, a jednocześnie bez obaw mogę nałożyć na niego makijaż. Niewątpliwą zaletą obu kremów Alterra jest to, że są lekko matujące. 


Następnymi nie mniej ważnymi dla mnie krokami w pielęgnacji są kremy pod oczy. Tutaj obecnie mam dwie pozycje. Pierwsza z nich to mój ulubiony i sprawdzony już krem pod oczy ALTERRA WINOGRONO& BIAŁA HERBATA, który używam przy porannej pielęgnacji oraz pod makijaż. I sprawdza się świetnie w swojej roli, a ja tylko zmieniam puste opakowania na nowe. Nowością w mojej wieczornej  pielęgnacji jest krem, marki ZIAJA POD OCZY I NA POWIEKI Z BŁAWATKIEM. Postawiłam mu początkowo jedno zadanie. Chciałam, aby dobrze nawilżał okolice pod oczami i faktycznie świetnie sobie radzi, a dodatkowo jest lekki i szybko się wchłania. Używam go z przyjemnością każdego wieczora. 


Peeling jest w mojej pielęgnacji tak samo ważnym krokiem, jak tonik, krem, serum. Ostatnio wróciłam do peelingu marki SORAYA, a konkretnie zakupiłam tym razem PEELING POTRÓJNIE ZŁUSZCZAJĄCY DO CERY MIESZANEJ. Użyłam go już kilka razy i naprawdę mi się podoba. Przede wszystkim super ściera  martwy naskórek, nawet nie chcecie wiedzieć,  w jakim byłam szoku po pierwszym użyciu oraz przez kilka kolejnych. Moja buzia dzięki niemu jest odświeżona, wszelki martwy naskórek starty, a cera gładka i aksamitna. No petarda.



Ostatnim krokiem, który wykonuje po peelingu,  jest użycie maski oczyszczającej. Tym razem jest to maska  BEAUTY FORMULAS Z AKTYWNYM WĘGLEM. Pierwsze kilka użyć zapowiada, że będzie bardzo przyjemna i że godnie zastąpi przez jakiś czas moją ulubioną maskę dziegciową z Babuszki Agafii, póki nie zaopatrzę się w kolejne opakowanie. A wracając do maski węglowej to z tego,  co zaobserwowałam ładnie oczyszcza buzię, ściąga pory i sprawia, że buzia jest wygładzona. 


I tak właśnie aktualnie wygląda pielęgnacja mojej mieszanej cery.  Stawiam głównie na nawilżanie i oczyszczanie, bo to są najważniejsze dla mnie punkty w pielęgnacji twarzy, która odwdzięcza mi się potem ładnym wyglądem, mniejszymi niedoskonałościami, ściągniętymi porami oraz brakiem suchości.



A jak wygląda to u was? A może znacie bliżej jakiś kosmetyk, który tu pokazałam? Koniecznie dajcie znać.

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

niedziela, 22 stycznia 2017

✨Hity Stycznia✨

Witam was kochane serdecznie w kolejnym wpisie. Dzisiaj przychodzę do was z kilkoma kosmetykami, które w tym miesiącu testowałam i zdążyłam je już mocno polubić. Będzie to taki mały wpis z ulubieńcami, tylko krótszy niż zazwyczaj, ponieważ uznałam, że fajnie będzie to zmodyfikować troszkę i wybierać mniejszą liczbę produktów. Jeśli jesteście ciekawe,  jakie kosmetyki polubiłam w tym miesiącu, zapraszam do dalszej części.











ZIAJA KREM POD OCZY I NA POWIEK Z BŁAWATKIEM- ten krem zakupiłam do wieczornej pielęgnacji skóry pod oczami. Miałam dla niego jedno konkretne zadanie, czyli nawilżenie. I muszę powiedzieć, że udało mu się to świetnie. Jego zaletą jest również fakt, że szybko się wchłania oraz jest całkiem lekki.  Ostatnim atutem jest niska cena i dobra wydajność, bo jak na razie nie czuję żadnego ubytku w opakowaniu, a jestem systematyczna w stosowaniu. Oczywiście obietnicę redukcji cieni  włożyłabym od razu między bajki.


 NIVEA MLECZKO DO CIAŁA Z MASŁEM KAKAOWYM & WITAMINĄ E- jak wiecie, nie często pokazuję wam balsamy, zarówno w osobnych wpisach, jak i w projektach denko. Szybko u mnie nie schodzą, a ja też balsamowanie traktuję po macoszemu wręcz. Ostatnio jednak nie zapeszając, poprawiłam się w tej dziedzinie, co  poskutkowało miłością do wyżej wspomnianego mleczka. Kosmetyk świetnie nawilża moją skórę właściwie na całym ciele, choć najlepiej sprawuje się na nogach, bo tam jest sucho ostatnimi czasy, a dzięki temu balsamowi mam codzienną dawkę nawilżenia i gładką skórę. Wchłania się dość szybko, więc nie trzeba bardzo długo zwlekać z ubieraniem się wieczorem. I dodatkowo pięknie pachnie. A pojemność 250ml jest dla mnie idealna wręcz.





NIVEA MASEŁKO KOKOSOWE- to maleństwo jest przeze mnie bardzo często używane, nawet kilka razy dziennie. Cudownie pachnie i sprawia, że moje usta mimo ohydnej i mroźnej pogodny na zewnątrz są cudownie miękkie i nawilżone. Jak dla mnie strzał w dziesiątkę i z chęcią będę używała tego cuda dalej.


SEMILAC 032 BISCUIT- to mani tego miesiąca. Piękny, elegancki i delikatny kolor. Moim zdaniem naprawdę cudowny. Zakochałam się w tym kolorze, jak tylko go zobaczyłam. Bardzo mi przypomina mój ukochany lakier z GR o numerze 052 z serii Rich Color. A to oznacza namiętne używanie z mojej strony. Oczywiście mam świadomość, że moje paznokcie jeszcze nie wyglądają idealnie, ale będę nad tym pracować, aby było coraz lepiej.




I tak prezentują się kosmetyki, które bardzo polubiłam w tym miesiącu. Głównie była to pielęgnacja oraz coś z kolorówki. Mam nadzieję, że taka forma wpisu przypadnie wam do gustu. 

Znacie któryś z pokazanych przeze mnie produtków? Lubicie? Koniecznie dajcie znać. 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

piątek, 20 stycznia 2017

Mój demakijaż- 4 proste kroki

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj opowiem wam nieco o swoim demakijażu. Zainspirowało mnie do tego jedno z wyszukiwanych haseł,  przez które ktoś trafił na bloga. I wtedy pomyślałam, że może właśnie to was interesować i chętnie przeczytacie taki wpis tutaj. A teraz nie przedłużając,  zapraszam was do dalszej części, w której opowiem o wszystkich krokach.


Mój demakijaż 4 proste kroki





⏩Krok 1 Płyn micelarny

Mój demakijaż 4 proste kroki- Green Pharmacy płyn micelarny 3w1
 To pierwszy najważniejszy krok w moim demakijażu, nie ważne czego zamierzam użyć potem czy będzie to żel do mycia twarzy,  czy olejek. Płynem zawsze zmywam pierwszą warstwę makijażu,  czyli podkład, puder, korektor, cienie do powiek i tusz. Zawsze stawiam w tej kwestii na kosmetyk delikatny, który nie będzie podrażniał mi cery ani oczu, bo nie ukrywam, że bywało z tym różnie w ostatnim czasie.





⏩ Krok 2 Żel do twarzy/ olejek do demakijażu


Mój demakijaż 4 proste kroki- Farmona Olejek do demakijażu, Bebeauty żel krem do mycia twarzy
 W drugiej kolejności przez ostatnie miesiące używam olejku do demakijażu lub żelu do twarzy. Jeżeli chcę zmyć resztki makijażu z twarzy,  olejek jest niezastąpiony jako delikatna, ale skuteczna alternatywa. Jeśli chcę po prostu oczyścić swoją twarz, a nie miałam wcześniej makijażu,  używam żelu do twarzy, który domyje wszelkie zabrudzenia po całym dniu. 



⏩Krok 3 Tonizowanie


Mój demakijaż 4 proste kroki- Ziaja liście zielonej oliwki oliwkowy tonik, Alterra tonik lotos i oczar wirginijski

Kolejny krok to tonizowanie mojej cery po wcześniejszych czynnościach, aby przywrócić jej odpowiednie pH oraz ukoić. Tonik sprawdza się do tego celu idealnie, szczególnie wieczorem,  kiedy cera jest już zmęczona po całym dniu i potrzebuje oddechu. Powiem szczerze, że kiedyś nie doceniałam roli toniku, ale teraz przyznaję, że nie mogę już bez niego żyć.



⏩Krok 4 Wieczorna pielęgnacja 

Mój demakijaż 4 proste kroki- Alterra winogrono i biała herbata, Alterra Granat Bio krem na dzień/ na noc, Alterra Granat Bio Serum
 Ostatnim już krokiem po demakijażu jest wieczorna pielęgnacja. Jest to dla mnie takie zwieńczenie wieczornego rytuału po całym dniu. Daje mojej cerze porządną dawkę nawilżenia i regeneracji, aby następnego dnia wstała wypoczęta i gotowa na kolejny dzień. 



 I tak wygląda właśnie mój rytuał wieczornego demakijażu, przy mojej mieszanej cerze. I jest to chyba najlepsza dla mnie droga postępowania, ponieważ buzia nie protestuje, ale jest zadowolona. A jak u was to wygląda? 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄
 
 

 

środa, 18 stycznia 2017

TOP 4 za +/- 20zł

Witam was serdecznie w kolejnym wpisie. Wiem, że bardzo lubicie na moim blogu czytać serię o najlepszych kosmetykach za +/- 10zł co widać po wyświetleniach tych wpisów oraz po waszych pozytywnych komentarzach. Dzisiaj mam dla was coś troszkę podobnego, tylko że teraz będzie to kilka produktów w przedziale cenowym +/- 20zł i raczej ten wpis nie będzie częstym, ale jeśli pojawią się u mnie jeszcze jakieś kosmetyki z tej półki cenowej i wpis wam się spodoba, to chętnie stworzę kolejne takie zestawienie za jakiś czas. Oczywiście, jeśli kosmetyk, który tu pokażę, będzie miał swoją osobną recenzję tutaj, podlinkuję wam ją pod nazwą. A teraz nie przedłużając, zapraszam do dalszej części.





FARMONA DERMISS KREMOWY OLEJEK DO DEMAKIJAŻU- ten olejek kupiłam za ok 20zł w Naturze. Głównie zaspokoił moją ciekawość w kwestii tego, jak działa olejek demakijażu i czy na mojej mieszanej cerze taka forma zda egzamin powodowania niespodzianek na twarzy. Otóż zdał egzamin świetnie, bo radzi sobie z makijażem jak najbardziej, a cera jestem potem gładka i delikatnie nawilżona. I do tego wszystkiego jeszcze jest bardzo wydajny i wolno go ubywa z opakowania, mimo że nie szczędzę, kosmetyku myjąc nim twarz dwa razy.


 MAYBELLINE AFFINITONE 03 LIGHT SAND BEIGE-o tym podkładzie mało wam wspominam tak naprawdę, więc musiałam go tutaj umieścić. Jest lekki, dobrze kryjący, delikatnie nawilżający i dający takie ładne, świetliste wykończenie. Jak dla mnie genialny o każdej porze roku tak naprawdę. Zapłacicie za niego ok 28zł w każdej drogerii typu Rossmann, Hebe czy Natura. I jeśli lubicie takie podkłady warto się nim zainteresować.


LIVE LOVE LONDON LIVE MATTES- ta paletka muszę powiedzieć, że skusiła mnie matowymi kolorami, które dla mnie są idealne do codziennego, delikatnego, a zarazem szybkiego makijażu dziennego. Makijaż ładnie podkreśla oko, a jednocześnie nie jest czasochłonny. Jakiś czas temu można było dostać  kosmetyki tej marki w Rossmannie i jeśli jeszcze macie taką możliwość je dostać to warto zainwestować w nią te 25zł. Osobiście nie jestem nią zawiedziona. 



EVELINE CONTOUR SENSATION 3W1 BRĄZER, RÓŻ, ROZŚWIETLACZ 01 PINK BEIGE- za to trio do konturowania twarzy zawierające trzy kosmetyki zapłacimy 33,99ZŁ. Nie jest to mało, ale warto polować na nie podczas jakichś promocji, ponieważ wtedy wychodzi taniej i cena tak nie boli. Natomiast jak już ją przełkniemy, to dostajemy całkiem przyjemny produkt, który bardzo polubiłam. Przede wszystkim za pigmentację, kolor i trwałość. Najbardziej męczę z tej trójki, jak pamiętacie z makijażowych ulubieńców 2016 roku brązer i rozświetlacz, które naprawdę kocham. I nie żałuje,jak widzicie ani złotówki wydanej na produkt, mimo że nie była to cena regularna. 



I tak prezentuje się 4 kosmetyki w przedziale cenowym +/- 20zł, które godne są bliższego zainteresowania. Mamy na razie jeden kosmetyk do demakijażu oraz kosmetyki kolorowe. Mam nadzieję, że podpatrzycie dla siebie coś z tego zestawienia oraz że wpis był przydatny. 


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄


poniedziałek, 16 stycznia 2017

Zimowa pielęgnacja ust- Alterra pomadka rumiankowa & Nivea masełko kokosowe-mini recenzje

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj opowiem wam nieco o mojej zimowej pielęgnacji ust w zakresie ich nawilżania. O tej porze jak same wiecie aura chłodu i mrozu na zewnątrz wcale nie sprzyja naszym ustom, a wręcz przeciwnie potrafi im zrobić krzywdę w postaci mocnego przesuszenia, co wcale rzadko się nie zdarza. I mam dla was właśnie takie dwa produkty, które bardzo mi pomogły w tej kwestii. Jeśli jesteście ich ciekawe, zapraszam do dalszej części.





NIVEA MASEŁKO KOKOSOWE DO UST- to maleństwo na pewno pamiętacie ze wpisu, w którym pokazałam wam moje prezenty pod choinkę, gdzie w zestawie kosmetyków marki Nivea znalazłam to masełko obok balsamu do ciała i żelu pod prysznic. Masełko według obietnic producenta ma głównie nawilżać i pięknie pachnieć. I zgadzam się tutaj jak najbardziej, że masełko nawilża i to cudownie. Jestem od niego na tyle uzależniona, że potrafię smarować nim usta nawet kilka razy dziennie, co owocuje zawsze nawilżonymi ustami. Aplikacja tak jak mówię,  jest łatwa, a masełko przyjemnie sunie po ustach.  Zostawiłam je sobie ze względu na nie do końca higieniczne opakowanie do użytku domowego, bo wtedy mam większą pewność przed aplikacją, że moje ręce są czyste. Na razie jednak dopóki jest pełno kosmetyku w pudełeczku,  smaruje nim usta bezpośrednio z niego.  Wielkim atutem jest  jeszcze piękny kokosowy zapach.
Małą wadą może być cena,  bo jest to ok 10-11 zł, jednak pojemność (a jest to aż 16,7g) i działanie wszystko wynagradzają.





ALTERRA POMADKA RUMIANKOWA- tutaj niestety nie wkleję wam obietnic producenta oraz składu, ponieważ gdzieś zgubiłam kartonik po niej (podejrzewam, że wyrzuciłam i zapomniałam. Czasem tak mam.). W skrócie chodzi o to, że pomadka ma nawilżać i pielęgnować nasze usta. I tutaj znów się zgadzam dlatego, że pomadka świetnie się sprawdza.  Nawilża, chroni i pielęgnuje usta nawet przy naprawdę paskudnej i zimnej aurze na zewnątrz. Usta są mięciutkie, a nawilżenie utrzymuje się dość długo. Jeśli chodzi,  o smak jest całkowicie neutralny, więc jeśli przez przypadek wam się "zje" nie poczujecie nic. Zapach również jest słabo wyczuwalny, więc jeśli nie lubicie rumianku, nie trzeba się martwić o to, że zapach ją przez to dyskwalifikuje.
Opakowanie jest małe i bardzo praktyczne, choćby z tego względu, że jest to sztyft, który zmieści się nawet do kieszeni kurtki i zawsze możemy mieć pomadkę przy sobie. W Rossmannie kosztuje ona śmieszne pieniądze,  bo jest to ok 5zł.






Podsumowując: Oba produkty świetnie nawilżają usta i sprawiają, że są miękkie i nie wysuszają się przy regularnym stosowaniu, a to jest najważniejsze w tego typu kosmetykach. Jeśli o mnie chodzi,  polecam wam serdecznie oba produkty, bo naprawdę skradły moje serce i z przyjemnością ich używam naprzemiennie. 

A wy miałyście już okazję używać rumiankowej pomadki lub masełka Nivea? A może kusi was któraś opcja? Koniecznie dajcie znać. 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

Instagram