Nie zostawiaj linków !!!

Staram się odwiedzać wszystkich komentujących, dlatego nie spamuj i nie zostawiaj linków !!! Każdy taki komentarz nie będzie przeze mnie akceptowany.

czwartek, 23 marca 2017

❤Hity marca❤

❤Hity marca❤
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak dobrze wiecie, każdego miesiąca o tej porze właśnie przychodzi czas na wpis z hitami. I dzisiaj nie będzie inaczej. Mam wam do pokazania trzy kosmetyki oraz coś z gadżetów do makijażu. Prawie o wszystkich wspomniałam już tutaj troszkę, ale nie w jednej w grupie można powiedzieć. A teraz,  jeśli ciekawi was, co znalazło się w podsumowaniu miesiąca, zapraszam do dalszej części :)








WIBO RICE POWDER- jak dobrze wiecie, od dłuższego czasu uwielbiam fiksującą wersję tego pudru. Chodził mi po głowie zakup ryżowego pudru, ale nie wiedziałam, że Wibo zamierza taki wypuścić, więc gdy tylko został zauważony przeze mnie na półce w szafie drogeryjnej, porwałam go ze sobą. I bardzo się polubiliśmy. Przede wszystkim puder dobrze trzyma mat, jak obiecuje producent na opakowaniu. Świetnie współpracuje z moimi dwoma ulubionymi podkładami z Maybelline (Affinitone i Super Stay), nie bieli twarzy, ani jej nie przesusza dodatkowo, a moja mieszana cera miewa takie wyskoki. Jak jego brat w fiksującej wersji, ten również posiada zapach, ale nie jest on specjalnie uciążliwy i szybko znika, bo zaraz po aplikacji. Jestem z tego pudru bardzo zadowolona i wam polecam. 

FLOS-LEK ŻEL ZE ŚWIETLIKIEM LEKARSKIM I HERBATĄ- muszę wam powiedzieć, że ten maluch naprawdę przypadł mi do gustu w tym miesiącu. Używam go głównie pod oczy, na powieki rzadziej i nie ma w tym specjalnego powodu dlaczego. Jeśli chodzi o jego działanie, to początkowo bałam się, że nie będzie nawilżał wcale, ale okazuje się, że radzi sobie solo i pod makijażem śpiewająco właściwie. A ja nie odczuwam żadnego przesuszenia. Oczywiście moja skóra pod oczami nie jest bardzo wymagająca, ale nie zauważyłam przesuszenia nawet pod kremowym korektorem z Rimmela, którego czasem używam pod oczy, ale w niewielkiej ilości i bez pudru. Wtedy zachowuje się idealnie, a skóra nie jest sucha w tym obszarze po zmyciu makijażu.  I mimo że przypadkowo wpadł w moje ręce w zastępstwie kremu z Alterry z winogronowej serii, to bardzo go polubiłam i mam ochotę na kolejne opakowanie, jak tylko wykończę obecne.

⏩Małe Recezje Ziaja|Flos-Lek|Cztery pory roku

KOBO PROFESSIONAL NR 142 RUSSET- tego przyjemniaczka miałyście okazję widzieć w akcji w jednym ze wpisów na blogu, kiedy pokazywałam wam, jak udało mi się przemycić kolor w swoim makijażu.  Co bardzo mi się podoba w tym cieniu jego barwa nie jest do końca oczywista, ale efekt daje na oku piękny, co i wy doceniłyście, a ja wam bardzo za to dziękuję. I za każdym razem, gdy miałam ochotę w tym miesiącu zaszaleć z makijażem, ten cień lądował na moich powiekach.Trwałość i pigmentacja, jak najbardziej na plus.

 ⏩Jak przemyciłam kolor w makijażu?

 FAKEFACE PROFESSIONAL PĘDZLE DO MAKIJAŻU- o nich miałyście już okazję czytać na blogu, ale umieszczam je tutaj dlatego, że również zasiliły w tym miesiącu zacne grono moich ulubieńców. Są jak najbardziej godne polecenia, mimo że tanie. Sprawdzają się świetnie, a moja kolekcja została powiększona o kolejne pędzle, których używam z przyjemnością. I wam polecam :)


⏩Tanie pędzle: FakeFace Professional



I tak właśnie prezentują się hity marca. O większości, jak widzicie, wspomniałam, już na blogu, ale nie zmieniło to faktu, że je polubiłam i że towarzyszyły mi w tym miesiącu bardzo często, przy pielęgnacji lub makijażu. Wspomnienia nie doczekał się  jeszcze tylko puder ryżowy z Wibo, ale miał tutaj swoje pięć minut jako największe odkrycie tego miesiąca. Oczywiście wspomnę o nim jeszcze w osobnym poście, bo jest tego godzien. 
A wy znacie któregoś mojego ulubieńca? A może coś szczególnie was kusi? Koniecznie dajcie znać :) 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

poniedziałek, 20 marca 2017

Małe recenzje| Ziaja| Flos-Lek| Cztery pory roku.

Małe recenzje| Ziaja| Flos-Lek| Cztery pory roku.
Witam was kochane serdecznie w kolejnym wpisie. Dzisiaj chciałabym pokazać trzy produkty, które się u mnie sprawdziły. Dwa z nich będą dotyczyły pielęgnacji wrażliwej strefy pod oczami, a jeden wizytówki każdej kobiety, czyli dłoni. Jeśli jesteście ciekawe, jakich trzech przyjemniaczków wam pokażę, zapraszam do dalszej części.

Małe recenzje: Ziaja, Flos-Lek, Cztery pory roku.



Flos-Lek żel ze świetlikiem i herbatą.

Ten żel trafił w moje ręce przypadkowo. Skończyłam opakowanie kremu pod oczy z winogronowej serii Alterry i postanowiłam, że wypróbuje coś nowego. Sam kosmetyk przyjemnie nakłada się pod oczy, ma formę niespływającego żelu, w kolorze herbacianym właśnie. Oczywiście jest całkowicie bezzapachowy, co ma zapewne  znaczenie, jeśli chodzi, o delikatną skórę pod oczami właśnie. Moja jest normalna w tej okolicy i niezbyt wymagająca, więc ten żel jak najbardziej odpowiada moim codziennym potrzebom nawilżania tej okolicy, co jest priorytetem. A co więcej, mogę go spokojnie aplikować pod makijaż i nie mam najmniejszego problemu z korektorem, a skóra jednocześnie nie jest wysuszona w tej okolicy. Zapłaciłam za niego w drogerii ok. 7 zł, więc jak na tak tani kosmetyk, sprawdza się świetnie. Nie wiem. jak bardzo wpływa na cienie pod oczami, ale moje od jakiegoś czasu są mniejsze i raczej nie ma to związku z tym żelem.



Ziaja krem pod oczy i na powieki rozjaśniający cienie z bławatkiem


Jak wiecie, od jakiegoś czasu  przeprosiłam się z marką Ziaja i używam z powodzeniem ich dwóch kosmetyków toniku oraz kremu pod oczy właśnie. Od kremu pod oczy wymagam przede wszystkim tego, aby nawilżał, był lekki oraz szybko się wchłaniał. I w tym wypadku jak najbardziej nie mam mu nic do zarzucenia, ponieważ spełnia te kryteria, a moje zadowolenie z niego rośnie wprost proporcjonalnie do wymagań. Wygoda jest tutaj również opakowanie, ponieważ można go zaaplikować bezpośrednio pod oczy z opakowania, gdyż posiada aplikator do tego celu przystosowany :)


Cztery pory roku krem do rąk i paznokci masło mango& masło shea





O tym przyjemniaczku wspominałam wam na blogu może dwa razy, ale nie myślcie sobie, że go porzuciłam gdzieś. Otóż nadal gościł na moich rękach, fajnie radząc sobie z nawilżaniem dłoni. A dodatkowo jest lekki, nie zostawia dziwnej warstwy na dłoniach, zamiast tego są przyjemnie gładkie i pachnące mango. Jak dla mnie ten krem jest całkiem przyjemny, jak na jego niską cenę.


I tak prezentują się  małe recenzje trzech kosmetyków, które włożyłam do jednego wpisu. Są jak najbardziej godne uwagi, w przystępnej cenie. Wszystkie trzy bardzo lubię i mogę polecić. A może je już znacie? Koniecznie napiszcie.



Pozdrawiam serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

niedziela, 19 marca 2017

Lovely Extra Lasting matowa pomadka w płynie nr 1

Lovely Extra Lasting matowa pomadka w płynie nr 1
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was post o moim małym odkryciu w kwestii pomadek matowych. Jak dobrze wiecie, w mojej kolekcji produktów do ust ze świecą szukać takiego, który błyszczy. I to dosłownie. Pomijając już fakt, że kolorystyka ma różne odcienie różu, to błysku nadal jak na lekarstwo, a właściwie wcale. Do mojej kolekcji w poprzednim miesiącu dołączył matowy błyszczyk z Lovely. Jeśli jesteście ciekawe, za co go polubiłam, zapraszam serdecznie do dalszej części.





NAZWA: LOVELY EXTRA LASTING MATOWY BŁYSZCZYK NR 1
POJEMNOŚĆ: 6ML
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN
CENA: OK 10ZŁ



Co mówi producent:
"Napełniony po brzegi kolorem, błyszczyk Extra Lasting wpasuje się w usta na wiele godzin. Uzupełni makijaż modnym matowym wykończeniem. Dostępne kolory: od lekkiego różu, przyciągającej czerwieni aż po pastelowe brązy. Wygodna gąbka umożliwia precyzyjną aplikację, a nowoczesna formuła long-lasting zapewnia makijaż na wiele godzin."

Co obiecuje producent w pigułce:
*długotrwałą formułę 
*wygodną i precyzyjną aplikację
*dobrą pigmentację


I teraz zapytacie, jak to wygląda w praktyce? Otóż muszę wam powiedzieć, że jest w moim odczuciu naprawdę świetnie. Do pigmentacji nie mogę się przyczepić, ponieważ jedna warstwa w zupełności pokrywa całe usta i nic nie prześwituje. Patyczek zakończony gąbeczką pozwala na wygodną aplikację, bez niespodzianek. Owszem zdarza mi się wyjechać poza kontur ust, ale jest to najczęściej kwestia mojego roztargnienia przy nakładaniu  produktu. Jeśli chodzi o ostatnią obietnicę, czyli fakt, że  jest on długotrwały, to muszę powiedzieć, że jest bardzo dobrze. W pomadce mogę spokojnie pić i jeść coś lekkiego, a ona to przetrwa. Przy tłustszych rzeczach wyciera się od wewnątrz stopniowo, nie rolując się ani nie rozlewając poza kontur ust. Nie transferuje się również nigdzie, na przykład na szklanki. Nie zauważyłam też, aby jakoś mocno wysuszała mi usta, aczkolwiek staram się o nie dbać regularnie, więc to też ma swój wpływ na pewno. Jeżeli chodzi o dokładanie pomadki po tym jak się wytrze, raczej tego nie robię, bo wtedy  można zrobić sobie krzywdę, a pomadka właśnie w takim przypadku może się rolować. Osobiście preferuję ściągnięcie resztek pomadki, a potem nałożenie nowej warstwy. Z samym zmywaniem nie ma problemu, wystarczy  ulubiony micel i po sprawie. 



Opakowanie:

To mała buteleczka  o pojemności 6ml. Grafika na opakowaniu nawet  dość dobrze oddaje kolor, którego możemy się spodziewać w środku. 





Aplikator:
Aplikator, jak same widzicie to patyczek zakończony gąbeczką. Jest jak najbardziej wygodny i można nim ładnie pomalować usta bez wyjeżdżania poza kontur, chyba że malujemy się bez lusterka w roztargnieniu, to inna sprawa. 

Konsystencja/Kolor/Zapach:
Jeżeli chodzi, o konsystencję produktu, to jest ona kremowa w moim odczuciu, odrobinę masełkowata na samym początku, kiedy aplikujemy pomadkę na usta. Kiedy zastyga, robi się lekko klejąca, potem to uczucie znika. 
Kolor pomadki jak najbardziej mnie kupił. Jak sam widzicie to taki przybrudzony róż, niestety zdjęcie nie do końca chce to oddawać, ale musicie mi uwierzyć na słowo, że tak jest. Jak pisałam wyżej, aby pokryć usta, potrzebujemy jednej warstwy. 
Zapach pomadki jest całkiem przyjemny, taki słodki i lekko owocowy, ale czuć to tylko w opakowaniu i przez krótką chwilę kiedy pomadkę nakładamy na usta. Potem zapach ulatnia się w eter. 


Efekt końcowy/zdjęcie poglądowe jak wygląda na ustach:

Czego użyłam:  TWARZ: Podkład: Maybelline Affinitone 03 Light Sand Beige (rozprowadzony gąbeczką stożkową), puder:Wibo Fixing Powder, Kontur: Eveline Contour Sensation 01.
OCZY: Wibo Eyeshadow Base, paleta MUR Beyond Flawless, w załamaniu cień Cocoa, na ruchomej powiece Cookie Dough +Sepia, w kąciku rozświetlacz Lovely Gold Highlighter. 
USTA: Lovely Extra Lasting nr 1



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, z pomadki jestem bardzo zadowolona. W tej cenie zrobiła na  mnie niemałe wrażenie swoją trwałością oraz pigmentacją. Jestem w niej totalnie zakochana i właściwie drugi miesiąc już wałkuję ten kolor na swoich ustach. Ze swojej strony mogę wam ją serdecznie polecić, choć wiem, że są zwolenniczki i przeciwniczki tej pomadki, a właściwie matowego błyszczyka, co jest dla mnie nazwą dziwną, ale któż zrozumie zamysł producenta :) 



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

piątek, 17 marca 2017

Jak używać gąbki stożkowej?

Jak używać gąbki stożkowej?


Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiejszy post jest zainspirowany waszymi częstymi zapytaniami, o to, jak używać gąbki stożkowej wpisywanymi w wyszukiwarkę, i  które to pozwalają wam trafić na  mojego bloga. Podejrzewam, że skoro tak jest, to w recenzji gąbeczki z Natury nie wyczerpałam do końca tego tematu, więc postaram się dzisiaj opowiedzieć, jak wygląda używanie takiej gąbeczki, jeśli jesteście ciekawe tego, zapraszam serdecznie do dalszej części.





Jak gąbka stożkowa wygląda, każda z nas wie. Ma płaską dolną część i szpic u góry. Nic odkrywczego tak naprawdę. Moja jak widzicie,  jest już sfatygowana troszkę, ale nadal mi służy dzielnie. Pochodzi z Drogerii Natura, ale w wielu innych możecie takie lub podobne znaleźć. Ja za swoją zapłaciłam ok 11zł, czyli całkiem przystępnie.

Pisałam o niej tu:
Natura Accessories Gąbka Stożkowa


Gąbeczki możemy używać na sucho lub na mokro, mocząc ją w wodzie. Wtedy powiększa swój rozmiar troszkę. Oczywiście należy pamiętać o tym, aby dobrze ją wycisnąć zanim,  zaczniemy aplikować podkład. Pierzemy ją standardowo w wodzie z mydłem lub szamponem np. dla dzieci, w którym ja piorę swoje pędzle również.



Gąbeczka podzielona jest na dwie części. Płaską i spiczastą. Najpierw zajmiemy się omówieniem płaskiej części. Jest ona wygodna do nakładania podkładu na twarz. Ja preferuję zrobienie sobie małych plamek podkładu na twarzy, a potem wpracowanie go w skórę za pomocą stemplowania płaską częścią naszej gąbeczki. Efekt jest dzięki temu naturalny, a sam podkład lepiej stapia się ze skórą. 


Spiczasta część gąbeczki świetnie nadaje się do nakładania korektora pod oczami. Wystarczy zaaplikować sobie pożądaną ilość kosmetyku i ładnie wpracować w skórę za pomocą tej końcówki. Bardzo dobrze dociera ona w trudno dostępne miejsca, takie jak wewnętrzny kącik oka choćby. Można nią również nakładać puder w tym miejscu, uzyskując w ten sposób ładny efekt. 



Podsumowując: Jak same widzicie, aplikacja podkładu gąbeczka jest łatwa, szybka i daje najbardziej naturalny efekt moim zdaniem. Czy zdecydujecie się nakładać podkład suchą, czy mokrą gąbka, zawsze jest on tak samo przyjemny.  Na plus jest również cena takiego narzędzia oraz jego dostępność. Mam nadzieję, że ten wpis będzie przydatny dla was i że skorzystacie z niego.




Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄




środa, 15 marca 2017

Tanie pędzle: Fake Face Professional

Tanie pędzle: Fake Face Professional
Witam was kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie, od ponad roku jestem miłośniczką chińskich, tanich pędzli.  Stało się to po tym, jak dołączyły do mojego zestawu słynne chińskie puchacze, bo od nich się właśnie zaczęło. Dzisiaj opowiem wam parę słów na temat  kolejnych kilku pędzli, które dołączyły do mojej kolekcji. Jeśli ciekawi was, jak się sprawdzają, zapraszam do dalszej części.







PĘDZEL DO PUDRU F3 -12,90ZŁ
PĘDZEL WACHLARZ F1-12,90ZŁ
PĘDZEL FLAT TOP F45-10,90ZŁ
PĘDZEL MALUTKA KULECZKA F17-4,50ZŁ
PŁASKI PĘDZEL DO CIENI F55- 4,50ZŁ

Wszystkie pędzle zakupiłam w chińskim sklepie. Muszę wam powiedzieć, że to kopalnia takich rzeczy. A ja nie muszę zamawiać nic przez internet i czekać dodatkowo, a uwierzcie mi moja cierpliwość w tej kwestii, jest bardzo mała.  Poniżej pokażę wam z bliska każdy pędzel i opowiem parę słów na temat tego,
 do czego go używam i jak się sprawdza.




PĘDZEL FAKEFACE PROFESSIONAL F3- ten egzemplarz zakupiłam jako pierwszy. Na zdjęciu widzicie go akurat świeżo po praniu. Normalnie jest puchaty i idealny do nakładania pudru oraz rozcierania bronzera na twarzy, jeśli nałożę odrobinę za dużo. Bardzo dobrze łapie też puder i aplikuje na twarz. Jest w tej kwestii naprawdę przyjemny, a w dodatku miękki. Przeszedł kilka prań już i nie miałam najmniejszego problemu z wypadaniem włosów z niego, bo nic wypadać nie chce. Jest też nadal miękki jak na samym początku. Najczęściej piorę go razem z innymi pędzlami w szamponie dla dzieci, który jest delikatny, ale skuteczny.




PĘDZEL FAKEFACE PROFESSIONAL F1 WACHLARZ- pędzel ten służy mi  do nakładania rozświetlacza. Dzięki niemu efekt na twarzy jest subtelny, dzienny, ale nadal widoczny. Podobnie jak jego brat wyżej również jest przyjemnie miękki dla twarzy i nie drapie. Pierze się bezproblemowo i szybko schnie.



FAKEFACE PROFESSIONAL F45 FLAT TOP- kształt pędzla na zdjęciu wyżej jednoznacznie zasugerował mi, że będzie on świetny do podkładu i faktycznie tak jest. Bardzo pomaga tutaj fakt, że jest zbity i jakoś mało tego podkładu wypija. A efekt na buzi też jest bardzo ładny, bez smug i innych atrakcji, a dodatkowo nie mam też potrzeby poprawiania niczego po nim. Fajnie nakłada też korektor w kremie. Pierze się go bardzo dobrze, tylko schnie troszkę dłużej.



 PĘDZLE F55 PŁASKI PĘDZEL I F17 MAŁA KULECZKA- te egzemplarze również nie marnują się w moim pojemniku na pędzle. Płaski fajnie sprawdza się do malowania dolnej powieki albo nałożenia odrobinki błyszczącego cienia na środek powieki. Drugi pędzelek, czyli malutka kuleczka super nadaje się do malowania kącika wewnętrznego. Precyzyjnie tam dociera i aplikuje rozświetlacz. Piorą się bardzo dobrze oraz schną szybciutko.




I tak oto prezentuje się moja opinia na temat tych kilku pędzli. Przyznam, że bardzo je polubiłam. Właściwie na równi z moimi chińskimi puchaczami dają radę przy codziennym makijażu. Muszę powiedzieć, że po zakupie pierwszego egzemplarza nie spodziewałam się, że tak szybko pojawią się w mojej kosmetyczce kolejne, aczkolwiek jest to chyba dowód na to, iż pędzle,  choć tanie świetnie sobie radzą i nie muszę wydawać majątku na nie. A wcale nie wyglądają tanio w moim odczuciu, a wręcz przeciwnie. Ja ze swojej strony polecam wam je serdecznie. Z tego co wiem dostępne są internecie, więc jeśli was pokusi możecie poszukać :)



poniedziałek, 13 marca 2017

Tanie lakierowanie

Tanie lakierowanie
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie, jeśli chodzi o, lakiery do paznokci, obecnie przerzuciłam się na system hybrydowy, jednak zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystkie z was go  lubią lub mają ochotę na taki manicure. Postanowiłam więc, że skoro mam też w swojej kolekcji zwykłe, tanie lakiery, łatwo dostępnych marek stworzę o nich serię wpisów, zwracając waszą uwagę na te, które są godne polecenia. Jeśli jesteście ciekawe, co znalazło się w dzisiejszym zestawieniu, zapraszam do dalszej części.




Kolory, które chcę wam polecić, będą głównie wiosenne. Pierwszy z nich to lakier MISS SPORTY LASTING COLOR GEL SHINE o pięknym pomarańczowym kolorze w tonacji pastelowej. Świetnie przyciąga tym kolorem wiosnę na paznokciach, a nawet lato. Z utrzymywaniem nie ma większego problemu. Po około 5 dniach widać większe uszkodzenia.

Kolejny lakier również marki MISS SPORTY Z SERII LASTING COLOR GEL SHINE to cudowny niebieski kolor, również w tonacji pastelowej, ale już ciut żywszej. Świetnie komponuje się z szarością, tak na marginesie. Jego trwałość jest taka sama jak poprzednika wyżej. Również po 5 dniach widać większe uszkodzenia.  Obydwa lakiery Miss Sporty dostaniecie w drogerii za ok 7zł, a na promocji jeszcze taniej.

 Następny lakier jest również w wiosenny kolorze to ESSENCE THE GEL NAILS NR 20 WHISPER OF SPRING. Kolor to pastelowy, lawendowy odcień. W przypadku tej serii lakier utrzymuje się ok. 3 dni. Potem zaczyna odpryskiwać, a resztki można zedrzeć z paznokcia bez uszkodzenia płytki. Oczywiście nie polecam wam jednak tego robić.

Ten lakier w iście miętowym kolorze też marki ESSENCE to cudowna, pastelowa mięta w kolorze 040 PLAY WITH MY MINT. Utrzymuje się podobnie jak jego brat w lawendowym odcieniu około 3 dni. Potem zaczyna odpryskiwać standardowo. Oba lakiery kosztują drogerii, tyle samo, co lakiery marki Miss Sporty, czyli wspomniane już 7zł. 


Ostatnim lakierem w tym zestawieniu jest piękny róż. To przyjemniaczek marki RIMMEL NR 405 ROSE LIBERTINE. Ten lakier katowałam tak namiętnie, że na zdjęciu powyżej widzicie jego drugie opakowanie w mojej kosmetyczce. Do trwałości nie mogę się przyczepiać. Po sześciu dniach dopiero widać, że lakier wyciera się na końcówkach. Według mnie jak na zwykły lakier do paznokci, to całkiem niezły wynik. 
W drogerii dorwiecie go za ok. 11 zł. Warto też polować na różne promocje. 




I tak prezentuje się pierwsze zestawienie tanich lakierów w mojej kosmetyczce, które warte są uwagi. Mam nadzieję, że wpis przypadnie wam do gustu i znajdziecie dla siebie coś ciekawego. 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄


sobota, 11 marca 2017

Co nowego w kosmetyczce-Mały haul pielęgnacyjny.

Co nowego w kosmetyczce-Mały haul pielęgnacyjny.
Witam was kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was malutki haul z nowościami pielęgnacyjnymi. Nie jest tego zbyt wiele, gdyż było to tylko malutkie polowanie z okazji Dnia Kobiet oraz mocnego uszczuplenia zapasów myjadeł pod prysznic. Jeśli jesteście ciekawe, co nowego przyniosłam z tego polowania, zapraszam do dalszej części. 








BEBEAUTY KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC MALINA & WANILIA- na tę wersję polowałam bardzo długo, ale wreszcie mi się udało. Nie jest to łatwe, gdyż ten zapach znikał zwykle najszybciej w biedronce. Przerobiłam wcześniej dwie wersje: kokos i melon oraz pistacja. Obie wam polecam, jak tylko traficie na nie w biedronce.


DOVE  NUTRIUM MOISTURE GENTLE EXFOLIATING- OK 13ZŁ-ROSSMANN- ten żel miałam wcześniej w mniejszej wersji 200ml i bardzo mi się spodobał, więc skusiłam się na kolejne opakowanie tym razem trochę większe, co by wystarczył na dłużej. Jest kremowy, nie wysusza skóry i pięknie pachnie. 



ALTERRA SERUM DO INTENSYWNEJ PIELĘGNACJI GRANAT BIO-6,99ZŁ-ROSSMANN- pamiętacie jak we wpisie z projektem denko, pisałam wam, że nie znalazłam już w drogerii tego serum? Otóż powróciło jednak, co spowodowało upadek wielkiego głazu z mojego serca. Nie wiem, co takiego wcześniej było nie tak, że w drogerii go nie było.  I  dlatego też  skoro znów jest, porwałam ze sobą kolejne opakowanie tego cudeńka i wam polecam, jeśli jeszcze nie próbowałyście. 

Alterra Serum do intensywnej pielęgnacji Granat Bio


BEBEAUTY PŁYN MICELARNY NAWILŻAJĄCY-5,79ZŁ-BIEDRONKA-ten płyn dorwałam sobie podczas promocji w dzień kobiet. Tę wersję znam z mniejszego opakowania i byłam zadowolona, mam nadzieję, że w tej dużej wersji też tak będzie. Jeśli lubicie te płyny to warto zrobić zapas dużych opakowań. 


BEBEAUTY PŁYN MICELARNY MATUJĄCY-5,79ZŁ-BIEDRONKA- z tej serii znam akurat żel peelingujący, którego z powodzeniem używa moja siostra i bardzo go lubi. Natomiast płyn widzę po raz pierwszy i jestem bardzo ciekawa, jak się sprawdzi. 






I tak oto prezentuje się mój mały haul pielęgnacyjny. Nie jest tego wiele, ale są to rzeczy, które idą u mnie szybciutko raczej, no może oprócz serum, bo je akurat zużywam jakieś trzy miesiące. Znacie coś? Lubicie?

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄






czwartek, 9 marca 2017

Jak przemyciłam kolor w makijażu?

Jak przemyciłam kolor w makijażu?
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was mały post makijażowy. Nie będzie to oczywiście żaden tutorial ani nic z tych rzeczy. Chcę wam dzisiaj pokazać, jak w sposób niezbyt drastyczny przemyciłam do swojego makijażu trochę koloru. W roli głównej zobaczycie cień do powiek, który ostatnio naprawdę mnie zachwycił. Jeśli jesteście ciekawe, co mam wam do pokazania, zapraszam do dalszej części.






Dzisiejszym bohaterem, który będzie robił właśnie za kolor w moim makijażu, jest pojedynczy cień marki KOBO PROFESSIONAL NR 142 RUSSET. Sam kolor cienia, jak na mnie jest bardzo nietypowy, ponieważ jeśli czytacie mojego bloga od dłuższego czasu, to bardzo dobrze wiecie, że jestem fanką głównie nudnych kolorów cieni, jednak znalazł się wyjątek, który mnie urzekł.

Wspomniany właśnie cień udało mi się kupić za ok 11zł z groszami w drogerii Natura podczas promocji. Sam kolor jest faktycznie, jak sama nazwa wskazuje taki rudawy, trochę brązowawy, a dopełnieniem tego jest jeszcze pomieszanie z odrobiną brudnego różu i czerwieni. Nie potrafię idealnie opisywać kolorów, ale mam nadzieję, że chociaż częściowo nakreśliłam wam, czego możecie się spodziewać, jak go zobaczycie.



Jak same widzicie, kolor nie jest oczywisty, ale przykuwa uwagę i ładnie komponuje się z brązem, co zobaczycie w makijażu z jego udziałem poniżej. Z takich technicznych jeszcze spraw to nie mogę się przyczepić ani do pigmentacji, ani do trwałości cienia. Jego wykończenie jest matowe, ale nie jest to suchy i kredowy wręcz mat.


Jak wygląda na oku:
Do wykonania makijażu użyłam:

OCZY:  Baza Wibo Eyeshadow Base, Makeup Revolution Beyond Flawless, w załamaniu cienie Cacao i Brunette, na powiece ruchomej Kobo Professional Nr 142 Russet,w kąciku wewnętrznym rozświetlacz z trio do konturowania Eveline Cosmetics Contour Sensation 01 Pink Beige, pod oczami korektor Rimmel Lasting Finish plus Catrice Liquide Camuflage 020, tusz Miss Sporty Pump Up Booster 100% Rock.
TWARZ: Podkład Maybelline Affinitone 03 Light Sand Beige, Puder Wibo Rice Powder, Eveline Cosmetics Contour Sensation 01 Pink Beige.
USTA: Lovely Extra Lasting nr 1.


I tak prezentuje się pierwszy makijaż, do którego udało mi się wprowadzić kolor. Zdaje sobie sprawę z tego, że nie jest to jeszcze idealne wykonanie, ale staram się doskonalić, może nie na poziom mistrza, ale tak, aby dało się na to patrzeć. Mam nadzieję, że spodoba wam się taka forma wpisów, ponieważ mam w zanadrzu kolejne dwa z wykorzystaniem tego, co mam pod ręką. 



Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki 👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄



wtorek, 7 marca 2017

Dwa olejki Alterra| Granat i pestki moreli| Twarz i włosy.

Dwa olejki Alterra| Granat i pestki moreli| Twarz i włosy.
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Jak wiecie markę Alterra darzę dużą  sympatią i zaufaniem, ponieważ ich kosmetyki praktycznie w 100% przypadków spełniają moje oczekiwania oraz obietnice producenta. Postanowiłam zatem dołączyć do swojej kosmetyczki kolejne dwa produkty, a są to olejki. Jeden do twarzy, a drugi do włosów. Jeśli jesteście ciekawe, jak się sprawdzają, zapraszam do dalszej części.

Alterra olejek granat bio





NAZWA: ALTERRA  OLEJEK DO TWARZY GRANAT BIO
POJEMNOŚĆ: 30ML
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN
CENA: 10,99ZŁ

Producent mówi o nim, że:
*intensywnie pielęgnuje
*pozostawia uczucie optymalnie nawilżonej i aksamitnej skóry

Ten olejek włączyłam do swojej wieczornej pielęgnacji. Używam go zawsze po toniku z Ziai z witaminą C na jeszcze lekko wilgotną skórę. Efekty są bardzo przyjemne. Olejek faktycznie nawilża buzię i pozostawia ją aksamitną i gładką, czyli tak jak obiecuje producent na opakowaniu. Dodatkowo olejek dzięki aplikacji na lekko wilgotną skórę lepiej i szybciej się wchłania. Warte zaznaczenia jest również to, że olejek ma odczuciu suchą konsystencję. Nie zapycha ani nie podrażnia cery. Obecnie jest stałym punktem w wieczornej pielęgnacji i mimo że jest to moje pierwsze spotkanie z olejkiem do twarzy właśnie, to muszę powiedzieć, że jestem zadowolona, iż tak super się sprawdza u mnie taka forma pielęgnacji.


Alterra olejek do włosów z pestek moreli

NAZWA: ALTERRA OLEJEK DO WŁOSÓW SUCHYCH I ŁAMLIWYCH  Z PESTEK MORELI
POJEMNOŚĆ: 50ML
CENA: 14,99ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: ROSSMANN


Producent obiecuje, że :
* ułatwia rozczesywanie
*sprawia, że włosy lśnią
*nawilża, ponieważ jest przeznaczony do włosów suchych


Tego olejku używam z powodzeniem na końcówki włosów. Stosuję taki zabieg po każdym myciu włosów. Biorę niewielką ilość olejku (jakieś pół pompki) i traktuję nim moje suche końcówki. Olejek już w rękach bardzo przyjemnie owocowo pachnie morelami. Zawsze aplikuję go na mokre włosy i po wyschnięciu faktycznie ładniej wyglądają i są lepiej nawilżone. Obecnie wielkiego zużycia nie widzę po tym kosmetyku i mniemam, że będzie go wolno ubywało i to bardzo. Ten przyjemniaczek, tak samo, jak olejek do twarzy też posiada pompkę i dzięki temu całe opakowanie nie jest nim ubrudzone. 



Podsumowując: Po raz kolejny, nie jestem zawiedziona marką Alterra oraz ich kosmetykami. Te dwa olejki sprawdziły się u mnie świetnie, mimo że jest to moje pierwsze spotkanie z taką formą pielęgnacji w wypadku twarzy, jeśli chodzi o, włosy miewałam już przygody z olejkami, które wspominam pozytywnie. Jeśli jeszcze nie testowałyście tych przyjemniaczków, warto spojrzeć przychylnym okiem w ich stronę, podczas zakupów w drogerii. 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄

niedziela, 5 marca 2017

Soraya Clinic Clean Peeling potrójnie złuszczający

Soraya Clinic Clean Peeling potrójnie złuszczający
Witajcie kochane w kolejnym wpisie. Dzisiaj mam dla was post na temat peelingu. Muszę powiedzieć, że bardzo przypomina mi on inny kosmetyk tej marki, który naprawdę polubiłam kiedyś, a potem po skończeniu gigantycznej tuby nie mogłam więcej go kupić. Jeśli ciekawi was, o jakim kosmetyku będzie mowa, zapraszam serdecznie do dalszej części.




NAZWA: SORAYA CLINIC CLEAN PEELING POTRÓJNIE ZŁUSZCZAJĄCY
POJEMNOŚĆ: 75ML
CENA: OK 11-12 ZŁ
DOSTĘPNOŚĆ: DROGERIE NATURA, ROSSMANN.


Co mówi producent:


Producent obiecuje:
*skuteczne usuwanie martwych komórek naskórka
*dogłębne oczyszczenie
*aksamitną gładkość i promienny wygląd

Za złuszczanie odpowiadają:
*rozdrobnione łupinki orzecha
*mikrosfery złuszczające
*kwas salicylowy

Jak to wygląda w rzeczywistości? Otóż jak wiecie doskonale, mam mieszaną cerę i jeśli chodzi, o peelingi do twarzy przeszłam już przez różne opcje od delikatnych, drobnoziarnistych, do tych gruboziarnistych porządnie złuszczających martwy naskórek. I wniosek jest taki, że bardzo lubię peelingi konkretne, najlepiej z drobinami ścierającymi w postaci startych na proszek łupinek orzecha, jak właśnie w przypadku peelingu Soraya jest. A teraz przejdźmy do działania. Z samego kosmetyku jestem zadowolona, ponieważ świetnie ściera martwy naskórek, dzięki czemu wszelkie suche, odstające gdzieś skórki znikają, buzia jest czyściutka i aksamitna w dotyku. Jeśli chodzi o działanie kwasu salicylowego w tym peelingu, to chyba coś jest na rzeczy w tej kwestii, (bo przyznam, szczerze, że to też mnie skusiło do zakupu tegoż cudeńka), gdyż lekkie pieczenie odczuwam czasem przy nałożeniu po nim na parę chwil maski węglowej, aczkolwiek nie jest to żadne podrażnienie, ponieważ buzia nie jest zaczerwieniona.



Skład:




Opakowanie:
Opakowanie dla naszego peelingu stanowi miękka tubka zamykana na klik o pojemności 75ml. Jest na tyle mała, że świetnie mieści się w moim łazienkowym koszyczku z pielęgnacją, którą zawsze muszę mieć pod ręką podczas kąpieli. Jedyną wadą w tym opakowaniu jest fakt, że dostaje się tam odrobina wody zawsze, ale z racji, iż używam go najczęściej podczas kąpieli, nie jest to takie uprzykrzające życie na szczęście. Oczywiście samo zamknięcie jest na tyle dobrze przemyślane, że jeszcze nie udało mi się go złamać. 


Wygląd/Konsystencja/Zapach:
Konsystencja kosmetyku jest kremowa. Zatopione są w niej bardzo małe drobinki sproszkowanych łupinek orzecha, o świetnej mocy ścierającej martwy naskórek. Sam zapach jest całkiem przyjemny i nie mogę się pozbyć wrażenia, że bardzo przypomina mi peeling Soraya Świat Natury z kompleksem antybakteryjnym, o którym pisałam wam 3 lata temu prawie. Podejrzewam, że Soraya Clinic Clean peeling potrójnie złuszczający może być ulepszoną wersją wyżej wspomnianego kosmetyku, właśnie przez ten zapach między innymi. 



Podsumowując: Jeśli o mnie chodzi, jestem z tego peelingu bardzo zadowolona. Robi dokładnie to, na czym mi zależy, czyli świetnie złuszcza martwy naskórek, oczyszcza i pozostawia buzię gładką i aksamitną w dotyku. No prawdziwa petarda.  I jeśli, tak jak ja uwielbiacie tego typu zdzieraki, ze swojej strony mogę go polecić. Jest tani i świetnie działa. 


A wy miałyście już z nim do czynienia? Jakie są wasze wrażenia? 
Koniecznie dajcie znać. 

Pozdrawiam was serdecznie do następnego wpisu. Buziaki👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄👄


Dziękuję za wszystkie komentarze. Proszę nie zostawiać spamu. Sama was znajdę, to proste :). Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright © 2016 Początkująco kosmetycznie , Blogger