Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany. Szanuj moją pracę! Uprasza się również o nie kopiowanie zamieszczonych tu tekstów oraz zdjęć. Wszystkie należą do mnie.

poniedziałek, 27 lutego 2017

W denkowym pudełku- luty 2017

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj, jak co miesiąc przyszedł czas na podsumowanie tego, co udało mi się w tym miesiącu zużyć. Wiem, że bardzo lubicie takie wpisy, więc bez zbędnego przedłużania zapraszam do dalszej części.




WIBO:
SERUM Z KERATYNĄ I MIODEM- to moje kolejne zużyte opakowanie tego cuda. Uwielbiam je za to, jak świetnie nawilża moje skórki wokół paznokci oraz za piękny  zapach. Mam już kolejną buteleczkę.

3X WIBO

ALTERRA:
INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCE SERUM GRANAT BIO- pokochałam to serum dozgonną miłością, jednak Rossmann postanowił mi je wycofać, ponieważ nie mogę go już nigdzie znaleźć. Bardzo nad tym ubolewam, że nie zrobiłam zapasu tego cudeńka, bo to jak ono nawilżało cudownie i chroniło moją cerę przed mrozem (a same wiecie, że były syberyjskie temperatury wręcz) było nie do przecenienia. A do tego jeszcze było mega wydajne. Używałam go równe trzy miesiące, a potem na początku lutego trafiło do projektu denko. Niestety nie mam okazji kupić go ponownie. Mam nadzieję, że olejek z tej samej serii godnie zastąpi to cudowne serum. EDIT: Serum powróciło do Rossmann, a co za tym idzie mam już kolejne opakowanie :)) 
ALTERRA SERUM INTENSYWNIE NAWILŻAJĄCE
 
WINOGRONO& BIAŁA HERBATA KREM POD OCZY- to moje ostatnie opakowanie tego kremu. Przez prawie dwa lata użytkowania (dotarłam na blogu do wpisu, kiedy kupiłam go po raz pierwszy) zużyłam już z x opakowań tego cudaka, który nota bene świetnie nawilżał mi okolice pod oczami oraz nadawał się pod makijaż.  Z wielką chęcią kupiłabym kolejne opakowanie, ale nie jest mi dane niestety. Znalazłam mu już nawet zastępstwo, ale o tym dowiecie się niedługo. 
ALTERRA WINOGRONO & BIAŁA HERBATA KREM POD OCZY 


FA:
FLORAL SCENT ANTYPERSPIRANT W KULCE- chronił nawet w porządku, aczkolwiek jego zapach nie bardzo przypominał mi kwiaty. Był jakiś taki zbyt landrynkowy jak dla mnie i trochę mi się nie spodobał. Na razie do niego nie wrócę.



EVELINE COSMETICS:
VELVETT MATT NR 415 NUDE PINK- pozbywam się tej pomadki, ponieważ mocno zmieniła zapach. Nie pachnie już tak ładnie, jak na samym początku, a wręcz bym powiedziała, że śmierdzi i co najgorsze ten zapach nie chce wietrzeć i ciągle go czułam przy aplikacji, a potem noszeniu pomadki na ustach. Nie mam pojęcia, co się stało, bo przechowywałam ją dobrze. Nie wiem, czy skuszę się na kolejne opakowanie pomadki z tej serii.
MOJE ODCIENIE RÓŻU-ZBIORCZA RECENZJA PRODUKTÓW

NATURA ACCESSORIES:
SPRAY DO CZYSZCZENIA PĘDZLI KOSMETYCZNYCH- naprawdę świetny produkt w niskiej cenie. I na dodatek bardzo wydajny. Uwierzycie, że miałam go od sierpnia poprzedniego roku, a on skończył się dopiero teraz, gdzie nie żałowałam go sobie nigdy przy użytkowaniu. Sprawdzał się świetnie przy szybkim czyszczeniu pędzli. I tych dużych i tych małych. Kupię ponownie na pewno.
CZY TO DZIAŁA? NATURA ACCESSORIES SPRAY DO CZYSZCZENIA PĘDZLI

GREEN PHARMACY:
JEDWAB W PŁYNIE SERUM NA ŁAMLIWE KOŃCÓWKI- zużywałam to serum całe wieki, bo było cholernie wydajne. W działaniu było całkiem przyjemne, jednak wielkich cudów nie robiło. Na razie zastąpił je olejek do włosów z Alterry.
JEDWAB BEZA JEDWABIU
BANIA AGAFII:
MASKA DZIEGCIOWA OCZYSZCZAJĄCA- wiele razy wam powtarzałam, że kocham tę maskę, bo to jak ona świetnie oczyszcza, to jest magia. Buzia aż piszczy po niej w tym pozytywnym sensie. Oprócz tego, że świetnie działała, to była też bardzo wydajna. Mam już kolejne opakowanie.
BANIA AGAFII MASKA DZIEGCIOWA
NIVEA:
ŻEL POD PRYSZNIC MLECZKO ALOESOWE O ZAPACHU OWOCU KARAMBOLI- był bardzo kremowy, cudownie się pienił oraz świetnie oczyszczał. Muszę powiedzieć, że zapach tego żelu też bardzo mi się podobał i chętnie wrócę do niego latem na przykład.

BEBEAUTY:
 2X PŁATKI KOSMETYCZNE- to już stały punkt w moim projekcie denko. Ogólnie rzecz biorąc całkiem dobre i rzadko się rozdwajające. Jednak mogłyby być troszkę grubsze. Kolejne opakowanie w użyciu.

ŁAGODZĄCY ŻEL-KREM- to mój ulubieniec, do którego powróciłam po kilku miesiącach. I muszę powiedzieć, że nadal jest świetny. Bardzo dobrze radzi sobie z myciem i oczyszczaniem buzi. A co jest jego niewątpliwym  atutem to fakt, że  nie wysusza dodatkowo mojej twarzy. Dzięki nowemu opakowaniu z pompką jest również wydajniejszy niż wersja w tubce.  Kolejne opakowanie mam już w użyciu.
BEBEAUTY ŁAGODZĄCY ŻEL-KREM

GARNIER:


VITAMIN FORCE FRESH- ten szampon nie wymaga słów, jest u mnie już stałym bywalcem. Mam kolejne opakowanie.
GARNIER FRUCTIS VITAMIN FORCE FRESH
BIO OIL:
Kolejny stały bywalec mojej kosmetyczki od kilku miesięcy. Jego wachlarz zastosowań jest naprawdę duży. Mam oczywiście kolejne opakowanie.


ZIAJA:
INTIMA NEUTRAL PŁYN DO HIGIENY INTYMNEJ- ostatnio lubię się z tymi płynami, więc nie mogło zabraknąć kolejnego egzemplarza w mojej kosmetyczce. Ten dobrze myje i odświeża, bez podrażniania delikatnych okolic. I jak najbardziej polubiłam się również z tą wersją, jak i z kilkoma innymi w tych opakowaniach. Obecnie mam wariant z zieloną oliwką, w oryginalnej buteleczce z pompką, bo do tej musiałam sobie doczepić tak ową ze względu na jej brak i na to, aby aplikacja była wygodniejsza i szybsza.

ISANA:
FORBIDDEN APPLE ŻEL POD PRYSZNIC- spodziewałam się po nim lepszego zapachu, głównie wyczuwalne było czerwone jabłko. Ciekawostką może być też to, że barwił wodę podczas kąpieli na czerwono. Dobrze mył i nie wysuszał ciała. Kupię ponownie, ale jakąś inną wersję. 

DOVE:
NUTRIUM MOISTURE GENTLE EXFOLIATING- żel był naprawdę kremowy, genialnie się pienił i cudownie mył, nie wysuszając skóry. Dodatkowo  pięknie pachniał. Co prawda posiadał jakieś delikatne drobiny chyba peelingujące, aczkolwiek wcale mocno nie zdzierały i nie przyćmiewały innych pozytywnych cech tegoż żelu. Bardzo go polubiłam i chętnie kupię ponownie. 



I tak oto prezentuje się 17 zużytych przeze mnie w tym miesiącu produktów. Sądzę, że jest to całkiem niezły wynik, a i przyszły miesiąc mam nadzieję też będzie owocny w zużycia.


Pozdrawiam was serdecznie do następnego. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

sobota, 25 lutego 2017

Beauty Formulas Maska z Aktywnym Węglem

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak dobrze wiecie, jestem wielką fanką masek  oczyszczających i przeszedłszy przez kilka różnych, znalazłam swoją najbardziej ulubioną, jednak od niedawna furorę robią maski węglowe wszelkiego rodzaju. Postanowiłam więc i ja spróbować takiej maski i sprawdzić jak będzie oczyszczała moją twarz. I tak właśnie trafiła do mnie maska Beauty Formulas z Aktywnym Węglem, którą na pewno znacie już troszkę z ulubieńców tego miesiąca. A teraz bez zbędnego przedłużania, zapraszam was na parę słów o niej właśnie. 




NAZWA: BEAUTY FORMULAS OCZYSZCZAJĄCA  MASKA GLINKOWA Z AKTYWNYM WĘGLEM
POJEMNOŚĆ: 100ML
CENA: 12,29ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE NATURA

 Co mówi producent:


Producent obiecuje: 
* oczyszczenie porów za sprawą węgla aktywnego, który absorbuje wszelkie zanieczyszczenia
*nawilżenie, odżywienie i wygładzenie za sprawą glinki

I jak to wygląda w rzeczywistości? Maska radzi sobie świetnie z oczyszczaniem porów, a dobrze wiem, że oczyszczanie ich jest ważne, jeśli ma się jak ja cerę skłonną do ich zapychania. Nie mogę jej zarzucić, że nie działa, bo różnicę widać jak najbardziej. Jeżeli chodzi o nawilżenie, odżywienie i wygładzenie to te obietnice również zostały spełnione w przypadku tej maski, a jeszcze w duecie z moim ulubionym ostatnio peelingiem ten efekt jest spotęgowany, także moje zadowolenie jest podwójne pod tym względem. A wystarczy tylko 10-15 min potrzymać ją na buzi.


Skład:


  Opakowanie:


Opakowanie maski to tubka o pojemności 100ml, co bardzo mi się podoba. Sama grafika na opakowaniu nawiązuje nawet do tego, że jest to maska węglowa, czyli dobrze oczyszczająca.

Zapach/Konsystencja/Wygląd:

Zapach maski określiłabym jako perfumowany, lekko męski chyba, ale nie czuć go jakoś bardzo długo i przeszkadza, kiedy mamy maskę na twarzy. Kolor maski troszkę mnie zaskoczył, ponieważ myślałam, że będzie ona całkowicie czarna, ale jest szara o bardzo gęstej konsystencji. Co jest na plus, ponieważ nie ucieka nigdzie podczas aplikacji i siedzi sobie na twarzy. 


Podsumowując: Maska jest świetna. Używam jej równie często, jak mojej ulubionej maski dziegciowej, ale wracając do tego węglowego cuda, to jestem zadowolona, że tak dobrze radzi sobie z usuwaniem zanieczyszczeń, a jeszcze dodatkowo potrafi nawilżyć i wygładzić buzię, przygotowując ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. Jeśli się na nią czaicie, ze swojej strony polecam serdecznie. 


A wy lubicie maski węglowe? Czy raczej nie przepadacie?


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

czwartek, 23 lutego 2017

Mój codzienny makijaż

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was luźniejszy wpis. Niedawno zdałam sobie sprawę, że w sumie miałam od dawna pomysł na taki wpis, ale jakoś brakowało mi zawsze odwagi,  aby wam pokazać  mój codzienny, niezbyt skomplikowany makijaż. Oczywiście nie będzie to żaden tutorial, ponieważ nie czuję się kompetentna na tym polu, ale taki mój codzienny make-up, który wykonuje w ok. 20 min każdego ranka. Jeśli jesteście ciekawe, jak to wygląda, zapraszam do dalszej części. 



Kiedy wykonam swoją poranną pielęgnację, pierwszym krokiem jest podkład. W dni, kiedy nie potrzebuję super trwałości, wybieram coś lekkiego i naturalnego, czyli jeden z moich ulubionych podkładów Maybelline Affinitone. Daje mi przyzwoite krycie, ujednoliconą  oraz lekko rozświetloną cerę,  a na co dzień to idealne rozwiązanie. Mój kolor to 03 Light Sand Beige. 


Jeśli cera jest już ujednolicona i delikatnie rozświetlona przydałoby się użyć korektora i zrobić to samo z przestrzenią pod oczami. Tutaj niezastąpiony jest mi w ostatnim czasie korektor Eveline Art Scenic 2w1 właśnie kryjąco-rozświetlający.  Nie dość, że ukrywa cienie pod oczami, to jeszcze ładnie rozświetla spojrzenie. Czasem używam go też jako bazy pod cienie do powiek.
Eveline Art Scenic korektor kryjąco-rozświetlający

Kolejnym krokiem są oczy. Na powieki, zanim wykonam makijaż oczu, nakładam bazę. Od kilku miesięcy jest to Wibo Eyeshadow Base, którą naprawdę uwielbiam. Bardzo dobrze utrzymuje cienie na powiekach, nawet przez długie godziny i to bez uszczerbku. Jak dla mnie jest świetna. Uważajcie, tylko jeśli macie bardzo tłuste powieki, ponieważ wtedy nie będzie wystarczająca.

Wibo Eyeshadow Base

Kiedy konieczna jest odrobina pudru na całej buzi z pomocą przychodzi mi Wibo Fixing Powder. To opakowanie użytkuję od jesieni bardzo namiętnie właściwie. Używam go i w strefie T, gdzie moja buzia lubi się przetłuszczać oraz kiedy np. chcę nałożyć coś jasnego na powieki, a akurat nie mam pod ręką takiego cienia do powiek. To już moje kolejne opakowanie i zapewne nie skończy się na nim. Od niedawna posiadam też jego brata w wersji ryżowej, ale o tym opowiem wam za jakiś czas. 
➥Wibo Fixing Powder

Ostatnio w kwestii cieni do powiek rządzi u mnie paletka MUR Beyond Flawless. Jak widzicie, na zdjęciu  wydłubałam już kilka kolorów lekko, więc paletka jest maltretowana przeze mnie bardzo. Najbardziej przypadły mi do gustu cienie Cacao, Cookie Dough, Spicy, Brunette, Toasty, Bare Pink i Chestnut, choć lubię też różne kombinacje i na pewno na tych kilku cieniach w palecie nie skończę. W końcu możliwości mam dużo. 
Makeup Revolution Beyond Flawless

Jak wiadomo, każdy makijaż bez tuszu do rzęs wypada słabo, więc i u mnie nie może nigdy go zabraknąć. Od czasu poprzedniej promocji w Rossmannie rządzi u mnie niepodzielnie Miss Sporty Pump Up Booster 100% Rock, która świetnie wygląda na rzęsach, sprawiając, że są wydłużone i pogrubione oraz lekko podkręcone. 
➥Miss Sporty Pump Up Booster 100% Rock

Przedostatnim krokiem jest konturowanie. Nie wyobrażam sobie już swojego makijażu, nawet bez lekkiego akcentu brązerem i rozświetlaczem. Całość wygląda zupełnie inaczej, twarz jest lepiej zdefiniowana, szczególnie że jestem dość blada, więc tym bardziej taki zabieg jest korzystny. 

Eveline Cosmetics Contour Sensation 3w1


Usta to taka kropka nad i w całym makijażu. Ostatnio gości u mnie w tej kategorii matowa pomadka Lovely Extra Lasting o nr 1. To piękny brudny odcień różu, który jest idealny na co dzień. Pomadka oprócz koloru wykazuje świetną trwałość na moim ustach, a jak już się ściera to bardzo równomiernie. A do tego wszystkiego wystarczy zaledwie jedna warstwa na ustach. 

A teraz efekt końcowy:


Mam nadzieję, że dzisiejszy wpis przypadł wam do gustu. A makijaż się spodobał. Jak mówiłam wcześniej to szybka dzienna wersja, którą stosuję najczęściej.

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

wtorek, 21 lutego 2017

❤Hity lutego❤

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was post z hitami lutego. Tym razem obok pielęgnacji, trafiła się również kolorówka oraz gadżet do makijażu. Jeśli jesteście ciekawe, jakie produkty towarzyszyły mi w tym miesiącu najczęściej i dlaczego tak chętnie po nie sięgałam, zapraszam do dalszej części.





 PĘDZEL FAKE FACE PROFESSIONAL- zacznę może nietypowo, bo od pędzla do makijażu. W tym pędzlu zakochałam się w tym miesiącu i to bardzo. Jest super mięciutki przede wszystkim i to dla całej twarzy. Najbardziej lubię go używać do pudrowania okolic pod oczami oraz całej buzi podczas makijażu. Pierze się bardzo dobrze i nie wypada z niego żadne włosie, zarówno w czasie użytkowania, jak i wtedy kiedy go piorę. I mam ochotę na posiadanie większej liczby egzemplarzy tych pędzli.

BEAUTY FORMULAS MASKA Z AKTYWNYM WĘGLEM- tę maskę bardzo polubiłam za to, że super oczyszcza buzię, a szczególnie pory, które dzięki niej są również mniej widoczne. Jestem ostatnio miłośniczką tego typu masek, więc z chęcią używam i widzę bardzo dobre efekty na cerze, właśnie w postaci zmniejszonych i oczyszczonych porów oraz gładszej buzi.


SORAYA CLINIC CLEAN PEELING POTRÓJNIE ZŁUSZCZAJĄCY- ten peeling to jest dopiero petarda muszę wam powiedzieć. Genialnie ściera martwy naskórek z buzi w mig właściwie. Wystarczy dwie minutki masażu i po wszystkim. Dzięki niemu twarz jest dużo przyjemniejsza, a w duecie z maską węglową z BF, o której wspomniałam wyżej, sprawia, że buzia wygląda naprawdę świetnie. 


ALTERRA OLEJEK DO TWARZY Z GRANATEM- ten olejek to mój nowy nabytek, w zamian za serum z tej samej linii, które niestety zostało wycofane oraz za serum Eveline, które wyrządziło mojej buzi nie małą krzywdę. Ma bardzo ciekawą konsystencję, ponieważ jest to suchy olejek tak naprawdę, a nie taki typowy, tłusty. Używam go wieczorem na jeszcze wilgotną buzię po toniku Ziaji i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona. Kosmetyk dość szybko się wchłania, buzia się nie świeci jakoś bardzo, a jest świetnie nawilżona. I na wszelki wypadek mam już nawet w zapasie kolejne opakowanie :)


LOVELY EXTRA LASTING  MATOWY BŁYSZCZYK NR 1- ten kosmetyk traktuję właściwie jak matową pomadkę do ust. Jak już na nich zastygnie, jest nie do ruszenia. Nie transferuje się nigdzie. Najmniej przeszkadza jej picie, a tłustsze jedzenie też nie jest wielkim problemem, ponieważ równomiernie ściera się od wewnątrz. I nie wygląda to nieestetycznie później. Owszem może troszkę wysuszać usta, ale staram się regularnie o nie dbać i nie mam na razie większych problemów. A poza tym pomadka ma piękny kolorek. Idealny na co dzień.


I tak właśnie prezentują się najlepsze kosmetyki z tego miesiąca. To całkiem niezła gromadka ulubieńców,którzy zostaną ze mną na dłużej.
Pozdrawiam was serdecznie do następnego😘😘😘😘💄😘😘😘 wpisu 😘

niedziela, 19 lutego 2017

Alterra granat i aloes odżywka nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych

Witam was kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was  odświeżony wpis na temat pewnej odżywki. Jak wiecie ostatnim czasie przewija się przez moją kosmetyczkę wiele produktów marki Alterra. Najczęściej królują one w pielęgnacji mojej twarzy, jak dobrze pamiętacie. Jednak trafiła do mnie też odżywka do włosów tej marki, którą kiedyś miałam okazję przetestować w mini wersji, zużywając kilka opakowań. Jeśli jesteście ciekawe, jak sprawdziła się po raz kolejny po ponad trzyletniej przerwie, zapraszam do dalszej części wpisu.
 
NAZWA: ALTERRA GRANAT BIO & ALOES ODŻYWKA DO WŁOSÓW SUCHYCH I ŁAMLIWYCH
POJEMNOŚĆ: 200ML
CENA: 9,99ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN

Co mówi producent : 

Co obiecuje producent:
*delikatnie pielęgnuje i dostarcza włosom intensywnego nawilżenia.


Jest to konkretna i krótka obietnica producenta. I jak najbardziej trafiona, ponieważ kosmetyk świetnie spełnia to zadanie. Genialnie nawilża włosy, nawet suche końcówki, z którymi ostatnio mam problem i nawilżanie ich jest dla mnie niezbędnym krokiem w pielęgnacji. Dzięki niej są bardzo gładkie, mięciutkie i przyjemne w dotyku. Nie powoduje obciążania włosów ani puszenia. Co równie ważne nie przyczynia się do szybszego przetłuszczania kosmyków, mimo że odżywka jest nawilżająca i to mocno.


Skład: 
W składzie znajdziemy m.in. olejek z nasion granatu, olejek rycynowy,ekstrakt z owocu granatu, sok z aloesu, ekstrakt z kwiatu akacji, olejek ze słonecznika, olejek z nasion krokosza barwierskiego.

Opakowanie:
To plastikowa tuba zamykana na płaski klik na którym z powodzeniem możemy ją postawić, aby kosmetyk mógł cały czas ściekać w dół  opakowania. Otwór, przez który wydobywany kosmetyk jest odpowiedniej wielkości, a odżywka mimo że jest, gęsta nie ma problemu z wyjściem z opakowania.


Kolor/Konsystencja/Zapach:
Kosmetyk jak widzicie, jest bardzo gęsty i kremowy w białym kolorze. Nie spływa ani z rąk, ani z włosów podczas aplikacji. Bardzo przyjemnie słodko pachnie podczas nakładania, tak samo, jak wszystkie kosmetyki z tej serii zaczynając od kremu, poprzez serum do twarzy (niestety już wycofane) po balsam do ciała, który na razie czeka u mnie na użycie. 



Podsumowując: Jestem naprawdę zachwycona tą odżywką. Świetnie nawilża włosy, nawet suche końcówki, nie obciąża ani nie przyspiesza przetłuszczania mimo swojej treściwej konsystencji oraz mocno nawilżającego działania. Dzięki niej włosy są miękkie i gładkie. Dodatkowo cudownie słodko pachnie. 
Cieszę się, że po długiej nieobecności w mojej kosmetyczce, nadal tak świetnie się sprawdza. 



A wy miałyście już tę odżywkę?


Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

piątek, 17 lutego 2017

Ziaja liście zielonej oliwki tonik z witaminą C

Witajcie kochane kolejnym wpisie. Jak wiecie, marka Ziaja rzadko gości w mojej kosmetyczce. Jakoś nie po drodze mi z ich kosmetykami z wielu względów. Jak dotąd polubiłam się tylko z trzema produktami. Był to krem na noc z serii kozie mleko, krem pod oczy z bławatkiem oraz tonik, który będzie bohaterem dzisiejszego wpisu. Jeśli jesteście ciekawe,  jak się u mnie sprawdził, zapraszam do dalszej części. 




NAZWA: ZIAJA LIŚCIE ZIELONEJ OLIWKI TONIK Z WITAMINĄ C
POJEMNOŚĆ: 200ML
CENA: OK. 8-9ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE NATURA I INNE




Co mówi producent:
Producent obiecuje, że :
*tonik odświeża i jest idealny do każdego rodzaju skóry
* wzmacnia skórę i redukuje transepidermalną utratę wody
*skutecznie i szybko nawilża
* działa łagodząco na kondycję skóry


Jak to się ma do rzeczywistości? Otóż całkiem nieźle muszę powiedzieć. Pierwsza obietnica producenta została jak najbardziej spełniona, ponieważ tonik faktycznie dobrze odświeża cerę i nie mam mu tutaj nic do zarzucenia. Do drugiego punktu raczej się nie odniosę, ponieważ nie wiem, co producent ma tutaj na myśli. Jeśli chodzi, o nawilżenie to jest ono całkiem przyjemne, buzia nie jest ściągnięta ani wysuszona po aplikacji, czuć komfort. Działanie łagodzące również miałam okazję sprawdzić z racji tego, że często zdarzało się, iż cały dzień nosiłam makijaż i faktycznie tonik przynosił ukojenie zmęczonej cerze. I stwierdzam, że większość obietnic producenta została spełniona. Choć ja jeszcze znalazłam jedno zastosowanie dla tego kosmetyku, mianowicie gdy chcę ściągnąć z makijażu nadmiar pudrowości kosmetyk świetnie się do tego sprawdza, nie psując misternie wykonanej całości. Wystarczy spryskać i gotowe.

Skład:


Aplikacja/Konsystencja/Zapach:
Jeśli chodzi, o konsystencję to jest ona wodnista w kolorze przezroczystym,  nic specjalnego. Zapach kosmetyku jest całkiem przyjemny, charakterystyczny dla tej serii Ziai. Nie potrafię wam go opisać, ale bardzo mi się on podoba. Sama aplikacja kosmetyku przebiega bezproblemowo, wystarczy z odpowiedniej odległości (nie zbyt blisko i nie zbyt daleko) spryskać buzię i gotowe, tonik szybciutko się wchłania i można wykonywać dalsze czynności pielęgnacyjne. Ostatnio lubię nakładać na niego olejek z Alterry, kiedy buzia jest jeszcze delikatnie wilgotna i daje mi to fajnego kopa nawilżającego, głównie za sprawą olejku. Uważam ten aplikator za wygodne rozwiązanie i bardzo higieniczne. Próbowałam też nakładać kosmetyk, pryskając go na wacik, ale on większość wypił, więc wolę bezpośrednie nakładanie. 



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, uwielbiam ten kosmetyk i bardzo przyjemnie mi się go używa podczas wieczornej pielęgnacji. Świetnie odświeża cerę, delikatnie nawilża oraz szybciutko się wchłania. Dodatkowym atutem dla mnie osobiście jest też sposób aplikacji,ponieważ wystarczy spryskać buzię i gotowe. Jeżeli jeszcze go nie próbowałyście, ze swojej strony polecam serdecznie. 



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

środa, 15 lutego 2017

Pielęgnacja włosów-aktualizacja-4 proste kroki.

Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj postanowiłam, że zrobię aktualizację mojej pielęgnacji włosów. Ostatni taki wpis pojawił się tutaj dwa lata temu i troszkę się zmieniło od tego czasu. Obecnie stawiam na 4 proste kroki, które się sprawdzają.  Jeśli jesteście ciekawe, jakie kosmetyki teraz królują w pielęgnacji moich włosów, zapraszam do dalszej części. 



⏩ OCZYSZCZANIE


Przy pielęgnacji włosów pierwszym podstawowym i najważniejszym dla mnie krokiem jest oczyszczanie i to bardzo dokładne. W tym celu  używam szamponów Garnier Fructis. Najczęściej był to szampon Vitamin Force Fresh, obecnie zmieniłam go na chwilę na kosmetyk z serii Gęste i Zachwycające, który nadaje moim włosom fajnej objętość, bez obciążania ich. Drugim szamponem, który pokochałam w kwestii oczyszczania i nie tylko jest Tradycyjny Szampon Syberyjski nr 3 na łopianowym propolisie od Babuszki Agafii. Wiem, że są zwolenniczki tego szamponu tak jak ja, jak i jego przeciwniczki. Osobiście nie widzę nic złego w jego działaniu na moich włosach, a wręcz przeciwnie. Świetnie je oczyszcza, sprawia, że są takie mięsiste w dotyku, a przede wszystkim spełnia swoją podstawową rolę, czyli mocno ogranicza wypadanie włosów.

Garnier Fructis Gęste i Zachwycające
Receptury Babuszki Agafii Tradycyjny Szampon Syberyjski nr 3 na łopianowym propolisie
⏩ MASKA

Kolejnym krokiem jest maska na włosy. Nie wyobrażam sobie nie zastosować jej dwa razy w tygodniu, aby włosy dogłębnie nawilżyć. Obecnie do tego celu świetnie sprawdza mi się maska Kallos Omega. Włosy nie narzekają, a dostają porządną dawkę nawilżenia i odżywienia. Mam ochotę spróbować innych wariantów tej maski.
Kallos Omega

⏩ ODŻYWKA

Odżywka to nie mniej ważny następny krok, jeśli chodzi o moje włosy, szczególnie kiedy używam mocno oczyszczającego szamponu. Królują tutaj dwie odżywki. Znana wam już na pewno od długiego czasu Nivea Volume Care zwiększająca objętość. I faktycznie dodaje włosom objętości, szczególnie u nasady. Wyglądają fajnie i lekko. Świetnie sprawdza się przy mocno oczyszczających szamponach wszelkiej maści, które potrafią wysuszyć włosy. Odżywka przywraca im fajne nawilżenie. Nie mniej ważna jest tutaj odżywka marki Alterra, do której powróciłam po prawie 3 letniej przerwie. Powiem wam, że jak wtedy sprawdzała się super na moich włosach, tak i teraz nic się w tej kwestii nie zmieniło. Mimo że jest gęsta i mocno nawilżająca, to nie powoduje obciążenia i przyklapu na głowie, a dobrze nawilża, szczególnie suche partie włosów.

 →Nivea Volume Care


⏩ SERUM/OLEJEK NA KOŃCÓWKI

W kategorii przeszłam przez kilka produktów i nawet po drodze znalazłam ideał, którym było serum na końcówki z Mariona (chyba anti-age, jeśli dobrze pamiętam). Moje włosy naprawdę lubiły to cudo, jednak od bardzo długiego czasu jest ono już nie do kupienia. Potem eksperymentowałam w tej kwestii, aż trafiłam w Rossmannie na olejek do włosów z Alterry. Przede wszystkim ma bardzo wygodny aplikator, który się nie zacina i nie powoduje, że wszystko jest produktem uwalone, również dzięki zatyczce. Jeśli chodzi o działanie na włosach, a konkretnie o moje suche końcówki, to olejek nałożony w niewielkiej ilości (to ważne, bo inaczej możemy sobie zrobić kuku) świetnie je nawilża i sprawia, że są gładkie i przyjemne w dotyku. Co prawda to dopiero początek mojej przygody z tym olejkiem, ale muszę powiedzieć, że bardzo pozytywny. 



I tak właśnie wygląda obecnie pielęgnacja moich włosów. Większa część kosmetyków to stałe elementy, których używam już długi czas i jestem spokojna o ich działanie. Najnowszym produktem jest olejek do włosów z Alterry, który mam nadzieję, że dalej będzie sprawiał się tak dobrze, jak obecnie. 



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄



Instagram